Felieton

Nowoczesność i fałszerze monet

Jako urodzony w mieście, w którym przyszedł na świat Kopernik, nie mogłem sobie darować odwiedzin domu, gdzie urodził się Newton. Tym bardziej, że ten dom znajduje się o godzinę jazdy samochodem od Nottingham.


Miejsce śliczne, choć o dziwo całkiem opustoszałe. W latach 30. ubiegłego wieku zajrzał tam co prawda Einstein, ale brytyjscy wielbiciele Newtona nie przyjęli tej wizyty jako hołdu, ale raczej jako skakanie po trupie. Przy pięknym małym wiejskim domku wciąż stoi jabłoń, z której – jak głosi wielokrotnie obalana legenda – jabłko (zerwane ongiś przez Ewę?) spadło na głowę młodego geniusza odczarowania. Blake nie bez racji widział w Newtonie samego Urizena, mrocznego archonta naszego całkowicie odczarowanego świata, a Miłosz nie bez racji gotów był Blake’owi przyklasnąć. Jabłoń, która ciągle tu rośnie, zasługuje na swoją legendę. Wygląda jak kilkusetletnie cisy w Wierzchlesie (Bory Tucholskie) albo jak tysiącletni dąb Bartek, zanim go nie zaczęli nawiedzać polscy politycy. Miły starszy pan na widok niespodziewanych gości przerwał przerzucanie kompostu. Zdjął nie bez trudu długie gumowe rękawice i przedstawił się jako doktor chemii po uniwersytecie w Nottingham, a obecnie rolnik i kustosz doglądający jedynego w swoim rodzaju zabytku nowoczesności. Od niego dowiedziałem się, że szczepy tej mitycznej jabłoni zasadzono w Cambridge, na Oxfordzie, w Yale i na Uniwersytecie Harvarda. Aby duch odczarowania krzewił się po całym Zachodzie, a kolejne magiczne jabłka spadały na głowy geniuszy atomistyki, inżynierii genetycznej, socjobiologii…


Dalsze anegdoty stanowiły prawdziwą ilustrację dialektyki nowoczesności. Newton był pogrobowcem („do mnie, dzieci wdowy!”), mieszkał z przyrodnim rodzeństwem, z którym jego stosunki – mówiąc eufemistycznie – raczej się nie układały. W szkole uczył się początkowo fatalnie, został z niej nawet w pewnym momencie definitywnie odesłany do domu. Dopiero uroki życia wiejskiego i perspektywa zachwycania się nim aż do śmierci wprawiły go w taką panikę, że wrócił do szkoły i został prymusem. Następnie przyjął finansową pomoc miejscowego pastora i zawędrował do Cambridge, do Collegium Świętej Trójcy, mimo że w trójcę – jako ukryty unitarianin – nie wierzył. Ale to są akurat milsze elementy jego biografii, są i bardziej mroczne. Newton stworzył metodę rozpoznawania fałszywych monet (ciężar właściwy i takie tam rzeczy) pozwalającą wykrywać nawet fałszerstwa prawie doskonałe. Dzięki jego metodzie udało się udowodnić winę pewnemu wyjątkowo sprytnemu fałszerzowi monet, na którego egzekucję później Newton osobiście nastawał (sędzia proponował początkowo zaledwie więzienie) i był nawet obecny, kiedy fałszerza wieszano. To jest właśnie mroczna strona nowoczesności (sprawiedliwość more geometrico), której istnienia nigdy nie ukrywałem przed czytelnikami, a nawet wielokrotnie z modernizacyjnych mroków i zbrodni tłumaczyłem się na tych łamach Tomaszowi Piątkowi. Jeśli jednak wybieram klasyczną i heroiczną nowoczesność razem z jej straszliwym Kopernikiem i jeszcze straszliwym Newtonem, to jedynie dlatego, że miałem i mam ciągle nader wątpliwą przyjemność patrzenia prosto w oczy swojskim fałszerzom monet.


Akademicki Klub Obywatelski im. