Adam Wiśniewski-Snerg, Robot, Art Rage 2026

Była noc. Była jedna z szeregu tych zwyczajnych nocy, gdy budziłem się między pancernymi ścianami, uwięziony od wielu miesięcy w komorze bez wyjścia rozświetlonej blaskiem ekranów i w ciszy przerywanej piskami głośników, gdy drętwiałem na myśl o nieznanym losie pod niskim marmurowym stropem, w którym nawet we śnie śledziły mnie nieczułe mechaniczne oczy, i kiedy – wciąż jednakowo zdumiony prawami zamkniętego świata – pytałem maszyny, co to wszystko znaczy, i zaraz traciłem świadomość w kolejnym ciężkim śnie.
Jesteśmy na etapie wykończeniowym produktu BER-66. Niedługo stanie na taśmie z wieloma podobnymi robotami, żeby przejść proces poszukiwania usterek. Jest zbudowany jak człowiek i wygląda jak człowiek. Został wyposażony w wiedzę oraz wszelkie ludzkie emocje, w tym lęk i ciekawość, ciekawość jest jednak silniejsza od lęku. Będzie miał też złudzenie, że ma wolną wolę i stając przed rozmaitymi wyborami, podejmuje własne decyzje, ostatecznie jednak to ktoś (coś?) będzie tymi wyborami sterował.
Ma też zakodowaną wiedzę o tym, że został stworzony przez Mechanizm, o którym nie ma żadnej wiedzy. To Mechanizm będzie nim kierował, ale kto go stworzył i panuje nad nim, nawet sam Mechanizm tego nie wie. Robot zaś jest narzędziem do zbierania informacji, które jednak ma wielopoziomową świadomość: myśli o tym, co ma zrobić, o tym, że jest robotem, który myśli, co ma zrobić, o tym, jakie znaczenie ma to, że jest robotem, myślącym o tym, co robi… Czy może się zbuntować? Pragnie tego, ale czy jest to osiągalne?
Przeważnie zadowalamy się poczuciem, że mamy wolną wolę, na takim założeniu oparte jest też życie społeczne – możliwości oceniania zachowań innych ludzi, którzy są za nie odpowiedzialni. A co, jeśli o naszym życiu decyduje fatum i będziemy skazani na los Edypa? Albo biologia – jesteśmy tylko opakowaniami (bardzo nadmiarowymi) na samolubne geny? Czy eksperyment Libeta nie jest niepokojący? Pokazuje on, że zanim podejmiemy świadomą, wolną decyzję, jakieś pół sekundy wcześniej nastąpiła już nieświadoma zmiana w mózgu prowadząca do tej decyzji.
Co (kto) ją uruchomił? Mechanizm? Tu podrzucę hipotezę: kiedy Mechanizm się zacina, dochodzi do zjawiska znanego nam jako prokrastynacja i wtedy żadne świadome decyzje nie działają.
Zawsze znajdą się ludzie, których ten problem będzie dręczył, albo gotowi są dać się wciągnąć w jego rozważnie. Jeśli nie są naukowcami albo profesjonalnymi filozofami, najlepszym dla nich medium jest literatura SF – ta filozofująca. I właśnie taką w Robocie znajdą, a problem wolnej woli jest tylko jednym z poruszanych. Co decyduje o byciu człowiekiem, jaka gra toczy się między determinizmem a autonomią?
Snerg – kometa, o której zapominamy
Adam Wiśniewski, żeby uciec od banalności swego nazwiska, dodał do niego przydomek Snerg, który pochodzi od akronimu Sumy Całkowitej Energii. Był w dużej mierze samoukiem, dwukrotnie nie zdał matury – z polskiego, pracował jako elektryk i udzielał korepetycji z fizyki i matematyki. Robot był jego debiutem, ukazał się w 1973 roku. I od razu stał się wydarzeniem, a obecne wydanie jest szóstym z kolei, nie licząc dodruków.
Kolejne jego książki nie cieszyły się już takim zainteresowaniem. Porównywany jest do Lema, ale Lem jest pomnikiem na stale wmontowanym w historię literatury, a Snerg to kometa, która nadlatuje co pewien czas, a potem o niej zapominamy. W każdym razie tak było ze mną. Czytałam chyba drugie wydanie tej książki, z późniejszych lat 70. i zupełnie o nim zapomniałam. Wtedy zrobiła na mnie duże wrażenie, a dzisiaj? Jacek Dukaj pisze w posłowiu, że dla dzisiejszej postpiśmiennej kultury Robot może okazać się zbyt trudny. Może nie będzie tak źle, a może po prostu się zestarzał? Trochę tak, ale tylko trochę. Chciałabym też jeszcze raz przeczytać inną jego powieść, Według łotra.
BER-66, który staje się fizykiem Netą Perejrą – staje się, czy okupuje jego ciało? – zostaje rzucony w nieznany mu świat, do wielkiego podziemnego schronu, a panujące w nim reguły są niezrozumiałe. Wędruje po labiryntach pięter i korytarzy, próbując dowiedzieć się, co się stało w świecie zewnętrznym i co dzieje się wewnątrz. A my razem z nim i to jest naprawdę fascynujące – i co też zauważa Dukaj – niezwykle filmowe. Pluribus przy tym to nudna czytanka dla grzecznych dzieci. Zresztą rodzina Snerga, który w 1995 popełnił samobójstwo, próbowała procesować się z twórcami Matrixa, oskarżając ich o plagiat innej jego książki. Net w swoich wędrówkach przechodzi przez rtęciowe lustro, za którym odkrywa świat działający według innych zasad, choć tych samych praw co nasz, tyle że w równaniach, które go opisują, zostały zmienione wartości niektórych zmiennych. Przez moment poczułam się, jakbym czytała zbiór zadań z fizyki dla szkół średnich. Ale jakoś to przeżyłam.
Nieco gorzej wypada końcowy filozoficzny dialog, w którym zostaną rozwikłane niektóre zagadki i w którym autor rozwija kluczowy dla powieści koncept Nadistot. Ich powstanie jest logiczną koniecznością, wynikającą z ewolucji świata i wiecznego postępu, który nie zna granic (oczywiście nie jest, mamy tu do czynienia z indukcją niezupełną, która może prowadzić na manowce, np. teorii spiskowych). Ta sama logika dowodzi wyższości socjalizmu nad kapitalizmem, kiedyś, w PRL-u, można to było traktować jako ukłon w kierunku cenzury, ale jest to integralna część tego konceptu.
Jeśli ktoś nie czytał przynajmniej Robota, a może nawet nie słyszał o tym autorze, to może warto to nadrobić!
Ameryka przyszłości, jakby znajoma
Octavia E. Butler, Przypowieść o talentach, przeł. Jacek Chełminiak, WAB 2026

Zrobią z niej BOGA.
Myślę, że nawet by jej się to spodobało, gdyby mogła się o tym dowiedzieć. Wbrew wszystkim protestom i zaprzeczeniu zawsze potrzebni jej byli posłuszni i oddani zwolennicy – uczniowie – zasłuchani w nią, wierzący we wszystko, co im mówiła.
To drugi i ostatni tom powieści nieżyjącej już afroamerykańskiej pisarki. Książka z gatunku political fiction i postapo, z końca zeszłego wieku. Opowiada o przyszłości – pierwszy tom o latach 2024-2027, a drugi głównie o latach 30.
W pierwszym tomie dowiadujemy się, że Stany Zjednoczone zostają zrujnowane przez wiele czynników – zarazę, zmiany klimatyczne, wycofanie się państwa ze swoich funkcji, ogromne nierówności. Bogaci żyją w swoich enklawach, a reszta w społecznej dżungli – głodując i walcząc o dostęp do wody i żywności.
W następnych latach sytuacja niewiele się poprawia. Wraca – chociaż nielegalne – niewolnictwo. Powstaje Chrześcijański Kościół Ameryki, który prześladuje heretyków, a fundamentaliści – od których Kościół niby się odżegnuje – palą na stosach kobiety podejrzane o czary. Krzyżowcy, grupy przypominające Ku-Klux-Klan, mordują i terroryzują. Powstają obozy koncentracyjne dla drobnych przestępców, włóczęgów i innych niewygodnych, gdzie zmusza się do pracy, torturuje i gwałci. Kobietom odbierane są dzieci i przekazywane dobrym chrześcijańskim rodzinom.
Prezydentem zostaje przywódca tego Kościoła, silny człowiek, który ma zaprowadzić porządek, a zaczyna od wojny z Kanadą i Alaską, która się oderwała od Unii.
Olamina, bohaterka powieści, jest założycielką ruchu religijnego Nasiona Ziemi i udało jej się założyć małą wspólnotę, sektę, w odludnym miejscu. I jest to całkiem przyjemna sekta. Ich religia, jest całkowicie materialistyczna, ale oczywiście mają swoją świętą księgę i rytuały. Ludzi nie da się zjednoczyć inaczej niż dzięki religijnej wierze. A celem ma być zdobywanie kosmosu i rozprzestrzenianie się ludzkości na innych planetach.
Kiedy napadną na nich krzyżowcy, wydaje się, że wszystko jest stracone. Może jednak nie?









Komentarze
Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.