Wsparcie Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Profil Zaloguj się

Przewidywalnie nieprzewidywalne. W 2026 r. będą ważyć się losy Orbána, Luli i Netanjahu  

Czy Węgry są krajem, w którym władza może przegrać wybory, jakim poparciem cieszą się zbrodniarze wojenni i czy Wielka Brytania będzie mieć nowego premiera? Odpowiedzi przyniosą najbliższe miesiące. Mimo braku kampanii w Polsce nie będziemy narzekać na brak wyborczych emocji.

ObserwujObserwujesz

Rok 2026 po raz pierwszy od trzech lat nie będzie w Polsce rokiem wyborczym. Jednocześnie emocji dostarczać będą wybory w kilku innych państwach, których rezultaty mogą odegrać istotny wpływ także na polską politykę. Dwa najważniejsze z nich to wybory parlamentarne na Węgrzech, zaplanowane na kwiecień oraz wybory połówkowe w Stanach w listopadzie.

Czy Węgrzy w końcu podziękują Orbánowi?

Na Węgrzech w przyszłym roku może stać się w końcu coś, na co liberalno-lewicowa opinia publiczna na całym świecie czeka od dawna: Viktor Orbán może stracić władzę. Od listopada zeszłego roku w sondażach prowadzi centroprawicowa Tisza, Partia Szacunku i Wolności. Sondażowa średnia Poll of Polls Politico daje jej dziś aż 13 punktów procentowych przewagi nad Fideszem Orbána.

Tiszo wystrzeliła w sondażach, gdy na jej czele stanął Péter Magyar. Polityk przez lata robił karierę w Fideszu – jako dyplomata, wysoki urzędnik, pracownik państwowych spółek. Błyskotliwą karierę w partii robiła też jego była już żona Judit Varga, która w 2019 roku została ministrą sprawiedliwości. Magyar wystąpił przeciw Orbánowi w zeszłym roku, gdy krajem wstrząsnął skandal związany z ułaskawieniem pracownika domu dziecka, który tuszował przestępstwa pedofilskie dyrektora placówki. Sprawa wyprowadziła tłumy Węgrów na ulicę, a Varga była jedną z osób, które Orbán „zrzucił z sań”, by ratować swoją władzę.

Magyar i Tisza prowadzą swoją kampanię pod hasłami walki z fideszowską korupcją i zacieśniania współpracy z Unią Europejską, partia stara się przy tym zachować dość konserwatywny program w takich kwestiach jak migracja, by móc pozyskać rozczarowany, wiejski elektorat Fideszu. Pomaga jej bez wątpienia ciężka sytuacja gospodarcza na Węgrzech, którą pogarsza to, że od 2021 roku w związku z panującą w kraju korupcją środki europejskie przysługujące Budapesztowi są zamrożone. Od jesieni władza mierzy się też ze skandalem związanym z nadużyciami seksualnymi, do jakich miało dochodzić wobec podopiecznych ośrodka dla młodocianych przestępców w Budapeszcie.

Czytaj także Miał być Budapeszt w Warszawie, teraz Węgrzy modlą się o Warszawę w Budapeszcie Piotr Wójcik

Kampania wyborcza trwa już w zasadzie od jesieni. Fidesz straszy Węgrów, że jeśli wygra Magyar, to podwyższy im podatki, by wspomóc Ukrainę, że przyłączy się do sabotowania planów porozumienia pokojowego z Rosją, nad którym pracuje Trump, a nawet wciągnie Węgry do wojny. Przed wyborami emeryci otrzymają 13 i 14 emeryturę, rząd wprowadził też nowy środek pronatalistyczny: kobiety, które urodziły co najmniej dwójkę dzieci, mają być dożywotnio zwolnione z podatku dochodowego.

Kluczowe pytanie brzmi jednak: czy Węgry są krajem, w którym władza może przegrać wybory? Ze względu na dominację Fideszu w przestrzeni medialnej, wykorzystywaniu przez partię zasobów państwa do kampanii czy skomplikowanemu, faworyzującemu popierające Orbána okręgi wiejskie systemowi wyborczemu, wybory na Węgrzech od dawna trudno uznać za równe. Czy w tym roku, czując wsparcie Trumpa, Orbán nie posunie się jednak dalej, podważając także ich elementarną uczciwość? A jeśli tak się stanie, to co będzie z tym w stanie zrobić Unia Europejska?

Słuchaj podcastu:

Jeśli wspierany przez ruch MAGA Orbán przegra, to będzie to potężny cios dla populistycznej prawicy na całym w świecie, nie wyłączając Polski. Po zmianie rządów w Budapeszcie politycy PiS nie tylko nie będą tam mogli uciekać, ale cała polska prawica straci parę. Podobnie stanie się, jeśli Orbán przekroczy granicę i wygra dzięki cudom nad urną albo odmówi uznania porażki.

Czy Amerykanie podziękują Trumpowi 2.0?

W listopadzie Amerykanie wybiorą Izbę Reprezentantów i jedną trzecią Senatu. Demokraci, którzy w tym roku wygrywali niemal wszystkie możliwe wybory lokalne, mają powody do optymizmu. Liczą, że uda się im odzyskać kontrolę nad Izbą Reprezentantów, zapowiadają też walkę o Senat – choć ta będzie znacznie trudniejsza.

Jednak nawet jeśli odzyskają kontrolę nad Izbą Reprezentantów – gdzie dziś republikańska większość wynosi 5 głosów – to zmieni to znacząco polityczną dynamikę w Stanach. Opozycja zyska narzędzia, by blokować wszystkie ambitniejsze, wymagające zmiany prawa plany prezydenckiej administracji, zyska też efektywne narzędzia do jej kontroli.

Im większa będzie klęska republikanów, tym bardziej zostanie to odczytane jako odrzucenie radykalnej agendy drugiego Trumpa i klęska prawicowo-populistycznej fali. Co w Polsce, gdzie PiS i Konfederacja (choć już nie Grzegorz Braun) ustawiają się w roli franczyzobiorców MAGA, będzie miało istotne znaczenie polityczne.

Jednocześnie Amerykanie zadają sobie pytanie: czy jeśli republikanie przegrają, to uznają wyniki wyborów? Czy nie czeka nas powtórka z przełomu 2020 i 2021 roku, gdy Trump przegrał z Bidenem, odmówił uznania porażki, a jego zwolennicy zaatakowali Kapitol? A jeśli tak, to czy tym razem system to przetrwa?

W cieniu Kremla

Nowy parlament we wrześniu wybiorą także Szwedzi. Niezależnie od tego, czy u władzy utrzyma się obecna prawicowa koalicja pod wodzą premiera Ulfa Kristerssona, czy wróci socjaldemokracja, trudno spodziewać się bardzo gwałtownego zwrotu w szwedzkiej polityce w istotnych dla Polski obszarach.

Jednocześnie wybory te będą odbywać się w cieniu Kremla i jego działań hybrydowych wobec zachodnich demokracji, które najpewniej nie ustaną, nawet gdyby do jesieni przyszłego roku udało się doprowadzić do końca gorącej wojny w Ukrainie.

Czytaj także Szwecja i Finlandia w NATO. Sierakowski: To może nam dać dekadę spokoju Łukasz Łachecki

Szwedzi już przygotowują się na cyberataki i inne działania o charakterze hybrydowym. Jako znajdujący się w pobliżu Rosji kraj, który niedawno dołączył do NATO, spodziewają się możliwej rosyjskiej interwencji. Widzieliśmy, jak może ona wyglądać przy okazji wyborów w Mołdawii czy Rumunii. Szwedzkie wybory będą więc testem tego, jak uznawana za wzorcową europejska demokracja radzi sobie z rosyjskimi działaniami hybrydowymi.

Czy Starmer przetrwa wiosnę?

W maju mieszkańcy Anglii wybiorą władze lokalne, a Szkoci i Walijczycy członków swoich zgromadzeń ustawodawczych. Znaczenie tych wyborów wykracza jednak poza lokalną politykę, mogę zmienić się w głosowanie nad tym, czy obecny premier sir Keir Starmer dalej powinien kierować Partią Pracy i krajem.

Partia ma dziś średnie poparcie wynoszące 18 proc. – 11 punktów procentowych mniej niż Reform Nigela Farage’a. Starmer jest niepopularny nie tylko w kraju, ale też we własnej partii. Media od dawna spekulują o możliwych wyzwaniach dla jego przywództwa, pojawiają się kolejne nazwiska potencjalnych konkurentów: ministra zdrowia Weesa Streetinga i ministry spraw wewnętrznych Shabhany Mahmood, rzucających wyzwanie Starmerowi z prawa, czy zachodzącego go z lewej flanki burmistrza metropolii Manchesteru Andy’ego Burnhama – choć ten, by mógł ubiegać się o rolę premiera, musiałby najpierw znaleźć się w parlamencie.

Czytaj także Nowa partia Corbyna to kłopot dla Starmera i szansa dla Farage’a Jakub Majmurek

Jeśli wybory w maju skończą się katastrofą dla Partii Pracy, to Starmer najpewniej ich politycznie nie przetrwa – choć nie można wykluczyć, że zmiana przywództwa nastąpi nawet wcześniej. Na pewno szanse na to, że w 2026 rok zobaczymy w Wielkiej Brytanii nowego premiera, są niemałe.

W cieniu sąsiada z północy

W przyszłym roku czekają nas też ważne elekcje w Ameryce Łacińskiej: w maju w Kolumbii i w październiku w Brazylii. W obu rządzą lewicowi prezydenci skonfliktowani z Trumpem, jeden z nich, Lula w Brazylii, będzie się ubiegał o reelekcję po raz czwarty.

W swojej nowej Strategii Bezpieczeństwa Narodowego Biały Dom bardzo mocno zadeklarował, że cała półkula zachodnia jest istotnym dla bezpieczeństwa Stanów obszarem, gdzie Waszyngton powinien utrzymywać specjalne wpływy. Można więc przypuszczać, że Trump będzie gotów wesprzeć bliskich sobie kandydatów w obu krajach. Na całym południowoamerykańskim kontynencie rośnie inspirowana Trumpem skrajna prawica, niedawno jej kandydat wygrał wybory prezydenckie w Chile.  

Wybory w Brazylii w dużej mierze zmienią się więc referendum w sprawie tego, jak kraj ma się określić wobec tej nowej rzeczywistości. Brazylia została objęta przez Trumpa szczególnie dotkliwymi cłami na poziomie 50 proc. (!), co jest reakcją na wyrok 27 lat więzienia, jaki za próbę zorganizowania zamachu otrzymał poprzednik Luli na stanowisku prezydenta, prawicowy populista Jair Bolsonaro. Jest możliwe, że w wyborach z Lulą zmierzy się syn Jaira, Eduardo.

Czy Brazylijczycy zjednoczą się wokół prezydenta rzucającego wyzwanie potężnemu sąsiadowi z północy czy uznają, że konflikt z Waszyngtonem jest dla nich zbyt kosztowny?

Raz jeszcze Netanjahu?

Najpóźniej w październiku Kneset wybiorą też mieszkańcy Izraela – chyba, że do marca nie uda się przyjąć budżetu i wybory odbędą się wcześniej. Kampania będzie się toczyć wokół takich tematów jak koszty życia, korupcja, a przede wszystkim wokół tego, kto ponosi odpowiedzialność za to, że możliwe były ataki Hamasu z 2023 roku. Opozycja jest słaba i podzielona i nie można wykluczyć, że Netanjahu utrzyma się przy władzy.

Czytaj także Izrael Netanjahu i skrajna prawica Europy: małżeństwo z (nie)rozsądku Sharon Pardo, Yonatan Touval

Jeśli obywatele Izraela po wszystkim, co działo się w Gazie, ponownie wybiorą polityka postrzeganego w dużej części świata jako zbrodniarz wojenny, to jeszcze bardziej pogrąży to wizerunek Izraela.

Spodziewane niespodzianki

Żyjemy w czasach, gdy polityka staje się przewidywalnie nieprzewidywalna, obok tych planowanych wyborów mogą pojawić się nieplanowane. Kandydatką do tego jest zwłaszcza Francja. W obecnym Zgromadzeniu Narodowym nie ma stabilnej większości, od poprzednich wyborów latem 2024 roku mieliśmy już czterech premierów. Nie można wykluczyć, że Macron rozwiąże Zgromadzenie Narodowe i zwoła nowe wybory.

Dlatego na pewno, mimo braku kampanii w Polsce, nie będziemy narzekać na brak wyborczych emocji.

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie