Idee nie działają.
Same.
Ktoś musi stanąć za ideą.
Człowiek. Jeden lub wielu.

Idee pomagają wymyślić świat na nowo, kiedy trzeba to zrobić.
Ułatwiają zrozumienie, podtrzymują nadzieję, uwalniają od lęku.
Idee nie są odważne. Nie mają wyobraźni. Nie mają kolorów.
To człowiek, który stanął po stronie idei – jest bohaterem.

Zobaczył i pokazuje innym to, co niewidoczne.
Uwierzył, że utopia wypowiedziana dziś,
jutro może stać się barwną rzeczywistością.

Idee rodzą się z krytyki.
Powstają z myślenia.
A kiedy budzi się rozum, kończy się marazm.
Krytyczne myślenie napędza do działania.

Idee to słowa.
Które mają wartość i moc.
Nie chcemy ich tylko tworzyć ani bronić.
Zamierzamy je urzeczywistnić.

Dla Polski otwartej, zielonej i solidarnej.
Tworzonej wspólnie z wami.
Słowem i działaniem.

Przepisujemy idee na rzeczywistość.
Krytyka Polityczna

Felieton

Kto pracuje pięćset razy gorzej od Tomasza Lisa?

„Czy Kaczyński lub Tusk pracowaliby lepiej, gdyby zarabiali więcej? Może nie. Ale nam łatwiej byłoby lepszą pracę egzekwować. Przynajmniej moglibyśmy powiedzieć – płacimy ci dobrze, pracuj lepiej, staraj się, pracuj non-stop, skutecznie” pisze Tomasz Lis, komentując dyskusję na temat zarobków Kwaśniewskiego. I cóż możemy odpowiedzieć redaktorowi na takie dictum, jak nie: sam pracuj lepiej! Bo aktualnie odpindalasz jakąś kaszanę. I płacimy ci stanowczo za wiele.

I co teraz? Niby jak możemy to wyegzekwować? Czy od kolejnego odcinka „Tomasz Lis na żywo” program ten będzie miał więcej wspólnego z debatą publiczną niż zawody w kisielu? Bo tak to chyba na razie wygląda (z tego, co miałem nieprzyjemność oglądać). Będzie pan pracować lepiej i więcej? Starać się bardziej? Być skutecznym nie tylko, jeśli chodzi o zdobywanie względów reklamodawców, ale również tworzenie lepszej Polski i świata? Czy oczekuję zbyt dużo? Jeśli tak, to z pewnością znajdzie się wielu, którzy będą chętnie wykonywać to zadanie za pańską pensję. Czyli niemal pół miliona złotych miesięcznie. Bo ptaszki ćwierkają, że tyle mniej więcej pan zgarnia. A większość tego w TVP. Telewizji publicznej, co prawda, głównie z nazwy (tzn. parę osób jeszcze ją tak nazywa), bo misji publicznej dawno już tam raczej nikt nie widział (podpowiedź: proponuję sprawdzić, czy nie wpadła za któryś z regałów w magazynach z archiwaliami), ale wciąż (przynajmniej częściowo) utrzymywanej z abonamentu, czyli naszych pieniędzy. 

Poza tym podobieństwem między politykami a panem Tomaszem Lisem, że jedni i drudzy żyją z naszych pieniędzy, jest też jednak między nimi pewna różnica. A nawet dwie. Po pierwsze zarabia Tomasz Lis kilkadziesiąt razy więcej, choć wcale nie pracuje tyle razy lepiej. Po drugie: nie możemy go zwolnić. Choć za odwalanie takiej kaszany, za takie pieniądze, powinien już dawno osiąść na jakimś śmietniku historii i cieszyć się, że i tak dość długo udawało mu się ludziom sprzedawać mortadelę w cenie prosciutto.  

Bo czym innym, jak nie mortadelą z dodatkiem krowich kopyt i świńskich skórek jest twierdzenie, że w całej dyskusji o zarobkach Kwaśniewskiego nie chodzi o to, że byłemu prezydentowi być może nie wypada być zatrudnionym w firmie, która za czasów jego prezydentury dzięki zamówieniom publicznym zarobiła spore pieniądze, tylko o to, że w Polsce nie lubi się bogatych? To niewątpliwie odważna hipoteza. Choć nie jestem pewien, czy prawdziwa. Skoro tak bardzo nie lubimy bogatych, to czemu mamy dla nich tak niskie podatki?

Należałoby jeszcze zdefiniować, co dla Lisa oznacza słowo bogaty. Skoro pensja poselska (jakieś dziesięć tysięcy) plus dodatki itd. to jest bieda, to od jakiego momentu zaczyna się bogactwo? Lis, mimo swojego pół miliona miesięcznie, też – jak rozumiem – bogaty nie jest, bo kredyty musi brać, odwozić dzieci do szkoły (tak tłumaczył, dlaczego nie było go na protestach przeciwko ACTA) itd. Kto zatem jest bogaty? Lis pisze, że premierowi płaciłby 50 tysięcy. Ale czy to wypada, że premier dużego państwa zarabiał dziesięć razy mniej od redaktora, zwanego tu i ówdzie redaktorem Hot Dogiem? 

Ponoć dzisiaj więcej niż premier zarabia „reporter w programie informacyjnym ogólnopolskiej stacji”. Najwyraźniej znamy innych reporterów, ale jeśli to prawda, to proszę do mnie zadzwonić, gdyby się zwolniły jakieś wolne etaty. Mam pewne doświadczenie dziennikarskie, jestem elastyczny i szybko się uczę.

Rozumiem, że dziennikarz tej miary co Tomasz Lis nie musi znać danych typu średnia krajowa pensja czy liczba dzieci żyjących w ubóstwie, ale od czego ma się wolontariuszy. Otóż średnia krajowa pensja w 2012 to 4015,37, a liczba dzieci żyjących w ubóstwie wg UNICEFU wynosi w Polsce około dwudziestu jeden procent. Do tego warto dodać, że średnia krajowa to średnia z pół miliona pana redaktora i z ośmiuset brutto samotnej matki trójki dzieci w Chojnicach. Średnio zarabiają dwieście tysięcy na głowę. Tylko Lis trochę więcej, a pani z Chojnic trochę mniej.

Pensje polityków w Polsce naprawdę nie są takie małe, żeby musieli sobie dorabiać, pomagając dyktatorom i oligarchom. Oczywiście nikt im nie może tego zabronić, ale powinni jednak zdawać sobie sprawę, że może to być źle widziane w kraju, gdzie większość ludzi nie może liczyć na takie fuchy. Dlatego też powinien to być ciekawy temat dla prasy. Jednak dla redaktora bardziej ciekawe jest to, że ktoś może go nie lubić z tego powodu, że swoją mądrością i ciężką pracą zarabia pół miliona złotych miesięcznie. Osobiście nie znam nikogo takiego. Wyobrażam sobie jednak, że są osoby, które mogą mieć trudność ze zrozumieniem, dlaczego ktoś zarabia pięćset razy więcej od nich. Czy naprawdę jest pięćset razy bardziej pracowity? Pracuje pięćset razy więcej i ciężej? A może jest pięćset razy zdolniejszy i mądrzejszy? Nie można tego wykluczyć. Jednak trochę trudno mi w to uwierzyć. Wręcz podejrzewam, że doba redaktora, podobnie jak wielu innych ludzi, wynosi zaledwie 24 godziny i choćby przyszło tysiąc atletów i każdy zjadłby tysiąc kotletów, i każdy nie wiem jak się natężał, tego nie zmienią – taki to ciężar!   

Potrafię sobie jednak wyobrazić, że Lis uważa, że jego praca jest warta kilkaset razy więcej niż pani w Biedronce. W jego tekście najbardziej boli mnie coś jeszcze innego – podskórne założenie, że politykę robi się dla kasy. „Płacąc grosze (sic!) premierom i prezydentom, nie dziwmy się, że gdy premierami i prezydentami być przestają, nie mają ochoty dla naszego dobrego samopoczucia odmawiać sobie tego, co im się jak psu buda należy”, pisze Tomasz Lis i powoli zaczynam rozumieć. Politycy są politykami dla naszego dobrego samopoczucia, a nie po to, żeby zmieniać świat na lepsze, więc rada nadzorcza w firmie oligarchy to dla nich naturalne miejsce. Wszystko jasne. Tylko nie wiem, po co nam tacy politycy? 

PS. W tekście Lisa pojawia się też zwrot „radykałowie z Krytyki Politycznej”, w związku z czym chciałbym redaktorowi życzyć, żeby kiedyś w życiu spotkał prawdziwego radykała, bo my to jednak stara nudna socjaldemokracja. No i jeszcze życzę, żeby to nie było w ciemnej uliczce, bo taki radykał (w przeciwieństwie do mnie) może nie zrozumieć dowodu, że Tomasz Lis zarabia pięćset razy więcej, bo pracuje pięćset razy lepiej.

Bio

Jaś Kapela

| Pisarz, poeta, felietonista
Pisarz, poeta, felietonista, aktywista. Autor trzech książek z wierszami („Reklama”, „Życie na gorąco”, „Modlitwy dla opornych”), powieści („Stosunek seksualny nie istnieje”, „Janusz Hrystus”, „Dobry troll”) i zbioru felietonów „Jak odebrałem dzieci Terlikowskiemu”. W 2018 roku ukazała się jego najnowsza książka, „Polskie mięso. Jak zostałem weganinem i przestałem się bać”. Należy do zespołu redakcji Wydawnictwa Krytyki Politycznej. Opiekun Serii Literackiej.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.