Wsparcie Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Profil Zaloguj się

Dlaczego upadek pubów i barów jest powodem do zmartwień?

Z miast i miasteczek całej Europy w coraz szybszym tempie znikają bary i puby. Stanowi to problem nie tylko dla ich właścicieli, ale często też dla całych lokalnych społeczności, które tracą miejsca spotkań oraz wspólnej rekreacji. W czasach epidemii samotności i obumierania więzi społecznych tym ważniejsze są próby odwrócenia tej negatywnej tendencji.

ObserwujObserwujesz

Niewiele jest tak typowych elementów miejskiego krajobrazu, jak położony przy ulicy czy placyku bar, który zaprasza do środka mniej lub bardziej standardowym wystrojem oraz uniesionymi głosami rozmów, toczonych w środku i ewentualnie przy stolikach ogródka piwnego. A jednak ten widok jest coraz rzadszy, zwłaszcza jeśli pominąć najbardziej turystyczne okolice.

Kryzys pubów powinien zaniepokoić nie tylko regularnych bywalców tych przybytków, ale też wszystkich, których niepokoi erozja przestrzeni wspólnych klasy pracującej. Alternatywą dla nich jest bowiem postępująca alienacja i wypieranie z naszego codziennego życia relacji międzyludzkich niezwiązanych z pracą zarobkową.

Widmo upadłych barów krąży nad Europą

Aktualnie puby nie mają się dobrze nawet w krajach najbardziej kojarzonych z kulturą picia piwa. Chociaż co roku hucznie obchodzony jest słynny Oktoberfest, to codzienność niemieckiej branży piwnej wcale nie jest tak różowa i szczególnie mocno odczuwają to właśnie przybytki serwujące lokalne Pilsnery czy Hefeweizeny. W Nadrenii Północnej-Westfalii, największym kraju związkowym, ostatnie dwadzieścia lat przyniosło koniec działalności aż co drugiego pubu. W niektórych częściach Brandenburgii sytuacja jest jeszcze bardziej dramatyczna – w ciągu zaledwie dekady upadło 70 proc. pubów.

Czytaj także Nie ma czegoś takiego jak bezpieczne picie alkoholu David John Nutt

Nasz zachodni sąsiad nie stanowi tu wyjątku, lecz wpisuje się w ogólnoeuropejski trend. Liczbę barów i kawiarni we Francji lat sześćdziesiątych szacowano na ok. dwieście tysięcy. Obecnie jest ich ponad pięciokrotnie mniej. W Wielkiej Brytanii od początku bieżącego stulecia zamknięto co czwarty istniejący pub, czyli zniknęło ok. 15 tysięcy z nich. Nic nie zapowiada, żeby ta tendencja miała wyhamować, wręcz przeciwnie – spodziewano się pobicia rekordu w 2025 roku, ponieważ średnio ponad jeden przybytek dziennie kończył swoją działalność.

Najczęściej zamykają się bary i puby w małych miejscowościach, ale kryzys wpływa również na te położone w mniej modnych dzielnicach miast. W pozostałych w górę idą ceny, co dodatkowo zniechęca stałych bywalców i umieszcza kolejne lokale na równi pochyłej. Przyczyn takiego stanu rzeczy jest wiele. Na pewno nie pomogły pandemia i wzrost kosztów po wybuchu wojny w Ukrainie, ale regres zaczął się na długo przed tymi wydarzeniami i był powiązany z ogólnym kryzysem wspólnotowych aktywności w erze nastawianego na indywidualną konsumpcję neoliberalizmu. Jedni samotnie grają w kręgle, inni siedzą w opustoszałym barze, przynajmniej dopóki ten się nie zamknie.

Czemu powinniśmy płakać po zamkniętych pubach?

Niektórzy pewnie nie zgodzą się z alarmistycznym wydźwiękiem tego tekstu i stwierdzą, że znikanie miejsc serwujących alkohol to dobra wiadomość. Obecnie sporo pisze się o negatywnych skutkach picia, a władze znajdują się pod rosnącą presją ze strony osób postulujących ograniczenie dostępności napojów wyskokowych, np. poprzez wprowadzanie nocnych prohibicji, uchwalenie zakazu sprzedaży alkoholu na stacjach benzynowych czy podwyższenie akcyzy. Błędem byłoby jednak sprowadzanie roli pubów wyłącznie do rozpijania i demoralizacji społeczeństwa.

Czytaj także Mijanka alkoholowa: na stacjach benzynowych nie, na stacjach kolejowych tak Karol Trammer

Bary i puby to w końcu centra lokalnego życia towarzyskiego oraz przestrzeń odpoczynku o z założenia egalitarnym charakterze. Historycznie ich rozwój i upowszechnienie były w wielu krajach związane ze wzrostem znaczenia klasy robotniczej. Stanowiły one jedne z niewielu miejsc, gdzie zwykli obywatele po długich godzinach pracy mogli spotkać się poza kontrolą pracodawcy, kościoła czy państwa. W pubach podtrzymywano więzi sąsiedzkie, integrowano przybyszy z zewnątrz i budowano lokalną tożsamość. Tam rodziły się związki zawodowe, różnorodne inicjatywy polityczne czy organizacje samopomocowe. Analogicznie kryzys pubów raczej nieprzypadkowo koreluje z dezindustrializacją oraz osłabianiem więzi społecznych łączących pracowników z poszczególnych miasteczek, dzielnic lub osiedli.

Dla współczesnego kapitalizmu korzystniejsze jest, żeby dotychczasowy bywalec miejscowego pubu skupił się na innych formach spędzania czasu: niech kupi bogatszy abonament TV lub założy kilka kont w serwisach streamingowych, znajomości podtrzymuje za pośrednictwem portali społecznościowych, nad bar stawia centrum handlowe, a do tego rozwija indywidualne hobby, najlepiej kosztowne. Oczywiście prowadzenie pubów to nie jest jakaś forma altruizmu czy służby społecznej, lecz z reguły biznes – tylko obecnie przegrywa on z bardziej drapieżnymi agentami rynku, ze szkodą dla wielu z nas.

Badania dowodzą, że regularne wizyty w pobliskim pubie pozytywnie wpływają na zdrowie psychiczne, ponieważ sprzyjają rozwijaniu relacji międzyludzkich i budowaniu poczucia przynależności do wspólnoty. Do wielu interakcji społecznych nigdy by nie dochodziło, gdyby nie przyjazna atmosfera takich miejsc, trudna do odtworzenia w innych okolicznościach. Nawet jeśli ktoś odwiedza bar głównie w celu spożycia alkoholu, to i tak oddawanie się nałogowi w towarzystwie pozostaje lepsze niż samotne picie przed telewizorem, do czego niektórych popycha brak dostępnej w sąsiedztwie alternatywy. Czy w takim przypadku można coś zrobić poza uronieniem łzy nad zamknięciem ulubionego pubu? Jak się okazuje, pewne opcje istnieją.

Puby prawem, nie towarem

Pojawiają się pomysły wsparcia finansowego dla zagrożonych bankructwem pubów, zmniejszenia opodatkowania VAT (aby ceny mogły być bardziej konkurencyjne względem alkoholi sprzedawanych w supermarketach) lub przynajmniej zniesienia części regulacji prawnych, które uderzają w tego typu lokale. Sprawą znikających z prowincji barów i kawiarni zajęli się już francuscy parlamentarzyści. Na początku minionego roku praktycznie jednogłośnie zagłosowano za ułatwieniem funkcjonowania takich przybytków w gminach mających mniej niż 3500 mieszkańców. Podstawową zmianą jest uproszczenie procedury uzyskania koncesji na alkohol, chociaż w rękach władz lokalnych pozostawiono finalną decyzję w kwestii zatwierdzenia otwarcia nowego baru.

Czytaj także Szynków żal. Co zostało po śląskich knajpach robotniczych? Dariusz Zalega

Po drugiej stronie kanału La Manche rządzący laburzyści póki co ściągają na siebie głównie gniew właścicieli i bywalców pubów, ponieważ planowane zmiany podatkowe podwyższą koszt ich prowadzenia, co może poskutkować kolejną falą bankructw. A gdyby zamiast tego sięgnęli do historii, to znaleźliby radykalne rozwiązanie problemu – nacjonalizację pubów. Przed ponad stoma laty brytyjskie władze postanowiły przejąć kontrolę nad setkami takich miejsc, aby wypromować lepsze standardy w całej branży i spopularyzować pozytywne wzorce spędzania czasu nad kuflem piwa. Eksperyment był udany i dopiero pół wieku później został zakończony przez niechętnych publicznej własności torysów.

Współcześnie bardziej realnym i zarazem wciąż atrakcyjnym z lewicowej perspektywy rozwiązaniem byłoby promowanie pubów spółdzielczych – w Wielkiej Brytanii są ich setki. Na ogół działają na zasadzie non-profit, opierając się na wsparciu lokalnej społeczności i sprzyjających ramach prawnych. Tych brakuje np. w Polsce i warto rozważyć ich wprowadzenie, ale dobrym początkiem byłoby odrzucenie propozycji szkodliwych dla już istniejących barów – przykładowo w Warszawie co jakiś czas wybrzmiewają kampanie przeciwko ogródkom piwnym, których likwidacja dla wielu lokali stanowiłaby wyrok śmierci. A tego lepiej uniknąć.

Puby i bary to bowiem nie tylko miejsca, gdzie można wypić piwo (alkoholowe lub nie), wino czy mocniejsze trunki. Stanowią ważną część europejskiej kultury ludowej, są ośrodkami wspólnotowej rekreacji. Każdy taki przybytek tworzy przestrzeń dla spotkań towarzyskich, wpływając pozytywnie na kultywowanie więzi społecznych oraz poziom szczęścia klientów. W oparciu o tę wiedzę, zamierzam po napisaniu powyższego tekstu udać się do ulubionego pubu – to samo polecam czytelnikom w Nowy Rok.

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie