Wsparcie Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Profil Zaloguj się

Sarajewo jest dziś w Kijowie

Informacje o zagranicznych turystach, którzy przyjeżdżali do Bośni w czasie wojny, by za opłatą móc strzelać do mieszkańców Sarajewa, wstrząsnęły światem pod koniec ubiegłego roku. O wyjątkowości tamtej wojny i jej „długim trwaniu” rozmawiamy z pisarzem, dla którego podobnie jak dla wielu jego rodaków temat „safari” nie jest nowy.

Rozmowa

Europa i świat są zszokowane po tym, jak w listopadzie włoska prokuratura rozpoczęła dochodzenie w sprawie tzw. „sarajewskiego safari”. Podczas oblężenia Sarajewa w latach 1992-95 cudzoziemcy, płacąc serbskiemu wojsku, przyjeżdżali do miasta i z otaczających go wzgórz strzelali dla zabawy do ludzi, w tym do dzieci. Czy możesz opowiedzieć w skrócie o tym zjawisku? Kiedy dokładnie miało miejsce i kim byli ci ludzie?

John Jordan, jeden z głównych bohaterów mojej książki Vedran i strażacy, opowiadał, że weekendowi snajperzy – jak ich nazywał – przyjeżdżali do Sarajewa przede wszystkim pod koniec wojny w 1994 roku i na początku 1995. Niektóre źródła mówią, że byli widziani i wcześniej, bo w 1993 roku. Jordan już wtedy słyszał, cytuję, że „bogaci obcokrajowcy, którzy byli nazywani burgermeisterami, płacili poważne sumy, żeby móc przyjechać do Sarajewa i z pozycji, które zajmowało serbskie wojsko, postrzelać sobie do cywilów w oblężonej części miasta”.

Jordan mówił, że widywał ich też w mieście, noszących drogą broń, ubranych w paramilitarne mundury. Rzuciło mu się w oczy, że wyglądali bardzo czysto, świeżo i porządnie (w porównaniu do zmęczonych trwającym oblężeniem i niedofinansowanych żołnierzy serbskich – przyp. KŻ-E). Jeden ze świadków koronnych zeznał przed Trybunałem w Hadze, że jednym ze snajperów-turystów był obywatel Kanady Nick Ribic. „Przyjechał jak na safari, polować na ludzi” – odnotowano w jego zeznaniu już 22 lata temu.

Czytaj także Atomowe safari, czyli głupota samozniszczenia Slavoj Žižek

Czytelnicy twojej książki patrzą oczami Jordana na heroiczną obronę miasta, na codzienną walkę strażaków gaszących w ekstremalnie trudnych warunkach pożary, w tym ratusza i Biblioteki Narodowej, ale też mogą dokładnie poznać mechanizmy stojące za atakami snajperskimi na miasto. Czego dowiedziałeś się o safari w Sarajewie, gdy pisałeś reportaż i rozmawiałeś z Jordanem?

Jordan wniósł znaczący wkład w odkrycie tego zjawiska, zeznając przed Trybunałem Haskim. Co bardzo ważne, w przeciwieństwie do innych jest on byłym żołnierzem amerykańskiej piechoty morskiej i byłym dowódcą tzw. plutonu STANO (Surveillance, Target Acquisition and Night Observation). Dzięki temu mógł zobaczyć to, czego nie dostrzegają zwykli obserwatorzy.

W mojej książce szczegółowo wyjaśnia techniki stosowane przez snajperów. Już podczas szkolenia uczyli się, że ich celem jest nie tylko zabijanie, ale zabijanie i niszczenie życia ocalałych. Dlatego też powszechnym zjawiskiem było, że snajper ze wzgórza, obserwując grupę ludzi w Sarajewie, obierał sobie za cel np. najmłodszą dziewczynkę, ponieważ wiedział, że oprócz jej zabicia zniszczy przy okazji jej rodziców i rodzeństwo, których pozostawił przy życiu.

Czy mieszkańcy BiH są tak samo zaskoczeni tym odkryciem, czy raczej zażenowani, że świat dopiero teraz zaczął mówić o „sarajewskim safari”?

Biorąc pod uwagę fakt, że nie są to zbrodnie typowo polityczne, takie jak ludobójstwo, eksterminacja czy prześladowania, ani nawet zbrodnie motywowane nienawiścią etniczną, lecz w pewnym sensie zbrodnie dla rozrywki czy adrenaliny, to każdy normalny człowiek jest tym zszokowany. Tak, w pewnym sensie to dziwne, że ta historia dopiero teraz zyskała globalny oddźwięk, mimo że media, ale i organy ścigania miały dostęp do informacji już prawie trzy dekady temu.

Co Twoim zdaniem przyczyniło się do tak spóźnionej reakcji?

Być może to, że uwaga świata skupiła się jednak na zbrodniach politycznych, które były nieporównywalnie większe i poważniejsze, abstrahując już od całej egzotyki tego patologicznego zjawiska, jakim były weekendowe polowania na ludzi. Patrząc na to z tej strony, logiczne jest, że ta historia pojawia się z opóźnieniem. Świat musiał się najpierw uporać z takimi wydarzeniami, jak ludobójstwo w Srebrenicy i inne masowe zbrodnie.

Temat został poruszony w filmie dokumentalnym słoweńskiego reżysera Mirana Zupaniča z 2022 roku, po czym poszły za nim kolejne kroki formalne. Jakie działania ze strony polityków, urzędników i aktywistów pociągnął? Jak wpłynęły one na sprawę toczącą się przed włoskim sądem?

Po tym, jak historia za sprawą wspomnianego filmu zyskała rozgłos wśród bośniackiej opinii publicznej kilka lat temu, była burmistrz Sarajewa Benjamina Karić złożyła w 2022 do włoskiej prokuratury zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa „przeciwko nieznanym osobom”. Minęło zatem trochę czasu, zanim historia doczekała się epilogu sądowego. Choć w zasadzie można powiedzieć, że to dopiero prolog, epilogiem będzie ostateczne skazanie kogoś. Ale to wcale nie będzie łatwe.

Trybunał w Hadze, jak i bośniacki wymiar sprawiedliwości, ścigają zbrodnie wojenne już od dziesięcioleci…

Mimo to ani jeden serbski snajper wojskowy, o ile wiem, nie został nawet postawiony w stan oskarżenia. Chociaż niektórzy z nich zostali sfilmowani, jak strzelają i sami przyznają, że kogoś zastrzelili. Dotychczas skazano jedynie kilku dowódców wojskowych. Zatem oprócz złożoności takich spraw, przyczyny należy również upatrywać w zaniedbaniach bośniackiej prokuratury, której szefem jest obecnie Serb Milanko Kajganić, były oficer policji Republiki Serbskiej. Ale być może ze względu na ogromny rozgłos i wyzwania, jakie się z tym wiążą, włoscy prokuratorzy, nieobciążeni względami politycznymi. z jakimi borykają się instytucje w Bośni i Hercegowinie, odniosą większy sukces.

W tym kontekście warto wspomnieć, że jeden konkretny akt barbarzyńskich łowów na ludzi został uwieczniony przez Pawła Pawlikowskiego w filmie „Serbski epos. Dotyczy on Eduarda Limonowa. Czy jego również można zakwalifikować jako weekendowego snajpera? Jaka jest historia Limonowa i czy kiedykolwiek poniósł odpowiedzialność za swoje czyny?

Limonow jest niewątpliwie jednym ze snajperów-turystów. To ekshibicjonista, który otwarcie pozwolił na sfilmowanie siebie strzelającego do bezbronnych ludzi w naszym mieście. Jak wiadomo, do Sarajewa przyciągnęła go potrzeba adrenaliny, podobna do tej, która napędzała włoskich futurystów-faszystów okresu awangardy. Jak wiedzą czytelnicy jego książki To ja, Ediczka, ta sama lub podobna potrzeba popchnęła Limonowa ku homoseksualnej pedofilii, sadyzmowi itd. Myślę, że jego profil psychologiczny może w dużej mierze pokrywa się z profilem innych strzelców-turystów. Natomiast jeśli chodzi o odpowiedzialność, to on, podobnie jak inni Rosjanie, którzy przybyli w podobnym celu do Bośni w czasie wojny, nigdy nie został o nic oskarżony. I nic dziwnego, bo nawet niektórzy lokalni zbrodniarze wojenni, chociażby tacy jak minister obrony Jugosławii, generał Veljko Kadijević, znaleźli schronienie w Rosji i w ten sposób uniknęli procesu w Hadze.

Co nowego przyniesie włoski proces? Czy ktokolwiek z serbskiego dowództwa zostanie pociągnięty do odpowiedzialności za umożliwienie tego procederu?

Przypomina mi się, jak kiedyś podczas konferencji prasowej słuchałem byłego prokuratora z Hagi, Alana Tiegera. Zapytany, czy prawo międzynarodowe umarło, opowiedział taką historię: w latach 90. generał Ratko Mladić wyśmiał zachodniego dziennikarza, który po tym, jak został przez niego spoliczkowany, rzucił: „Do zobaczenia w Hadze”. Piętnaście lat później spotkali się tam ponownie – Mladić jako oskarżony, dziennikarz jako świadek – i ten ostatni triumfalnie przypomniał mu swoje słowa. Sprawiedliwości potrzeba czasu, żeby stało się jej zadość, ale to nie znaczy, że jest niemożliwa do osiągnięcia.

Nie potrafię ocenić, jak sprawna jest włoska prokuratura, która przejęła sprawę, ale trzeba podkreślić, że dziennikarz śledczy Ezio Gavazzeni wykazał się bezprecedensową wytrwałością i dostarczył bardzo dobre, udokumentowane dowody. 10 lat temu komuś mogło się wydawać niemożliwe, że dojdziemy do tego punktu, więc nie wykluczam, że w nadchodzących latach może nastąpić przełom.

Z pewnością Włosi powinni skupić się na też na serbskich oficerach i żołnierzach jako na źródle informacji. Oni dobrze wiedzieli, kto i kiedy brał udział w „operacji Safari”. Sam bośniacki wywiad dowiedział się o tym zjawisku właśnie za pośrednictwem pojmanego serbskiego żołnierza. Tacy świadkowi, pod specjalną ochroną, byli niezwykle pomocni dla Trybunału Haskiego.

Krążą pogłoski, że jednym z takich weekendowych snajperów był obecny prezydent Serbii, Aleksandar Vučić. Czy istnieją na to jakieś dowody? Jakie jest stanowisko Serbii, a także urzędników obecnej części administracyjnej Bośni i Hercegowiny, tzw. Republiki Serbskiej?

Od dawna nie jest tajemnicą, że obecny prezydent Serbii przebywał na wzgórzach wokół oblężonego Sarajewa. To właśnie tam przybywali ochotnicy z Serbii, którzy chcieli przyłączyć się do ataków na miasto. Można więc wywnioskować, że Aleksander Vučić mógł mieć te same motywy. Nie jestem jednak przekonany o tym, czy akurat jego można by zaliczyć do weekendowych snajperów, którzy jednak przyjeżdżali strzelać dla zabawy. Jego motywy były raczej polityczne. Nie można zapomnieć o tym, że Vučić dokładnie w momencie popełniania ludobójstwa w Srebrenicy powiedział, że za każdego zabitego Serba trzeba zabić 100 bośniackich muzułmanów – takie podejście jest podobne do podejścia nazistów w okupowanej Polsce i w innych krajach w czasie drugiej wojny światowej.

Czytaj także Władca Serbii – Aleksandar Vučić Marta Szpala

Po Srebrenicy powtarzano hasło „nigdy więcej”. Polski premier Tadeusz Mazowiecki zwrócił uwagę świata na zbrodnie w Bośni. Pełnił on w latach 1993-95 rolę specjalnego wysłannika ONZ ds. wojny w krajach b. Jugosławii, a po zbrodni w Srebrenicy, w ramach protestu, podał się do dymisji.

