Felieton

Komu przeszkadza Anna Grodzka?

Komuś przeszkadza Polska Fair, o której marzy Anna Grodzka. I nie tylko ona, bo też mnóstwo innych ludzi w całej Polsce.

I dlaczego lewica nienawidzi samej siebie? Zacząłem się nad tym zastanawiać po raz kolejny, obserwując facebookową aferkę, która wybuchła po artykule na Natemat.pl głoszącym, że „Anna Grodzka odpada z wyścigu prezydenckiego – jej sztab przyznał, że nie zbierze podpisów. Nie ona jedna”.

Artykuł jest kłamliwy już na pierwszy rzut oka, bo nie ma w nim żadnego źródła, są tylko zdroworozsądkowe mądrości i informacja, że dziennikarz Michał Tracz poinformował na Twitterze, że Anna Grodzka przyznała, że sztabowi nie uda się zebrać podpisów. Oczywiście nie piszą, gdzie sztab tak poinformował, bo nigdzie tak nie poinformował. Wręcz przeciwnie. Wystarczy wejść w komentarze pod tekstem, żeby przeczytać: „Prosimy o niepowielanie faktów medialnych 🙂 Zbieramy podpisy cały czas w całej Polsce przy coraz większym zaangażowaniu członków, sympatyków i zwykłych ludzi. 100 tysięcy jest jak najbardziej w zasięgu”. Pikanterii sytuacji dodaje fakt, że w artykule już po dwóch godzinach od publikacji można było zobaczyć sprostowanie od sztabu Waldemara Deski, ale po ośmiu nie było ani słowa na temat sprostowania sztabu Partii Zielonych, choć wiem, że wysłali je dziennikarzowi i redakcji Natemat. Ktoś tu ewidentnie nie gra fair. Komuś przeszkadza Polska Fair, o której marzy Anna Grodzka. I nie tylko ona, bo też mnóstwo innych ludzi w całej Polsce. Jak pisze Grodzka w swoim komentarzu: „Wyrazy poparcia przychodzą z różnych, najmniej spodziewanych miejsc. Podpisy przysyłają mi ekologiczni rolnicy, emerytki i emeryci, Polki i Polacy mieszkający za granicą. Zresztą są to nie tylko podpisy – często w kopercie jest też list z życzeniami, żeby się nam udało, bo dla autora lub autorki jesteśmy jedyną nadzieją na naprawdę lewicową, sprawiedliwą politykę w Polsce”.

Jest to prawda. Nie ma innej lewicowej kandydatki ani kandydata w zbliżających się wyborach. I komuś bardzo zależy, żeby takiej kandydatki nie było. Na pewno zależy na tym dziennikarzowi TVN Michałowi Traczowi, od którego tweeta zaczęło się całe zamieszanie. Tracz pisze: „Anna Grodzka pierwsza przyznaje, że nie zbierze podpisów”. Tymczasem Anna Grodzka powiedziała jedynie w Radiu Zet u Moniki Olejnik, że może się to nie udać. Grodzka, w przeciwieństwie do Tracza, powiedziała prawdę. Oczywiście, że zebranie podpisów może się nie udać. Partia nieposiadająca dotacji budżetowych i nieposiadająca struktur opłacanych z pieniędzy podatników może nie zmobilizować wystarczającej ilości aktywistów, aby zebrać wymaganą olbrzymią liczbę podpisów. Mądrzy ludzie są zniechęceni polityką i nie chcą się pod niczym podpisywać. Wolą się trzymać z daleka. Nie rozumieją, że podpisanie się pod kandydaturą nie oznacza konieczności głosowania na kandydata ani jego zwycięstwa, a jedynie jest krokiem w stronę większej różnorodności sceny politycznej i jej demokratyzacji. A może po prostu nie chcą udostępniać swoich danych osobowych obcym? Widziałem to wszystko, gdy sam zacząłem zbierać podpisy.

Nie da się ukryć, że obecny system polityczny jest wykluczający. Co oczywiście jest na rękę dużym partiom oraz najwyraźniej także niektórym dziennikarzom.

Jeszcze musieliby nauczyć się czegoś nowego o świecie albo rozszerzyć swoje wąskie horyzonty. A komu to potrzebne? Przecież dobrze jest tak, jak jest, i po co to zmieniać. Wielu mainstreamowych dziennikarzy to potwierdzi. Kamil Durczok trochę mniej, ale tylko dlatego, że miał ostatnio pecha. Ale pewnie nie na długo. Natemat już daje mu dobre rady, jak może się odnaleźć w zaistniałej sytuacji. Wspieranie Durczoka i walenie w Grodzką może wydawać się wątpliwe moralnie. Ale nie wszystkim. Jak widzimy.

Ale chciałem o lewicy. Bo to, co mnie najbardziej w całej sytuacji smuci, to nie fakt, że media kłamią (jakby ktoś nie wiedział), a władza dąży do tego, żeby utrzymać się przy władzy (dziwne, prawda?).

Najbardziej smuci mnie postawa kolegów i koleżanek z lewicy, którzy przyznają, że sami podpisali się pod kandydaturą Anny Grodzkiej i generalnie ją wspierają, ale nie przeszkadza im to linkować do kłamliwego i głupiego artykułu oraz wieszczyć zbliżającej się porażki, a także się z niej cieszyć.

Mamy tu całą plejadę lewicowych dziennikarzy i aktywistów, osoby związane z lewicą i postulatami głoszonymi przez Grodzką. Wystarczył jeden kłamliwy artykuł, żeby otrąbiły kolejną klęskę lewicy i zażądały dymisji przewodniczących Zielonych. Oni na pewno lepiej zbudowaliby polską lewicę, ale tymczasem lubią sobie potańczyć na jej porażce. Nawet jeśli jest ona tylko faktem medialnym. Dlaczego lewica tak bardzo nienawidzi samej siebie? Nie wiem. Ale wiem, że gdyby choć część tego czasu poświęciła na zbieranie podpisów pod kandydaturą Anny Grodzkiej, nie byłoby problemu z ich zebraniem. I Grodzka nie musiałaby mieć wątpliwości, co do tego, czy się to uda. Więc ja będę dalej zbierał, a dopiero potem się ewentualnie smucił, że znowu się nie udało, i zastanawiał czemu.

 

**Dziennik Opinii nr 71/2015 (855)

Bio

Jaś Kapela

| Pisarz, poeta, felietonista
Pisarz, poeta, felietonista, aktywista. Autor trzech książek z wierszami („Reklama”, „Życie na gorąco”, „Modlitwy dla opornych”), powieści („Stosunek seksualny nie istnieje”, „Janusz Hrystus”, „Dobry troll”) i zbioru felietonów „Jak odebrałem dzieci Terlikowskiemu”. W 2018 roku ukazała się jego najnowsza książka, „Polskie mięso. Jak zostałem weganinem i przestałem się bać”. Należy do zespołu redakcji Wydawnictwa Krytyki Politycznej. Opiekun Serii Literackiej.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.