Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Zaloguj się Zaloguj się

Polska 2050 ma nową przewodniczącą. Jej strategia to inkluzywność malowana na zielono

Być może na ocalenie partii jest już za późno, ale czy w Polsce w ogóle jest miejsce na centrum wg pomysłu Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz?

ObserwujObserwujesz
Cyrk

1

Polska 2050 wybrała – w końcu! – swoją nową przewodniczącą. Została nią Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, co oznacza, że partia będzie próbowała utrzymać własną podmiotowość oraz zachowywać się bardziej asertywnie w relacjach z większym koalicjantem. Wybór ten sugeruje też raczej prospołeczny niż „przedsiębiorczo-rynkowy” kurs ugrupowania.

Czytaj także Super partia! Tylko dlaczego wciąż istnieje? Łukasz Łachecki

Pytanie tylko, czy dla politycznego centrum, jakie chciałaby budować Pełczyńska-Nałęcz, jest dziś w Polsce w ogóle miejsce i czy da się je zbudować z Polską 2050 – bo po komedii, jaka rozegrała się wokół wyborów nowej liderki, trudno traktować tę formację poważnie.

Inkluzywne centrum

Pełczyńska-Nałęcz w wewnątrzpartyjnej kampanii obiecywała budowę wokół Polski 2050 „wyrazistego centrum z odwagą i wizją”. Podstawową wartością łączącą różne propozycje przedstawiane przez nową liderkę partii wydaje się inkluzywność: społeczna, geograficzna, pokoleniowa. Stąd postulaty podatków sprawiedliwych dla mniej zamożnych i likwidacji instytucji pozwalającym płacić mniej najzamożniejszym, takich jak ryczałt; rozwoju skierowanego także na mniejsze ośrodki i Polskę lokalną; polityki mieszkaniowej nastawionej na zaspokajanie potrzeb mieszkaniowych Polek i Polaków, a niekoniecznie sprzyjającej interesom właścicieli ulokowanego w „betonowym złocie” kapitału. Wszystko to pomalowane na zielono, prospołeczne rozwiązania mają się bowiem łączyć z troską o środowisko i zrównoważony rozwój.

Czytaj także Galopujący Major: Lepszy rząd PiS-u z Hołownią niż Konfederacją Galopujący Major

Oferta ta ma być skierowana głównie do 30-40 latków z dziećmi ze średnich miejscowości, bo jak podaje portal Oko.press, z badań partii wynika, że to właśnie tam znajduje się jej elektorat – a przynajmniej ta resztka, która ciągle została przy partii. W jakimś sensie Pełczyńska-Nałęcz proponuje więc poddany lekkiej prospołecznej korekcie program – i wolny od „ministranckich” tonów, które ze swoją biografią chcąc nie chcąc wprowadzał Szymon Hołownia – jaki stał u początków Polski 2050. Partia ta miała być bardziej nowoczesnym w swoim myśleniu o ekologii czy społecznej inkluzywności centrum, sięgającym po ekspercką wiedzę społeczeństwa obywatelskiego, a przy tym otwartym na Polskę lokalną, zdystansowaną od wartości i stylu życia bardziej progresywnych metropolii.

Nie byłoby źle dla Polski – by uderzyć w patetyczny ton – gdyby centrum miało taką twarz, gdyby w rządzie bardziej społeczne i ekologiczne myślenie reprezentowała nie tylko Nowa Lewica i lewe skrzydło Platformy, pozbawione dziś niestety jakiegokolwiek politycznego znaczenia, ale też Polska 2050. Nawet jeśli mogłaby się stać konkurencją dla Nowej Lewicy.

Jeśli jednak Tusk nie zdołał odebrać Nowej Lewicy poparcia pozwalającego się utrzymać nad progiem wyborczym, to tym bardziej nie zrobi tego Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz. Jednak partia kierująca się z umiarkowanie prospołecznym i zielonym programem do trzydziesto- i czterdziestolatków ze średnich miejscowości mogłaby zmobilizować elektorat, który dziś jest politycznie zdemobilizowany, a kiedyś – skuszony obietnicą awansu społecznego i rozwoju – głosował na PiS, wyborców, dla których propozycja partii lewicy jest zbyt progresywna kulturowo.

Jak szeroka

Pytanie tylko, jak szeroka jest dziś nisza, w której wyborców chce szukać nowa przewodnicząca Polski 2050? Jak wielu Polaków i jak wiele Polek, deklarujących zmęczenie skrajnie spolaryzowaną i opartą na negatywnych emocjach polityką, naprawdę będzie gotowa poprzeć bardziej merytoryczną, prospołeczną, a przy tym nieszczególnie wyraziście progresywną alternatywę?

Obie siły dominujące w polskiej polityce zakładają, że niezależnie od tego, jak Polacy nie narzekaliby na polaryzacje, to ostatecznie głosują na któryś z jej biegunów. Jedna z dwóch walczących o władzę w PiS frakcji – „maślarze” skupieni wokół Przemysława Czarnka i Patryka Jakiego – z sukcesów Trumpa wyciągnęła wniosek, że nie już czegoś takiego jak umiarkowany wyborca i zwłaszcza siły nielewicowe muszą z tego wyciągnąć ostateczne wnioski. Wzrosty Konfederacji Korony Polskiej Grzegorza Brauna wydają się potwierdzać tę intuicję.

Ryszard Petru – jeden z przegranych wyścigu o przywództwo w Polsce 2050 – zarzucał Pełczyńskiej-Nałęcz, że „jest socjalistką”, która chce szukać wyborców gdzieś między Razem a Nową Lewicą. „Na lewo nie ma elektoratu do pozyskania, tam są już trzy partie lewicowe. Wciąż jest przestrzeń na ugrupowanie rozsądne gospodarczo, które podniesie temat sensownej transformacji energetycznej, a jednocześnie mówi o pomaganiu tym, którzy tego potrzebują” – mówił jesienią zeszłego roku. Innymi słowy, Polska 2050 powinna zdaniem Petru budować takie centrum, które głównie powalczy o bardziej umiarkowanych wyborców Konfederacji i przedsiębiorców, którzy nie czują się jeszcze dość dowartościowani przez KO.

Czytaj także 5 dowodów na to, że rząd nie przepada za kobietami (+bonus) Wojtek Żubr Boliński

Dla dobra polskiej demokracji lepiej byłoby, gdyby to Pełczyńska-Nałęcz miała celniejszą diagnozę potrzeb elektoratu niż Czarnek czy Petru. Czy tak jednak faktycznie będzie, zobaczymy najwcześniej za kilka miesięcy.

Ta czaszka już się nie uśmiechnie?

Przy tym od dobrej politycznej diagnozy do politycznego sukcesu wiedzie daleka droga. By ją pokonać, potrzebna jest sprawna machina partyjna: pieniądze, struktury, drużyna zdolna do wspólnego działania. Polska 2050 jest dziś z kolei formacją w stanie agonalno-wydmuszkowym. Trudno wskazać drugi taki przypadek w historii III RP, gdy znaczenie partii w parlamencie byłoby odwrotnie proporcjonalne do jej sondażowego poparcia i siły jej struktur.

Partia w dodatku wydaje się tak skłócona, że to, co dzieje się w PiS, może uchodzić za wzór konstruktywnego sporu wewnątrzpartyjnego. Sytuacja z unieważnianym głosowaniem w drugiej turze i próbą ponownego wepchnięcia Hołowni do wyścigu, z którego sam wcześniej zrezygnował, to klimaty rodem z głębokich politycznych najntisów, choć do rękoczynów – jak niegdyś między skłóconymi frakcjami Konfederacji Polski Niepodległej – nie doszło.

Ogłaszanie ambitnego programu, gdy staje się na czele partii, która na własne życzenie doprowadziła się do takiego stanu, może przypominać ogłaszanie planów udziału w rajdzie Paryż-Dakar zdezelowanym maluchem, z którego ukradziono w dodatku jedno koło. Dziś Pełczyńska-Nałęcz, zanim zacznie snuć plany, jak odbudować poparcie, musi dopilnować, by partia się jej nie rozpadła w pierwszych miesiącach.

Niestety, można się obawiać, że na ocalenie Polski 2050 może być już za późno. Wśród wielu błędów, jakie po 2023 roku zrobił Hołownia, był też ten, że skupiając się na marszałkowaniu i kampanii prezydenckiej, zostawił partię samopas. Jeśli chciał się skupić na prezydenturze, to najpóźniej na początku 2024 roku powinien przekazać partię komuś innemu. Choć nawet gdyby ktoś inny stał na jej czele, to przestrzelona kampania lidera i tak by mogła zatopić partię.

Czaszka z napisem Polska 2050 może się już nie uśmiechnąć. Co należy skonstatować bez schadenfreude – bo partia, jaką proponuje Pełczyńska-Nałęcz, byłaby bardzo ciekawą propozycją centrum. Jednak jeśli nawet w Polsce jest na taką siłę miejsce, to Polska 2050 może nie być zdolna go zagospodarować.

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie