Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Przekaż Przekaż

Porozmawiajmy o korupcji w Ukrainie

W świeżym rankingu Transparency International Ukraina wraz z Belize i Argentyną uplasowała się na 104. miejscu. Im dalej od podium, tym gorzej. Praktyki korupcyjne ukraińskich władz są jednym z powodów, dla których w UE słabnie solidarność z Kijowem. Temat dodatkowo rozdmuchuje Kreml.

ObserwujObserwujesz
Kontekst

💸 Ukraina mierzy się z realnym kryzysem korupcyjnym – 104. miejsce w rankingu Transparency International i rosnące społeczne poczucie bezkarności elit podkopują zaufanie do państwa i osłabiają międzynarodowe wsparcie.

🎭 „Protesty” w Warszawie i Wrocławiu okazały się opłacanymi akcjami z gotowymi transparentami – realny problem stał się narzędziem do psucia wizerunku Ukrainy i relacji z Polską.

⚖️ Nowy proces Julii Tymoszenko może być testem, czy Ukraina naprawdę zrywa z postsowiecką logiką politycznej bezkarności.

Walka

1 grudnia na placu Zamkowym w Warszawie można było spotkać blisko setkę osób wymachujących ukraińskimi i amerykańskimi flagami, z transparentami pisanymi cyrylicą w rękach. Demonstrowały przeciwko korupcji w Ukrainie. Wystąpienia – część po ukraińsku, część po rosyjsku – skupiały się na krytyce prezydenta Zełenskiego, który nie potrafi powstrzymać, a nawet sprzyja rozkradaniu pieniędzy, które sami Ukraińcy i ich polscy sąsiedzi zbierają na armię.

Problem korupcji nad Dnieprem nie jest wydumany. W najnowszym rankingu Transparency International, oceniającym społeczne postrzeganie skali korupcji w kraju, w chlubnej czołówce znajdują się Dania, Finlandia i Singapur. Polska wraz z Włochami uplasowała się na 52. miejscu, a Ukraina – dopiero na 104. To, że Rosja razem z Czadem i Hondurasem zajmuje 157. pozycję, stanowi marne pocieszenie. Gdy Kijowski Międzynarodowy Instytut Socjologii we wrześniu ubiegłego roku zapytał Ukraińców, jak zmieniła się sytuacja dotycząca korupcji w czasie pełnoskalowej inwazji, zaledwie 5 proc. uznało, że się poprawiła. Dla 20 proc. nic się nie zmieniło, a dla 71 proc. – sytuacja uległa pogorszeniu.

Wystarczy wspomnieć aferę wokół Timura Mindycza, przyjaciela prezydenta, nadzorującego kontrakty dla spółek energetycznych. Za możliwość współpracy z państwowymi korporacjami Mindycz i jego wspólnicy pobierali łapówki, które następnie prali przez kryptowaluty i kraje UE. O sprawie wiemy nie dzięki FBI czy europejskim śledczym, lecz dzięki ukraińskim organom antykorupcyjnym – NABU i SAP – których niezależność latem próbował ograniczyć Zełenski wraz ze swoją frakcją parlamentarną. Zaprzestał dopiero po zdecydowanych protestach.

Takie przykłady osłabiają międzynarodowe wsparcie dla Ukrainy. O korupcji w Kijowie w ubiegłym roku szczególnie chętnie zaczęli mówić amerykańscy politycy z otoczenia Trumpa, gdy prezydent USA – grając pod rosyjską melodię – namawiał Kijów do podpisania niekorzystnych warunków zawieszenia broni. Osłabiają one także gotowość Ukraińców, którzy znaleźli się za granicą jako uchodźcy lub migranci zarobkowi, do powrotu do kraju. Kiedy Factum Group w 2023 roku pytała Ukraińców mieszkających w UE, jakie reformy są kluczowe dla powojennej rekonstrukcji kraju, 78 proc. wskazało walkę z korupcją.

Mimo to wiec w Warszawie wyglądał dziwnie. Dlaczego pod Kolumną Zygmunta, z transparentami nie w języku polskim, a na dodatek zapisanymi jednym charakterem pisma? Jak niedawno ustalili dziennikarze śledczy ukraińskiego projektu Bihus.info, rzekomo oddolne zgromadzenie było opłacone, a organizatorzy odgrywają przedstawienie w imieniu lokalnej społeczności także w innych miastach Polski.

Płatne protesty i rosyjska dezinformacja. Kto stoi za wiecami przeciw korupcji w Ukrainie?

Podobny wiec odbył się w połowie grudnia zeszłego roku pod ratuszem we Wrocławiu. Ponad setka uczestników, znów ukraińskie i amerykańskie flagi, znów transparenty zapisane jednym charakterem pisma. Ta sama trójka organizatorów – dwie kobiety i mężczyzna. Jak ustalili dziennikarze, wszyscy to obywatele Ukrainy, którzy przyjechali do Polski przed 2022 rokiem i utrzymują się z drobnej działalności gospodarczej. Publikowali w mediach społecznościowych ogłoszenia o naborze do „pracy” – udziału w wiecu przeciwko korupcji w Ukrainie. Za 2-2,5 godziny stania w tłumie oferowano 100 dolarów. Gdy dziennikarze dodzwonili się do jednego z autorów ogłoszeń, przyznał on, że transparenty przygotowują organizatorzy, oni też występują z mikrofonem, a obecność na takim wydarzeniu to praca jak każda inna, tym bardziej że korupcja to przecież realny problem.

Czytaj także Złoty sedes, dolary w torbach i państwo na wojnie Paulina Siegień

Kto zainspirował tych ludzi do takiej „obywatelskiej” aktywności – na razie nie udało się ustalić. Cel wydaje się oczywisty – dobić i tak już słabnące sympatie wobec Ukrainy i Ukraińców w polskim społeczeństwie. Zgodnie z najnowszym sondażem CBOS już 43 proc. Polaków deklaruje negatywny stosunek do Ukraińców, podczas gdy 29 proc. – pozytywny. W badaniu przeprowadzonym na zlecenie Centrum Mieroszewskiego 51 proc. Polaków uznało, że skala pomocy udzielanej ukraińskim uchodźcom jest nadmierna. Pogorszeniem relacji sąsiedzkich tradycyjnie zainteresowana jest Rosja. Tym bardziej że znane są już przypadki, gdy poprzez grupy w mediach społecznościowych – publikujące raz krytyczne wobec Zełenskiego treści, raz ogłoszenia o pracę na godziny – rosyjskie służby rekrutowały obywateli Ukrainy do udziału w akcjach dywersyjnych na terenie Polski. Nie trzeba wydawać milionów na oficjalną propagandę, skoro za kilkaset dolarów można rękami samych Ukraińców w Polsce reklamować Ukrainę jako państwo upadłe, a jej obywateli – jako zagrożenie dla porządku publicznego.

Białe palto, opłacone zaświadczenia lekarskie i kryzys zaufania społecznego

To, że korupcja nie tylko szkodzi międzynarodowemu wizerunkowi, lecz także podkopuje i tak kruchą umowę społeczną w Ukrainie, władze w Kijowie zasadniczo rozumieją. W ubiegłym roku Biuro Prezydenta wymieniło komendantów wojskowych we wszystkich obwodach w związku z rozpowszechnieniem praktyk korupcyjnych podczas mobilizacji. Kto trafi na front, a kto nie – to pytanie dziś dzieli ukraińskie społeczeństwo jeszcze bardziej niż to, kto przeżywa wojnę w kraju, a kto jako uchodźca w Europie. Rzadko mija tydzień, by ukraińskie media nie informowały o zatrzymaniu kolejnego lekarza, który wystawiał mężczyznom fikcyjne zaświadczenia o niepełnosprawności, pozwalające uniknąć mobilizacji lub wyjechać za granicę. Straż Graniczna co miesiąc zatrzymuje kilkuset mężczyzn przy próbie nielegalnego przekroczenia granicy państwowej. Otwarte pozostaje pytanie, ilu z nich się to udało.

Zdarzają się sprawy szczególnie głośne. Gdy w styczniu użytkownicy mediów społecznościowych wspominali, co robili w 2016 roku, ukraińscy dziennikarze oddawali się innej nostalgii – przypominali sobie, co robili, gdy poprzednim razem, jeszcze za Janukowycza, zatrzymano byłą premier Julię Tymoszenko. W 2011 roku Tymoszenko na zamówienie ówczesnego prezydenta Janukowycza postawiono ewidentnie politycznie motywowany zarzut podpisania niekorzystnych dla Ukrainy umów gazowych z Rosją. Dziś zaś ukraińska Prokuratura Antykorupcyjna podejrzewa ją o przekupywanie deputowanych Rady Najwyższej w celu sterowania głosowaniami parlamentarnymi.

Nazwisko Tymoszenko jest w istocie synonimem słowa „korupcja” w Ukrainie. Pracując w sektorze energetycznym potrafiła podpisywać z Rosjanami kontrakty, z których prowizje zasilały później biznesowy klan z nią związany. Próba obsadzenia „swoimi” dochodowych państwowych stanowisk po Pomarańczowej Rewolucji zakończyła się konfliktem z Juszczenką i rozpadem pomarańczowej koalicji, a wraz z nią – europejskiego wsparcia dla Ukrainy.

Jak żartują Ukraińcy, i to stare, i obecne śledztwo wobec Tymoszenko wywołują sporo pytań, poza jednym – nikt w zasadzie nie wątpi, że kradła. Nie uszło ich uwadze, że posiedzenie w sprawie wyboru środka zapobiegawczego w styczniu 2026 roku oskarżona przyszła w białym płaszczu – w języku ukraińskim „założyć biały płaszcz” to idiom określający osobę, która dobrze wie, w co jest uwikłana, ale pod publiczkę udaje niewiniątko.

Tymoszenko i postsowiecki model władzy. Czy proces zamknie epokę politycznej bezkarności?

Mimo licznych politycznych porażek Julia Tymoszenko od trzech dekad krąży po ukraińskiej scenie politycznej, a jej partia niezmiennie zasiada w parlamencie. Budzi jednocześnie podziw i odrazę – podobnie jak sama władza. Obecność Tymoszenko w życiu politycznym to symbol tego, jak wiele musi się zmienić, by nie zmieniło się nic.

– Moi koledzy dobrze pamiętają proces w sądzie rejonowym sprzed 15 lat – mówi –redaktorka naczelna portalu Graty, Tetiana Kozak. – Sędzia Rodion Kiriejew zmuszał Tymoszenko do składania wyjaśnień na stojąco, usuwał ją z sali rozpraw, zamykał proces przed publicznością, a funkcjonariusze Berkutu używali siły wobec jej współpracowników. Europejscy przywódcy występowali wówczas w obronie oskarżonej, a to, że trafiła do więzienia, było jednym z symboli przestępczego charakteru władzy. Teraz, podczas nowego procesu, Tymoszenko nie została aresztowana, lecz zwolniona za kaucją. Sąd działał jawnie, a przebieg procesu śledziło kilkadziesiąt mediów. Nie było przemocy ani naruszeń prawa.

Czytaj także Babakova: Tylko zewnętrzna presja może powstrzymać dryf Kijowa w stronę autorytaryzmu Olena Babakova

Kozak podkreśla, że Tymoszenko konsekwentnie krytykuje organy antykorupcyjne – NABU i SAP. Latem 2025 roku głosowała za odebraniem im niezależności, sprzeciwia się włączaniu międzynarodowych ekspertów do komisji konkursowych powołujących różne instytucje, w tym sądy czy organy antykorupcyjne. Ma jednak swój twardy elektorat i wierną publiczność. Ale na status ofiary prześladowań ze strony obecnej władzy zdecydowanie nie zasługuje.

– Julia Tymoszenko w ukraińskiej polityce to taka archetypiczna toksyczna matka – mówi Olga Duchnicz, psycholożka i ekspertka Frontier Institute. – Naród ukraiński jest dla niej jak syn, którego można bez końca strofować i łapać się za chore serce, gdy coś idzie nie tak. A ukraińskie instytucje publiczne, przejrzyste i rozliczalne, są jak synowa, która tego syna jej odebrała. A przecież ona nie po to go wychowywała, żeby walczył z korupcją!

Proces i ewentualne uwięzienie Tymoszenko mogą stać się symboliczną klamrą, która ostatecznie zamknie postsowiecki okres w historii Ukrainy w wymiarze polityki wewnętrznej.

Oczywiście nie pokona to korupcji jako takiej, lecz w połączeniu ze sprawą Mindycza, która dotknęła najbliższego otoczenia prezydenta, dymisją Jermaka, byłego kierownika Biura Prezydenta, który utracił przynajmniej swój formalny wpływ, a także gotowością ukraińskich organów śledczych i mediów, by nie zamiatać tych problemów pod dywan, pokazuje, jak silne jest w zmęczonym wojną społeczeństwie zapotrzebowanie na szczerość i transparentność.

ObserwujObserwujesz

Absolwentka Wydziału Historii Kijowskiego Uniwersytetu Narodowego im. Tarasa Szewczenki, doktorka nauk humanistycznych w zakresie historii Uniwersytetu w Białymstoku. W latach 2011–2016 dziennikarka Polskiego Radia dla Zagranicy, od 2017 roku koordynatorka projektów w Fundacji WOT. Współpracuje z polskimi i ukraińskimi mediami, m.in. „Europejską Prawdą”, „Nowoje Wriemia”, „Aspen Review”, Kennan Focus on Ukraine. Pisze o relacjach polsko-ukraińskich i ukraińskiej migracji do Polski i UE.

Tagi:
Wydanie: 20260216

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie