Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Przekaż Przekaż

To nie protest songi, to dad rock milionerów w „rewolucyjnym” opakowaniu

Nowy minialbum U2 oraz piosenka Bruce’a Springsteena nawiązują do bieżących wydarzeń politycznych, ale próbują zadowolić wszystkich po trochu i balansują na granicy autoparodii.

U2 Bruce Springsteen, polski raper Cypis
Walka

W 2020 roku, na fali Strajku Kobiet, Cypis wydał numer ***** ***. Gdyby zamiast poruszać się między rapem a disco polo grał rocka i miał za sobą czterdzieści lat kariery, stadionowe trasy i status moralnego autorytetu, jego utwór można by dziś bez większego problemu zestawić z najnowszymi dokonaniami Bruce’a Springsteena i U2. Różnica polegałaby nie na poziomie subtelności przekazu, lecz na budżecie produkcyjnym i prestiżu nazwiska.

Reporterski dad rock na granicy parodii

18 lutego ukazało się Days of Ash EP irlandzkich gwiazd dad rocka. U2 powróciło po trwającej od 2017 przerwie wydawniczej (po drodze była jeszcze płyta z nowymi aranżacjami starych utworów) z sześcioma premierowymi kompozycjami i właściwie każdą z nich można nazwać protest songiem. Zgodnie z komunikatem zespołu, minialbum to reakcja na aktualne wydarzenia na świecie.

Czytaj także Zmierzch Pop Americana. Gdzie szukać nowych sojuszników w muzyce? Łukasz Łachecki

Epka jest wyraźnie polityczna: większość utworów opowiada o konkretnych osobach i tragediach z ostatnich lat, a także o szerszych konfliktach globalnych. Otwierające American Obituary jest poświęcone Renée Good, 37-letniej kobiecie z Minneapolis, która została zamordowana w styczniu 2026 roku podczas akcji federalnej agencji ICE. Utwór operuje prostą opozycją: imię i historia kontra bezduszna instytucja. Problem w tym, że całość brzmi bardziej jak muzyczna adaptacja artykułu prasowego niż jak utwór, który próbuje wyjść poza oczywisty gest potępienia.

The Tears of Things nieco odchodzi od kronikarskiego tonu na rzecz refleksji egzystencjalno-społecznej. Niestety, ostatecznie dostajemy zestaw dość ogólnych fraz o bólu i nadziei, które mogłyby znaleźć się na dowolnym albumie zespołu z ostatnich dwudziestu lat. Co nie jest kompromitujące, ale też nie jest odkrywcze.

Song of the Future dedykowany jest Sarinie Esmailzadeh, 16-letniej Irance zabitej podczas protestów ruchu Women, Life, Freedom. Tekst bezpośrednio przywołuje jej imię, a Bono w pewnym momencie przyznaje: „I’m running my mouth off… it’s not poetry”. To prawdopodobnie najbardziej szczere zdanie na całej epce. Rzeczywiście, Bono dużo gada, ale nie ma to nic wspólnego z poezją. Muzycznie utwór jest ostrzejszy, bardziej gitarowy, mniej kontemplacyjny, ale wciąż operuje prostą, niemal reporterską narracją.

Czytaj także Rozgłośnia Harcerska i jedna z najdziwniejszych list przebojów wszech czasów Rafał Księżyk

Zamykające Yours Eternally, nagrane z Edem Sheeranem i Tarasem Topolią, odnosi się do czwartej rocznicy rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Utwór przyjmuje perspektywę żołnierza, podkreśla ludzką cenę wojny i deklaruje wierność idei wolności. Problem polega na tym, że muzycznie numer brzmi jak spóźniona o dekadę próba stadionowego uniesienia coś w duchu millenialnych hymnów w rodzaju We Are Young zespołu Fun. Zamiast mocnego, artystycznego domknięcia dostajemy patos, który balansuje na granicy autoparodii.

Dinozaury na fali polaryzacji

Jeszcze zanim Bono i koledzy zaprezentowali swoją nową epkę, Bruce Springsteen opublikował Streets of Minneapolis, utwór odnoszący się do tych samych wydarzeń, na które reaguje U2. Springsteen napisał, nagrał i udostępnił piosenkę w ciągu kilku dni od tragedii. Sama szybkość reakcji jest tu znacząca: to muzyka tworzona jak news. Całość numeru szczegółowo opisuje przebieg protestów i śmierć ofiar. W refrenie pojawia się wezwanie do pamięci o zabitych, a finał kończy się chóralnym „ICE Out!”. Co przywodzi na myśl Cypisa, tyle że podanego w estetyce amerykańskiego folk-rocka.

Springsteen jest jednym z najwyżej cenionych tekściarzy w historii muzyki popularnej. Przez dekady udowadniał, że potrafi opowiadać historie z empatią, detalem i dramaturgią, a ostatnie lata – z dobrze przyjętym, fabularnym filmem biograficznym Ocal mnie od nicości, siedmiopłytowym boksem z niepublikowanymi albumami Tracks II i sprzedażą całego katalogu do Sony Music Entertainment za pół miliarda dolarów – były dla niego znacznie bardziej udane niż dla U2, które dekadę temu wkurzyło wszystkich niechcianą premierą na urządzeniach Apple’a i straciło trochę charakterystycznego dla rockowych multimilionerów prestiżu.

Tym bardziej zaskakuje, jak płasko wypada Streets of Minneapolis. Gdyby założyć, że to debiut nieznanego artysty, trudno byłoby wróżyć mu szczególny sukces. Tekst pozbawiony charakterystycznej dla Springsteena narracyjnej głębi, kompozycja nijaka, a jednak część mediów przyjęła ten utwór jak objawienie. Być może dlatego, że w czasach polaryzacji wystarczy jasno wskazać stronę sporu, by zostać uznanym za głos sumienia.

Zarówno Days of Ash, jak i Streets of Minneapolis pokazują, jak bardzo współczesny protest song przesunął się w stronę natychmiastowej, jednoznacznej reakcji. Nie ma tu miejsca na niedopowiedzenie, na metaforę, na ryzyko interpretacyjne. Jest stanowisko i moralna klarowność.

Protest song to nie komunikat prasowy

Springsteen i U2 mają taką pozycję, że kiedy nagrywają utwór o ofierze działań państwowych służb, nie ryzykują już zakazu emisji w radiu czy wstrzymania trasy, co najwyżej falę komentarzy i kilka gniewnych wpisów o tym, co łączy Bono z masonami. Ale to moralne bezpieczeństwo staje się osią problemu.

Czytaj także Dlaczego młodzi wracają do punka? Przemysław Stefaniak

Protest song przez dekady był formą ryzyka. Kiedy Bob Dylan pisał Blowin’ in the Wind, nie był noblistą i jednym z najważniejszych wykonawców na świecie z globalnym zapleczem PR-owym. Kiedy Crosby, Stills, Nash & Young nagrali „Ohio” po masakrze na Kent State, działali w momencie realnego społecznego pęknięcia, gdy wojna w Wietnamie dzieliła Amerykę, a młodzi ludzie ginęli zarówno na froncie, jak i na kampusach. Kiedy Public Enemy krzyczeli „Fight the Power”, byli traktowani przez establishment jako zagrożenie, a nie jako element kulturowego krajobrazu do zaproszenia na galę rozdania nagród.

„How many roads must a man walk down?” – pytał Dylan, zostawiając słuchacza w przestrzeni niepewności. Nawet Sunday Bloody Sunday było bardziej pytaniem niż deklaracją: „How long, how long must we sing this song?”. To był lament, zmęczenie przemocą, a nie jednoznaczne wskazanie winnych w rytmie bieżącego newsa.

W tym sensie protest song przestał być zagrożeniem dla porządku, a stał się jego estetycznym uzupełnieniem. System pozwala na krytykę, o ile nie podważa ona jego fundamentów. Można potępiać nadużycia, decyzje i konkretne instytucje, trudniej zakwestionować logikę, która produkuje nierówności i przemoc jako element własnego działania.

Są oczywiście wyjątki. Współczesny hip-hop czy alternatywny pop potrafią wciąż tworzyć utwory, które wykraczają poza doraźny komentarz. Bad Bunny po Super Bowl został wrogiem publicznym numer 1, mimo że bardzo oszczędnie sięga po dosłowne odniesienia do bieżących wydarzeń. Alright Kendricka Lamara stał się hymnem protestów BLM, bo łączył osobistą narrację z systemową diagnozą. Childish Gambino w This Is America pokazał, że protest może być wielowarstwową metaforą, nie tylko deklaracją.

Czytaj także Kneecap, czyli nacjonalizm w rytmie hip-hopu Patryk Kulpok

Epka U2 i singiel Springsteena wpisują się w inną logikę. Ich problemem nie jest to, że są po „złej stronie”. Przeciwnie – są po stronie, z którą wielu słuchaczy może się utożsamić. Problemem jest to, że w tej klarowności znika napięcie, a podbijający stadiony od co najmniej 50 lat milionerzy nieudolnie próbują wskrzesić rewolucyjny zapał z dawnych lat.  

Wierzymy, że piosenka może zmienić świat, choć ten doskonale nauczył się wchłaniać sprzeciw. Być może prawdziwym wyzwaniem dla współczesnych artystów nie jest głośne potępienie oczywistej niesprawiedliwości, lecz znalezienie takiej formy, która nie da się tak łatwo zamienić w element strategii wizerunkowej. Protest, który coś kosztuje i nie jest kompatybilny z algorytmem; który nie brzmi jak komunikat prasowy, lecz jak realny sprzeciw.

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie