Pocztówki z Iranu (8): Meandry prowincji
Ze zdziwieniem wylądowałem w całkiem sporym kofi-necie, w którym łączność odbywała się zupełnie jawnie przez serwery proxy omijające filtry cenzury.
Religia, ropa, opór – o Bliskim Wschodzie bez orientalizmu.
Ze zdziwieniem wylądowałem w całkiem sporym kofi-necie, w którym łączność odbywała się zupełnie jawnie przez serwery proxy omijające filtry cenzury.
Dziś nie ma szansy na szybkie zasypanie przepaści, która podzieliła Egipcjan na wrogie obozy.
Nie ma militarnego rozwiązania konfliktu w Syrii. Może być tylko polityczne, któremu interwencja wojskowa na pewno nie służy.
Haman spędził trzydzieści lat w Wielkiej Brytanii i był zadowolony z życia. Swoje ranczo urządził w stylu indyjsko-kolonialnym. Sam nosił się na biało, z siwą brodą i dumnie wypiętym brzuchem.
Ależ to dziki kraj, tam nikt nie mówi po angielsku! – i to nieraz przed wyjazdem do Iranu słyszałem.
Oficjalnie w Iranie nie można posiadać alkoholu, powiedział mi irański sąsiad z namiotu w obozie III podczas obowiązkowej aklimatyzacji. Ale w górach…
We wschodniej Słowacji Tomáš Rafa razem z wolontariuszami pomalował mur, który od oddziela romską osadę od reszty miejscowości.
J. postanowił pokazać mi, jak wśród Azerów wita się nieznajomych. – Pojedziemy do naszego coffee shopu – powiedział, puszczając oko.
Amerykański sekretarz stanu John Kerry ogłosił, że udało mu się uzyskać wznowienie tzw. rozmów pokojowych między Izraelem i Autonomią Palestyńską.
Kiedy przyjaciele wyciągnęli fajki wodne i zagrała muzyka, pierwszy rzucił się do tańca. I to jakiego – nic z kanciastych wymachiwań rękami widzianych w polskich dyskotekach.