Wsparcie Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Profil Zaloguj się

Apokalipsa przesądzona? Musimy poradzić sobie z kryzysem złożoności

Sygnałem wielkiego upraszczania okazała się pandemia i odkrycie, że globalna integracja gospodarki jest źródłem zagrożeń i nie da się nią efektywnie zarządzać w sytuacji głębokiego kryzysu.

Stan, w jakim znalazła się współczesna cywilizacja, można określić kryzysem złożoności. Mówił o tym w połowie 2025 roku Joseph Tainter, autor klasycznego dzieła o upadku złożonych społeczeństw. Ubiegły rok w tej perspektywie to okres ścierania się procesu wielkiego upraszczania, czyli próby wychodzenia z kryzysu poprzez zmniejszenie systemowej złożoności ze zjawiskiem przeciwstawnym, kontynuacją modelu rozwoju opartego na zwiększaniu złożoności systemu cywilizacyjnego.

Podstawowe argumenty opisujące kryzys złożoności przedstawiłem w wystąpieniu otwierającym Forum Zarządzania Internetem 2025, zaczyna się w 42:25 minucie filmu.

Każdy slajd to temat do odrębnej analizy, będę je systematycznie prezentował w najbliższym czasie. Zaczynam od ciekawego momentu – 1971 r. Pełno w nim różnych symbolicznych wydarzeń, od uświadomienia sobie peak oil w Stanach Zjednoczonych, odejścia od parytetu złota w kursie wymiany dolara po pojawienie się pierwszego mikroprocesora Intela.

Te wydarzenia przygotowały do momentu kryzysowego, które miało miejsce w 1973 – kryzysu naftowego. Wraz z nim skończyła się epoka rozwoju napędzanego tanią ropą naftową. Ropy nie zabrakło, ale średni poziom cenowy podniósł się, co wymusiło dostosowanie gospodarcze w krajach rozwiniętych. Wzrosła efektywność energetyczna – do lat 70. ilość energii i zużycie materiałów rosły liniowo wraz ze wzrostem PKB, po latach 70. zależność ma charakter sublinearny.

Energię wypełniła wiedza zamknięta w innowacjach technologicznych umożliwiających transformację gospodarki w kierunku poprzemysłowym oraz jej globalną integrację. W efekcie zmniejszyła się intensywność energetyczna i materiałowa, ale wzrosła złożoność i systematycznie rośnie do dziś. Żeby ją zrozumieć, wystarczy porównać najnowsze mikroprocesory Nvidii z Intelem 4004 oraz zobaczyć, jak wygląda proces produkcji mikroprocesorów dziś, a jak wyglądał pół wieku temu.

Koncentracja wiedzy i kapitału

Dzisiejsze układy elektroniczne wymagają koncentracji wiedzy i kapitału, z jakimi potrafią poradzić sobie pojedyncze firmy, jak TSMC lub ASML. Przy okazji też okazało się, że rację miał Jevons już w XIX w., przekonując, że wzrost efektywności energetycznej nie doprowadzi do zmniejszenia zużycia energii, tylko przeciwnie, do jego wzrostu. I tak się dzieje, a mechanizm ten dobrze na gruncie współczesnej ekonomii wyjaśnili Carey W. King i James K. Galbraith, do których prac będę wracał w najbliższych miesiącach.

Czytaj także Kryzys paliwowy i stagflacja w wersji soft – katastrofa czy nowe otwarcie? Piotr Wójcik

Dotarliśmy więc do 2026 r. i coraz lepiej rozumiemy, że mamy problem, jaki opisali w 1972 r. autorzy raportu „Granice wzrostu”. Krytycy, którzy tego raportu nie przeczytali, zarzucają mu, że zawiera prognozy, które się nie spełniły. Raport nie zawiera prognoz, tylko scenariusze, i właśnie niektóre z nich dobrze opisują aktualną rzeczywistość. I jeśli ten trend się utrzyma, nie można wykluczyć, że dojdzie do pełnej realizacji czy złamania systemu społeczno-gospodarczego pod wpływem niekorzystnych efektów rozwoju.

Malejące korzyści wzrostu złożoności

O tym więcej pisałem w książce W Polsce, czyli wszędzie. Apokalipsa nie jest ciągle przesądzona, strukturalnie ważniejsze pytanie polega na odpowiedzi, jak sobie poradzić z kryzysem złożoności? Objawia się on m.in. właśnie w koncentracji wiedzy i kapitału potrzebnej do wytwarzania infrastruktury niezbędnej do dalszego funkcjonowania i rozwoju cywilizacji w obecnym modelu, niezależnie zupełnie od konsekwencji ekologicznych, społecznych i politycznych. Jeśli dołożymy te konsekwencje, kryzys złożoności ujawni się jeszcze silniej.

Czytaj także Czytajcie Bendyka teraz. Za kilkanaście lat będzie już na wszystko za późno Michał Sutowski

Szczególnym wyrazem kryzysu jest czynnik, na który zwracał uwagę wspomniany Joseph Tainter, autor klasycznej książki The Collapse of Complex Societies. Symptomami kryzysu są malejące zwroty z kolejnych przyrostów złożoności. W cywilizacji nowoczesnej obszarem, który rozwija się najszybciej, jest obszar wiedzy i technologii. Od czasów Newtona ilość wiedzy naukowej podwaja się co mniej więcej kilkanaście lat, co przynosi rozwiązania opisywane jako postęp naukowo-technologiczny. Jednocześnie w takim samym, geometrycznym tempie rośnie złożoność systemu wiedzy i innowacji.

W efekcie mimo coraz większych nakładów na B+R maleje ich efektywność mierzona zarówno scjentometrycznie, jak i ekonomicznie. Do wyprodukowania jednej publikacji lub patentu potrzeba coraz większych zespołów, a w rezultacie nie otrzymujemy przyrostów produktywności w gospodarce, w których ów naukowo-technologiczny postęp by się ujawnił. Technooptymiści liczą, że rozwiązaniem będzie sztuczna inteligencja, która odblokuje i przyspieszy tempo rozwoju naukowo-technologicznego. Oczywiście kosztem dalszego wzrostu złożoności, którego wyrazem jest rozwój infrastruktury potrzebnej do podtrzymywania systemów AI.

Czekając na rewolucję

Technorealiści, jak Daron Acemoglu lub Carlota Perez, zwracają uwagę, że warunkiem pozytywnego rozwoju jest domknięcie zmiany technologicznej wyrażającej się m.in. w rozwoju AI, a szerzej – w superkonwergencji technologii cyfrowych, biotechnologicznych i materiałowych w zmianę instytucjonalną umożliwiającą prorozwojowe wykorzystanie efektu rewolucji technologicznej. Być może jesteśmy w przededniu takiego domknięcia.

Czytaj także Acemoglu: Jak upadała amerykańska demokracja Daron Acemoglu

Być może jednak dotarliśmy do kresu rozwoju cywilizacyjnego w modelu polegającym na wzroście złożoności i zaczyna się proces wielkiego upraszczania. Sygnałem okazała się pandemia i odkrycie, że globalna integracja gospodarki jest źródłem zagrożeń i nie da się nią efektywnie zarządzać w sytuacji głębokiego kryzysu. Deglobalizacyjny trend pod hasłem reindustrializacji, czynienia Ameryki wielką itp., przyspieszył. A w 2025 r. Donald Trump postawił kropkę nad „i”, ogłaszając strategię bezpieczeństwa USA, w której Stany abdykują z roli hegemona. Co nie oznacza, że otwiera się droga do hegemonii Chin, bo te, nawet gdyby chciały, takiej roli nie są w stanie podjąć.

Czy więc zaczęło się wielkie upraszczanie? Należy poważniej zmierzyć się z taką hipotezą, bo jeśli jest poprawna, wchodzimy w fazę historii, którą znamy z książek do historii opisujących upraszczanie często zakończone upadkiem wcześniejszych cywilizacji.

**

Tekst pierwotnie ukazał się na blogu Antymatrix.

Dziennikarz, publicysta, pisarz. Pracuje w tygodniku „Polityka”. Autor książek „Zatruta studnia. Rzecz o władzy i wolności” (2002), „Antymatrix. Człowiek w labiryncie sieci” (2004), „Miłość, wojna, rewolucja. Szkice na czas kryzysu” (2009) oraz „Bunt Sieci” (2012). W 2014 r. opublikował wspólnie z Jackiem Santorskim i Witoldem Orłowskim książkę „Jak żyć w świecie, który oszalał”. Na Uniwersytecie Warszawskim prowadzi w ramach DELab Laboratorium Miasta Przyszłości. Wykłada w Collegium Civitas, gdzie kieruje Ośrodkiem badań nad Przyszłością. W Centrum Nauk Społecznych PAN prowadzi seminarium o nowych mediach. Członek Polskiego PEN Clubu.

Tagi:
Wydanie: 20260106

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie