Niedawno na stronie „Gazety Wyborczej” pojawił się tekst porównujący prezydentkę Meksyku Claudię Sheinbaum do Miedwiediewa, a jej poprzednika Andrésa Manuela Lópeza Obradora (powszechnie nazywanego AMLO) do Putina. Zdaniem autora Meksykanie mają uznawać swoje władze za podporządkowane kartelom, antydemokratyczne, niekompetentne, skorumpowane i przejawiające ciągoty komunistyczne. Wypada jednak wyjaśnić, że tak surowe oceny płyną ze strony trzech osób bliskich opozycji, w tym byłego szefa MSZ w jednym z prawicowych gabinetów przełomu wieków. Trudno ich uznać za grupę reprezentatywną dla ogółu rodaków.
Według ostatnich sondaży zaledwie co czwarty Meksykanin ma negatywną opinię o Claudii Sheinbaum. Z kolei aż siedmiu na dziesięciu deklaruje sympatię do prezydentki, co i tak stanowi spadek ze szczytowego poziomu ponad 80 proc. poparcia, którym Sheinbaum cieszyła się przed paroma miesiącami. Co sprawia, że rządząca krajem od października 2024 roku przywódczyni może liczyć na takie zaufanie wyborców?
Od „czwartej transformacji” po Plan México
Badania opinii publicznej wyraźnie pokazują, że spośród działań rządu Moreny (Ruch Odrodzenia Narodowego) najbardziej pozytywnie oceniana jest jego polityka społeczna. Gdy López Obrador objął urząd w 2018 roku, zapowiedział „czwartą transformację”, nawiązując w ten sposób do przełomowych momentów z historii Meksyku, od wojny o niepodległość po okres rewolucyjny z początku XX wieku. Kolejna transformacja zdaniem AMLO miała stanowić następny krok na drodze do oddania ludowi suwerenności i realizacji zasad sprawiedliwości społecznej.
Pod wieloma względami Morena obietnicy dotrzymała. Od objęcia urzędu przez Lópeza Obradora pensje w Meksyku urosły bardziej niż w jakimkolwiek innym kraju Ameryki Łacińskiej w analogicznym okresie, z największymi korzyściami dla najbiedniejszych. Lewicowe władze wyciągnęły z biedy ponad trzynaście milionów ludzi, a spadek nierówności dochodowych był bezprecedensowy, jeśli mierzyć go udziałem najbogatszego procenta Meksykan w dochodzie narodowym. Duża w tym zasługa potrojenia wysokości płacy minimalnej, wzmocnienia związków zawodowych oraz rozwinięcia systemu opieki społecznej. W ostatnich latach wyraźnemu podwyższeniu uległy emerytury, zasiłki oraz różnego rodzaju transfery pieniężne płynące w stronę grup nieuprzywilejowanych.
O ile „czwarta transformacja” pozostaje hasłem kojarzonym głównie z AMLO, o tyle sztandarowym projektem jego następczyni jest Plan México. Pod tą nazwą kryje się program wszechstronnej modernizacji kraju. Sheinbaum nie tylko wzorem poprzednika rozwija infrastrukturę transportową (np. wskrzeszając uśmierconą na przełomie wieków przez prywatyzację kolej pasażerską) czy sektory strategiczne, ale dodała do tego m.in. inwestycje w naukę oraz masowe budownictwo mieszkaniowe – w 2025 roku rozpoczęto budowę 400 tysięcy domów, a w bieżącym powinno dołączyć drugie tyle. Łącznie do końca kadencji Sheinbaum w 2030 roku rząd planuje oddać do użytku prawie dwa miliony mieszkań, co razem z innymi działaniami na tym polu może poprawić sytuację mieszkaniową nawet ośmiu milionów meksykańskich rodzin. W tym samym czasie stopniowo obniżana będzie długość tygodnia pracy, z obecnych 48 godzin do 40.
Wyższe płace przy krótszej pracy, lepsza infrastruktura publiczna i tanie mieszkania – nie jest trudno zrozumieć, czemu w ósmym roku rządów Moreny lewicowe ugrupowanie utrzymuje bardzo wysoki poziom poparcia. Wielu Meksykan po raz pierwszy czuje, że państwo stoi po ich stronie i działa na rzecz poprawy ogólnej sytuacji bytowej obywateli, co buduje zaufanie do władzy Claudii Sheinbaum. Krytycy prezydentki oraz jej poprzednika wytkną jednak obojgu, że swojej popularności społecznej nadużywali lub nadużywają.
Demokratyzacja sądownictwa czy jego podporządkowanie politykom?
Najbardziej kontrowersyjną z reform przeforsowanych za rządów Moreny jest wprowadzenie wybieralności sędziów. Oznacza to, że sędziowie lokalni oraz federalni (w tym m.in. członkowie Sądu Najwyższego) są wyłaniani na podstawie głosowania powszechnego, w którym ogół obywateli decyduje o składzie osobowym organów sądowniczych. Zdaniem obozu rządzącego takie rozwiązanie czyni z Meksyku najbardziej demokratyczny kraj na świecie, podczas gdy opozycja ma na ten temat zgoła odmienną opinię.
Dwie tradycyjne partie meksykańskiego establishmentu, konserwatywna PAN oraz niegdyś rządząca dyktatorsko PRI, zgodnie protestowały przeciwko reformie sądownictwa, mając przy tym poparcie znacznej części środowiska sędziowskiego. Morenie zarzucano chęć odebrania niezależności władzy sądowniczej oraz jej upolitycznienia. Gdy w czerwcu zeszłego roku, mimo licznych i nieraz gwałtownych protestów, doszło do wyborów sędziowskich, przyniosły one zwycięstwo nominatom rządowym, ale przy rekordowo niskiej frekwencji. Zagłosowało zaledwie 13 proc. wyborców, co było wynikiem zarówno bojkotu ze strony opozycji, jak i faktu, że proces selekcji sędziów był dla wielu Meksykan po prostu niezrozumiały.
W każdym razie obóz prezydencki zyskał to, na co liczył – wymianę dotychczasowych elit sędziowskich, które lewica oskarżała o reprezentowanie interesów oligarchii polityczno-finansowej, dzierżącej władzę nad Meksykiem przed 2018 rokiem. W teorii demokratyczna kontrola nad sądownictwem ma też od tego momentu zagwarantować jego uczciwość, ale przeciwnicy reformy mówią raczej o zapewnieniu bezkarności aktualnym rządzącym. Zarzuty opozycji są zasadne przynajmniej o tyle, że po kilku latach u władzy rzeczywiście rośnie liczba skandali korupcyjnych, w które zamieszani są politycy Moreny. Pytanie, czy nie wynikają one głównie ze zbyt kompromisowego podejścia nowych rządzących do starych elit.
Meksykańska rewolucja w półkroku
W przywołanym wcześniej tekście „Gazety Wyborczej” meksykańscy rozmówcy pomstowali na rządy Moreny, ponieważ mają one grzebać zdobycze demokratyzacji z przełomu wieków. Pomijali przy tym fakt, że w parze z liberalizacją ustrojową szła wyprzedaż majątku publicznego i ochrona wpływów oligarchów, którzy lewicę, związkowców czy reprezentantów społeczeństwa obywatelskiego nieraz zwalczali w sposób daleki od standardów demokratycznego państwa prawa. Do głównych obietnic Moreny należało w związku z tym rozdzielenie światów biznesu i polityki, aby pogrzebać wiele z patologii rzutujących na rozwój Meksyku w poprzednich dekadach.
Jedną z cech rządów Sheinbaum i wcześniej AMLO jest jednak nie tyle sugerowany przez ich przeciwników radykalizm, co łączenie płomiennej retoryki z raczej umiarkowaną polityką. Na poziomie lokalnym Morenie zdarza się oportunistycznie wykorzystywać istniejące układy klienckie i dokooptowywać miejscowych baronów. Zachowawczość lewicowych władz wyraża się również w fakcie, że chociaż wiele zrobiono na rzecz redukcji nierówności dochodowych i poprawy sytuacji biedniejszych obywateli, to tak naprawdę unikano frontalnego ataku na elity finansowe. Fortuny miliarderów rosną i nie ma planów nałożenia większego opodatkowania lub nacjonalizacji wybranych sektorów gospodarki. Być może Morena nie chce ryzykować popchnięcia kraju w stronę niestabilności ekonomicznej, zwłaszcza w czasach niepewnych relacji z północnym sąsiadem – co prawda Sheinbaum dobrze sobie radzi z humorami Trumpa i już kilkakrotnie oddaliła groźbę nałożenia ceł przez USA, ale nieustannie musi się liczyć z zagrożeniem z tej strony.
Reforma sądownictwa, która stanowiła najpoważniejszą ofensywę przeciwko staremu porządkowi, nawet dla niektórych sympatyków Moreny była zbyt pospieszna i nieprzemyślana. Przez forsowne tempo wśród kandydatów na sędziów znalazły się osoby mające powiązania ze zorganizowaną przestępczością. Jeśli obywatele nie odczują poprawy w funkcjonowaniu wymiaru sprawiedliwości, a administracja Sheinbaum nie zdoła zwalczyć korupcji we własnych szeregach, to będzie to doskonały prezent dla przeciwników prezydentki. To jednak pieśń przyszłości i dopiero kiełkujące zagrożenie dla dalszej dominacji Moreny w krajowej polityce.
Sukces lewicowych rządów w Meksyku na ten moment jest niekwestionowalny. Wystarczy popatrzeć na statystyki ekonomiczne i społeczne, dowodzące ogromnego postępu w ostatnich latach. Jeśli jednak epoka AMLO i Sheinbaum ma rzeczywiście zostać zapamiętana jako czwarta transformacja, to konieczne będzie postawienie kropki nad „i”, czyli uderzenie w finansowych oligarchów i wyplenienie korupcji ze struktur państwowych. Czas pokaże, czy kontrowersyjna reforma sądownictwa będzie krokiem w tym kierunku, czy wręcz przeciwnie, przyczyni się do pogrzebania ambitnego projektu Moreny poprzez uczynienie z lewicowego ugrupowania kolejnej skorumpowanej partii władzy w rodzaju PRI czy PAN.





























Komentarze
Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.