Wyobraź sobie, że amerykański turysta albo naukowiec nie zostaje wpuszczony do Polski, bo w jego telefonie znaleziono memy z Donaldem Tuskiem i krytykę ministra Kierwińskiego. Co by wtedy powiedziała prawica? Że zamordyzm, druga Białoruś? Autorytaryzm, dyktatura? A przecież dokładnie to właśnie się przydarzyło norweskiemu turyście i francuskiemu naukowcowi w USA.
Pierwszy dostał bana za memy z Vance’em, drugi – za krytykę w socialach polityki emigracyjnej USA. Obaj zostali cofnięci na granicy i nie był to przypadek, bo chwilę wcześniej ogłoszono pomysł, aby przed wjazdem do USA udostępniać wszystkie adresy i pięcioletnią historię swojej aktywności w sieci. ACTA, która kiedyś tak szokowała prawicę, to przy tym mały pikuś. Służby będą miały wszystko na tacy. Oczyma wyobraźni widzę reakcję prawicy, gdyby Paweł Wojtunik żądał czegoś takiego przy wjeździe do Polski.
Ćwiczenia z wyobraźni
Wyobraź sobie, że Niemcy dają premierowi Donaldowi Tuskowi samolot za bagatela 400 milionów euro, a potem ten samolot Tusk może przekazać do własnej fundacji. Albo że syn Tuska nie zarabia na lotnisku w Gdańsku zawrotnych 5 tysięcy zł, jak okazało się przy aferze Amber Gold, tylko Rosjanie pomagają jemu i samemu Tuskowi od lat w interesach, kupują po zawyżonych cenach usługi za miliony dolarów albo ratują jego bankrutujące biznesy.
Co by wtedy powiedziała prawica? Że Tusk jest skorumpowany, że Niemcy dają mu łapówkę, a Rosjanie trzymają go na ekonomicznej smyczy. Tymczasem dokładnie to robi Trump. Akceptuje katarski prezent, a Rosjanie mają całe segregatory tego, jak mu biznesowo pomagali.
Wyobraź sobie, że zawartą mocą umowy albo ustawy dofinansowanie, granty i wsparcie zostają wycofane przez ministrę Barbarę Nowacką z uczelni Rydzyka, bo jej studenci to antysemici. Ha, co za hucpa – antysemityzm znowu używany jako pałka lewactwa! Tymczasem dokładnie tak się dzieje z uczelniami wyższymi w USA, jak chociażby z Harvardem, gdzie wycofuje się wsparcie finansowe przez rzekomy… antysemityzm studentów.
Wyobraź sobie, że policjant już nie tyle skopał kogoś na Marszu Niepodległości i już nie tyle prowadzona jest akcja „Widelec”, co za niezatrzymanie się kibola na marszu i próbę oddalenia się zostaje on zastrzelony. Dwa razy w klatkę piersiową i raz w plecy na dokładkę. Tymczasem minister Żurek wychodzi i mówi, że policjant wykonuje swoją pracę, a kibol był wyborcą PiS i Konfederacji. Więc o co chodzi? Nie będzie nawet śledztwa i Żurek daje policjantowi immunitet.
Co by wtedy powiedziała prawica, która płacze, gdy dostaje mandat za wjazd do strefy czystego powietrza, musi założyć maseczkę albo w ogłoszeniu o pracę napisać „lekarz/lekarka”? Że Tusk to morderca, że ma krew na rękach, że morduje ludzi? A przecież dokładnie to się zdarzyło w Minneapolis. „Nie jestem na ciebie zła” – mówi kobieta kierująca autem, a gdy próbuje wyminąć agenta ICE, dostaje trzy kule. I Trump z Vance’em od razu oświadczają, że agent jest niewinny. Nie chcą nawet procesu.
Nihilizm odmienił (nie tylko polską) prawicę
To tylko próbka. Można by to przecież ciągnąć dalej. O prawicowym sprzeciwie wobec elit, gdy Trump pochodzi z samego ich serca, a cały penthouse ma dosłownie kapiący złotem. O ukrywaniu związków tychże elit z wyuzdanymi, seksualnymi degeneratami, co tak zawsze brzydziło prawicę, gdy tymczasem Trump jest po prostu wieloletnim kumplem Epsteina. O tym, że przez całe lata lokalne stany miały być redutami oporu wobec władzy federalnej i establishmentu z Waszyngtonu, a tymczasem Trump wysyła bojówki do rządzonych przez opozycję miast, by je zastraszać.
Zatrzymywanie na granicy, trzepanie social mediów przez urzędników, przyjmowanie samolotów, robienie interesów z Rosjanami przez Tuska czy zabijanie na miejscu uczestników Marszu Niepodległości i immunitet od Żurka – wszystko to sprawiłoby, że Polska by zapłonęła, a prawica wyszła na ulicę. Tymczasem gdy robi to Trump, nie zapada nawet milczenie – bezprawne działania amerykańskiego prezydenta są po prostu ekstatycznie wychwalane przez polską (i nie tylko) prawicę.
Ta monstrualna wręcz hipokryzja i nihilizm moralny, o które latami oskarżano „marksistów kulturowych”, kompletnie odmieniły prawicę. Kiedyś, owszem, polska prawica, jak każdy ruch ideologiczny, pełna była ludzi, którzy nie dorośli do spełniania jej wyśrubowanych norm moralnych i ideologicznych. Ktoś z prawicy wziął łapówkę, ktoś podpisał się pod projektem inwigilacji, ktoś chciał nasłać policję na przeciwnika. Ale wszystko to było odstępstwem od pewnego wzorca moralnych zachowań. Tymczasem teraz nie ma już żadnego wzorca.
Trump przyjmuje łapówki? No i co z tego. Urzędnicy inwigilują turystów? No i dobrze! Nieposłusznych już nie tyle się kopie, co strzela do nich na miejscu, ale przecież „mogła się zatrzymać”. Trumpowski nihilizm moralny niczym przedwojenny faszyzm usprawiedliwia dosłownie każde łajdactwo, byleby było ono robione przez „naszych”. Prawica, kiedyś tak wrażliwa na dziedzictwo cnoty, dziś sama się jej całkowicie pozbawiła.
Szok i płacz
Nie czas i miejsce, by pisać, dlaczego tak się stało. Wiadomo jednak, że wcześniej czy później każdy ruch ideologiczny bez jakichkolwiek hamulców moralnych, który dopuszcza inwigilowanie, przyjmowanie łapówek czy dawanie immunitetu na zabijanie, kończy się szokiem i płaczem. „Jak to, nas też inwigilują, do nas też strzelają” – nowa władza, czyli dawna opozycja, robi dokładnie to, co nasza robiła z innymi.
Przez całe lata prawica histeryzowała przeciwko nadużyciom urzędników. Dziś popiera Trumpa, który robi z nimi to, co chce, bo uwiązał ich sobie na mentalnej smyczy. A oni obszczekują tych, którzy apelują, by jednak urzędnicy nie mieli aż takiej władzy, jak żąda ich pan i władca – czyli najwyższy urzędnik, Donald Trump.






























Komentarze
Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.