Świat

Królestwo nadchodzi: partia Farage’a chce deportować 600 tysięcy migrantów

Rok po antyimigranckich rozruchach w sprawie migracji ponownie narasta napięcie. Brytyjczycy uznają tę kwestię za najważniejszą, i choć eksperci określają plan Farage’a jako nierealistyczną fantazję, to jednocześnie ton lidera Reform trafia w społeczne nastroje.

We wtorek w hali lotniska koło Oxfordu lider prowadzącej obecnie w sondażach partii Reform Nigel Farage przedstawił szczegóły swojego planu „Przywracając sprawiedliwość”. Nie do końca zgodnie z nazwą dotyczy on głównie problemu nielegalnej migracji. Farage zapowiedział, że jeśli jego partia wygra następne wybory i utworzy rząd, to w ciągu pięciu lat deportuje z kraju 600 tysięcy migrantów.

By deportacji nie zablokowały sądy, Farage chce wypowiedzenia szeregu międzynarodowych traktatów chroniących dziś osoby ubiegające się o azyl w Wielkiej Brytanii, takich jak Europejska Konwencja Praw Człowieka, Konwencja Genewska dotycząca statusu uchodźców z 1951 roku, czy konwencja ONZ w sprawie zakazu tortur.

W zapowiadanym przez Farage’a reżimie migracyjnym nikt, kto nielegalnie przekroczył brytyjską granicę, nie mógłby liczyć na azyl. Państwo miałoby podpisać umowy o readmisji z państwami dziś uznawanymi za niebezpieczne dla migrantów, jak rządzony przez talibów Afganistan, Erytrea czy Iran. Oczekujący na deportację migranci mieliby być umieszczeni w nieużywanych bazach wojskowych i specjalnie zbudowanych ośrodkach zamkniętych lub na odległych terytoriach zamorskich – jak położona na południowym Atlantyku, 1600 km od wybrzeży Afryki Wyspa Wniebowstąpienia.

Eksperci i przedstawiciele rządu określają plan Farage’a jako nierealistyczną fantazję. Jednocześnie ton lidera Reform trafia w społeczne nastroje. Rok po antyimigranckich rozruchach w sprawie migracji ponownie narasta napięcie. Według badania Yougov, monitorującego to, jaką kwestię Brytyjczycy uznają za najważniejszą – można wskazać trzy – to właśnie migracja jest dziś najczęstszym wyborem i wskazuje ją 57 proc. badanych. To najwyższy poziom od 2015 roku, migracja zebrała więcej wskazań niż stan gospodarki (51 proc.) czy ochrony zdrowia (30 proc.).

Anglofuturyzm, czyli ucieczka z Yookayu

Opróżnić hotele…

W weekend przed konferencją Farage’a w wielu miejscach Wielkiej Brytanii miały miejsce protesty przeciw migracji, głównie gromadzące się pod hotelami, gdzie umieszczone są osoby oczekujące na rozpatrzenie ich wniosku o azyl. Praktykę umieszczania uchodźców w hotelach zaczął poprzedni rząd konserwatystów, obecny obiecuje skończyć z nią do 2029 roku, proces idzie jednak powoli. W marcu, jak podaje „The Guardian”, w 200 hotelach w całym kraju ulokowanych miało być 30 tysięcy uchodźców.

Praktyka ta od dawna wywoływała napięcia i kontrowersje. W sytuacji kryzysu mieszkaniowego i ogólnie trudnej sytuacji gospodarczej ludziom trudno zaakceptować, że państwo stać na umieszczanie migrantów w często nietanich hotelach. Nastoje zaogniła sytuacja z miasteczka Epping w hrabstwie Essex, około 27 km od Londynu. Ulokowany w miejscowy hotelu Somalijczyk został aresztowany pod zarzutami seksualnego molestowania i napaści na dwie czternastolatki i jedną dorosłą kobietę. Epping stało się miejscem protestów radykalnej prawicy, podobne protesty pojawiły się w kilkudziesięciu innych miejscowościach.

Ich skala jest znacznie mniejsza niż zeszłorocznych rozruchów, nie towarzyszy im też podobna przemoc. Jednocześnie aktywiści pracujący z uchodźcami skarżą się na wyjątkowy poziom agresji, z jaką się spotykają, głównie w internecie. Enver Salomon, przewodniczący Rady ds. Uchodźców, pisze w „Guardianie” o prawicowych influenserach, publikujących na swoich profilach zdjęcia i dane liderów organizacji pozarządowych pomagających uchodźcom, i o lęku o bezpieczeństwo pracowników sektora. Media donoszą o takich przypadkach, jak ciemnoskóry mężczyzna z Yorkshire, który został sfilmowany podczas zabawy ze swoją jasnoskórą wnuczką i zwyzywany przez internautów jako „pedofil” – zasięgi wideo zrobił jeden z najbardziej znanych działaczy skrajnej prawicy. Także parlamentarzyści skarżą się na wyjątkowy, niespotykany od czasu debaty na temat Brexitu, poziom wymierzonej w nich werbalnej agresji towarzyszący obecnym dyskusjom wokół migracji.

Patrzcie, jakie czyste metro! Polska jako „biała Wakanda” w fantazjach zachodniej skrajnej prawicy

…i wywiesić flagi!

W wielu miejscowościach mieszkańcy wywieszają też brytyjskie lub angielskie flagi. Akcja, jak pisze „New Statesman”, miała zacząć kilka tygodni temu na przedmieściach Birmingham. Po tym, jak lokalne władze usunęły flagi przyczepione do lamp ulicznych – zgodnie z przepisami nie powinny być tam wieszane – ludzie zaczęli się organizować i wywieszać je w kolejnych miejscach.

Organizatorzy podobnych akcji zapewniają, że nie są rasistami, że flagi są po prostu manifestacją dumy z własnego kraju, że także czarni Brytyjczycy pochodzący z Karaibów albo potomkowie migrantów z Indii mogą dołączyć. Antyrasistowscy aktywiści mają jednak wątpliwości. Lewis Nielsen z organizacji Stand Up To Racism powiedział dziennikowi „The Guardian”: „w tej akcji nigdy nie chodziło o flagi, tylko o to, by ośmielić rasistów i faszystów biorących na cel uchodźców i migrantów”.

Inni komentatorzy wskazują na analogię z polityką Irlandii Północnej. Tam też granice między protestanckimi i katolickimi dzielnicami wyznaczają brytyjskie i irlandzkie flagi. Akcja z ich wywieszaniem może wiązać się tyleż ze sprzeciwem wobec nielegalnej migracji, co być manifestacją wrogości – a przynajmniej dystansu – wobec Brytyjczyków nieeuropejskiego pochodzenia. Niektóre komentarze spekulują, że może być ona reakcją na bardzo widoczną w ostatnich miesiącach obecność flag Palestyny, zwłaszcza w dzielnicach z dużą koncentracją muzułmańskiej ludności.

Akcja wywołuje też skojarzenia z powieścią Królestwo nadchodzi i późną prozą J.G. Ballarda, przedstawiającą brytyjskie społeczeństwo poddane różnym procesom faszyzacji i wstrząsane rozruchami.

Samospełniająca się przepowiednia. Jak Polska sabotuje integrację migrantów

Czy system ochrony uchodźców jest do utrzymania?

W ten klimat wkracza Farage, starając się skapitalizować społeczne nastroje. W trakcie konferencji pod Oxfordem lider Reform mówi o nielegalnej inwazji jako o „pladze” i „inwazji”. Pytał swoich słuchaczy: „po czyjej jesteście stronie, nielegalnych migrantów czy kobiet i dzieci, którym zagrażają?”. Jak na łamach „Guardiana” zauważa Kiran Stacey, Farage sięga tu o wiele bardziej otwarcie po język skrajnej prawicy, z którym do tej pory tylko z dystansu flirtował.

Wizja masowych deportacji (600 tysięcy w pięć lat oznacza 300 osób dziennie, w tym kobiet i dzieci), zapowiedź bezwzględnego ścigania migrantów popełniających przestępstwa, zaangażowanie sił policyjnych dokonujących nalotów na zakłady pracy, by sprawdzać, czy wśród pracowników nie ma migrantów bez prawa do legalnej pracy to nawiązanie do tego, co w Stanach robi Trump. Wizja ta podoba się radykalnej prawicy w całej Europie, która chce teraz podobnie potraktować migrantów w swoich ojczyznach.

Na ile ten język faktycznie przemawia dziś do większości kraju? Matt Goodwin, niegdyś znany politolog badający radykalną, populistyczną prawicę, który dziś zradykalizował się pod wpływem swojego przedmiotu badań i przeszedł na nieodróżnialne od niego pozycje, napisał w niedzielę na swoim profilu na portalu X: „okno Overtona w brytyjskiej polityce […] radykalnie się przesuwa. W trakcie następnych wyborów debata będzie się toczyć wokół tego, jak najlepiej rozmontować powojenny system ochrony uchodźców i uruchomić masowe deportacje. Liberalny konsensus, który służył tylko elicie obejmującej 5-10 proc. populacji, naprawdę się skończył”.

Inni badacze są ostrożniejsi. Jak w rozmowie z „Guardianem” mówi Sunder Katwala, dyrektor think tanku British Future, elektorat, do którego przemawia retoryka Farage’a to około 20-25 proc. Zdecydowanie odstrasza ona około 20 proc. Brytyjczyków, wykazujących wobec migrantów i uchodźców silnie solidarystyczne postawy. Reszta jest pośrodku i może przesunąć się w jedną lub drugą stronę.

Z pewnością Goodwin ma rację, że bardziej prawdopodobne jest przesunięcie się społecznego zdrowego rozsądku w bardziej wrogą migracji stronę. Głosy na temat tego, że obecny system ochrony uchodźców jest nie do utrzymania, coraz częściej płyną nie tylko z radykalnej prawicy, ale też liberalnego centrum. Tekst wzywający do całkowitej przebudowy obecnego systemu ochrony uchodźców na początku lipca opublikował liberalny „The Economist”. Gazeta przekonuje w nim, że konwencja ONZ z 1951 roku pisana była głównie z myślą o europejskich uchodźcach, głównie ofiarach stalinizmu i jej zapisy całkowicie nie przystają do realiów „rozszerzających się konfliktów zbrojnych, tanich podróży i wielkich różnic w zamożności”. Dziś, przekonuje tygodnik, miliony marzące o lepszym życiu w zachodnich demokracjach przybywają do nich nielegalnie, domagając się statusu uchodźców. System potrzebuje kilku lat, by przetworzyć ich wnioski i zwyczajnie nie nadąża. Taka migracja generuje wielkie społeczne napięcia i wzmacnia uprzedzenia wobec migracji w ogóle, w tym tej, która jest potrzebna zamożnym krajom Zachodu.

„The Economist” proponuje system oparty na założeniu, że prawo do ochrony międzynarodowej nie oznacza prawa do wyboru życia w dowolnym zamożnym państwie na ziemi. Zamiast tego europejskie państwa powinny pomagać uchodźcom na miejscu, wspierając najbliższe im bezpieczne kraje – i co najwyżej z nich przyjmować wybranych uchodźców według swoich potrzeb. Można spodziewać się, że pod naciskiem populistycznej prawicy, ale też realnych problemów związanych z obecnym systemem, coraz więcej centrowych partii będzie przyjmować podobne stanowisko.

Rząd o migracji mówi językiem Konfederacji. Jak odpowie lewica? Korzyści materialne to za mało

Co zrobić z Faragem?

Brytyjski mainstream na razie skupia się na przekonywaniu, że plany Farage’a są nierealne, zbyt drogie, że nie mogą się udać ze względu na liczne prawne bariery. Rząd, za co jest krytykowany, nie sprzeciwia się im jasno, sięgając po argumenty moralne. Rzecznik rządu mówi, że gabinet rozumie „społeczne emocje” i że sam podejmuje działania, by zaradzić problemom z migracją.

Jak w „New Statesman” pisze George Eaton, Partia Praca wie, że ma wielki problem z Farage’em, nie do końca jednak wie, co z nim zrobić. Tzw. miękka lewica – frakcja na lewo od rządu, ale na prawo od pozostałości po Corbynie – domaga się języka przeciwstawiającego się Farage’owi w imię wartości, sięgnięcia po język lewicowego populizmu gospodarczego. Starmer i jego najbliższe otoczenie ma tymczasem uważać, że rząd może odpowiedzieć na wyzwanie Farage’a tylko rozwiązując problemy, dzięki którym rośnie Reform.

Problem w tym – jak w swoim podcaście „The Rest is Politics” zauważył jeden z kluczowych architektów blairyzmu, Alistair Campbell – że cokolwiek rząd nie zrobi w sprawie migracji, Farage zawsze przedstawi to jako klęskę, jako niedostateczne rozwiązanie – i obieca jeszcze bardziej radykalne ruchy na trumpowskiej licencji.

Tym bardziej że napięcia wywołuje nie tylko nielegalna, ale i legalna migracja. Zwłaszcza tzw. Boriswave – fala legalnej migracji z krajów Globalnego Południa, wpuszczona głównie przez rząd Johnsona po Brexicie, by uzupełnić ubytki na rynku pracy związane z wyjściem Wielkiej Brytanii z Unii i odpływem pracowników z Europy.

Wśród coraz bardziej radykalizującej się prawicy internetowej pojawiają się hasła remigracji nie tylko osób nielegalnie przebywających na Wyspach. Na razie przemawiają one do zdecydowanej mniejszości, kluczowe jest jednak, czy niepopularny rząd Starmera będzie potrafił przekonać dziś ciągle mogących zmienić zdanie w jedną lub drugą stronę normalsów. Będzie to trudne, jeśli sam nie będzie wiedział, do jakich wartości ma się właściwie odwoływać jego polityka migracyjna.

__
Przeczytany do końca tekst jest bezcenny. Ale nie powstaje za darmo. Niezależność Krytyki Politycznej jest możliwa tylko dzięki stałej hojności osób takich jak Ty. Potrzebujemy Twojej energii. Wesprzyj nas teraz.

Jakub Majmurek
Jakub Majmurek
Publicysta, krytyk filmowy
Filmoznawca, eseista, publicysta. Aktywny jako krytyk filmowy, pisuje także o literaturze i sztukach wizualnych. Absolwent krakowskiego filmoznawstwa, Instytutu Studiów Politycznych i Międzynarodowych UJ, studiował też w Szkole Nauk Społecznych przy IFiS PAN w Warszawie. Publikuje m.in. w „Tygodniku Powszechnym”, „Gazecie Wyborczej”, Oko.press, „Aspen Review”. Współautor i redaktor wielu książek filmowych, ostatnio (wspólnie z Łukaszem Rondudą) „Kino-sztuka. Zwrot kinematograficzny w polskiej sztuce współczesnej”.
Zamknij