Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Przekaż Przekaż

Sygnalizacja jako dyscyplina olimpijska. Dlaczego MKOL schlebia skrajnej prawicy?

Walka z „ekstremizmem ideologii gender” symbolicznie zastępuje dotychczasową politykę MKOL, która zakładała, że sama tylko transpłciowość nie może być przyczyną odsunięcia od zawodów.

Prawnik, doktorant na UW
Pięściarka Imane Khelif podczas walki z Lucą Hamori
Walka

Wiecie co łączy dyskwalifikację Ukraińca Władysława Heraskewycza, zgodę na olimpijskie występy sportowców popierających putinowską agresję i niechęć wobec osób transpłciowych? Zgadliście – MKOL, choć trzeba dodać, że w bardzo konkretnym wydaniu. Od czasu, gdy stery Komitetu objęła Kirsty Coventry (wybitna niegdyś pływaczka z Zimbabwe), światowy ruch olimpijski czyni coraz częstsze uprzejmości wobec transatlantyckiej, skrajnie prawicowej międzynarodówki. Opublikowane pod koniec marca zasady „ochrony kobiecych kategorii w sporcie olimpijskim” brzmią bardzo efektownie, pytanie tylko, czy osiągną jakikolwiek cel poza dalszą stygmatyzacją dysforii płciowej.

Trump w obronie kobiet

Jak wiadomo, polska prawica wybaczy wiele, bylebyś gwizdał w antyqueerowe gwizdki. Nie inaczej było z Donaldem Trumpem, który stan przewlekłego rozgrzeszenia zawdzięcza u nas, może nawet głównie, hasłom o potrzebie „ochrony dwóch płci”. Tego, czemu „ochrona dwóch płci” miałaby się koniecznie wykluczać z dostępnością tranzycji oraz społecznym i prawnym uznaniem jej skutków – niestety nie wyjaśniono; za wiecowymi deklaracjami poszły jednak akty prawne. W pierwszym dniu drugiego urzędowania Trump zdążył podpisać rozporządzenie wykonawcze zabezpieczające kobiety przed „ekstremizmem ideologii gender”.

Jedno z uszczegółowień tej ochrony przyszło niewiele później – 5 lutego 2025 roku opublikowano dokument o sugestywnym tytule Keeping Men Out of Women’s Sports, zgodnie z którym wskazane organy miały podjąć działania zmierzające do wykluczenia udziału „biologicznych mężczyzn” w zawodach kobiecych; głównie poprzez odebranie rządowego finansowania związkom, programom i wymianom międzynarodowym, które w swoich zasadach uwzględniają tożsamościowe kryterium przynależności płciowej. Zapowiedziano też aktywność na polu międzynarodowym, np. ograniczenie prawa wjazdu do Stanów Zjednoczonych dla „mężczyzn pragnących uczestniczyć w sporcie kobiet”. Sekretarzowi Stanu powierzono z kolei wymuszenie na MKOL, by ten zmienił zasady startu i uzależniał go od „płci biologicznej”, nie zaś „tożsamości płciowej lub [faktu – R.S.] obniżenia testosteronu”.

Czytaj także Interpłciowość w sporcie. Dlaczego podział na kategorie męską i żeńską jest nieidealny? Karolina Wiśniowska

Reakcja MKOL na nie była może natychmiastowa (w międzyczasie odbyły się jeszcze zimowe igrzyska w Mediolanie), jej rezultaty wiernie oddają jednak literę amerykańskiego rozporządzenia wykonawczego. Nowe przepisy powołują do życia wąską kategorię „biologicznych kobiet” definiowaną wyłącznie poprzez „chromosomy XX, jajniki i estrogeny” – w dokumencie wprost neguje się możliwość wzięcia pod uwagę kwestii tożsamościowych. Czynnikiem wykluczającym z żeńskich zmagań olimpijskich ma być obecność genu SRY (inicjującego u płodu rozwój jąder, a traktowaną przez autorów nowych przepisów jako samodzielną i nieredukowalną przyczynę sportowej przewagi). Warunkiem startu – poddanie się badaniu (krew, ślina) na obecność genu. Dokument przewiduje wąski wyjątek dla osób z rozpoznaniem niektórych, rzadkich DSD (zaburzenia rozwoju płci), w tym CAIS (całkowita niewrażliwość na androgeny). Z grubsza chodzi o przypadki osób, które ze względów medycznych nie czerpią anabolicznych i wytrzymałościowych korzyści z obecności testosteronu.

Marcowe regulacje symbolicznie zastępują dotychczasową ramową politykę MKOL, która zakładała, że sama tylko transpłciowość nie może być przyczyną odsunięcia od zawodów. Oficjalne komentarze do nowego stanu prawnego podtrzymują tezy o niedyskryminacji, brzmi to jednak cokolwiek przewrotnie – osoby z dodatnim testem na obecność genu SRY zostały zaproszone do uczestnictwa w kategoriach męskich lub open, a także w konkurencjach mieszanych (oczywiście wyłącznie w charakterze męskiej części zespołu). Rzeczywiste predyspozycje transpłciowej kobiety nie będą miały od teraz znaczenia. Wykrycie niepożądanego genu niemal z automatu uniemożliwi jej udział w kategorii odpowiadającej odczuwanej płci. Nowy akt znajdzie zastosowanie do wszystkich konkurencji organizowanych przez MKOL, najbliższe igrzyska odbędą się zaś – a jakże – w Stanach Zjednoczonych.

Sprawa Caster Semenyi

Decyzja MKOL idzie jeszcze dalej, niż głośne rozwiązanie przyjęte niegdyś przez naczelną federację lekkoatletyczną, World Athletics (wcześniej IAAF). W opublikowanym w 2018 roku dokumencie obniżyła ona dopuszczalny poziom testosteronu u zawodniczek. Biegaczki przekraczające przepisowy pułap musiały poddać się farmakoterapii zmierzającej do obniżenia poziomu hormonu i utrzymywania tego stanu przez sześć miesięcy. Południowoafrykańska biegaczka Caster Semenya odmówiła kuracji i została wykluczona z zawodów. W 2023 roku Europejski Trybunał Praw Człowieka przyznał, że szwajcarski sąd najwyższy, który oddalił odwołanie Semenyi od wyroku sądu arbitrażowego w Lozannie (CAS), usankcjonował dyskryminujące rozwiązanie federacji.

Czytaj także Olimpijska iluzja wspólnoty. Sport już nas nie cywilizuje Jakub Wencel

Krytyczną ocenę złagodziła Wielka Izba Trybunału, która w postępowaniu odwoławczym skoncentrowała się na kwestii prawa do sądu (w profesjonalnym sporcie dominuje model arbitrażu przymusowego; spory między związkami a sportowczyniami rozstrzygają prywatne, wyspecjalizowane instytucje. Sądy krajowe kontrolujące orzeczenia sądów polubownych nie są zaś najczęściej upoważnione do badania meritum sprawy). Skład orzekający uchylił się jednak od jednoznacznej wypowiedzi, czy przymusowe „badania płci” są zgodne z międzynarodowym standardem (bojaźń większości skrytykowali sędziowie składający zdanie odrębne).  Niezależnie od rozstrzygnięcia, ze Strasburga popłynął ważny sygnał o konieczności poszanowania interesów osób transpłciowych i interpłciowych w sporcie.

Z armaty w próżnię

Realna skala zjawiska, z którym przyszło mierzyć się organizatorom zawodów, niespecjalnie uzasadnia tak radykalne działania. Historia zna tylko jeden przypadek otwarcie transpłciowej sportowczyni startującej w zawodach tej rangi, tj. sztangistkę Laurel Hubbard. Utajona potęga genu SRY, która wykluczałaby Hubbard z zawodów 2028 roku, nie pomogła – Nowozelandka jako jedyna w swojej kategorii wagowej nie ukończyła tokijskiego (2021) konkursu, odpadając na ciężarze 125 kilogramów w rwaniu (złota medalistka podniosła wtedy 140 kilogramów).

Na tych samych igrzyskach startowały pięściarki, Imane Khelif i i Lin Yu-ting. Ze względu na przeciętne rezultaty nie znalazły się jednak w polu wzmożonego zainteresowania. Stało się to dopiero przed zawodami w Paryżu (2024), gdy międzynarodowa federacja bokserska IBA wykluczyła je z mistrzostw świata w 2023 roku na podstawie tajemniczych „testów płci” lub „testów chromosomowych” (w przypadku Khelif nastąpiło to na krótko przed finałową walką, Yu-ting straciła natomiast brązowy medal). Komunikacyjnym staraniom federacji nie sprzyjał jej prezes, Rosjanin i zausznik Putina Umar Kremlow, który charakter odkryć tłumaczył raczej przez pryzmat testosteronu obecnego w organizmie zdyskwalifikowanych sportowczyń. Sugerował również, że IBA korzystała w tym celu z laboratoriów akredytowanych przez Światową Agencję Antydopingową (WADA), czemu Agencja zaprzeczyła. Obie zdyskwalifikowane zawodniczki zostały wzięte w obronę przez ówczesnego prezydenta MKOL Thomasa Bacha, który zapewnił, że decyzja IBA nie przełoży się na ich prawo startu podczas igrzysk w Paryżu. Khelif i Yu-ting zdobyły tam złote medale.

Olimpijskie sukcesy tylko podniosły falę demonizacji DSD. Przypadek Khelif został wprost wykorzystany w komunikacie federacji World Boxing, która w 2025 roku zapowiedziała badania na obecność genu SRY. Tej samej federacji powierzono organizację zawodów olimpijskich podczas igrzysk w Los Angeles. W udzielonym w 2026 roku wywiadzie Khelif przyznała, że od kilku lat obniża poziom testosteronu lekami. Nie zaprzeczyła również zapytana o obecność genu SRY.

Polskie media szczególnie chętnie wspominały natomiast o reprezentantce Tajwanu, która pokonała w finale Julię Szeremetę. Dyskredytowana i oskarżana o nieuczciwość zawodniczka dopięła swego – w marcu 2026 roku poinformowano o dopuszczeniu jej do międzynarodowych zawodów organizowanych przez World Boxing.

W dyskusji bagatelizuje się też fakt, że żadna z zawodniczek nie wpisuje się w popularny obraz dominatorek, których nie da się pokonać w uczciwej walce kobiet. W karierze amatorskiej Khelif odniosła co najmniej dziewięć porażek, a Yu-ting – czternaście. Uzasadnienia dla kulturowych wojen toczonych przez globalną prawicę spod znaku Trumpa i Muska okazują się więc, jak zazwyczaj, oderwane od rzeczywistości.

Wątpliwe podstawy naukowe

Złożoność problemu dostrzega również Andrew Sinclair, badacz uznawany za twórcę metody umożliwiającej wykrycie genu SRY. Komentując analogiczne rozwiązania przyjęte przez organizację World Athletics wskazywał, że są one oparte na błędnym założeniu – pozytywny wynik nie przesądza jeszcze, że u badanego wystąpił męski rozwój płciowy. W stanowisku Human Genetics Society of Australasia (dokument został załączony również do oficjalnego komunikatu dotyczącego decyzji MKOL) przekonywał z kolei, że podejście federacji jest redukcjonistyczne i wątpliwe etycznie – „obecność genu [SRY – R.S.] potwierdza jedynie, że gen istnieje; nie oznacza to jednak, że działa. Nie dostarcza również informacji o rozwinięciu się jąder, produkcji testosteronu oraz o tym, czy organizm może reagować na ten hormon”.

Zasięg tez Sinclaira nie ogranicza się wyłącznie do bieżącego komentarza. Ponad ćwierć wieku temu badacz był konsultowany przez władze olimpijskie na okoliczność igrzysk w Sydney (2000). Rekomendował wtedy rezygnację z testów na obecność genu SRY jako niemiarodajnych dla ustalenia płci oraz – jak można to intepretować – rzeczywistej przewagi sportowej.

Choć Sinclair nie wskazuje tego w swoim komentarzu wprost, należy też pamiętać, że stopień niewrażliwości na dany hormon zawsze lokuje się w pewnym spektrum. Nie wszystkie przypadki niewrażliwości komórek na testosteron pozwalające na przyjęcie tezy o uczciwości rywalizacji muszą wpisywać się więc w wąski katalog wyjątków przewidywanych przez związki sportowe. Zasady MKOL nie precyzują dodatkowo, jak należy interpretować wyłączenie, co w kontekście niedyskryminacyjnego (a więc wykluczającego nieuzasadnione różnicowanie sytuacji jednostek) dostępu do zawodów jawi się jako kluczowe.

Sinclair zwraca również uwagę na przymusowy charakter badania na obecność genu SRY. Taki obowiązek zostałby nazwany przez prawnika „nieproporcjonalnym” – uchylenie ochrony wynikającej z prawa podmiotowego (a takim jest niewątpliwie wolność od przymusowych badań) jest możliwe wtedy, gdy przemawiają za tym dostatecznie uzasadnione interesy osób trzecich lub samego zainteresowanego. Z tych powodów zgadzamy się chociażby na testy antydopingowe albo kontrolę trzeźwości kierowców.

MKOL nie uzasadnił również, że celu w postaci zabezpieczenia uczciwości zawodów nie da się zrealizować przy wykorzystaniu mniej dotkliwych środków. Wobec ograniczonej kontroli sądowej i sprzyjających wiatrów politycznych trudno spodziewać się jednak prędkiego odwrócenia kierunku obranego przez Komitet.

Wszystkie tłumaczenia anglojęzycznych tekstów pochodzą od autora.

**

Rafał Stronk, doktorant na UW i prawnik, współpracownik Poznańskiego Centrum Praw Człowieka INP PAN. Student polonistyki i socjologii. Pisze o literaturze, prawach człowieka i (post)solidaruchach. Publikował w „Małym Formacie”, „Magazynie Kontakt”, „Kulturze Liberalnej” i „Rzeczpospolitej”.

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie