Romney zrobi to tak jak Obama, tylko „lepiej”
Debata prezydencka o polityce zagranicznej okazała się pretekstem do kolejnego starcia o amerykańską politykę wewnętrzną.
Imperium wolności i nierówności.
Debata prezydencka o polityce zagranicznej okazała się pretekstem do kolejnego starcia o amerykańską politykę wewnętrzną.
Odejście od języka przygniatającej potęgi do języka inteligentnego działania widać w wielu dziedzinach.
W pierwszej debacie Romney zaprezentował się jako kandydat, któremu na sercu leży dobro
klasy średniej. Ryan obnażył co się kryje za tą zasłoną.
Dla umiarkowanych Republikanów ten gładki technokrata, którego widzieliśmy na scenie podczas pierwszej debaty, to właśnie prawdziwy Romney. Nie jestem jednak pewien, czy publiczność to kupi.
Obama i Romney zakładają, że ożywienie gospodarcze będzie postępowało i że USA końcu wrócą do normalności. Ale ja wcale nie jestem tego taki pewny. Bo to właśnie „normalność” doprowadziła do obecnych tarapatów.
We wczorajszej debacie Mitt Romney z całych sił starał się naprawić swoje relacje z ludem, ale niespodziewanie łatwiej przyszło mu zdominowanie Baracka Obamy.
Jak wypadło pierwsze telewizyjne starcie kandydatów na prezydenta Stanów Zjednoczonych? Kto jest wygranym, a kto przegranym debaty na uniwersytecie w Denver?
Od 2009 w Ameryce po raz pierwszy pracuje więcej kobiet niż mężczyzn. Czy Hanna Rosin wieszcząc koniec mężczyzn kopnęła w gniazdo szerszeni?
Są dwie główne teorie wyjaśniające dlaczego Romney traci w sondażach. Jedna z nich mówi, że to po prostu mierny kandydat. Druga, że to wyraz niechęci Amerykanów do radykalizmu republikanów. Która jest prawdziwa?
Zasadniczą kwestią nadchodzących wyborów w USA nie jest to, w czyją opowieść może uwierzyć większość głosujących Amerykanów. Tylko jak napędzić ożywienie gospodarcze.