Świat

Wariant Delta, czyli COVID-19 groźniejszy niż wojna

Fot. Monika Bryk

W ciągu półtora roku pandemia COVID-19 doprowadziła do śmierci 10 milionów osób na świecie. Nowe mutacje wirusa w połączeniu z brakiem dostępu do szczepionek w wielu krajach mogą sprawić, że ofiar będzie trzykrotnie więcej. Czy to jeszcze nie jest „zagrożenie bezpieczeństwa narodowego”?

Pojawienie się wariantu Delta wirusa COVID-19 zmusiło brytyjskiego premiera Borisa Johnsona do przedłużenia obostrzeń o kolejne cztery tygodnie, do 19 lipca. Jednak ani premier, ani jego rząd nie wiedzą, czy to wystarczy.

Liczba zgonów może i jest teraz bardzo niska, szybko rośnie jednak liczba potwierdzonych zakażeń, za czym już teraz idzie wzrost liczby pacjentów przyjmowanych na szpitalne oddziały. Johnson stoi przed rosnącą w siłę opozycją we własnych szeregach – a ponieważ nie znosi niepopularności, jego doradcy naukowi są prawdopodobnie zaniepokojeni o wiele bardziej, niż premier jest skłonny to publicznie przyznać.

Problem Johnsona polega na tym, że rząd co prawda nadal płynie na fali szczepień, jednak przez ponad rok trwania pandemii jego działania były niewystarczające i nie dość szybkie. A mówimy o kraju, który – przynajmniej na papierze – szczycił się najlepszą na świecie strategią krajowego bezpieczeństwa biologicznego. W praktyce reakcja na pandemię była katastrofalna, doprowadzając do dziesiątków tysięcy zgonów, którym przecież można było zapobiec.

Bogaci już się zaszczepili. Pandemia szaleje wśród biednych

To źle wróży Wielkiej Brytanii, która miała być liderem w zwalczaniu pandemii, a w istocie z pandemią przegrała. Całą sytuację należy jednak postrzegać w kontekście tego, co dzieje się w skali globalnej, gdzie – jeśli światowe mocarstwa nie zaczną wreszcie sensownie działać – obecny kryzys może przerodzić się w ogólnoświatową klęskę o epickich wręcz proporcjach.

Już teraz na pierwszy plan wybija się kilka kwestii. Jedną z nich jest to, że pandemia ma o wiele większy wpływ na zdrowie, niż sugerują to opublikowane dane. A dane te wskazują na 176 milionów zdiagnozowanych przypadków oraz 3,8 miliona zgonów. Obecnie przyjmuje się jednak, że ogromna liczba zakażeń wymyka się diagnozie, a miliony kolejnych zgonów nie są ujmowane w covidowych statystykach.

Afrykańska trzecia fala

W ubiegłym miesiącu Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) podała, że z powodu wirusa bądź jego skutków zmarło 6–8 milionów osób – czyli dwa do trzech razy więcej niż 3,4 miliona zgonów, które podaje się w oficjalnych statystykach na świecie.

Także w ubiegłym miesiącu pismo „The Economist” opublikowało wyniki badania, w którym wzięto pod uwagę dostępne dane oraz szczegółowe modele tam, gdzie danych brakuje, podając z 95-procentowym prawdopodobieństwem, że liczba zgonów na całym świecie sięgnęła 7,1–12,7 miliona, przy czym wartość średnia to 10,2 miliona. Pozostaje jeszcze kwestia spoczęcia na laurach krajów, którym najwyraźniej udało się ograniczyć ostatnie fale zakażeń. Na północnej półkuli to jednak nadejście lata w znacznej mierze przyczynia się do powstania wrażenia, że pandemia ma się ku końcowi.

Wrażenie to zaczyna się zmieniać nie tylko w Wielkiej Brytanii, ale na całym świecie, a jest po temu ważny powód. W kolejnych krajach pojawia się zbyt wiele przykładów na to, że coś jednak poszło nie tak. Dzieje się tak zwłaszcza w krajach afrykańskich.

Indie: Druga fala COVID-19 dewastuje kraj

W Afryce zaszczepiono do tej pory mniej niż 1 na 100 osób, a odpowiedzialna za ten region z ramienia WHO Matshidiso Moeti w czerwcu powiedziała: „Afryka potrzebuje milionów dodatkowych dawek, tu i teraz. Przez Afrykę przetacza się właśnie z całym impetem trzecia fala. Widzieliśmy już w Indiach i gdzie indziej, jak prędko COVID-19 może znów uderzyć i obezwładnić ochronę zdrowia”.

Liczba zakażeń odnotowanych w ubiegłym miesiącu w Ugandzie zwiększyła się dwudziestokrotnie, a sytuacja również jest bardzo poważna w Tunezji, Zambii, Namibii i RPA. Co najmniej siedem państw na tym kontynencie wyczerpało swoje zapasy szczepionek, a kolejne siedem zużyło już 80 proc. swoich rezerw.

Wiele krajów, które jakoby mają pandemię pod kontrolą, zmaga się teraz z kolejnym wzrostem zakażeń. Przykładem są Chiny, w których ostatnio wykryto zakażenia wariantem Delta w Kantonie, mieście, w którym żyje ponad 18 milionów ludzi, stolicy położonej na południu prowincji Guangdong.

Częściowo z uwagi na wcześniejsze sukcesy w opanowywaniu pandemii szczepienia w Chinach nie szły dotąd pełną parą, ale reakcja na to, co stało się w Kantonie, była wręcz szokująco szybka – w ciągu zaledwie trzech dni wszystkim obywatelom miasta zrobiono testy, a okolice, w których wykryto zakażonych, zostały objęte natychmiastową i niemal całkowitą kwarantanną.

Powrót wirusa zanotowano jednak nie tylko w Chinach – doświadcza tego większość państw w Azji. Tajlandia, Tajwan i Australia były postrzegane jako miejsca, gdzie skutecznie udało się zwalczyć wirusa, ale we wszystkich pojawiły się nowe ogniska zakażeń, podczas gdy szpitale w Mjanmie właśnie doświadczają zapaści. Przykłady te pokazują ogromne zagrożenie, jakie niesie dopuszczenie do ponownego ataku wirusa w jego zmienionej, groźniejszej formie (Delta) w czasie, kiedy nadal zaszczepionych jest niewiele osób.

Kluczowy problem polega na tym, że na świecie nadal istnieje utrzymująca się pula wirusa, który rozprzestrzenia się w wielu różniących się pod względem społecznym, gospodarczym i ekologicznym środowiskach, co stwarza mu ogromnie dużo okazji do mutacji. Znakomita większość nowych wariantów jest mniej groźna od wyjściowego, ale w ciągu niespełna roku pojawiły się już aż cztery, nazwane od Alfa do Delta, które wzbudziły niepokój. Najnowszy z nich, Delta, okazał się jak dotąd najgroźniejszy i bardzo zaraźliwy – o 50 proc. bardziej niż warianty wcześniejsze – a co gorsza, osoby zaszczepione nie są w pełni odporne na tę odmianę.

Doświadczonych epidemiologów martwi tempo ewolucji nowych wariantów, ponieważ można spodziewać się, że pojawią się nowe, niepokojące wersje wirusa, które mogą okazać się bardziej zakaźne, osłabić skuteczność szczepionek, a może nawet wykazywać obie te cechy jednocześnie, czego jednak nie bierze się pod uwagę w ogólnoświatowej strategii. Jeśli zaś nie zostaną podjęte ogólnoświatowe, długofalowe działania, to – jak pokazują obecne tendencje – być może zmierzamy właśnie od katastrofy ku prawdziwemu kataklizmowi.

Zysk ponad ludzi. Unia murem za patentami

czytaj także

Najpierw zyski, potem ludzie. Unia murem za patentami

Kenneth Haar, Olivier Hoedeman i Hans van Scharen

Aby uniknąć kolejnych fal zgonów, ogólnoświatowe szczepienia należy przeprowadzić w trybie pilnym, do końca bieżącego roku – a nie tak, jak dotychczas zakładano, do końca przyszłego. Szczepieniom muszą towarzyszyć systemy testowania i śledzenia wirusa w skali całego świata i o wiele skuteczniejsze kontrole na granicach, a tam, gdzie istnieje taka potrzeba, podreperowanie krajowej ochrony zdrowia. Oczywiście, logistyka takich działań wymaga gigantycznego wysiłku – potrzeba aż 15 miliardów dawek szczepionki – oraz gigantycznych nakładów finansowych.

Szacowany koszt produkcji szczepionki oraz jej dostaw jest różny, ale prawdopodobnie mówimy o kwocie około 100 miliardów dolarów w skali całego świata. Do tego dochodzą koszty pomocy kryzysowej, mającej na celu poprawę usług zdrowotnych w wielu krajach oraz koszt corocznych dawek przypominających, jak również zmodyfikowanych szczepionek uodparniających na nowe warianty wirusa.

Ponownie przemyśleć bezpieczeństwo

Realistycznie rzecz biorąc, koszty mogą łatwo sięgnąć 200 miliardów dolarów w ciągu pierwszych kilku miesięcy, a w nadchodzącej przyszłości corocznie trzeba będzie wydać 100 miliardów dolarów. Kwoty te wydają się niebotyczne, ale warto dla lepszej perspektywy wspomnieć tu o dwóch kwestiach.

Po pierwsze, podczas pierwszej fazy pandemii, która trwała od kwietnia do lipca ubiegłego roku, 2158 miliarderów powiększyło swój stan posiadania w sumie o ponad 2,5 biliona dolarów – dziesięciokrotnie więcej, niż wyniosłyby koszty ogólnoświatowych szczepień. Zaś opublikowana w 2021 roku przez „The Sunday Times” lista najbogatszych wykazała, że podczas pandemii w Wielkiej Brytanii wyroiło się więcej miliarderów niż kiedykolwiek wcześniej.

Po drugie, 200 miliardów dolarów rocznie, chociaż wydaje się sumą niebotyczną, to i tak zaledwie 10 proc. rocznych wydatków całego świata na obronność wojskową, która rzekomo ma na celu zapewnić krajom bezpieczeństwo. COVID-19 zaledwie w półtora roku uśmiercił około 10 milionów osób. Cóż innego może stanowić większe zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego?

Miliarderzy się bogacą, ubodzy biednieją. Czeka nas więcej krwawych konfliktów

Jeśli szybko nie podejmie się stosownych działań, pojawi się jeszcze więcej śmiertelnie groźnych wariantów wirusa, a wtedy ogólna liczba zgonów może przekroczyć 30 milionów, powodując długotrwałe konsekwencje dla ludzkiego zdrowia oraz zarówno społecznego, jak i gospodarczego dobrobytu wielu państw na całym świecie.

Politycy dziś mają okazję przemyśleć, co w istocie stanowi o bezpieczeństwie, i dostrzec wartość płynącą ze współpracy z innymi krajami. Jeśli uda nam się odejść od wsobnego myślenia, które doprowadziło do zaprzepaszczenia wysiłków podejmowanych w walce z COVID-19 w Wielkiej Brytanii, i jeśli ogólnoświatowa wspólnota razem zacznie działać w celu ujarzmienia trwającej pandemii, będzie także nadzieja, że uda nam się sprostać jeszcze większemu wyzwaniu, jakim jest zapaść klimatyczna.

**
Paul Rogers – wykładowca studiów nad pokojem na Uniwersytecie w Bradford, na północy Anglii, a także doradca ds. bezpieczeństwa międzynarodowego w magazynie openDemocracy. Jego najnowsza książka nosi tytuł Irregular War: ISIS and the New Threat from the Margins (IB Tauris, 2016). Wcześniej opublikował Why We’re Losing the War on Terror i Losing Control: Global Security in the 21st Century (Pluto Press). Na Twitterze: @ProfPRogers

Artykuł opublikowany w magazynie openDemocracy na licencji Creative Commons. Z angielskiego przełożyła Katarzyna Byłów.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Zamknij