Bernie Sanders: ostatnia szansa, by powstrzymać putinizację USA

Część komentatorów widzi nadzieję w Alexandrii Ocasio-Cortes lub Ro Khannie, inni zastanawiają się, czy progresywne skrzydło demokratów nie przegapiło swojego momentu.
Bernie Sanders. Ilustracja: Jared Rodriguez/Truthout/Flickr.com

Bernie Sanders ma dziś prawo mówić „a nie mówiłem?”. Ale senator z Vermont w 2028 roku będzie miał 86 lat, a kandydatów i kandydatek do populistycznego zwrotu w Partii Demokratycznej, o którym marzą publicyści, można policzyć na palcach jednej ręki. Jeśli w ogóle.

Choć Trump wcale nie wygrał wyborów w listopadzie z miażdżącą przewagą – wystarczy porównać jego wyniki choćby z tymi Reagana z 1980 i 1984 roku – to Partia Demokratyczna do dziś nie może pozbierać się po klęsce. Przypomina boksera, który dostał tak mocno, że jeszcze długo po zejściu z ringu ma problem, by ustać prosto na nogach i złożyć sensowne zdanie. Gdy Trump maszynowo podpisywał kolejne rozporządzenia wykonawcze, gdy atakował sojuszników i rozpoczynał reset z Putinem, gdy jego administracja zaczęła demontować istotne elementy amerykańskiego państwa – demokraci okazali się w zasadzie niezdolni do okazania jakiegokolwiek oporu.

W tym ponurym politycznym krajobrazie są jednak wyjątki. Jednym z nich jest senator z Vermont Bernie Sanders – ściśle mówiąc, nie demokrata, tylko niezależny socjalista, zasiadający w senackim klubie partii. W sytuacji gdy liderzy demokratów wydają się albo zdezorientowani, albo nieobecni, Bernie wyrasta na czołową postać oporu przeciw drugiej kadencji Trumpa.

Amerykańskie jaja jako symbol gospodarczej niepewności

W ostatnich dniach Sanders w towarzystwie kongresmenki Alexandrii Ocasio-Cortez objeżdża zachodnie stany, gdzie organizuje spotkania z wyborcami pod hasłem „walki z oligarchią”. Wspólnie gromadzą tłumy – wiec z 22 marca w Denver w stanie Kolorado zgromadzić miał ponad 30 tysięcy osób. Jak wylicza „New Yorker”, Kamala Harris w końcówce swojej kampanii w ponad dwukrotnie większym Houston, gdzie przemawiała Beyoncé, zgromadziła podobną liczbę osób, a Trump na swojej konwencji w Madison Square Garden w Nowym Jorku przyciągnął około 20 tysięcy uczestników.

Co jednak może wyniknąć z podobnej politycznej mobilizacji na tak wczesnym etapie drugiej kadencji Trumpa? Czy energia widoczna na politycznej trasie Sandersa i Ocasio-Cortez da się przekuć w polityczny ruch zdolny ostatecznie powstrzymać Trumpa?

Początek wielkiego ruchu?

Taką nadzieję wyraziły dwa teksty autorów z bardzo odległych skrzydeł antytrumpowskiej koalicji: piszącego na łamach socjalistycznego „Jacobina” Erica Blanca i związanego z antytrumpowską, neokonserwatywną prawicą redaktora naczelnego „The Bulwark” Jonathana V. Lasta. Obaj w tym, co dziś dzieje się wokół Sandersa i AOC, widzą potencjał do budowy szerokiego ruchu politycznego zdolnego zmusić Trumpa do wycofania się z części jego polityk, odzyskania kontroli nad Kongresem przez demokratów w 2026 roku i wygrania przez ich kandydata wyborów prezydenckich w 2028.

Blanc – akademik zajmujący się ruchami pracowniczymi – przestrzega jednak, że jeśli Sanders i Ocasio-Cortez nie chcą roztrwonić politycznej energii, jaką dziś wyzwalają, to muszą zacząć organizować swoich zwolenników, budować koalicje między ludźmi dotkniętymi przez polityki Trumpa a związkami zawodowymi czy organizacjami weteranów. „Wyobraźcie sobie dziesiątki tysięcy pracowników rządowych, weteranów i sojuszników okupujących, ryzykując areszt, biura republikańskich senatorów, by przeciwstawić się cięciom w Departamencie ds. Weteranów i w innych usługach publicznych. Masy seniorów mogłyby zorganizować podobne protesty w sprawie wysokości swoich emerytur. […] Nielegalnie zwolnieni pracownicy rządowi mogliby wrócić do pracy w towarzystwie tysięcy sojuszników domagających się, by natychmiast przywrócono ich do pracy. […] Wszystkie tego typu akcje znajdują się w granicach możliwości. I istnieje całkiem spora szansa, że masowy protest byłby w stanie zmusić Trumpa, by się wycofał, poświęcając Departament Efektywności Rządu. Odebrałoby to polityczny impet nowej administracji i pozbawiło ją aury niezwyciężoności”.

Między dwoma paleonowoczesnymi mocarstwami atomowymi – Rosją i Stanami [rozmowa z Etkindem]

Last snuje wizję ruchu, który buduje wielką antytrumpowską koalicję, nastawioną na całkowitą konfrontację z nową administracją. Zdaniem autora dąży ona bowiem do radykalnej autorytarnej transformacji amerykańskiego ustroju w stylu Orbána i Putina i potrzebna jest wobec niej opozycja totalna. Opozycja powinna mobilizować punkty oporu w mniejszych ośrodkach, walczyć w każdych uzupełniających wyborach, budować polityczną energię, którą w odpowiednim czasie można by skupić w takim miejscu jak Nowy Jork czy Waszyngton. Skonfrontowany z milionową demonstracją w stolicy, wywodzi Last, Trump albo dałby się sprowokować do użycia siły przeciw amerykańskim obywatelom, albo pokazał polityczną słabość wobec własnego zaplecza.

Kluczowe dla Lasta jest stworzenie politycznego momentu, umożliwiającego zwycięstwo przeciwników Trumpa w wyborach połówkowych do Kongresu – to jest bowiem jego zdaniem ostatnia szansa, by powstrzymać putinizację Stanów.

Osiemdziesięciolatek i partia w kryzysie

Z obiema tymi wizjami są jednak liczne problemy – zaczynające się od tego, że o wiele łatwiej jest ściągnąć ludzi wkurzonych tym, że Elon Musk zwolnił ich z pracy na wiec, gdzie mogą wykrzyczeć swoją złość, a o wiele trudniej zmobilizować ich do systematycznego politycznego działania. Tym bardziej że Partia Demokratyczna, jako najbardziej oczywista platforma politycznego oporu wobec Trumpa, znajduje się dziś w bardzo głębokim kryzysie, a Sanders z wielu różnych powodów – w tym własnego dystansu wobec głównego nurtu partii – jest nie do końca oczywistym kandydatem na jej odnowiciela.

Według sondażu telewizji CNN oceny Partii Demokratycznej są dziś najgorsze, odkąd zaczęto prowadzić podobne badanie w 1992 roku. Tylko 29 proc. Amerykanów ocenia ją pozytywnie. Odpowiada za to widoczne w tym samym badaniu rozczarowanie demokratami ich własnej bazy – tylko 63 proc. demokratów i skłaniających się do głosowania na nich niezależnych dobrze ocenia obecną politykę partii. Cztery lata temu, na początku kadencji Bidena było to 81 proc.

Faszyzm w USA nie jest „wirusem z zewnątrz”, a integralną częścią historii

Tę ocenę podzielają partyjni liderzy. Gubernator Kalifornii, Gavin Newsome powiedział niedawno, że marka demokratów stała się „toksyczna”.

Liderzy i wyborcy nie mogą się za to porozumieć, co jest powodem problemów partii. Czy w wyborach w 2024 roku poszła za bardzo w lewo, czy za bardzo do centrum, czy przegrała, bo za bardzo przyjęła postulaty najbardziej radykalnego, progresywnego skrzydła, czy dlatego, że postawiła na centrowo-korporacyjny język?

Wiadomo, jaka jest odpowiedź Berniego Sandersa na to pytanie. Jednocześnie jego relacje z partią pozostają na tyle skomplikowane, że tłumy na wiecach mogą jej nie przekonać, by zaakceptować recepty, jakich udziela Sanders. Senator z Vermont nie jest formalnie członkiem partii, partyjny establishment pozostaje wobec niego mocno sceptyczny. Sam Sanders w trakcie ostatniej trasy po Stanach zachęca swoich zwolenników do tego, by tam, gdzie zderzą się z oporem demokratycznego establishmentu, nie wahali się, by startować jako kandydaci niezależni – także przeciw demokratom. O ile wyobrażenie sobie Partii Demokratycznej przyjmującej język Sandersa wydaje się samo w sobie bardzo trudne, o tyle tym trudniejsze byłoby wyobrażenie sobie, że istotną platformą oporu wobec Trumpa stanie się jakaś trzecia, bardziej lewicowa siła.

Sanders ma też dziś 83 lata. W 2028 będzie miał 86. Jest też więc mało prawdopodobne, by był wtedy w stanie po raz trzeci z rzędu przystąpić do demokratycznych prawyborów – choćby po to, by wymusić na ich zwycięzcy przyjęcie jakiejś części progresywnej agendy.

Czy progresywiści przespali swój moment?

Towarzysząca Sandersowi Alexandria Ocasio-Cortez jest młodsza o prawie 50 lat. Przyglądając się jej działalności w ostatnich tygodniach, komentatorzy zastanawiają się, czy polityczka nie zaczęła właśnie swojej kampanii prezydenckiej przed wyborami w 2028 roku. Być może pierwszym krokiem na jej drodze do prezydentury mogłoby być rzucenie wyzwania w prawyborach w 2026 roku Chuckowi Schumerowi – senatorowi z Nowego Jorku i liderowi republikanów w Senacie. Schumer na początku marca zdecydował się na kompromis w sprawie przegłosowania budżetu, co spotkało się z krytyką progresywnego skrzydła demokratów i zachętami dla Ocasio-Cortez – pochodzącej z tego samego stanu – by rzuciła mu wyzwanie.

Jak jednak w Politico i „Vanity Fair” mówią współpracownicy Ocasio-Cortez, polityczka ma na razie nie mieć takich planów – ma dobrze się czuć w Kongresie i obawiać się, że wejście na prezydencką ścieżkę wystawi ją na nieznaną wcześniej skalę rasistowskiej i seksistowskiej agresji.

Wśród polityków zdolnych potencjalnie ponieść progresywną agendę do 2026 roku wymienia się także reprezentującego okręg obejmujący większość Doliny Krzemowej członka Izby Reprezentantów Ro Khannę. Khanna, prawnik po Yale zajmujący się patentami, reprezentujący jeden z najbogatszych okręgów wyborczych w kraju, średnio się jednak nadaje się na lidera populistycznego zwrotu w Partii Demokratycznej.

Część komentatorów zastanawia się, czy progresywne skrzydło demokratów nie przegapiło po prostu swojego momentu. Jak na łamach „UnHerd” pisał Rick Zickgraff, także wiece Berniego robią się coraz bardziej wiekowe: o ile w 2016 wyglądały jak koncert zespołu popularnego wśród studentów, o tyle dziś coraz bardziej przypominają zebranie rady rodziców. Milenialsi, którzy w 2016 roku uczynili lewicowość spod znaku Sandersa modnym politycznym trendem, wkroczyli niepostrzeżenie w wiek średni. Młodzi, jak przekonuje komentator, są tymczasem coraz bardziej zniechęceni do polityki, a jeśli głosują, to w większości na Trumpa. Analizy pokazują, że wśród wyborców poniżej 26. roku życia Trump wygrał w każdej grupie poza niebiałymi kobietami.

Akceleracjonizm: Szybciej, zanim masy ogarną, że prowadzimy je ku technofeudalnej dystopii

Jednocześnie wszystko to, co dzieje się od stycznia 2025 roku, można czytać jako potwierdzenie tego, co Sanders mówił od dekad. Całe Stany widzą, że tak jak ostrzegał socjalistyczny senator z Vermont, nadmierna koncentracja bogactwa w Stanach i jego wpływ na amerykańską politykę rodzą patologiczne efekty. Amerykanie głosują na populistów, bo mają poczucie, że amerykański sen jest poza ich zasięgiem, że cały system działa przeciw takim ludziom jak oni – co znów zbiega się z diagnozami od dawna stawianymi przez Berniego.

Trudno wyobrazić sobie, by demokraci zbudowali skuteczną platformę wyborczą w 2026 i 2028 roku, nie podejmując krytyki elit ekonomicznych, nie przejmując przynajmniej części języka Sandersa. Z drugiej strony, jak na łamach „Jacobina” przyznaje Jared Abbott z Centre for Working-Class Politics, wyborcy z klas pracujących łączą populistyczną niechęć do elit z poparciem dla centrowych polityk, zwłaszcza tych ograniczających wydatki rządu czy wspierających wzrost gospodarczy.

Ktokolwiek nie stanie się główną twarzą demokratów w najbliższych latach, będzie musiał pogodzić oczekiwania wyborców, zaoferować jednocześnie wizję walki z oligarchią, autorytarnym zwrotem Ameryki Trumpa i przekonującą wizję gospodarczego rozwoju. Czy Ocasio-Cortez, Khanna i inni młodsi politycy z otoczenia Sandersa podołają temu zadaniu?

__
Przeczytany do końca tekst jest bezcenny. Ale nie powstaje za darmo. Niezależność Krytyki Politycznej jest możliwa tylko dzięki stałej hojności osób takich jak Ty. Potrzebujemy Twojej energii. Wesprzyj nas teraz.

Jakub Majmurek
Jakub Majmurek
Publicysta, krytyk filmowy
Filmoznawca, eseista, publicysta. Aktywny jako krytyk filmowy, pisuje także o literaturze i sztukach wizualnych. Absolwent krakowskiego filmoznawstwa, Instytutu Studiów Politycznych i Międzynarodowych UJ, studiował też w Szkole Nauk Społecznych przy IFiS PAN w Warszawie. Publikuje m.in. w „Tygodniku Powszechnym”, „Gazecie Wyborczej”, Oko.press, „Aspen Review”. Współautor i redaktor wielu książek filmowych, ostatnio (wspólnie z Łukaszem Rondudą) „Kino-sztuka. Zwrot kinematograficzny w polskiej sztuce współczesnej”.
Zamknij