Wsparcie Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Profil Zaloguj się

Izraelski dyrygent: Mój kraj się nie zmieni, jeśli Zachód go do tego nie zmusi

Jeśli ktoś myśli, że można zrzucić odpowiedzialność za zbrodnie dwóch ostatnich lat wyłącznie na Netanyahu i prawicę w Izraelu, jest kompletnie oderwany od rzeczywistości – mówi Ilan Volkov, światowej sławy izraelski dyrygent.

Rozmowa
Kontekst

💀 Ilan Volkov, światowej sławy dyrygent z Izraela, stał się jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy izraelskiego ruchu sprzeciwu wobec działań w Gazie, publicznie nazywając je ludobójstwem.

🙅🏻‍♂️ Volkov krytykuje izraelski rząd, okupację Palestyny i milczenie liberalnych syjonistycznych elit, wzywając do sankcji, międzynarodowej presji oraz głębokiej zmiany postaw społecznych w Izraelu.

🎭 Muzyk podkreśla, że obowiązkiem każdego obywatela jest reagować na niesprawiedliwość, zaś sztuka może inspirować, ale nie zastąpi realnego zaangażowania politycznego i obywatelskiego.

Ilan Volkov jest światowej sławy izraelskim dyrygentem. Dyrygował orkiestrami na całym świecie, m.in. w BBC Scottish Symphony Orchestra, Iceland Symphony Orchestra i Brussels Philharmonic, występuje też gościnnie z City of Birmingham Symphony Orchestra. Jest laureatem Gramophone Classical Music Award, uznawanej za muzyczny odpowiednik Oscara.

W 2025 roku stał się znany szerszej publiczności jako aktywista polityczny. 11 września na koniec koncertu w Royal Albert Hall wygłosił przemówienie, w którym potępił zbrodnie wojenne Izraela w Gazie i wezwał społeczność międzynarodową do interwencji.

19 września uczestniczył w próbie przerwania oblężenia Gazy od strony granicy z Izraelem, której podjęli się izraelscy aktywiści, chcący wyrazić swoją solidarność z Global Sumud Flotilla i resztą światowego ruchu na rzecz Palestyny. Moment jego aresztowania uchwycony został przez kamery. Nagranie, na którym Volkov wzywa do powstrzymania ludobójstwa, zdobyło wielką oglądalność na platformach społecznościowych. „Musimy powstrzymać ludobójstwo. Ono niszczy życie nam wszystkim” – krzyczał, gdy izraelski funkcjonariusz wpychał go na tylne siedzenie policyjnego vana.

Z Ilanem Volkovem rozmawiamy o jego aktywizmie, Palestynie, wojnie i pokoju, a na koniec pytamy o to, do czego potrzebna jest nam muzyka w tak niesprawiedliwym i pełnym cierpienia świecie.

Aleksander Kamkow: Otwarcie mówi pan, że IDF dokonała w Gazie ludobójstwa. Pana stanowisko budzi w Izraelu skrajne emocje. Dlaczego tamtejsza opinia publiczna nie zgadza się z nazywaniem działań w Gazie ludobójstwem?

Ilan Volkov:
Wynika to przede wszystkim z działań odgórnych, z języka obecnego w izraelskich mediach. W Izraelu dehumanizacja Palestyńczyków trwa tak naprawdę od dekad. Obejmuje też każdego, kto staje w ich obronie. Nic dziwnego, że rząd złożony z ekstremistów odpowiedział na atak z 7 października 2023 roku zbiorową zemstą, zamiast szukać rozwiązania gwarantującego pokój i bezpieczeństwo. Wydaje mi się, że na początku wojny opinia publiczna nie rozumiała jeszcze, dokąd to zmierza. Zdarzały się pojedyncze osoby sceptycznie nastawione do izraelskiej odpowiedzi.

Czytaj także Trotyl, czyli polski środek zbrodni. Czy Nitro-Chem trafi przed MTK? Karolina Cieślik-Jakubiak



W momencie, gdy ludzie zdają sobie sprawę z tego, czego dokonało ich państwo i siły zbrojne, są przytłoczeni ogromem zbrodni i okrucieństwa. W takiej sytuacji wyparcie jest dla wielu najbardziej oczywistą reakcją.

Nie wolno myśleć o Gazie w oderwaniu od okupacji Zachodniego Brzegu. Nasze wojska okupują ten teren od dekad i właściwie codziennie dopuszczają się kolejnych zbrodni. Mnóstwo Palestyńczyków przebywa w izraelskich więzieniach, gdzie przetrzymywani są w fatalnych warunkach. Mimo to większość Izraelczyków w ogóle nie myśli ani o okupacji, ani o jej konsekwencjach. Dla nas, osób działających przeciwko okupacji, istotną rolę odgrywa nie tylko sama solidarność z Palestyńczykami, ale też kontakt i wymiana informacji ze światem zewnętrznym, by skłonić go do wywarcia presji na Izrael celem zakończenia okupacji.

Jaką konkretnie presję ma pan na myśli? Wielu aktywistów wzywa do obłożenia Izraela sankcjami. Czy pan je popiera i czy uważa pan, że powinny objąć również izraelskie artystki i artystów?

Uważam, że bojkot kulturalny jest uzasadniony, ale on sam nie wystarczy. Nie możemy pozwolić sobie na kolejne dziesięć czy dwadzieścia lat czekania, aż sankcje wobec izraelskich artystów przyniosą skutek. W obecnej sytuacji społeczność międzynarodowa powinna powziąć o wiele drastyczniejsze środki, takie jak całkowite embargo na dostawy broni i daleko idące sankcje ekonomiczne. Istnieje wiele środków, przy pomocy których może uniemożliwić Izraelowi dalszą agresję.

Musimy też patrzeć na sytuację w Palestynie w szerszym kontekście. Jest ona symptomem rozpadu obecnego ładu międzynarodowego. Nie możemy już liczyć na Stany Zjednoczone, które wcześniej gwarantowały jego stabilność, przynajmniej w obszarze świata zachodniego. To kolejny argument za tym, żeby Europa i reszta społeczności międzynarodowej opowiedziała się jednoznacznie po stronie Palestyny, w zgodzie z regułami prawa międzynarodowego. Jeśli tego nie zrobimy, prawo międzynarodowe stanie się zupełnie martwe. Przestaną obowiązywać jakiekolwiek zasady, a to zachęci autorytarnych przywódców do agresywnych działań. Mam tu na myśli prawdopodobieństwo chińskiego ataku na Tajwan czy inwazji Moskwy na kolejny kraj.

Powinniśmy rozważyć wszelkie dostępne kroki, aby położyć kres agresywnej polityce Izraela. Niestety, na razie jesteśmy daleko od wprowadzenia nawet symbolicznych sankcji przeciwko niemu.

Dlaczego domaga się pan objęcia Izraela sankcjami? Hamas zgodził się na porozumienie pokojowe i wypuścił izraelskich zakładników, a Trump w Kairze ogłosił nową erę pokoju na Bliskim Wschodzie. Dlaczego nie wolno nam wrócić do business as usual z Izraelem?

W ostatnich miesiącach Izrael ostatecznie udowodnił, że nie jest normalnym państwem. Dlatego nie powinniśmy go traktować jako normalnego państwa. Im prędzej to zrozumiemy, tym lepiej dla świata.

Trump zmusił nas do podpisania porozumienia, bo potrzebował jakiegoś sukcesu, którym mógłby się pochwalić swoim wyborcom. To jednak niewiele zmienia: nadal trwają brutalne czystki etniczne na Zachodnim Brzegu, a światowa opinia publiczna wydaje się je ignorować. Dlatego pomimo zawieszenia broni nie wolno nam traktować Izraela jako normalnego partnera. To oznaczałoby, że uznajemy za normalną sytuację, w której jakieś państwo stosuje politykę apartheidu i nie zamierza się z niej wycofać.

Mam wrażenie, że większość opinii publicznej w Europie powoli zaczyna to rozumieć. Wyzwanie polega na tym, aby przekonać europejskich polityków do wsłuchania się w głos wyborców. To bardzo ważne, bo stosunek państw Europy w dużej mierze determinuje to, jak Izraelczycy postrzegają samych siebie. Nadal chcą żyć w iluzji, że Izrael jest demokratycznym i liberalnym krajem. Dopóki Zachód tak go traktuje, dopóty utrzymywać się będzie to szkodliwe złudzenie.

Czytaj także Od Bilala Ghanana do ciał z Khan Younis. Izrael i zarzuty o kradzież organów Karolina Cieślik-Jakubiak

Tymczasem Izrael nie jest ani państwem demokratycznym, ani liberalnym. W tym niemoralnym systemie każda odpowiedź Izraela na palestyńskie ataki jest usprawiedliwiona, nieważne, jak bardzo nieproporcjonalna. Izrael karze zbiorowo wszystkich Palestyńczyków w odpowiedzi na zamachy. Widzieliśmy to w Gazie, którą Izrael doszczętnie zniszczył i wymordowal w niej dziesiątki tysięcy ludzi, widzimy to na Zachodniego Brzegu, który Izrael izoluje, zmuszając mieszkańców do życia w okropnych warunkach. Społeczeństwa, które przyzwala na taką niesprawiedliwość, nie może nazwać się ani demokratycznym, ani liberalnym.

Mówi pan o znaczeniu presji międzynarodowej w kwestii zakończenia izraelskiej okupacji Palestyny. Co pana zdaniem mogą zrobić sami Izraelczycy, aby ukrócić przemoc?

Myślę, że jedynym rozwiązaniem jest przekonanie wszystkich osób, które chcą zakończenia okupacji, aby nie głosowały na partie żydowskie, zamiast tego udzielili poparcia mniejszościowym partiom arabskim. W tej chwili tylko one dążą do rozwiązania, które umożliwi pokój i bezpieczeństwo. Trzeba przekonać liberalnych i lewicowych Izraelczyków, że popularny w ich kręgach Yair Golan (przywódca socjaldemokratycznej partii Demokraci – przyp. red.), nie jest żadną alternatywą dla Netanyahu i jego skrajnie prawicowych koalicjantów. Abyśmy mogli w ogóle mówić o pokoju, sposób myślenia tzw. liberalnych syjonistów musi się zmienić.

Podam panu przykład, dlaczego nie ufam już liberalnym syjonistom i mainstreamowej izraelskiej lewicy. Parę dni temu odbyła się konferencja zorganizowana przez członków dawnej Partii Pracy. Pojawili się na niej Yair Golan, były premier Ehud Barak i, oczywiście, emerytowany generał Giora Eiland. Ci ludzie przez wiele miesięcy domagali się etnicznego oczyszczenia Palestyny i otwarcie pochwalały zbrodnie wojenne. Jeśli lider Demokratów, Yair Golan, myśli, że zaproszenie kogoś takiego jak Eiland na lewicową konferencję jest czymś normalnym, to izraelska lewica ma poważny problem. Zdumiewa mnie, jak wiele liberalnych i lewicowych Izraelczyków nadal go nie dostrzega.

Zatem uważa pan, że intelektualiści pokroju Zeruyi Shalev, którzy twierdzą, że problemem jest Netanyahu, Ben-Gvir i Smotrich, nie mają racji?

Tak, ich myślenie jest naiwne i przyczynia się do utrwalenia apartheidu i okupacji, które są głównymi przyczynami konfliktu. Ten sposób myślenia obrazuje kryzys, w jakim znajduje się obecnie postępowa i świecka część izraelskiego społeczeństwa.

Izraelska lewica jest w poważnym kryzysie od momentu, gdy Ehud Barak postanowił wysadzić w powietrze cały proces pokojowy, doprowadzając 25 lat temu do wybuchu drugiej intifady. Była to ogromna porażka całego lewicowego obozu politycznego, któremu do dziś nie udało się odbudować dawnej siły. Błędy popełnione przez Baraka i innych lewicowców wynikały z braku wiary w pokój i równouprawnienie Palestyńczyków i Żydów. Jeśli jako lewicowiec nie wierzysz w równość i pokój, jesteś skazany na popełnianie błędów, a cała twoja polityka zdana na porażkę.

Czytaj także Rozejm, ale nie pokój. Co jest nie tak z „zawieszeniem broni” w Gazie? Aleksander Kamkow

Jeśli ktoś myśli, że można zrzucić odpowiedzialność za zbrodnie dwóch ostatnich lat wyłącznie na Netanyahu i izraelską prawicę, jest kompletnie oderwany od rzeczywistości. Wśród ludzi, którzy dokonali ludobójstwa, którzy strzelali do dzieci, pilotowali drony i zrzucali na Gazę bomby z samolotów, są nie tylko zwolennicy Netanyahu. Żołnierze odpowiedzialni za ludobójstwo pochodzą z całego spektrum politycznego Izraela. Wielu z nich to tak zwani liberalni syjoniści.

W ostatnich latach miały miejsce liczne demonstracji przeciwko rządowi Netanyahu. Uważam, że były bardzo potrzebne, jednak uwadze większości demonstrujących w obronie demokracji umknął fakt, że nie da się pogodzić demokracji z okupacją i apartheidem. Protestujący w zasadzie zignorowali też ogromne zniszczenia w Gazie i śmierć dziesiątek tysięcy ludzi.

Wśród przeciwników Netanyahu istnieje niewielka mniejszość, która rozumie, że nie może wspierać już żadnej partii syjonistycznej. Przy czym odnoszę się tutaj tylko do współczesności. Syjonizm nie jest jednoznacznym zjawiskiem. Nie sugeruję, że pierwsi syjoniści dążyli do zbrodni, których Izrael dokonał w ostatnich latach. Historia nie działa w ten sposób.

Czy mógłby pan powiedzieć, jakie nastroje panują w izraelskim i światowym środowisku muzycznym wobec wojny w Gazie i okupacji Palestyny? Czy otrzymuje pan wsparcie ze strony innych artystów?

W kwestii artystów zagranicznych sytuacja jest dosyć prosta: większość po prostu opowiada się przeciwko działaniom Izraela. W związku z tym otrzymałem wiele bardzo pozytywnych reakcji na moje przemówienie i inne działania, które podjąłem w ostatnich miesiącach.

Natomiast w Izraelu bardzo wielu artystów się ze mną nie zgadza, co zasadniczo mnie nie dziwi. Sytuacja izraelskich artystów nie różni się specjalnie od sytuacji innych grup społecznych. Ja koncertuję głównie za granicą, a ludziom takim jak ja trochę łatwiej jest wyrażać antywojenne poglądy. Artyści pracujący w Izraelu są o wiele bardziej narażeni na konsekwencje swojej działalności politycznej. Dlatego większość z nich bała się cokolwiek powiedzieć, nawet jeśli w głębi ducha mieli te same przemyślenia, co ja.

Wielu uważa, że to, co się stało, jest całkowicie w porządku. Powtarzają znane argumenty, że wojna i wszystko, co stało się w jej trakcie, nie jest winą Izraela i tak dalej. Ta narracja całkowicie zdominowała izraelską debatę, co przekłada się na nastroje w kręgach artystycznych.

To wielka szkoda, że tak wielu ludzi w środowisku muzycznym milczy. Jak już wspominałem, na temat izraelskich zbrodni milczy większość naszego społeczeństwa. Artyści nie mają większej odpowiedzialności niż ktokolwiek inny. A przecież znajdujemy się w najgorszym okresie w historii Izraela i jeśli chcemy mieć jeszcze jakąś przyszłość, musimy bardzo szybko zmienić nasze nastawienie.

W Polsce pytanie o rolę artystów w życiu publicznym budzi spore emocje. Niektórzy uważają, że artyści, jako ludzie kultury, odgrywają jakąś nadzwyczajną rolę, przez co powinni zajmować stanowisko w kwestiach politycznych. Inni życzyliby sobie całkowitego rozdziału sztuki od polityki. Jaka jest pana zdaniem rola artysty we współczesnym świecie?

Uważam, że nie żyjemy już w XVIII wieku, kiedy artyści byli wybierani przez jakiegoś sławnego arystokratę i wówczas odgrywali bardzo ważną rolę. Współcześni artyści są takimi samymi obywatelami, jak każdy inny człowiek, ni mniej, ni więcej.

Czytaj także Były izraelski żołnierz walczy o wolną Palestynę. „Należałem do organizacji terrorystycznej” Paweł Jędral rozmawia z Yonatanem Shapirą

Jestem artystą, ale nie dlatego zabieram głos w istotnych sprawach. Uważam, że każdego człowieka obowiązują zasady moralne. Gdy dochodzi do ludobójstwa, to przestaje to być kwestią polityki, a zaczyna dotyczyć podstawowych zagadnień moralnych. Kiedy ktoś robi coś tak sprzecznego z człowieczeństwem, z moralnością, wówczas każdy człowiek powinien wypowiedzieć się przeciwko niesprawiedliwości. Zabrać głos, a nawet wykrzyczeć swój sprzeciw.

Być może powinniśmy oczekiwać od artystów, że będą bardziej empatyczni i mniej konformistyczni, niż inne grupy społeczne, ponieważ tworzą kulturę, a to wymaga od nich niezależności. Ale czy na pewno artyści różnią się aż tak bardzo od pozostałych ludzi? Stawiamy ich na piedestale, udając, że mają więcej do powiedzenia niż taksówkarz, robotnik czy ktokolwiek inny. To jest bardzo staroświecki sposób patrzenia na świat.

Jest pan izraelskim aktywistą politycznym, więc siłą rzeczy musieliśmy wiele uwagi poświęcić tematowi wojny. Wierzę, że wielu naszych czytelników i czytelniczek jest głęboko poruszonych tym, co dzieje się w Gazie. Czują też pewną odpowiedzialność, ponieważ polski rząd jednoznacznie opowiedział się w tym konflikcie po stronie Izraela. Co chciałby pan powiedzieć osobom czytającym naszą rozmowę, które nie chcą być współodpowiedzialne za zbrodnie?

Chciałbym im przekazać, że sprzeciw wobec ludobójstwa w Gazie nie musi wiązać się ani z sympatią do Palestyny, ani z niechęcią do Izraela. Jak już mówiłem, kwestia Palestyńczyków powinna być postrzegana jako sprawa ogólnoludzka. Każdy, kto stoi po stronie uniwersalnych praw człowieka, powinien stawiać się za nimi w każdy możliwy sposób: pisać w internecie, bojkotować marki współpracujące z Izraelem, uświadamiać przyjaciół, pisać do parlamentarzystów, uczestniczyć w demonstracjach albo współtworzyć nowe formy zorganizowanego oporu.

Wsparcie Palestyny wpisuje się w wysiłki celem zwalczania innych zagrożeń, na przykład wobec obecnych tendencji w Europie i na całym świecie, gdzie coraz więcej faszystowskich idei przenika do życia codziennego.

Walkę o sprawiedliwość dla Palestyny należy postrzegać jako część szerszego ruchu, domagającego się pokoju i sprawiedliwości dla nas wszystkich. Musimy postrzegać ją zarówno jako walkę w wymiarze lokalnym, w naszych krajach i w naszym sąsiedztwie, jak i w wymiarze globalnym, przez solidarność z uciskanymi ludźmi na całym świecie. Nie możemy pozwolić sobie na milczenie, kiedy nasze rządy ignorują nasz głos i podejmują decyzje wedle własnego widzimisię.

Czytaj także Gaza to także nasza sprawa Przemysław Wielgosz

Przykładem nieustępliwości mogą być Palestyńczycy. Większość z nich po prostu chce prowadzić normalne życie. Ekstremiści, którzy dążą do walki zbrojnej, stanowią nieliczną mniejszość, także wśród Palestyńczyków mieszkających w Izraelu. To fakt – w przeciwnym razie sytuacja wyglądałaby zupełnie inaczej.

To nie jest łatwe zadanie, ale powinniśmy reagować na niesprawiedliwość, chronić nasze demokratyczne wartości oraz walczyć z dezinformacją. Jej skala stale rośnie, dlatego musimy być czujni, edukować się, spotykać i dyskutować.

Potrzebujemy globalnego zaangażowania, jeśli chcemy zachować wolność i przekazać ją kolejnym pokoleniom.

Jaka jest rola muzyki w tym wszystkim? Czy muzyka może pomóc nam osiągnąć lepszy świat, taki, w którym – jak Pan powiedział – każdy mógłby prowadzić normalne życie, cieszyć się swobodami i bezpieczeństwem?

Uważam, że muzyka może dawać nam siłę potrzebną do walki o bardziej sprawiedliwy świat. Sztuka może być ważną częścią tego procesu, stanowić inspirację do realnej walki o zmianę. Nie wolno jednak zapominać, że nie może zastąpić nam obywatelskiego zaangażowania w istotne kwestie społeczne. To bezpośrednie działania, a nie twórczość artystyczna, prowadzą do lepszego i bezpieczniejszego świata dla wszystkich.

**

Aleksander Kamkow – absolwent hebraistyki na Uniwersytecie Warszawskim i semitystyki na Freie Universität Berlin. Częstochowianin i socjalista. Interesuje się Bliskim Wschodem i dialektologią języka arabskiego. Publicysta, pisał dla OKO.press, magazynu „Kontakt” i „Magazynu Muzułmańskiego Al-Islam”.

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie