Kraj

Wszołek: Apostoł biznesu

To chyba najładniejsza wizja księdza Stryczka: kraj samych prezesów.

Jest taki ksiądz: duszpasterz ludzi biznesu z Krakowa, który lubi pieniądze. Antyklerykałowie zaprotestowaliby, że piszę o oczywistościach: który ksiądz nie jest chciwy i nie dąży do powiększania majątku? Ten jednak dorabia do tego ideologię na tyle zaraźliwą, że wciąż gości na łamach najpoczytniejszych dzienników.

Jacek Stryczek radzi sobie coraz lepiej, wciąż prowadzi swoje stowarzyszenie Wiosna i akcję Szlachetna Paczka, wciąż pomaga tylko tym, których uzna za godnych swojej pomocy, i wciąż udziela wywiadów. Ale, co najistotniejsze, przede wszystkim dalej wypełnia swoją rolę ideologa doskonale wpisującego się w sprofilowany przez dominującą narrację polskiej transformacji mit kariery i rozwoju „od zera do milionera”. Tymczasem dziś już nawet różni liberalni publicyści czy politycy – może poza Wojciechem Maziarskim i Ryszardem Petru – zrozumieli, że jeśli chcą trwać przy swojej niezachwianej wierze w niczym nieskrępowany wolny rynek, nie dostrzegać pogłębiających się nierówności, to muszą przynajmniej zniuansować styl wypowiedzi i język, jakim się posługują. Stryczkowi taka refleksja jest obca. Ksiądz Wiosna dalej nie waha się walnąć w wywiadzie dla ogólnopolskiego dziennika cytatów ze swoich kazań: „że każdy z was, jak tutaj stoi, powinien zostać albo milionerem, albo prezydentem, albo profesorem”. Albo to kompletna bezrefleksyjność i błazenada, albo świadoma prowokacja. Tak czy inaczej – obsesyjne zainteresowanie pieniądzem.

Wczytując się w manifest Stryczka, jak można określić obszerną rozmowę przeprowadzoną przez Tomasza Kwaśniewskiego, poznajemy krakowskiego księdza jeszcze bliżej niż do tej pory. Dostrzegamy człowieka, który ponad wszystko wierzy w jednostkę i ją obarcza wyłączną odpowiedzialnością za własne położenie. Sam określa siebie jako „sprawczego”, kogoś, kto „umie zarabiać”, i widocznie postrzega siebie jako wzorzec działania dla całej reszty.

Niestety nie dorastamy do wzorcowego duszpasterza: jesteśmy jako społeczeństwo obarczeni „katomarksizmem”, niemal z mlekiem matki wysysamy podejrzliwość wobec każdego, kto ma nieco więcej pieniędzy, słowem – trawi nas zawiść.

Stryczek dostrzegł na przykład, że niektóre z rodzin otrzymujących pomoc charytatywną – o zgrozo! – uwzględniają ją w swoim domowym budżecie. To pokazało mu, że pieniądze mogą spełniać rolę swoistego testera: sprawdź, czy umiesz zarabiać, i odpowiedz sobie, czy jesteś skuteczny. W końcu skuteczne obracanie pieniędzmi to przesłanie Ewangelii – Stryczek brawurowo interpretuje przypowieść o gospodarzu, który dał swoim sługom po sporym kawale złota (pięć, dwa i jeden talent), a następnie wyjechał. Gdy powrócił, okazało się, że pierwszy ze sług pomnożył swoją część dwukrotnie i ten został wyróżniony – oczywiście jako „sprawczy i nieulegający pokusie”. Problem w tym, że gdy ksiądz Stryczek czyta w kościele ten fragment Ewangelii, i tak nikt go w tej katomarskistowskiej, roszczeniowej Polsce nie rozumie, bo sądzi, „że chodzi o talenty typu gra na skrzypcach albo pisanie wierszy”. A to wszystko przez tłumaczenie Jakuba Wujka.

Niestety, to generalny wniosek: Polacy z pieniędzmi sobie nie radzą. Chcielibyśmy je mieć, ale nie mamy pojęcia, jak to zrobić, bo wiedza na ten temat (tak łatwo przecież dostępna w książkach Jacka Stryczka!) nie jest rozpowszechniona.

Nie wiemy, jak funkcjonują pożyczki, nie wiemy, że powinniśmy je zwracać, nie rozumiemy, że powinniśmy być elastyczni zawodowo, nie przywiązywać się do jednego miejsca zatrudnienia, a nawet nie wiemy, że nie powinniśmy strajkować (choć przecież i tak od dawna tego nie robimy). Powinniśmy za to zrozumieć, że naszych śmieciowych umów nie zawdzięczamy świętym Mikołajom, tylko przedsiębiorcom, że gdy nie odpowiada nam umowa, to przecież zawsze możemy odejść, a w ogóle to zżera nas marksizm. Najlepiej zaś byłoby, gdyby każdy, kto jest cokolwiek wart, został prezesem (to chyba najładniejsza wizja Stryczka: kraj samych prezesów).

Kogo zżera marksizm, tego zżera. Wszak to ksiądz Stryczek, choć, jak sam przyznaje, nie zarabia jako szef Szlachetnej Paczki, najprawdopodobniej ma ubezpieczenie emerytalne i zdrowotne opłacane z budżetu państwa, z Funduszu Kościelnego.

Mieszka na plebanii, gdzie ma zapewnione żywienie, co według niego odbywa się na zasadach barterowych, w końcu pracuje w parafii. Przyznaje jednak, że na początku pracy kapłańskiej finansowo pomagała mu matka. Wszystko spoko, porzućmy naszą polską zawiść: nie zazdrościmy mu, przecież to dobrze, że ktoś żyje na przyzwoitym poziomie. Przecież słuchacze jego kazań dla ludzi biznesu żyją jeszcze lepiej, a do tego napędzają całą gospodarkę narodową, zatrudniając nas i naszych znajomych.

W swoim całym happenerstwie Stryczek zasugerował kiedyś, że będzie startował w wyborach na przewodniczącego Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Nic z tego nie wyszło. Nawet Sojusz, przy wszystkich swoich zasługach dla obniżki podatków w Polsce, był widać jednak dla Stryczka zbyt katomarksistowski.

Teraz jednak, gdy na scenie politycznej powoli kształtuje się nowa formacja pod patronatem Leszka Balcerowicza – NowoczesnaPL – Stryczek może wreszcie spróbować swych sił w polityce.

Ksiądz Wiosna mieszka na plebanii krakowskiej parafii Świętego Józefa, patrona robotników – tej samej, gdzie głosi swoje biznesowe kazania. To 50 metrów ode mnie, stąd wiem, że droga na dworzec tramwajem zajmuje zaledwie 10 minut – ale Jacek Stryczek raczej weźmie taksówkę, a potem Pendolino zawiezie go niemal na warszawski Torwar. Tam w niedzielę spotyka się NowoczesnaPL. Liczę na wspólne zdjęcie w objęciach Balcerowicza. Na złotym cielcu.

**Dziennik Opinii nr 149/2015 (933)

Bio

Michał Wszołek

| Aktywista, polityk
Współprzewodniczący krakowskiego koła partii Zielonych, aktywista inicjatywy Kraków Przeciw Igrzyskom.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.

Komentarze archiwalne

  1. Zgadzam się z Pana artykułem w calej rozciaglosci. Nie rozumiem jak osoba duchowna może wygadywać i wypisywać w swojej książce takie brednie na temat biedy, usprawiedliwiając tym samym niepohamowana żądze pieniądza w niektórych osobach a zamiast nakłaniać bogatych do pomocy biednym pisze farmazony ze swoją pomocą i dzieleniem się z nimi jeszcze ich deprawują. Duchowny wypowiadający się publicznie w ten sposób tylko przynosi szkodę kościołowi i państwu.