Wsparcie Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Profil Zaloguj się

Wojna w Ukrainie jest wojną dronową. A dron to także kamera filmowa

Ukraiński reżyser opowiada o swoim nowym filmie, dokumentującym pobyt rosyjskich okupantów w Czarnobylu w 2022 r., nuklearnym kolonializmie i rozwoju nowej ukraińskiej eseistyki filmowej o tematyce wojennej.

Rozmowa

Jakub Majmurek: Twój ostatni film, Operacja specjalna, przedstawia zmontowane materiały nagrane w elektrowni w Czarnobylu w trakcie jej okupacji przez rosyjskie wojska w 2022 roku. Jak w ogóle trafiłeś na te materiały?

Oleksiy Radinsky: Tuż po okupacji strefy czarnobylskiej dołączyłem do The Reckoning Project, zajmującego się dokumentowaniem zbrodni dokonanych przez armię rosyjską w trakcie wojny przeciw Ukrainie. Samym Czarnobylem i strefą interesowałem się już od dawna, miałem różne pomysły związane z tym tematem jeszcze przed rozpoczęciem inwazji.

Udało mi się przeprowadzić kilkanaście wywiadów ze świadkami okupacji strefy, którzy obserwowali wszystko na miejscu. Przede wszystkim byli to inżynierowie elektrowni atomowej, którzy mimo okupacji próbowali wykonywać swoje obowiązki. Czarnobyl jest stacją poawaryjną i wymaga ścisłego nadzoru, cały ten proces – kluczowy dla bezpieczeństwa całego regionu wokół Kijowa – został zaburzony przez armię Federacji Rosyjskiej. Gdyby nie determinacja inżynierów, to mogłoby dojść do poważnej awarii, znacznie gorszej niż ta z 1986 roku.

Jak się dowiedziałem, część pracowników elektrowni odpowiedzialnych za bezpieczeństwo obserwowała działania Rosjan w strefie na kamerach przemysłowych. Dużo ryzykując, zachowali te nagrania, by zebrać dowody na rosyjskie zbrodnie wojenne. Następnie zostały one przekazane ukraińskiej prokuraturze, w tym prokuraturze ekologicznej, zajmującej się zbrodnią ekocydu, gdzie są dziś częścią prowadzonego przez nią śledztwa. Stamtąd otrzymaliśmy do nich dostęp.

Twój poprzedni film, Czarnobyl 22, był dokumentacją tych rozmów ze świadkami?

Tak, on powstał na podstawie wywiadów z pracownikami elektrowni oraz innych materiałów, świadczących o zbrodniczej obecności Rosjan.

Tamten film zaczyna się od nagrania audio wywiadu z inżynierem Valeryim Popovem, który był świadkiem okupacji w 2022 roku, a jednocześnie brał udział w usuwaniu skutków katastrofy w 1986 roku. On powiedział mi, że już w 1986 roku pracownicy usuwający skutki katastrofy nazywali ten proces „wojną”.

Myślę, że doświadczenie tamtej „wojny” było bardzo ważne dla ludzi pracujących w strefie. Oni naprawdę dużo już widzieli i rosyjska armia wjeżdżająca do Czarnobyla na czołgach nie była w stanie złamać ich ducha.

Rysujesz w obu filmach analogię między katastrofą z 1986 roku i okupacją z 2022?

Nie ja ją rysuję, słyszałem podobne porównania od pracowników elektrowni, z którymi rozmawiałem – choć oczywiście głównie na poziomie lingwistycznym. Tym, co łączy obie te sytuacje, jest przede wszystkim niezwykły heroizm i odporność ludzi pracujących w elektrowni, którzy także w trakcie okupacji rosyjskiej musieli dokonywać niesamowitych rzeczy, by wytrwać na posterunku i pilnować poawaryjnej stacji.

Można też wysunąć inną analogię: zarówno katastrofa z 1986 roku, jak i okupacja z 2022 może być postrzegana w kontekście imperialnej polityki Rosji w Ukrainie, jako skutek polityki kolonialnej, jako przykłady tego, co Svitlana Matviyenko nazywa nuklearnym kolonializmem.

Na czym on polegał? Związek Radziecki budował elektrownie atomowe poza terenami etnicznie rosyjskimi?

Nie o to chodzi. Pytanie też, co jest „etnicznie rosyjskim” terenem? Czy np. Petersburg – gdzie też powstała elektrownia atomowa – jest „etnicznie rosyjskim” terenem czy terytorium, które w pewnym momencie padło ofiarą okupacji Imperium Rosyjskiego?

Problem z Czarnobylem polegał na czymś innym – pokazuje to doskonale Serhii Plokhy w swojej książce Czarnobyl. Historia nuklearnej katastrofy – czarnobylska elektrownia była pierwszą elektrownią atomową zbudowaną poza granicami Rosyjskiej Federacyjnej Republiki Radzieckiej. Przemysł nuklearny był jednak w Związku Radzieckim kontrolowany z imperialnego centrum, co sprawiało, że na budowie panował totalny bałagan spowodowany przez dyktowanie przez Moskwę warunków budowy, która miała jednak miejsce na terytorium Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej.

Czytaj także Wprowadzenie do rosyjskiej wojny domowej Oleksij Radynski

W filmie Operacja specjalna słyszymy audycje radiowe, mówiące o możliwym uszkodzeniu elektrowni w Czarnobylu przez Rosjan. To był powszechny lęk w trakcie inwazji?

To nie był tylko lęk, Federacja Rosyjska atakuje elektrownie atomowe w zasadzie rutynowo. Elektrownia atomowa w Zaporożu znajduje się pod okupacją rosyjską od ponad trzech lat i nie wiadomo, jak się to skończy. 14 lutego tego roku rosyjski dron uderzył w sarkofag chroniący zniszczony reaktor w Czarnobylu, przez co nie pełni on już dłużej swoich funkcji. Stało się to dwa dni przed premierą Operacji specjalnej na Berlinale.

Myślę, że to, co dzieje się dziś w Ukrainie zmusza nas do przemyślenia naszego rozumienia wojny jądrowej. Przez długi czas byliśmy przekonani, że jeśli do niej dojdzie, to przybierze ona forma ostrzeliwania się rakietami z głowicami jądrowymi przez mocarstwa atomowe. Tymczasem w Ukrainie widzimy zupełnie inne oblicze nuklearnego militaryzmu: ataki na cywilną infrastrukturę nuklearną, których celem jest jej zmiana w broń, w narzędzie szantażu nuklearnego – bo o to chodziło w okupacji strefy czarnobylskiej przez Rosjan.

Mówiłeś o pracy prokuratury zajmującej się przestępstwami środowiskowymi. Pojęcie ekocydu chyba dość często wraca w refleksji nad rosyjską agresją przeciw Ukrainie? W zeszłym roku w Polsce można było zobaczyć wystawę Rzeka ryczała jak zraniona bestia przygotowaną przez Kyiv Biennale, podejmującą temat ataków Rosjan na hydroelektrownie na Dnieprze.

Dla mnie bardzo ważne jest to, że ekocyd to także pojęcie prawnicze, a nie tylko figura, której możemy używać w publicystyce czy działaniach artystycznych. Mam nadzieję, że faktycznie uda się pociągnąć osoby odpowiedzialne za zbrodnie przeciw ekosystemowi Ukrainy do odpowiedzialności karnej.

Projekt Reckoning, o którym wspominałeś, ma dokumentować rosyjskie zbrodnie na potrzeby historyczne czy ma też wymiar prawny, jest zbieraniem dowodów?

Projekt powstał na samym początku inwazji z inicjatywy między innymi Natalii Gumenyuk, Janine di Giovanni oraz Petera Pomerantseva. Pomysł był prosty: zebrać zespół filmowców, dziennikarzy i dokumentalistów, którzy zajmowaliby się natychmiastowym dokumentowaniem rosyjskich zbrodni w Ukrainie, w celu stworzenia czegoś w rodzaju społecznej bazy dany na temat wojny i jej skutków.

Te materiały mają przy tym mieć podwójne zastosowanie. Po pierwsze, mają służyć dziennikarzom i filmowcom, wykorzystującym je w swoich reportażach, filmach dokumentalnych czy esejach filmowych. Po drugie, trafiają też do międzynarodowej ekipy prawników, specjalizujących się w ściganiu zbrodni wojennych, współpracujących z Międzynarodowym Trybunałem Karnym i innymi międzynarodowymi sądami, którzy analizują je z prawnego punktu widzenia. I to właśnie między innymi materiały zebrane w ramach tego projektu stały się podstawą nakazu aresztowania Putina wydanego przez MTK w 2023 roku.

To podwójne zastosowanie wpływa też na naszą pracę jako filmowców czy reporterów. Jeśli prowadzimy wywiady ze świadkami rosyjskiej okupacji, to musimy zachowywać przy tym pewien rygor, tak, by te materiały mogły np. zostać później wykorzystane w sądzie.

Jakieś zebrane przez ciebie materiały zostały później wykorzystywane w postępowaniu prawnym?

Dzięki materiałom, jakie zebrałem w Czarnobylu, dwóch dowódców armii rosyjskiej kierujących działaniami w strefie wokół elektrowni zostało wciągniętych na listę sankcji. Można uznać, że ma to głównie symboliczne znaczenie, jednak wielu rosyjskich generałów czy pułkowników ma nieruchomości w Europie i obecność na liście sankcji może być dla nich problemem.

Czytaj także „Chłopaki, w co wy się pakujecie?” Jak rosyjskie wojsko okupowało Czarnobyl Maksym Kamenew

Prowadziłeś dokumentację jeszcze w jakimś regionie poza Czarnobylem?

Nie, to mnie wciągnęło bardziej niż przypuszczałem, zrobiłem z tych materiałów aż dwa filmy. Ale jest wielu filmowców, którzy w ramach projektu Reckoning zbierają materiały w innych regionach.

Jak w ogóle świat filmowy w Ukrainie zareagował na wojnę? Praca filmowca, dokumentalisty jest potrzebna w takim momencie?

Jak najbardziej tak, myślę, że można wręcz mówić o fenomenie nowej ukraińskiej dokumentalistyki/eseistyki filmowej o tematyce wojennej. Często są to filmowe dokumenty nagrywane na froncie, bezpośrednio rejestrujące działania zbrojne. Wielu ludzi ze środowiska filmowego dołączyło zresztą do wojska i niemało z nich zginęło. Istotnym trendem jest dokumentowanie zbrodni i innych działań armii rosyjskiej, kolejnym – używanie filmowego medium do refleksji na temat rosyjskiego imperializmu.

Jak wiemy z historii kina, rozwój filmu jako medium wiąże się często z rozwojem technologii wojennych. I mam wrażenie, że podobny proces obserwujemy dziś w Ukrainie, nawet jeśli nie przełożył się on jeszcze na żaden konkretny film. Wojna, która toczy się dziś w Ukrainie, jest przede wszystkim wojną dronową. A dron jest nie tylko bronią, ale także kamerą filmową. Mamy więc do czynienia z niezwykłą sytuacją, gdy co dziennie cały kraj jest filmowany przez kilka tysięcy latających kamer – jednej i drugiej strony – będących jednocześnie narzędziami prowadzenia śmiercionośnej wojny. Nie zdajemy sobie chyba jeszcze sprawy, jaki wpływ ta nowa rzeczywistość będzie mieć na rozwój medium filmowego, ale też na nasze życie codzienne.

Jak wojna zmieniła to, jak ty osobiście rozumiesz swoją rolę jako filmowca?

Przede wszystkim pogłębiła zainteresowania, które rozwijałem od dawna, skupiające się na filmie jako na narzędziu badania kolonializmu rosyjskiego, ale także formułowania strategii oporu wobec niego. Filmy, które robiłem po 2022 roku krążą wokół pytań czym jest Rosja, czym Federacja Rosyjska, czym jej wojsko, co potrafi ono zrobić, a czego nie, czemu wszystkim tym zjawiskom towarzyszy tak wiele mitów i iluzji.

Czytaj także „Pamiętajcie, że to nie jest wojna lokalna” [rozmowa z kijowską dziennikarką] Paulina Siegień

Ja zajmowałem się tymi wszystkimi zagadnieniami jeszcze przed 2014 rokiem i w pierwszym etapie wojny między 2014 a 2022, ale w ostatnich trzech latach to wszystko się pogłębiło i niestety przybyło mi materiałów do pracy.

Do kogo kierujesz swoje prace zajmujące się tym tematem? Chcesz dotrzeć do publiczności ukraińskiej, zachodniej czy może rosyjskiej?

Nie myślę zupełnie w tych kategoriach, pracując nad filmem nie planuję, czy chcę, by trafił on do Ukraińców czy do widzów na Zachodzie. Na pewno ważne jest dla mnie to, że mimo wojny mogę pokazywać swoje filmy w Ukrainie, że znajdują one swoją zainteresowaną publiczność.

Nie interesuje mnie z kolei zupełnie dotarcie do tzw. publiczności rosyjskiej. Mówię tak zwanej, bo zrównywanie wszystkich wspólnot zamieszkujących dziś terytorium Federacji Rosyjskiej z Rosjanami jest wielkim uproszczeniem, służącym rosyjskiemu mitowi imperialnemu. I mój film Gdzie kończy się Rosjajest właśnie skierowany do grup rdzennych ludności, które mieszkają na okupowanych przez Federację Rosyjską terytoriach.

W Gdzie kończy się Rosja wykorzystujesz filmy dokumentalne poświęcone przyrodzie Syberii, nakręcone w latach 80. w Studio Filmów Naukowych w Kijowie, i zestawiasz z narracją, próbując dokonać „dekolonizacji” historii tego regionu.

Narracja obecna w tym filmie powstała w ścisłej współpracy z aktywistami ruchów antykolonialnych, należących do wspólnot znajdujących się na terenach okupowanych przez Federację Rosyjską na Syberii i na dalekiej północy Federacji Rosyjskiej. Nie mogę wymienić ani ich nazwisk, ani nazw wspólnot, do których należą, bo nawet w przypadku osób żyjących poza granicami Federacji Rosyjskiej mogłoby to być niebezpieczne dla nich lub dla ich bliskich.

Słuchaj podcastu:

Te konsultacje czasem nie były łatwe, bo jako Ukrainiec byłem dla nich białym człowiekiem, będącym częścią grupy białych osób kolonizujących ich ziemie pod egidą rosyjskiego imperializmu. Ale te wszystkie konflikty bardzo mi pomogły.

Pracujesz na filmach naukowych z lat 80. Jaką one miały wymowę, jeśli chodzi o obraz Syberii?

Te filmy były oczywiście częścią radzieckiej machiny propagandowej, radzieckiego projektu kolonialnego, w którym Ukraina też miała uczestniczyć. Wpisywały się też w dyskurs radzieckiego ekstraktywizmu i jego opowieść o „oswajaniu” Syberii, co w praktyce oznaczało po prostu brutalną eksploatację syberyjskiej przyrody i ludności. Te filmy często przyjmowały też naturalistyczny dyskurs, skupiały się na przyrodzie, florze i faunie, natomiast prawie nigdy nie pokazywały rdzennej syberyjskiej ludności.

Ja chciałem wprowadzić do tych obrazów antykolonialną refleksję, czemu służy mi element fikcyjny, wprowadzenie dokufikcyjnej narracji, którą przedstawia narratorka, opowiadająca fikcyjną, choć odwołującą się do ówczesnych realiów historię wyprawy ukraińskiej ekipy filmowej na Syberię.

W filmie przypominasz też, że Republika Federalna Niemiec już w 1970 roku zaczyna kupować od Związku Radzieckiego gaz z Jamału. Chciałeś pokazać, że radziecki ekstraktywizm był wpięty w zachodni kapitalizm i możliwy dzięki niemu?

Jak najbardziej, w filmie pokazujemy coś, co można by uznać za prehistorię tego, co w ostatnich dekadach działo się między Federacją Rosyjską a Europą Zachodnią czy całym tak zwanym światem zachodnim. Bo Europa wpędziła się w taką energetyczną zależność od Federacji Rosyjskiej, że rosyjska wojna finansowana jest głównie z pieniędzy Niemiec i innych państw kupujących ciągle gaz od Rosji. Pieniądze, które kraje takie jak Niemcy przeznaczyły na tzw. pomoc Ukrainie po 2022 roku były mniejsze niż te, które przeznaczyły na import gazu z Rosji, bezpośrednio finansując wojnę.

My pokazujemy, jak ta historia zaczyna się w latach 70. Niemcy dostarczają wtedy ZSRR rury konieczne do zbudowania rurociągu – bo przemysł radziecki nie potrafił ich wyprodukować. Cały ten wątek pozwala trochę w innym świetle zobaczyć historię zimnej wojny.

Od 2022 roku nakręciłeś coś jeszcze poza tymi projektami?

Nie, dość sporo czasu spędzam za to w archiwum Studia Filmu Naukowego. Jego duża część ciągle czeka na digitalizację. Pracę z tych archiwum także traktuję jako działanie dekolonizacyjne, ukraińskim archiwom grozi zniszczenie, są też źródłem historii, oraz częścią ukraińskiej historii filmu, która dopiero czeka na napisanie – np. ukraińskiego eseju filmowego.

W studiu w Kijowie powstawały naprawdę eksperymentalne filmy – jak choćby adaptacja Objaśniania marzeń sennych Freuda, film z 1990 roku. Udało się nam np. zdigitalizować i odnowić esej film Odłożona premiera poświęcony twórczości Siergieja Paradżanowa i pokazać go na festiwalu w Rotterdamie. Dzięki pracy na archiwach te filmy zyskują drugie życie.

**

Oleksiy Radinsky – reżyser, pisarz i eseista z Kijowa, autor m.in. krótkich metraży Czarnobyl 22 (2023) czy Gdzie kończy się Rosja (2024) oraz Nieskończoności wg Floriana (2022) i Facade Color: Blue, filmów o artyście i architekcie Florianie Yurievie. Premiera Operacji specjalnej miała miejsce na ubiegłorocznym Berlinale, w Polsce przedpremierowo można było zobaczyć ją na festiwalu Watch Docs.

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie