Kultura, Sztuki wizualne

Jeśli mnie kochasz

Kiedy dotarłam do osób niebinarnych w krajach, gdzie są one prześladowane przez aparat państwa, projekt przestał być projektem czysto artystycznym, stał się też projektem aktywistycznym.

Poza dychotomią płci

Pierwszy raz spotkałam Lindę Bournane Engelberth w Caracas, w Wenezueli. Na ulicy. Słońce w zenicie, eksplozja światła na ścianach białego pałacu prezydenckiego, w którym zasiadał wtedy Hugo Chávez. Szła z moim znajomym dziennikarzem z Norwegii.

Ten nie tracił czasu. Powiedział, że Linda jest fotografką z jego gazety i że chciałaby przenocować u jakiejś rodziny w slumsach, żeby porobić zdjęcia. Slumsy, rdzeń elektoratu Cháveza, pokrywają wzgórza otaczające centrum Caracas. Zawsze widoczne, jak wyrzut sumienia, o którym nie da się zapomnieć. Parę telefonów i znalazłam Lindzie rodzinę na jedną noc. Zdążyłam jeszcze spytać, czy mówi po hiszpańsku. „Trochę”,  powiedziała.

Kiedy później zobaczyłam jej wielkie, analogowe, czarno-białe zdjęcia, nie mogłam uwierzyć, że zrobiła je w jedną noc, że nie była przyjaciółką portretowanej rodziny, że nie potrzebowała werbalnej precyzji, by się do nich zbliżyć. Tyle tam było intymności, tyle tabu i tajemnic – empatycznie i dyskretnie odsłoniętych. Dziadek chowający wypolerowany pistolet pod poduszkę. Niepełnosprawny chłopiec tańczący reggaeton w pieluszce i z papierem toaletowym jako szarfą. Ożywiona dyskusja w kuchni, dłonie matki wirujące w gestach i jej szeroko otwarte usta, w których brakuje paru zębów. Nadal słyszę w głowie ścieżkę dźwiękową tych zdjęć.

Goken, 23, z Szanghaju w Chinach, mieszka w Tokio. Identyfikuje się jako osoba niebinarna, queer, używa zaimka on: Człowiek jest po prostu tym, kim jest. Nawet jeśli urodzi się genetycznie mężczyzną lub kobietą, nie oznacza to, że musi zachowywać się w określony sposób. Nie mam potrzeby separacji między płciami. Nie podobają mi się te wszystkie etykietki. […] Przedtem identyfikowałem się jako trans, miałem zamiar poddać się operacji, ale bałem się. Znam osoby transpłciowe, które poddały się operacji korekty płci, ale nie odnalazły się potem i popełniły samobójstwo. Inni ludzie z kolei nie mogą poddać się operacji, i też popełniają z tego powodu samobójstwo. Mam nadzieję, że koncepcja niebinarności stanie się bardziej znana, aby więcej ludzi mogło zostać uratowanych, tak jak stało się w moim przypadku. Kiedy zdałem sobie sprawę, że mogę być obu płci, że nie muszę wybierać, poczułem się wolny. Fot. Linda Bournane

W poszukiwaniu tożsamości

Podczas Miesiąca Dumy w Oslo Linda pokazuje swój projekt fotograficzny Poza dychotomią w oknach kilku galerii na głównej ulicy Grenlandii, imigranckiej dzielnicy w centrum. To portrety ludzi, którzy nie definiują się ani jako mężczyzna, ani jako kobieta, ludzi, którzy widzą się i czują poza tymi dwoma kategoriami. Często sami o sobie mówią, że są niebinarni.

Zdjęcia Lindy są częścią wystawy zbiorowej zatytułowanej Jeśli mnie kochasz. To tytuł zainspirowany cytatem z Jamesa Baldwina, afroamerykańskiego pisarza i eseisty, geja, który dokonał poetyckiej wiwisekcji rasizmu i homofobii.

„Rola artysty jest dokładnie taka sama jak rola ukochanego. Jeśli cię kocham, muszę uzmysłowić ci to, czego nie widzisz” – pisał Baldwin.

Jednym z organizatorów wystawy jest organizacja Salam, stowarzyszenie gejów i lesbijek z rodzin muzułmańskich. Wejście do galerii dekorują tęczowe flagi, które w tegorocznej edycji mają również brązowy i czarny pasek, symbol solidarności z ruchem Black Lives Matter.

Tewin, 18, Johannesburg, RPA. Identyfikuje się jako osoba niebinarna, poza kategoriami płci: W okresie dorastania wszyscy uważali mnie za chłopca, to było bardzo niekomfortowe, ograniczające […] Kiedy odkryłem/am wspólnotę queer, poczułem/am się jak w domu. […] Jako czarnoskóra osoba queer w RPA czuję się generalnie bezpieczny/a. Kraj powoli się otwiera, zaczyna się progresywna fala, z większą widocznością queer w mediach. […] Ale wielokrotnie byłem/am nękany/a i nadal będę, tak długo, jak długo będę korzystać z komunikacji miejskiej. Moja wiadomość do innych: bądź tym, kim jesteś. Bądź otwarta/y, żeby ludzi mogli się uczyć. Tylko w ten sposób możemy się razem edukować i rosnąć. Niech siła będzie z wami. Fot. Linda Bournane
Tęczowa flaga powiewa również z wieży kościoła protestanckiego po drugiej stronie ulicy. Kościół bierze udział w wystawie, w środku też ponoć wiszą prace. Mocuję się z drzwiami, zamknięte.

– Klucze ma Hanan! – woła jedna z wystawiających artystek.

Chodzi o Hanan Benammar, kuratorkę wystawy, artystkę i członkinię zarządu Salam. Rzeczywiście, na szyi ma pęk kluczy.

– Do głównych drzwi wejściowych i zakrystii – tłumaczy i tajemniczo się uśmiecha.

– Wystawa kręci się wokół tematów tożsamości, płci i wspólnoty. Co czyni nas ludźmi? Co nas definiuje? Jeśli mnie kochasz kładzie nacisk na złożoność i wielość naszych tożsamości, naszego człowieczeństwa i naszej podatności na zranienie – mówi o wystawie Hanan.

Realia prześcignęły fikcję – między teatrem zaangażowanym a skandynawskim kryminałem

Poza dychotomią to niepierwszy projekt fotograficzny, w którym Linda zgłębia temat tożsamości. W innym, Wiatr, piasek i gwiazdy, Linda fotografuje Algierię, kraj, z którego pochodzi jej ojciec, i oswaja obcość połowy swoich genów. W jeszcze innym, Persona, robi portrety kolaże ze zdjęć swojej zmarłej matki i własnej twarzy.

Płeć jako kontinuum, pole, plac zabaw

Na otwarciu wystawy pijemy bąbelki z papierowych kubków. Właśnie zniesiono obowiązek używania maseczek w Oslo, co zdecydowanie pomaga we wchłanianiu płynów w miejscach publicznych.

Nayland, 58, Nowy Jork, USA. Identyfikuje się jako osoba płci płynnej, niebinarna (napis na koszulce: Role płciowe są obrzydliwe): Wyrażam moją płeć, czerpiąc z elementów zarówno męskich, jak i kobiecych. Przez całe życie odczuwałem płeć bardziej jako wyraz, ekspresję niż coś wrodzonego. Czułem też, że nie spełniam oczekiwań wobec mojej męskości. Tak więc na początku lat 90., kiedy zaczęło się więcej dyskusji teoretycznych o wyrażaniu swojej tożsamości, dostałem wreszcie teoretyczne narzędzia, język […]. Przez całe życie staram się dać ludziom do zrozumienia, że nie mogą poznać całej prawdy o mnie tylko na podstawie mojego wyglądu. Mam nadzieję, że udało mi się dzięki temu tchnąć w innych odwagę, by nie bali się wyrażać siebie i swoich uczuć. Fot. Linda Bournane
Ludzie idący ulicą przystają i przyglądają się portretom niebinarnych w oknach galerii. Niektórzy wchodzą do środka. Czytają wywiady z osobami ze zdjęć.

– Jak wpadłaś na ten temat? Jak to się zaczęło? – pytam Lindę.

– Pracowałam nad projektem fotograficznym o męskości, kiedy zainteresowały mnie osoby, które definiują się poza modelem dwupłciowym albo nie nazywają swojej tożsamości płciowej. To stawia pytanie o tożsamość w ogóle. Poznawałam coraz więcej fantastycznych osób niebinarnych. Dopiero w kontakcie z nimi dotarło do mnie, jak ważny może być ten rodzący się projekt. Zrozumiałam, że mogę użyć swojego przywileju podróżowania jako fotografka w ramach innych projektów, by przy okazji pokazać coś, co dla wielu jest niewidoczne i niezrozumiałe. Kiedy dotarłam do osób niebinarnych w krajach, gdzie są one prześladowane przez aparat państwa, projekt przestał być projektem czysto artystycznym, stał się też projektem aktywistycznym.

Edea, 28 lat, Hamar, Norwegia: Nie umiem zdefiniować się w kategoriach płci i nie czuję takiej potrzeby. Jest tyle o wiele bardziej ekscytujących i interesujących cech w ludziach niż ich płeć czy orientacja seksualna. Moja orientacja seksualna oznacza, że ​​pociąga mnie pewna grupa ludzi i to wszystko; nie mówi nic o tym, kim jestem. To, kim jestem, dotyczy mojej osobowości, mojego systemu wartości. Nie jest dla mnie ważne, jaką płeć mi przypisujesz. […] Kiedy ludzie nazywają mnie „on”, „ona” lub „oni”, po prostu czuję, że odnoszą się do moich różnych cech, i to jest pozytywne. Czuję, że mogę być tym, kim jestem. Nie potrzebuję żadnego potwierdzenia. Fot. Linda Bournane
– Nie bali się z tobą rozmawiać?

– Zdobyłam sobie zaufanie osoby niebinarnej w Nowym Jorku, ta poleciła mnie znajomej osobie niebinarnej w Kenii, a ta z kolei znajomym w Tanzanii. I tak już poszło. Dostawałam kontakt do kogoś w każdym z krajów, które odwiedzałam w ostatnich latach. Przy okazji odkryłam wspólnotę między tymi środowiskami w wielu krajach. Tylko w Algierii mi się nie udało, nikt nie chciał być na zdjęciach, to było dla nich zbyt niebezpieczne. Mimo że wszyscy uczestnicy projektu mogą wybrać pseudonim i zdecydować, czy zdjęcia mogą być pokazywane w mediach społecznościowych, czy tylko w galeriach. Proponuję też opcję zdjęć bardziej anonimowych, gdzie nie da się rozpoznać twarzy. Ale aktywiści zwykle chcą pokazać twarz i chcą się wypowiedzieć.

– Co zrobiło na tobie największe wrażenie podczas pracy nad tym projektem?

– Spotkanie w Kenii z osobą niebinarną, która walczy o swoją widoczność, swoje miejsce w debacie publicznej, ryzykując zdrowie i życie. Opowiedziała mi o często zdarzających się tam tak zwanych „gwałtach korekcyjnych”, które mają sprowadzić osoby niebinarne i LGBT+ w ogóle „na właściwą drogę”, „pokazać im”, jakiej są płci i orientacji. I że gwałtów takich dopuszcza się również policja. Zrozumiałam, że aktywizm tej osoby jest heroiczny.

Albi, 20 lat, Dar es salaam, Tanzania. Identyfikuje się poza kategoriami płci, używa zaimka on: Czuję się jednocześnie mężczyzną i kobietą. Zacząłem się tak czuć trzy lata temu, ale w Tanzanii trzeba się ukrywać, nie wolno pokazywać, kim się jest. Chciałbym mieć wolność, prawa. Fot. Linda Bournane

– Co jest dla ciebie najważniejsze w tym projekcie?

Że to osoby, które fotografuję, są bohaterami. To są ich historie, ich głosy. Dlatego zawsze zdjęciom towarzyszą fragmenty wywiadów z nimi. Osoby, z którymi rozmawiałam na wsi w Indonezji, nie używały tego samego aparatu pojęciowego, co aktywiści z dużych miast Europy Zachodniej czy USA, ale esencja było ta sama: że nie czują się ani kobietami, ani mężczyznami, że są gdzieś pomiędzy albo poza tymi kategoriami. Mam nadzieję, że w przyszłości możemy lepiej zrozumieć, jak to jest być poza dwoma kwadracikami kwestionariusza. Otworzyć się na płeć jako kontinuum, jako pole.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Ewa Sapieżyńska
Ewa Sapieżyńska
Iberystka i socjolożka
W latach 2006-2008 doradczyni kancelarii prezydenta i MSZ Wenezueli. Tytuł doktora nauk społecznych zdobyła na Universidad de Chile. Wykładała w Chile i w Polsce. Autorka szeregu publikacji naukowych o wolności słowa, a także z zakresu gender studies. W latach 2015-2018 doradczyni OBWE ds. praw człowieka i gender. Obecnie mieszka w Oslo i zajmuje prawami kobiet w Gwatemali.
Zamknij