Mazowiecki jest dla nas w Bośni bardzo ważną postacią. Podobnie jak nasz prezydent Alija Izetbegović, był prześladowany przez reżim komunistyczny w latach 80. A potem, jako sprawozdawca ONZ, bez żadnego wyrachowania, poruszył międzynarodową opinię publiczną, gdy generałowie Jugosłowiańskiej Armii Ludowej, byli komuniści i nowo upieczeni szowiniści, przewodzili zbrodniom w Bośni.

Choć po Srebrenicy świat zareagował, a wojna w Bośni została zakończona, wydaje się, że lekcja nie została w pełni odrobiona. Od lat 90. XX wieku doszło do wielu nowych zbrodni przeciwko ludzkości i ludobójstw, a niektóre z nich właśnie mają miejsce.

Uważam, że Bośnia jest wyjątkowa, ponieważ zbrodnie miały tu miejsce w optymistycznych latach 90., kiedy wielu wierzyło w koniec historii po upadku Muru Berlińskiego. Pamiętajmy, że wówczas triumfował Nelson Mandela, a pokój na Bliskim Wschodzie wydawał się możliwy. Nawet wtedy trzeźwo myślący ludzie, obserwując przykład Bośni, mogli dojść do wniosku, że nie ma mowy o końcu historii. Znamienne jest na przykład to, że po ceremonii otwarcia Muzeum Holokaustu w USA, podczas której Elie Wiesel w obecności prezydenta Clintona wezwał społeczność międzynarodową do zaprzestania zbrodni w Bośni, ówczesny prezydent Polski Lech Wałęsa wraz z czeskim prezydentem Václavem Havlem i innymi politykami z regionu za zamkniętymi drzwiami wywierali presję na Clintona, aby rozszerzył NATO na kraje Europy Środkowej i Wschodniej. Wydaje się, że już wtedy, patrząc właśnie na Bośnię, w jakiś sposób przewidywali to, co dzieje się obecnie w Ukrainie.

Czytaj także Czy Bałkany zamarzną? Kryzys gospodarki węgla i drewna Marta Szpala

Czy z twojej perspektywy temat oblężenia Sarajewa i wojny w Bośni jest nadal aktualny i ważny dla świata i Europy, czy też należy o tych wydarzeniach mówić wyłącznie w kontekście historycznym? Czy świat może wyciągnąć z przykładu Bośni jakieś wnioski?

Rozsądni ludzie wyciągnęli je dawno temu, ale co z tego mamy? Czesław Miłosz, pisał o Bośni w wierszu „Sarajewo“:

Kiedy zabijany i gwałcony kraj wzywa pomocy Europy,

w którą uwierzył, oni ziewają. (…)

Oby zadrżeli i w ostatniej chwili spostrzegli, że odtąd słowo

Sarajewo znaczyć będzie zagładę ich synów i pohańbienie

ich córek.

Przygotowują to, zapewniając siebie: »My przynajmniej

jesteśmy bezpieczni«, a tymczasem co ich obali,

dojrzewa w nich samych.

Miłosz czy Mazowiecki nie byli na tyle aroganccy, by sądzić, że żyjemy na odizolowanych wyspach. Dlatego nie zdziwiłoby ich, że Sarajewo jest dziś w Kijowie, a Kijów jutro może być w Warszawie lub Berlinie. Niestety, decydentami są ci inni, którzy, jak mówi wiersz Miłosza, „przyjmują obojętnie wołanie ginących”.

**

Krystyna Żukowska-Efendić –  slawistka i tłumaczka mieszkającą od 15 lat w Sarajewie, gdzie pracuje w Ambasadzie RP. Na przestrzeni lat publikowała teksty na temat Bośni  m.in. w Wysokich Obcasach i czasopiśmie „Kontakt”.

Haris Imamović – dziennikarz i pisarz; w latach 2018-2022 doradca w gabinecie boszniackiego członka Prezydium Bośni Hercegowiny Šefika Džaferovicia; autor m.in. reportażu o oblężonym Sarajewie Vedran i strażacy (wyd. Vrijeme, 2022), którego jeden z bohaterów, amerykański marines i strażak John Jordan, już w 2007 r. zeznawał w Hadze na temat tzw. weekendowych snajperów.

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie