Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Przekaż Przekaż

Ta 97-letnia organizacja kościelna tuszuje skandale w staromodny sposób

Proces beatyfikacyjny założyciela Opus Dei przebiegł w ekspresowym tempie. Nie przeszkodziły głosy księży twierdzących, że Escriva prowadził organizację „jakby przewodził mafii odzianej w biel”.

Jan Paweł II w polskim Sejmie w 1999 r. Za papieżem stoją Maciej Płażyński, Alicja Grześkowiak i Angelo Sodano, bliski współpracownik Jana Pawła II należący do kręgu Opus Dei
Kontekst

⛪ Opus Dei to założona w 1928 roku konserwatywna organizacja kościelna, która przez dekady zbudowała rozległe wpływy w Watykanie, polityce, finansach i edukacji.

📜 Proces beatyfikacyjny jej założyciela, Josemaríi Escrivy, od początku budził kontrowersje: krytycy wskazywali na ekspresowe tempo, selektywny dobór dowodów i ignorowanie głosów sprzeciwu.

🕯️ Tekst pokazuje, jak w Kościele działa stary mechanizm oswajania skandalu: zamiast rozliczenia – sakralizacja przywódcy, dyscyplinowanie krytyków i ochrona instytucji.

Walka

W maju 1992 roku członkowie Opus Dei z całego świata spotkali się w Rzymie, żeby wziąć udział w wydarzeniu rzekomo historycznym, a mianowicie w uroczystości beatyfikacji założyciela ich ruchu i ich Ojca w Niebie, Josemaríi Escrivy. W dniach poprzedzających ceremonię lotnisko Fiumicino przyjęło tabuny pielgrzymów, którzy przybyli ponad stoma samolotami wyczarterowanymi przez prałaturę. Tych, dla których zabrakło miejsc w samolocie, zwoziły z całej Europy autokary. Ponieważ oczekiwano tłumów, trumnę z doczesnymi szczątkami założyciela Opus Dei przeniesiono z krypty w Villi Tevere do położonej niespełna kilometr dalej Bazyliki św. Eugeniusza, nowoczesnego kościoła zlokalizowanego tuż nad Tybrem, żeby więcej osób mogło oddać im cześć.

Czytaj także „Polska zawsze wierna”, ale bez wzajemności. Watykan wobec polskich powstań Robert Herzyk

Delikatną operację nadzorowała rzymska policja, ponieważ pojawiły się informacje, że baskijscy separatyści z ETA mogą próbować porwać trumnę. Ostatecznie do żadnej takiej próby nie doszło, ale sama groźba przypominała wszystkim o mrocznej przeszłości Opus Dei, a w szczególności o współpracy organizacji z reżimem Franco i wątpliwościach co do legalności majątku zgromadzonego w okresie dyktatury. Pielgrzymów przybywających do Rzymu żadna z tych kwestii nie zajmowała. Karnie przechodzili jeden za drugim przed trumną, która została wystawiona przed ołtarzem na katafalku okrytym czerwoną tkaniną i przyozdobionym różami.

Modły w sanktuarium Torreciudad. Dwóch mężczyzn leży twarza do ziemi w kościele pełnym księzy.
Święcenia kapłańskie w sanktuarium Torreciudad. Fot. Santuario Torreciudad/ Wikimedia Commons

Beatyfikacja bez żadnego trybu

W dzień ceremonii na Placu Świętego Piotra zgromadziło się dwieście tysięcy osób. Mszę polową miał tam odprawić papież Jan Paweł II. Nie wszyscy wierni byli związani z Opus Dei. Oprócz turystów, którzy zawsze tłumnie się w tym miejscu pojawiali, organizacja ściągnęła także tysiące studentów (dofinansowano w tym celu ich wyjazd do Rzymu).

Luis Valls-Taberner wraz z innymi szacownymi gośćmi śledził przebieg uroczystości z krzeseł ustawionych na schodach bazyliki. Ci w pierwszym rzędzie mieli papieża niemal na wyciągnięcie ręki. Co prawda w madryckich kręgach politycznych spoglądano na bankiera nieufnie w związku z licznymi oskarżeniami o korupcję, ale znamienite miejsce, które przyznano mu tamtego dnia, dobitnie świadczyło o wysokim statusie prezesa Banco Popular wśród członków Opus Dei.

Niedaleko siedział Santiago Escrivá, jedyny z rodzeństwa założyciela Opus Dei. Wśród honorowych gości znalazł się też Gulio Andreotti, dożywotni senator i siedmiokrotny premier Włoch, dla którego uroczystość na Placu Świętego Piotra była ważniejsza niż udział w parlamentarnym głosowaniu w sprawie wyboru następnego prezydenta państwa. Swoich delegatów wysłały dziesiątki krajów, w których Opus Dei prowadziło intensywną działalność. Mimo to wśród watykańskiej elity narastało niezadowolenie w związku z faktem, że konserwatywna linia Kościoła nie porywa wyobraźni opinii publicznej. „Dlaczego prasa tak przychylnie się odnosi do matki Teresy, a nie ma tyle dobrego do powiedzenia na temat Opus Dei albo o mnie?”, rzucił papież, gdy przyjmował del Portilla na prywatnej audiencji.

Matka Teresa odbiera medal od Ronalda Reagana, 1985 rok.
Matka Teresa u szczytu globalnej popularności odbiera Medal Wolności od Ronalda Reagana, 1985 rok. Fot. U.S. National Archives and Records Administration/ Wikimedia Commons

Trafności jego obserwacji dowodziło poruszenie, które zapanowało w prasie w związku z decyzją o beatyfikacji Escrivy. Wywołała ona silne kontrowersje zarówno w Watykanie, jak i poza nim. Opus Dei zainicjowało proces na długo przed upływem standardowego pięcioletniego okresu. Zatrudniło w tym celu specjalny zespół, który miał opracować całą dokumentację i stworzyć listę potencjalnych cudów. Kolejne etapy realizowano w bezprecedensowym tempie. Od śmierci Escrivy do jego beatyfikacji minęło niespełna siedemnaście lat, trwało to więc trzykrotnie krócej niż zwykle.

Kontrowersje budził także rzekomy cud, który przypisywano błogosławionemu. Chodziło o karmelitankę, która powróciła do życia zaledwie rok po śmierci Escrivy. Jak się bowiem okazało, prywatnie była kuzynką Mariana Navarro Rubia, jednego z najbardziej prominentnych członków Opus Dei i ministra w rządzie Franco. Członkiem ruchu był także lekarz, który potwierdzał, że tego zdarzenia nie da się wyjaśnić inaczej niż jako cud.

Czytaj także Spuścizna papieska [Jaś Kapela o papieżu Polaku w 20. rocznicę odejścia do domu ojca] Jaś Kapela

Organizacja podjęła działania prewencyjne, aby na wszelki wypadek zdyskredytować ludzi, którzy mogliby wystąpić przeciwko beatyfikacji. Dotyczyły one między innymi osoby Antonia Péreza-Tenessy. Pérez-Tenessa był księdzem i szefem regionu hiszpańskiego. Uciekł w środku nocy i potem namierzono go w Meksyku.

Niektórzy byli członkowie Opus Dei próbowali protestować w Watykanie, ale odmówiono im posłuchania. Ojciec Vladimir Felzmann, były ksiądz Opus Dei, który w latach sześćdziesiątych pracował u boku Escrivy w Rzymie, udzielił „Newsweekowi” wywiadu, w którym wysnuł przypuszczenie, że założyciel Opus Dei bał się ludzkiej seksualności, uważał, że wszystko, co napisał, pochodzi od Boga, z trudem panował nad gniewem, a nadto – co go najbardziej obciążało – bronił Adolfa Hitlera. „Wiesz co, Vlad, Hitler nie mógł być aż taki straszny, jak twierdzą ludzie”, miał mu powiedzieć Escrivà. „Nie mógł zabić sześciu milionów Żydów. Nie mogło być ich więcej niż dwa, trzy miliony”.

W Watykanie mówiło się o szkodach wizerunkowych, które może wywołać sztuczne przyspieszanie procesu beatyfikacji postaci tak kontrowersyjnej. Szybkie tempo procesu, a także selektywny dobór dowodów i uciszanie krytyków zdaniem wielu dowodziło, że beatyfikacja została po prostu kupiona.

O dyskomforcie przedstawicieli Kościoła świadczyło choćby to, że dwóch z dziewięciu członków watykańskiej rady rozważającej wniosek zagłosowało przeciw, domagając się dodatkowego czasu na badanie mniej chwalebnych kart z życia Escrivy, choćby tych związanych z ciągnącym się konfliktem z jezuitami, a także podnoszonej niekiedy kwestii jego braku pokory czy wątpliwości związanych z przypisywanymi mu cudami.

Na szczególną zjadliwość pozwolił sobie jeden ze starszych hiszpańskich księży, który powiedział: „Nie sposób uznać za wzór życia chrześcijańskiego kogoś, kto służył państwu, a uzyskaną w ten sposób władzę wykorzystał do realizacji swojego Dzieła, które następnie prowadził według wątpliwych zasad, jakby przewodził mafii odzianej w biel”. I dalej: „Beatyfikacja Ojca oznacza uświęcenie jego Dzieła ze wszystkimi jego negatywnymi aspektami, takimi jak taktyka, dogmaty czy metody rekrutacji, skutkującymi umiejscowieniem Chrystusa pośród polityki i gospodarki”.

Nawet jednak pomimo tak ostrego sprzeciwu wniosek został ostatecznie zatwierdzony.

Joaquin Navarro-Valls, numerariusz Opus Dei, w latach 1984–2006 dyrektor Biura Prasowego Stolicy Apostolskiej. Fot. Medol/ Wikimedia Commons

Joaquín Navarro-Valls, czyli Opus Dei w sercu Watykanu

W oczach Jana Pawła II tłum, który tamtego ranka zgromadził się na Placu Świętego Piotra, stanowił żywy dowód na to, że decyzja o przyznaniu Escrivie statusu błogosławionego jest słuszna i że jego wysiłki kontrreformacyjne, wymierzone przeciwko skręcaniu Kościoła w lewo, zyskują poparcie wiernych. Od wyboru w 1978 roku Wojtyła uważał, że jego misją jest przywołanie do porządku tych sił w Kościele, które odczytywały postanowienia Soboru Watykańskiego II jako przyzwolenie na liberalizację. Zamiast jednak stłumić niezadowolenie, mściwe tropienie wrogów ostatecznie doprowadziło do otwarcia wielu zabliźnionych ran.

Czytaj także Papieska mitologia. Jak katolicyzm stał się kluczem do polskości Tomasz Żukowski

Czasem komuś zdarzało się ocenić, że papież posunął się w swojej polityce za daleko. Na złe traktowanie poskarżył się między innymi pewien niemiecki teolog, którego naziści pozbawili prawa do pełnienia posługi kapłańskiej, a który potem został wezwany do Rzymu i musiał się tłumaczyć ze swoich poglądów w kwestii życia seksualnego wiernych. Posłuchanie w Stolicy Apostolskiej przyrównał do rozpraw w sądach Trzeciej Rzeszy, które przetrwał jako młody człowiek. „Podczas procesów hitlerowskich na pewno groziło mi większe niebezpieczeństwo”, pisał gniewnie po rozmowie Watykanie, „ale nie obrażały mojego honoru. Tymczasem prowadzący posłuchania w Świętym Oficjum mieli go za nic”.

Podczas pielgrzymki do Nikaragui papież odmówił jednemu z księży prawa do ucałowania swojego pierścienia, ponieważ duchowny wcześniej sprzeciwił się papieskiemu nakazowi. Na oczach milionów udzielił mu wtedy upomnienia, doprowadzając go do łez. Podczas tej samej pielgrzymki w trakcie mszy polowej wykrzyknął: Silencio!, żeby uciszyć tłum, który śmiał domagać się pokoju.

Pośród wszystkich tych perturbacji mógł natomiast liczyć na niezachwianą lojalność Opus Dei. Jednego z prominentnych numerariuszy mianował swoim sekretarzem prasowym i bliskim doradcą. Joaquín Navarro-Valls szkolił się kiedyś na toreadora, ale ostatecznie porzucił arenę, aby zostać lekarzem. W tym zawodzie także się jednak nie odnalazł i ostatecznie spełniał się jako dziennikarz. Na początku lat dziewięćdziesiątych kontrolował już dostęp do papieża, w związku z czym zaliczał się do najpotężniejszych ludzi w Watykanie.

Wyróżniał się przy tym bezwzględnością. Być może korzystając z umiejętności nabytych dzięki Opus Dei, zupełnie swobodnie rozsiewał najróżniejsze wyssane z palca historie o papieżu, aby ukrywać przed światem jego nienajlepszy stan zdrowia. Wbrew temu, o czym wiedziało wielu w Watykanie, wierni mieli widzieć w Ojcu Świętym krzepkiego, wysportowanego człowieka i okaz zdrowia.

Czytaj także OPiS Dei. Co łączy Karola Nawrockiego i papieża Jana Pawła II? Łukasz Łachecki

Zdarzało się, że Navarro-Valls nadużywał swojej pozycji w interesie Opus Dei. Pewnego razu zaprosił członków watykańskiego korpusu prasowego do siebie do domu, rzekomo, żeby przedstawić im ważną informację o papieżu. Na miejscu dziennikarzom pokazano jednak film rekrutacyjny Opus Dei. W miarę jak stan zdrowia papieża się pogarszał, pojawiły się plotki, że Navarro-Valls może zacząć w nadmiernym stopniu wpływać na watykański proces decyzyjny. Jan Paweł II cały czas starał się jednak umacniać swoją zwierzchność nad wszelkimi jego zdaniem wywrotowymi frakcjami w Kościele, a Opus Dei miał za swojego wielkiego sojusznika w tym przedsięwzięciu.

Te relacje przynosiły korzyści obu stronom. Opus Dei mogło przedstawiać się potencjalnym rekrutom jako ważna siła papieskiej inicjatywy kontrreformacyjnej, natomiast Watykan miał lojalnego sojusznika gotowego stanowić w terenie przeciwwagę dla opornych księży. W nagrodę za to wsparcie del Portillo został biskupem. W ten sposób dołączył do grona dziesięciu duchownych Opus Dei, których Jan Paweł II wyniósł do tej rangi od momentu wyboru na papieża. Ostatecznie mitry odebrało od niego dwudziestu jeden księży Opus Dei (dla porównania Paweł VI wyniósł do rangi biskupiej tylko trzech przedstawicieli organizacji).

Czytaj także Tuszowanie pedofilii to najmniejszy problem z Janem Pawłem II Jakub Majmurek

Ten awans i umacniająca się pozycja Opus Dei w Kościele dały del Portillowi nowy zastrzyk energii do wzmacniania ruchu w najpotężniejszym kraju na świecie.

*

Fragment książki Opus Dei. Brudne pieniądze, handel ludźmi i skrajnie prawicowa organizacja kościelna, która ukaże się w Polsce 24 marca nakładem Wydawnictwa Prószyński i S-ka. Przełożyła Magda Witkowska. Pominięto przypisy, tytuł i śródtytuły pochodzą od redakcji Krytyki Politycznej. Dziękujemy wydawnictwu za zgodę na przedruk.

**

Gareth Gore – brytyjski dziennikarz ekonomiczny, związany m.in. z International Financial Review i Thomson Reuters. Pisał o sankcjach nałożonych na rosyjską gospodarkę, reformach w Arabii Saudyjskiej i greckim kryzysie bankowym, był też korespondentem Bloomberga z Hiszpanii, relacjonował konflikty o wodę w Syrii i Libanie. Autor książki o Opus Dei i podcastu The Syndicate.

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie