James Wood, Jak działa literatura, przeł. Katarzyna Góral, Magda Heydel, Marta Kurek, Natalia Roguz, Tetiana Sidletska, Wiktoria Wrzesień, Emilia Zoła, Wyd. Ossolineum 2026

W 1857 roku John Ruskin napisał niewielką książeczkę zatytułowaną Elementy rysunku. Jest to podręcznik, wstęp, krótka historia; zarazem jednak także osobisty esej zdradzający wyraźnie emocjonalne podejście do tematu. Książeczka skierowana jest zarówno do zwykłych miłośników sztuki, jak i do lepiej przygotowanych artystów. Nade wszystko jednak jest to traktat o patrzeniu.
W 2008 roku James Wood napisał książeczkę zatytułowaną Jak działa literatura. Jest to podręcznik, wstęp, krótka historia; zarazem jednak także osobisty esej zdradzający wyraźnie emocjonalne podejście do tematu i preferencje oraz ograniczenia autora. Książeczka skierowana jest zarówno do zwykłych miłośników literatury, jak i do lepiej przygotowanych adeptów tej dziedziny. Nade wszystko jednak jest to traktat o czytaniu.
O czytaniu ze zrozumieniem, które wykracza poza zdolność śledzenia fabuły. Wymaga to uświadomienia sobie konwencjonalności i sztuczności powieści realistycznej. Bo realizm wydaje nam się tak naturalny, że nie dostrzegamy reguł, które nim rządzą. Budzi nasze zaufanie. Przypomnę tu koncepcją nieobecnego w książce Pierre’a Bourdieu. Wiemy, że czytamy fikcję, lecz zawieszamy na czas lektury naszą niewiarę i czytamy powieść tak, jakby to była prawda. A potem oburzamy się, że elfy w serialu nie wyglądają jak prawdziwe elfy.
(Kontro)wersje realizmów
Wood jest znanym krytykiem literackim, współpracował z „Guardianem” i „New Yorkerem”, wykłada krytykę literacką na Uniwersytecie Harvarda. Pisze bardzo przystępnie, często dowcipnie, nie nadużywając terminologii literaturoznawczej. Nie jest dogmatyczny, raczej dosyć tradycyjny i zdroworozsądkowy. Realizmem zajmuje się dopiero w ostatnim rozdziale książki, ale chyba warto zacząć od tego.
To konwencja, która narodziła się w XIX wieku i żywiła złudzenia, że słowa mają konkretne połączenia ze swoimi desygnatami, a książki obiektywnie pokazują nam życie społeczne i ludzkie charaktery. „Powieść jest jak zwierciadło, które przechadza się po gościńcu”, to słynne motto Stendhala do powieści Czerwone i czarne nie pojawia się w książce, ale trudno o nim nie pomyśleć. Wood przedstawia nam liczne krytyki tego złudzenia, łącznie z najbardziej radykalnymi – książki nic nie mówią o rzeczywistości, są jedynie manifestacją języka. A jednak czytelnicy sięgają po książki, bo dla nich są one o czymś, mają jakiś związek z życiem, prawdą, etyką. To, że coś jest sztuczne i konwencjonalne, nie znaczy, że nie odwołuje się do rzeczywistości, chociaż nie sprowadza się to do jej wiernego przedstawiania. Jak pisze Wood, literatura zawiera w sobie życie, jest życiem, mówi prawdę o życiu. A realizm to bardzo szerokie pojęcie i w literaturze może przybierać różne postacie.
Konwencjonalny realizm budzi nieufność autora, realizm komercyjny – wręcz niechęć. Wykorzystuje on techniki realistycznego pisania, ale jest schematyczny, przewidywalny, nastawiony na sukces rynkowy. Jest też jednak realizm eksperymentujący z formą, zawierający naddatek estetyczny stylu, stale badający granice gatunkowe. Realizm magiczny także jest w porządku. Realistyczna może być fantastyka, SF czy niektóre thrillery, np. Le Carrego. I horrory Stephena Kinga – dodam od siebie.
Jest też realizm histeryczny. To pojęcie wprowadzone przez Wooda, w książce pojawia się tylko w wyliczance różnych realizmów, bez wyjaśnienia, można by pomyśleć, że to literówka. To np. Pynchon. Wszystkiego w takiej powieści jest za dużo – wątków, tematów, postaci, problemów; daje to wrażenie niepohamowanej energii, a naprawdę brak w tym głębi. Jest o oczywiście dość kontrowersyjny pogląd.
Uniwersalna skrzynka
Przejdźmy teraz do skrzynki z narzędziami, które pozwalają bliżej przyjrzeć się wszystkiemu, co jest nie tylko fabułą. Fabułami autor w zasadzie się nie zajmuje. Zajmuje się narratorem i rodzajami narracji, formą, językiem, rolą szczegółów, dialogów, metafor…
Pytanie „kto to mówi?” wydaje się szczególnie istotne. Czy trzecioosobowy narrator jest wszechwiedzący, czy jednak ma jakieś ograniczenia? Co ma wspólnego z autorem? Czy pierwszoosobowy narrator jest bliższy autorowi? Jak widać, Wood nie traktuje dogmatycznie tezy, że autor nie ma nic wspólnego z narratorem. W jaki sposób wprowadzany jest punkt widzenia bohaterów – tu sporo o sposobach korzystania z mowy pozornie zależnej, kiedy trzecioosobowy narrator oddaje głos bohaterowi, nie dodając: powiedział, pomyślał. Czasem jedno słowo dodane do zdania opisowego zmienia je w mowę pozornie zależną.
Stawiałam sobie podobne pytania, czytając ostatnio omawianą przeze mnie powieść – Solenoid Cartarescu. Jej pierwszoosobowy narrator nie jest tożsamy z autorem, ale jest jakby jego nieszczęsnym alter ego. Trudno o tym nie pomyśleć, ale czy wypada? Czytamy książkę, towarzysząc spisującemu swoje doświadczenia bohaterowi, ale on wrzuca do ognia swoje zapiski, kto zatem nam o tym opowiada? Kto kończy opowieść – skoro bohater porzucił pisanie, wybierając zamiast tego rodzinę? Jak zmieniłby się jej wydźwięk, gdyby końcówkę napisała kobieta, partnerka dotychczasowego narratora? Może byłby to dobry zabieg, żeby zaznaczyć dystans do typu męskości, jaki prezentuje bohater? Wood nie zajmuje się kwestią tożsamości płciowej narratora, ale ona oczywiście ma znaczenie. Chociaż istnieją książki, w których narrator jest uniwersalny i nie można określić jego płci – tak mi się wydaje.
Sposób prowadzenia narracji jest jednym z czynników, które nadają powieści formę. Są też inne, ale pozostawię już tę skrzynkę z narzędziami, może sami będziecie chcieli skorzystać? Są dość proste, to nie jest S/Z Barthes’a. Nie ma streszczenia fabuł, ale jest mnóstwo cytatów, czasem to prawdziwe perełki, na przykładzie których autor pokazuje, jak można ich używać, ale pewno można też inaczej.
Autorzy i nieliczne autorki, których książki posłużyły Woodowi do analiz, to głównie postacie z kanonu zachodniej literatury, do którego należy też literatura rosyjska. Cervantes, Szekspir, Flaubert, Proust, Bellow, Kafka, Virginia Wolf, Dostojewski, Tołstoj, Czechow i inni, ale jak widzicie, jest to wybór bardzo tradycyjny. Europa Środkowa, nie mówiąc już o reszcie świata, to terra incognita, no cóż, jesteśmy krajem półperyferyjnym. Z nowszych autorów – książka też nie jest najnowsza – występują Knausgard i Ferrante. Pytania o płeć, rasę, tożsamość płciową, klasowość, które dziś często stawiamy, nie wydają się dla Wooda istotne. To zresztą nie jest zarzut – narzędzia, które nam daje, są dość uniwersalne i ich nie wykluczają.
Natomiast w pełni zgadzam się z autorem, że wciąż istotą literatury, przynajmniej tej, którą większość z nas chce czytać, jest – rozumiany niezwykle szeroko – realizm.










Komentarze
Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.