Świat

Jak wykupić się od wirusa

Podczas gdy 27 milionów Amerykanów, którzy nie mają ubezpieczenia zdrowotnego, musi płacić 4 tysiące dolarów za test na koronawirusa, zawodnicy NBA mają go za darmo, a najbogatsi obywatele USA podróżują czarterami do swoich schronów.

Indywidualne strategie radzenia sobie z zagrożeniem epidemicznym zwykle zależą w pierwszej kolejności od grubości portfela. Odpowiednia poduszka finansowa, która spokojnie starczy na wiele miesięcy lub nawet lat przeżycia, umożliwia ograniczenie aktywności zawodowej i pozostanie w domu. Wysoka nadwyżka bieżących dochodów nad bieżącymi wydatkami pozwala także zgromadzić olbrzymie zapasy czego popadnie, bez oglądania się na potrzeby zakupowe innych.

Tam, gdzie to pieniądze, a nie sprawne instytucje decydują o jakości ochrony zdrowia, indywidualne strategie przetrwania w czasach epidemii nie tylko nabierają znaczenia, ale też różnią się drastycznie od siebie. W krajach egalitarnych zachowania poszczególnych grup społecznych są mniej więcej zbliżone. W krajach, w których niezmierzone bogactwo klas wyższych łączy się z absurdalną wręcz niepewnością ekonomiczną dolnych warstw społecznych, klasowe różnice zachowań w czasach zarazy rosną. Wbrew powszechnym stereotypom przybierają one szczególnie desperackie formy na górze drabiny społecznej. Ludzie, którzy mają więcej do stracenia, są skłonni do bardziej absurdalnych działań, byle tylko zachować swój status i stan posiadania. Stany Zjednoczone są tym miejscem na ziemi, gdzie widać to doskonale.

Koronawirus nie obali kapitalizmu, tylko dojedzie biednych

Cztery tysiące dolarów za test

W obliczu nadchodzącej epidemii sytuacja tak zwanych zwykłych Amerykanów nie wydaje się kolorowa, choć teoretycznie są obywatelami najbogatszego dużego kraju świata. Luke Thibault w tekście dla magazynu „Jacobin” nakreślił dosyć ponury obraz sytuacji. W 326-milionowych Stanach Zjednoczonych wolnych jest obecnie 300 tysięcy łóżek szpitalnych. W ostatniej dekadzie na prowincji z powodu braku rentowności zamknięto ponad 120 szpitali. Miliony pracowników nie mogą sobie pozwolić na absencję w pracy, ponieważ nie mają prawa do zwolnienia chorobowego. Dostęp do opieki medycznej pozostawia wiele do życzenia – delikatnie mówiąc. W ubiegłym roku połowa dorosłych Amerykanów przyznała, że ktoś z ich rodziny zrezygnował ze świadczeń medycznych z powodu zbyt wysokich kosztów.

Już 8 milionów Amerykanów zbiera na leczenie w ramach crowdfundingu

27 milionów Amerykanek i Amerykanów nie ma ubezpieczenia zdrowotnego, więc w razie problemów przyjdzie im płacić za wszelkie świadczenia z własnej kieszeni, która w ich przypadku raczej świeci pustkami. Tymczasem koszty opieki medycznej w USA należą do najwyższych na świecie. Nieubezpieczeni muszą więc płacić za testy na obecność wirusa SARS-CoV-2 rachunki sięgające nawet czterech tysięcy dolarów.

Najmniej zamożni Amerykanie mają też najmniejsze możliwości zamknięcia się w domach, żeby uniknąć ewentualnego zakażenia, które w ich przypadku będzie miało szczególnie fatalne skutki ekonomiczne, a co za tym idzie wszystkie inne. Nie tylko nie mają poduszki finansowej, ale też wykonują zadania, przy których praca zdalna nie jest możliwa – wywożą śmieci, stoją na kasach, sprzątają ulice i generalnie robią mało prestiżowe rzeczy, bez których żadne społeczeństwo nie mogłoby się obyć. Według danych „New York Timesa” tylko 9 procent pracowników należących do dolnych 25 procent pod względem dochodów może pozwolić sobie na pracę zdalną. Tymczasem wśród pracowników należących do górnej ćwiartki drabiny dochodowej na pracę zdalną mogą przejść prawie dwie trzecie.

Się gra, się ma

Podczas gdy obywatele bez ubezpieczenia drżą na samą myśl o gorączce i bólu gardła, żeby przypadkiem nie musieć wydawać z własnej kieszeni tysięcy dolarów na testy, nieco bardziej majętni Amerykanie są badani bezpłatnie z powodu niezwykle ważnych ról społecznych, które pełnią. Na przykład grają w kosza. Jak wiadomo, zakażenie koronawirusem wykryto u zawodnika Utah Jazz Rudy’ego Goberta, co wzbudziło tym większe zdumienie, że nieco wcześniej ostentacyjnie macał on wszystkie mikrofony podczas konferencji prasowej, by zademonstrować swoją odwagę i pogardę dla zarazy. Z powodu choroby Goberta i meczu NBA Utah Jazz–Oklahoma City Thunder postanowiono przebadać 58 osób z kadry Jazz. Jak zauważył Sawyer Hackett, rzecznik prasowy burmistrza San Antonio, podczas gdy federalna agenda Center for Disease Control przebadała 77 osób przez tydzień, 58 osób z kadry Utah Jazz przebadano w kilka godzin. Jak się później okazało, nie były to testy wykupione prywatnie. Po prostu stan Oklahoma zużył w ten sposób 60 procent testów przypadających na jeden dzień. Jak widać, się gra (w NBA), się ma (dostęp do testów za friko).

Zawisza: koszty kryzysu nie mogą być przerzucone na barki pracowników i pracownic

Oczywiście ludzie zamożni nie celują w bezpłatne testy na obecność SARS-CoV-2, dużo lepszą opcją jest dla nich odizolowanie się od świata w taki sposób, żeby koronawirusa na swojej drodze nie spotkać. Jak poinformował „New York Times”, jeden z klientów firmy medycznej Sollis Health zamówił sobie izolatkę, która przypomina bunkier. W schronie znajduje się specjalny układ podciśnieniowy, który uniemożliwia przemieszczanie się patogenom, a poza tradycyjną kuchnią znaleźć tam można również w pełni wyposażone laboratorium, które umożliwi bieżące badania. Luksusowa izolatka jest również wyposażona w niezbędne zapasy żywności, żeby przypadkiem nie trzeba było z niej wychodzić.

Tu trzeba przyznać bogaczom, że do apokalipsy przygotowują się już od dawna w myśl zasady „przezorny zawsze ubezpieczony”. Amerykańska spółka Vivos zbudowała dla nich sieć prawie 600 bunkrów w Dakocie Południowej, co sama nazywa „epickim projektem humanitarnym”. Bunkry przygotowano na szereg zagrożeń – od wojny nuklearnej, przez olbrzymie tsunami, po uderzenie asteroidy – ale i o pandemii nie zapomniano. Są tak ekskluzywne, że wielu ludzi chętnie spędziłoby w nich dwutygodniowy urlop. Skórzane kanapy i fotele, wielkie ekrany i stoły bilardowe mają umilić czas podczas armagedonu. Podczas gdy ludzie na całym świecie będą ginąć w męczarniach, lokatorzy bunkrów będą leniwie oglądać seriale na HBO GO, pykać w partyjki bilarda, a wieczorem sączyć wino z miejscowej piwniczki. Żyć, nie umierać – nomen omen.

Majmurek: Jeden procent jedzie na gapę. Pora wywalić miliarderów z pokładu

Bezpieczne i dalekie loty

Bunkry i luksusowe izolatki to oczywiście wersja podwójne premium. Nawet wśród bogaczy nie każdego będzie stać na wynajęcie jednego z kilkuset ultrawygodnych bunkrów, których pozazdrościłby Adolf Hitler. Zamożni starają się więc ograniczać kontakt z masami, rozszerzając indywidualizację transportu także o przestrzeń powietrzną. Prywatne samoloty i loty czarterowe to nie żadna nowość, ale globalna pandemia spowodowała rozkwit tego rodzaju biznesu. CEO spółki Jettly mówi wręcz o boomie, a „departament ewakuacji” w jego firmie przeżywa obecnie najlepszy okres w historii. Dużym wzrostem zamówień na ewakuacje grupowe i indywidualne może się również pochwalić spółka PrivateFly. W samym styczniu liczba prywatnych lotów biznesowych na linii Hongkong–Ameryka Północna i Hongkong–Australia wzrosła o 214 procent. Jak na razie właściciele firm zajmujących się lotami czarterowymi nie należą zapewne do tych przedsiębiorców, którzy są stratni na globalnej pandemii.

Bardziej majętni Amerykanie są badani bezpłatnie z powodu ważnych ról społecznych, które pełnią. Na przykład grają w kosza.

Wymieniona już spółka Sollis Health za 8 tysięcy dolarów rocznie oferuje ekskluzywne ubezpieczenie zdrowotne, które zawiera między innymi vipowską izbę przyjęć oraz inne atrakcje. Od momentu wybuchu pandemii zainteresowanie tą usługą znacznie wzrosło. Wśród zainteresowanych była między innymi niewymieniona z nazwiska aktorka, która wybierała się do Japonii na kręcenie zdjęć do sceny zawierającej pocałunek. Chciała mieć pewność, że po powrocie z planu w razie potrzeby będzie mogła uniknąć zatłoczonych izb przyjęć. Dzięki członkostwu w Sollis Health można na przykład zamówić sobie dostawę masek do domu, a także zgromadzić odpowiednie zapasy wszelkiej maści leków przeciw grypie i innym wirusom.

Wśród ludzi zamożnych modne są także przeróżnego rodzaju gadżety. Mowa chociażby o nietuzinkowych okryciach twarzy, przypominających maskę Bane’a, czyli głównego czarnego charakteru z filmu Mroczny rycerz powstaje. W takiej masce paradowała chociażby aktorka Gwyneth Paltrow, czym pochwaliła się na swoim Instagramie, zapewne nie za darmo. Inwestor Marvin Liao po zgromadzeniu niezbędnych zapasów zaczął poszukiwania oczyszczacza powietrza Molekule Air. Natomiast Jon Stokes, jedna ze znanych postaci z Doliny Krzemowej, zaopatrzył się między innymi w pulsoksymetr, który mierzy nasycenie tlenem w czerwonych krwinkach, dzięki czemu może stale monitorować stan zdrowia swojego i rodziny.


Ekskluzywne bunkry, vipowskie izolatki, pulsoksymetry i maski Bane’a. Zamożni Amerykanie mają taką fantazję, że zwykłe wykupywanie papieru toaletowego i kaszy z polskich marketów wypada przy nich naprawdę blado. Wyśmiewana polska niższa klasa średnia na tle klasy wyższej zza oceanu wychodzi na całkiem umiarkowaną w swoich reakcjach na globalną pandemię. Fakt istnienia sieci bunkrów w Dakocie Południowej solidnie podważa tezę, według której kapitalizm racjonalnie alokuje zasoby. Można przypuszczać, że gdyby za równowartość tych wszystkich atrakcji sfinansować badania nad szczepionką na COVID-19, mielibyśmy ją przynajmniej kilka miesięcy wcześniej.

 

Koronawirus obala mity indywidualizmu

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Piotr Wójcik
Piotr Wójcik
Publicysta ekonomiczny
Publicysta ekonomiczny. Komentator i współpracownik Krytyki Politycznej. Stale współpracuje z „Nowym Obywatelem”, „Przewodnikiem Katolickim” i REO.pl. Publikuje lub publikował m. in. w „Tygodniku Powszechnym”, magazynie „Dziennika Gazety Prawnej”, dziale opinii Gazety.pl i „Gazecie Polskiej Codziennie”.
Zamknij