W Poznaniu zakolcowany jest ratusz, Urząd Miasta, Urząd Wojewódzki, Urząd Skarbowy, Bazylika Kolegiacka, a nawet Zamek Cesarski. W jego murach mieści się Centrum Kultury Zamek, w którym od 2020 roku funkcjonuje Zespół Ekologiczny. Instytucja, która organizuje m.in. spacery ornitologiczne. Kolce straszą też na parapetach Collegium Maius, budynku Wydziału Filologii Polskiej i Klasycznej UAM, gdzie o kulturze ochoczo mówi się w ujęciu posthumanistycznym czy animal studies.
Podobnie wygląda wiele polskich miast. Gołąb miejski, tak jak szczur, jest modelowym pariasem nowoczesności. A przecież przez tysiące lat służył człowiekowi – przekazując jego wiadomości (także na froncie), pozwalając bawić się w boga, kreatora ras, w końcu: karmiąc go swoim mięsem.
Wielkim problemem potomków gołębi skalnych jest ich nieprzystawalność do naszych aspiracji. Nie są majestatyczne jak orły, drapieżne jak sokoły. W gruchającej, wirującej masie rozpływa się wartość ich życia. Uchodzą za słabe, a takich nie potrzebujemy w późnym kapitalizmie.
Zasieki na metry
Listwy z kolcami „odstraszającymi” ptaki kosztują w granicach 12-25 zł za metr. Za tyle samo lub nieco więcej można kupić spirale, które pełnią tę samą funkcję, a przy tym nie stanowią zagrożenia dla gołębi, wróbli i innych miejskich ptaków. Skoro koszty są zbliżone, zaś różnice olbrzymie (w grę wchodzi też aspekt estetyczny i symboliczny), dlaczego tak niewiele instytucji czy firm stawia na bezpieczniejsze rozwiązanie?
Decyduje przede wszystkim nieświadomość. Montaż kolców jest legalny, jeśli są one widoczne dla ptaków (czyli np. nie są mocowane we wnękach) i nie utrudniają dostępu do gniazd. W 2011 roku Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska uznała kolce za bezpieczne, zalecała jednak zabezpieczane ich gumowymi nakładkami. W 2018 roku, prawdopodobnie na skutek doniesień o przypadkach ranienia ptaków (zabezpieczenia często odpadają), jako najlepszą metodę odstraszania zarekomendowała stosowanie drucianych spirali lub obrotowych kolców. W obu opiniach przeczytamy, że nie zawsze śmierć ptaków na kolcach jest winą człowieka, bo te mogły nadziać się na nie, ponieważ były osłabione, uciekały przed drapieżnikiem lub… porwał je wiatr.
Co jeszcze? Pieniądze. Firmy specjalizujące się w odstraszaniu ptaków inwestują w reklamy i pozycjonowanie w sieci. Zapytaj Google: czy gołębie przenoszą choroby? Pierwsze wyniki prowadzą do stron firm zwalczających ptaki, szczury i wiele innych zwierząt. Producenci oferują atrakcyjne ceny, a ich flagowy produkt – kolce – jest zawsze dostępny, w przeciwieństwie do spirali.
Krew na kolcach
O to, jakie zagrożenie stwarzają dla ptaków kolce, zapytałem warszawską lekarkę weterynarii i aktywistkę Aleksandrę Kornelię Maj, specjalistkę od chorób zwierząt nieudomowionych:
– Gołębie uczące się latać oraz spłoszone, dorosłe ptaki są szczególnie narażone na urazy powodowane przez kolce – zaznacza. – Bardzo często zabezpieczenia te instalowane są nieprawidłowo, z pozostawieniem przestrzeni między ścianą a kolcami, gdzie ptaki próbują zakładać gniazda. Młode, nieporadne gołębie w takich miejscach po prostu nadziewają się na kolce, zwłaszcza w trakcie pierwszych prób opuszczania gniazda.

Z jakiego rodzaju obrażeniami spotyka się w swojej praktyce? – Ptaki doznają przebicia narządów wewnętrznych lub kończyn, co prowadzi do rozległych, bolesnych ran. Szczególnie dramatyczne są sytuacje, w których kolce przebijają skrzydło. Ptak, szarpiąc się w panice, może trwale uszkodzić aparat ruchu i utracić zdolność latania do końca życia.
Obrońcy gołębi
Fundacja Chatka Gołębia powstała w 2024 roku. Krakowscy wolontariusze regularnie dokarmiają ptaki, zabezpieczają te ranne i transportują do lecznic, dają im tymczasowe lub stałe domy, edukują społeczeństwo. Zwalczają mity dotyczące chorób przenoszonych przez gołębie. W ramach „Akcji Sznurek” cyklicznie, razem z innymi chętnymi, zdejmują sznurki z nóg ptaków. Walczą o utworzenie w Krakowie ptasiego azylu. Chatka zasłynęła też z akcji „Zakaz Kolców”. Zapytałem o nią Dariusza Grochala, dziennikarza z Nowej Huty, miłośnika zwierząt i wiceprezesa Chatki Gołębia (prezeską jest Iga Spodzieja):
– To pierwsza kampania prowadzona przez Fundację Chatka Gołębia. Jej celem jest wprowadzenie całkowitego zakazu stosowania kolców jako metody odstraszania ptaków. Kolce są powszechnie używane w walce z gołębiami miejskimi, jednak w rzeczywistości stanowią śmiertelne zagrożenie dla wszystkich gatunków ptaków. Dodatkowo jest to metoda mało skuteczna, bo ptaki potrafią nanieść wystarczającą ilość patyków, by założyć gniazdo na kolcach. Istnieją proste i bezpieczne alternatywy, takie jak metalowe spirale, które skutecznie zabezpieczają przestrzeń, nie wyrządzając ptakom krzywdy.
Na facebookowym profilu akcji znajdziemy mnóstwo zdjęć nabitych na kolce ptaków. W jej ramach Chatka wysłała 446 pakietów informacyjnych do gmin i 51 do instytucji państwowych. Wiele odpowiedzi było pozytywnych, zdradzających świadomość urzędników w tym zakresie. Grochal wie jednak, że niezbędne są zmiany legislacyjne.
– O naszej kampanii osobiście informowałem posłanki zaangażowane w działalność na rzecz zwierząt: Klaudię Jachirę oraz Katarzynę Piekarską. Postulat zakazu stosowania kolców został uwzględniony w projekcie nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt. W bieżącym roku chcemy, przy pomocy systemu petycji miejskich, doprowadzić do wprowadzenia zakazu montowania kolców na budynkach będących własnością gminy Kraków oraz ustanowienia okresu przejściowego, w którym gmina będzie zobowiązana do demontażu istniejących instalacji.
W aktualnej sytuacji politycznej – wobec prezydenckich wet – Grochal wątpi jednak w zmianę ustawy.
Czy gołębie przenoszą choroby?
Nienawiść do gołębi wynika z powszechnego przekonania, że to zwierzęta nieczyste, ponieważ brudzą odchodami elewacje budynków w stanie deweloperskim, szyby i zaparkowane na chodnikach samochody. Do tego przenoszące choroby. Wystarczy umocnić się w przekonaniu, że ptaki te są zagrożeniem dla polskiej zmotoryzowanej rodziny (i zdrowia dzieci!) i voila – można je swobodnie de-animalizować.
Owszem, gołębie załatwiają się, gdzie popadnie, jak inne ptaki. Ale nie są brudne, nie z wyboru. Regularnie czyszczą się w kałużach i innych zbiornikach wodnych, a troskliwi partnerzy nawzajem pielęgnują swoje pióra dziobami. A czy stwarzają zagrożenie dla zdrowia ludzi? Pytam o to doktor Maj:
– Rozsądny kontakt z ptakami, czyli odbywający się na otwartej przestrzeni, z dokarmianiem odpowiednią karmą, unikaniem wdychania pyłu z zaschniętych odchodów, stosowaniem rękawic i maseczek podczas sprzątania oraz myciem rąk po kontakcie ze zwierzętami, na podstawie dostępnych badań uznaje się za wystarczające zabezpieczenie przed chorobami odzwierzęcymi. To zasady, które można odnieść do kontaktów z większością zwierząt. Osoby z ciężką immunosupresją, w tym pacjenci z HIV/AIDS, po przeszczepach, w trakcie chemioterapii czy leczenia immunosupresyjnego, powinny unikać kontaktu z dużymi skupiskami ptaków wszystkich gatunków, a zwłaszcza z ich odchodami.

Choroby zazwyczaj łączone z gołębiami to kryptokokoza, papuzica/chlamydioza, salmonelloza. kampylobakterioza, toksoplazmoza i grypa ptaków.
– Według dostępnych danych prewalencja chorób zoonotycznych przenoszonych przez gołębie w Europie wynosi około 16 proc. To znaczy, że 16 na 100 gołębi może być nosicielami chorób, które mogą przenieść się na człowieka. Jednocześnie badania epidemiologiczne wskazują, że zakażenia grzybicze, w tym kryptokokoza, występują przede wszystkim u osób z istotnymi zaburzeniami odporności, zwłaszcza zakażonych HIV. W badaniach Europejskiej Konfederacji Mykologii Medycznej zakażenie kryptokokozą potwierdzono głównie u pacjentów z immunosupresją. Nie istnieją udokumentowane przypadki kryptokokozy u osób zdrowych po zwykłym, codziennym kontakcie z gołębiami, takim jak karmienie czy dotyk, mimo milionów tego typu interakcji rocznie w miastach europejskich. Pojedyncze, jednoznacznie opisane przypadki dotyczą osób z ciężką immunosupresją oraz długotrwałą i intensywną ekspozycją, np. przebywania w pomieszczeniach silnie zanieczyszczonych gołębimi odchodami czy wdychania aerozolu kału podczas remontów.
Ryzyko zakażenia jest porównywalne z ekspozycją na inne naturalne źródła kryptokokozy, takie jak gleba, drzewa czy eukaliptusy, i pozostaje statystycznie pomijalne dla populacji ogólnej. – Oznacza to, że ryzyko zachorowania jest znacznie silniej związane ze stanem odporności człowieka niż z samą obecnością gołębi – mówi Maj.
Nieco statystyk. W latach 1941-2003 udokumentowano w sumie 18 zakażeń kryptokokozą od gołębi, około 100 chlamydiozą (tymczasem rocznie dochodzi do nawet 100 zakażeń od drobiu czy papug), jedno zakażenie salmonellozą. Nie udokumentowano ani jednego zakażenia grypą ptaków, kolibakteriozą czy toksoplazmozą. Większość przypadków dotyczyła osób z obniżoną odpornością organizmu.
Gołębie, tak jak wszystkie zwierzęta – łącznie z ludźmi – miewają pasożyty, w tym kleszcze (obrzeżki gołębie). Te mogą przenosić choćby boreliozę. Należy na nie uważać zwłaszcza w miejscach gniazdowania ptaków, czyli m.in. na strychach czy poddaszach. Czy tępi się koty i psy dlatego, że przynoszą do domu kleszcze? Nie. Gołębie jednak traktowane są jako istoty gorszej kategorii. Znam wiele osób, które kochają ptaki, ale nienawidzą gołębi.
Skrzydlate demony. Znienawidzone, torturowane i mordowane
W 2018 roku 27-letni krakowianin zatłukł dwa gołębie metalowym prętem. Nagranie wrzucił do sieci. Trzy lata później w tym samym mieście zatrzymano dostawcę jedzenia, który wjechał rowerem w stado gołębi, zabijając dwa ptaki. W 2014 roku policja zatrzymała 80-letnią poznaniankę, która odcinała gołębiom kończyny. A w sierpniu ubiegłego roku ujęto 47-letniego mieszkańca Wałbrzycha, który zabijał ptaki, strzelając do nich z procy. Gołębie są zatruwane, kopane, zabijane na wiele innych okrutnych sposobów. Gniazda z żywymi pisklętami lądują w kontenerach na bioodpady albo w zmieszanych.
A przecież każda forma przemocy wobec zwierząt jest przestępstwem. Za zabicie zwierzęcia, a do tej kategorii w świetle nauki i prawa zaliczają się gołębie, grozi do trzech, a w przypadku zabójstwa z okrucieństwem do pięciu lat więzienia. Niedozwolone jest też likwidowanie czy przenoszenie gniazd z młodymi. Zgodnie z prawem od 16 października do końca lutego możliwe jest usuwanie pustych gniazd z obiektów budowlanych z ważnych powodów sanitarnych.
Tymczasem na portalach horyzontalnych przeczytamy mnóstwo tekstów najeżonych reklamami środków odstraszających. To m.in. siatki, środki aromatyczne czy atrapy ptaków drapieżnych. Na szczęście kolce coraz częściej przedstawiane są jako przestarzałe, niebezpieczne rozwiązanie, ale nie jest to regułą. Np. na Zielonym (!) Onecie możemy przeczytać, że kolce „nie ranią ptaków, ale skutecznie uniemożliwiają im lądowanie”, a na Onet Kobieta znajdziemy porady związane z montażem: „musisz nimi pokryć dokładnie cały parapet lub gzyms. Zbyt duże przerwy pomiędzy rzędami kolców, czy zbyt małe zagęszczenie drucików, powoduje, że gołębie z niezwykłą finezją przesiadują pomiędzy nimi”.
Czy można stworzyć miasta przyjazne gołębiom?
Polskę zakolcowano na wielką skalę pod koniec lat zerowych w ramach modernizacji. Skoro zarządcy budynków wściekle „kolcują” w obawie przed gołębiami, to czy w nowoczesnym budownictwie myśli się o rozwiązaniach sprawiających, że budynki przestaną być atrakcyjne dla ptaków?
Zapytałem o to poznańskiego architekta Roderyka Milika. – Projektując głębokość osadzenia okien, parapetów czy gzymsy można przewidzieć wymiar tych elementów, który spowoduje, że ptaki nie będą na nich siadać. Zaprojektowaliśmy taki biurowiec przy ulicy Za Bramką w Poznaniu. Płytkie gzymsy sprawiają, że ptaki na nich nie siadają. Z kolei zielone dachy i zieleń na tarasach zapewniają ptakom naturalne podłoże. Obok jest placyk, a na nim specjalne latarnie mieszczące budki lęgowe dla mniejszych ptaków. To działa!

Doktor Maj zaznacza, że do poprawy warunków życia gołębi, a także naszych wzajemnych relacji, niezbędne są kompleksowe działania oddolne i odgórne, wspierane przez samorządy.
– Warto jasno powiedzieć, że to my, ludzie, w dużej mierze tworzymy gołębiom fatalne warunki życia. Obniżamy ich naturalną odporność poprzez nieprawidłowe dokarmianie i doprowadzamy do nienaturalnie dużych zagęszczeń, sprzyjających szerzeniu się chorób, również tych groźnych tylko dla ptaków. Przeciętna długość życia gołębia miejskiego wynosi około półtora roku, podczas gdy potencjał biologiczny gatunku sięga ponad 30 lat.
Lekarka tłumaczy, że karmienie gołębi resztkami i pieczywem prowadzi do poważnych zaburzeń metabolicznych, w tym uszkodzeń nerek. Zamiast tego należy stosować dobrej jakości mieszanki ziaren. – Kolejnym aspektem jest ograniczanie nadmiernych skupisk ptaków. Gołębie szybko się uczą, zwłaszcza gdy motywacją jest dostęp do pożywienia. Możliwe byłoby wprowadzenie systemowych rozwiązań analogicznych do funkcjonujących już programów opieki nad kotami wolnożyjącymi, obejmujących dokarmianie i leczenie pod nadzorem miasta. Trzecim elementem są miejskie gołębniki. Zapewnienie ptakom bezpiecznego, ciepłego miejsca sprawia, że przestają nocować na balkonach, dworcach czy parapetach. Mniejsze zagęszczenie oznacza lepszą higienę, wyższą odporność ptaków oraz realną kontrolę nad gniazdami i liczebnością populacji.

Nawet gdyby powstały miejskie gołębniki, fundacje jak Chatka Gołębia czy Gruszętnik miałyby ręce pełne roboty. – Moim marzeniem jest wypromowanie mody na adopcję gołębi – mówi Dariusz Grochal. – Obecnie wiele osób kupuje egzotyczne ptaki z hodowli, podczas gdy możemy przygarnąć gołębia, który po leczeniu nie jest w stanie wrócić na wolność. Ptaki te bardzo dobrze odnajdują się w warunkach domowych: są ciekawskie, towarzyskie i niezwykle kontaktowe. Większość to prawdziwe pieszczochy, które lubią bliskość człowieka. Dlatego zamiast kupować zdrowe ptaki z drugiego końca świata, dajmy drugie życie naszemu swojskiemu grusiowi.
Walka z gołębiami trwa, ale coraz więcej osób bierze te ptaki w obronę. Jeśli nawet w miejscach tak przesyconych lewicową troską o inne istoty, jak uniwersytety czy centra kultury, możemy dostrzec kolce, to znaczy, że czeka nas jeszcze mnóstwo pracy.
**
Jacek Adamiec – dziennikarz kulturalny, copywriter. Ukończył filologię polską na UAM. Pisze o książkach m.in. dla Kultury Liberalnej i Booklips.pl, a także o kulturze w Poznaniu na łamach portalu kultura.poznan.pl. Stara się pomagać miejskim gołębiom.





























Komentarze
Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.