Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Zaloguj się Zaloguj się

Infrastruktura podejrzenia: państwo boi się dzieci

Migracja dzieci jest zawsze skutkiem przymusu: wojny, ubóstwa, przemocy, zależności od dorosłych. A państwo polskie zamyka te dzieci w izolacji, w ośrodkach strzeżonych przez uzbrojonych funkcjonariuszy.

Walka

Od 1 stycznia 2026 roku w Polsce w pełni legalne staje się umieszczanie małoletnich (powyżej 15 roku życia) cudzoziemców bez opieki w strzeżonych ośrodkach – w warunkach faktycznej detencji, za kratami, pod kontrolą uzbrojonych funkcjonariuszy. Ta zmiana nie jest jedynie korektą techniczną w prawie migracyjnym. Jest kolejnym etapem budowy infrastruktury państwowej przemocy. Tym razem obiektem tej transformacji stają się dzieci.

Nie radząc sobie z kryzysem granicznym, państwo polskie sięga po narzędzia, które pod hasłami bezpieczeństwa i ochrony wartości wspólnotowych stopniowo oswajają społeczeństwo z przemocą instytucjonalną. Zmiany prawne wprowadzane są przy ograniczonej debacie publicznej, poza realną kontrolą społeczną. To nie dziwi, bo konsultacje społeczne w tej kwestii budziłyby wiele sprzeciwu. Najprościej więc było je po prostu pominąć. 

Czytaj także Prawo do azylu: granica Europy granicą człowieczeństwa? Dimitris Angelidis

Proces ten przykrywa budowana równolegle z nim narracja symboliczna o „humanitarnej granicy”: kampanie wizerunkowe, estetyzacja służb mundurowych, obrazy dzieci w materiałach promocyjnych mają oswoić społeczeństwo z rosnącą militaryzacją przestrzeni granicznej. Celem tych zabiegów jest wyparcie przemocy z pola widzialności i przeniesienie jej do niedostępnych, zamkniętych instytucji.

Wbrew obrazkom z rządowych kampanii propagandowych strzeżone ośrodki dla cudzoziemców nie są przestrzeniami opieki, lecz instytucjami kontroli. Ich fizyczna i proceduralna architektura produkuje podporządkowanie, izolację i bezradność. W tym sensie detencja dziecka jest nie tylko decyzją administracyjną, lecz aktem przemocy zakodowanym w przestrzeni i organizacji instytucji. Przeniesienie dzieci do takich miejsc oznacza symboliczne i praktyczne przesunięcie ich statusu: z podmiotów wymagających ochrony do obiektów zarządzania ryzykiem.

Wszystko to trudno nazwać inaczej niż przemocą. Przy czym nie chodzi tu tylko o przemoc jako akt fizyczny czy kolejną zmianę legislacyjną. To coś bardziej materialnego i trwałego. Ta przemoc jest projektowana poprzez prawo, procedury, budynki, technologie nadzoru, język bezpieczeństwa oraz logistykę instytucji.

Wszystkie te elementy razem tworzą materialną architekturę władzy, która umożliwia zadawanie cierpienia w sposób niepodlegający refleksji, rozproszony i społecznie niewidzialny. Detencja dzieci nie jest więc „błędem systemu”, lecz jego konsekwentnym produktem. Zamiast spełnić postulaty organizacji prawnoczłowieczych polski rząd woli iść na skróty i wzorem administracji Trumpa traktować dzieci jak najcięższych przestępców.

Migracja coraz częściej ujmowana jest w języku prawa karnego i bezpieczeństwa, a nie w języku ochrony praw człowieka. Zjawisko to prowadzi do systemowego przesuwania osób migrujących – oraz tych, którzy im pomagają – w sferę podejrzenia, karania i kontroli. W przypadku dzieci mechanizm ten działa szczególnie brutalnie: sam fakt ucieczki i poszukiwania bezpieczeństwa staje się przesłanką do pozbawienia wolności.

A przecież dziecko nigdy nie znajduje się na granicy z własnej woli. Migracja dzieci jest zawsze skutkiem przymusu – wojny, prześladowań, skrajnego ubóstwa, przemocy strukturalnej, zależności od dorosłych. Dzieci docierające do granicy są często już głęboko straumatyzowane, ich układ nerwowy funkcjonuje w stanie permanentnego zagrożenia. Umieszczenie ich w przestrzeni detencyjnej – z kratami, kontrolą ruchu, obecnością uzbrojonych funkcjonariuszy, ograniczonym dostępem do specjalistycznej opieki psychologicznej, tłumacza i realnej pomocy prawnej – prowadzi do wtórnej traumatyzacji i dalszej destabilizacji psychicznej. 

Czytaj także Powstrzymajmy to szaleństwo! Pozwólmy na integrację Hanna Frejlak

Z doświadczeń monitoringu granicy od 2021 roku wynika również, że część dzieci trafia na terytorium Polski w wyniku rozdzielania rodzin podczas pushbacków. Nowe przepisy umożliwiają traktowanie takich dzieci jak podmioty „do zabezpieczenia”, a w praktyce – jak osoby pozbawione wolności. System jednocześnie nagradza „efektywność” działań granicznych, rozpraszając odpowiedzialność i uzwyklając przemoc jako element procedury. To kolejny wymiar infrastruktury podejrzenia: odpowiedzialność zostaje ukryta w algorytmach, wskaźnikach i hierarchiach decyzyjnych. Dziecko w ośrodku ma numer, nie imię i podmiotowość. 

Nie jest to proces obojętny także dla samych funkcjonariuszy, z których wielu psychicznie nie radzi sobie z wykonywaniem praktyk granicznych. Jednak system nie jest projektowany z myślą o dobrostanie żadnej ze stron – jego celem jest maksymalizacja kontroli.

W rezultacie powstaje w państwie mechanizm, który wyłącza z godności grupę najbardziej narażoną na skutki przemocy: dzieci. Przemoc zostaje zamknięta w przestrzeniach niewidocznych dla społeczeństwa, gdzie brak świadków, kamer i realnej kontroli obywatelskiej tworzy warunki do kolejnych naruszeń. Tam, gdzie infrastruktura działa najciszej, skutki są najbardziej trwałe.

Czytaj także Gdy państwo łamie elementarne prawa człowieka, nie chce mieć świadków [rozmowa] Paulina Siegień

Traumatyczne przeżycia i chroniczny stres trwale zapisują się w układzie nerwowym dzieci, wpływając na regulację emocji, zdrowie somatyczne i zdolność budowania relacji na długie lata. Umieszczenie dziecka w warunkach detencyjnych — izolacji, kontroli, obecności uzbrojonych funkcjonariuszy i braku poczucia bezpieczeństwa — stanowi doświadczenie traumatyczne, które może zaburzać rozwój neurobiologiczny i zwiększać ryzyko długofalowych problemów psychicznych i zdrowotnych.

Trauma nie kończy się wraz z ustaniem zagrożenia, lecz utrwala się jako stan chronicznej nadaktywności układu stresu. W skali społecznej ukrywanie faktu detencji dzieci (brak konsultacji społecznych) i opisywanie go językiem „bezpieczeństwa” oswaja nas z przemocą instytucjonalną i osłabia zbiorową empatię. W ten sposób państwo polskie sprowadza samo na siebie przyszłe problemy, które spadną na barki ofiar naruszeń i społeczeństwa obywatelskiego. 

Legalizacja zamykania małoletnich cudzoziemców w ośrodkach detencyjnych nie jest wyłącznie zmianą prawa. To wprowadzenie nowej normy społecznej, w której dziecko może zostać uznane za zagrożenie wymagające izolacji. A gdy społeczeństwo akceptuje przemoc wobec najsłabszych, przestaje istnieć realna granica, która chroniłaby kogokolwiek.

**
Katarzyna Czarnota jest socjolożką. Współpracuje m.in. z Helsińską Fundacją Praw Człowieka, Border Forensics oraz „Czasem Kultury” i polską edycją „Le Monde diplomatique”. Jest zaangażowana w projekt prof. Charlesa Hellera The Circumference of Violence – Tracing the Normalisation and Brutalisation of Violence across Europe’s Shifting External Borders, realizowany na Uniwersytecie w Bernie.

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie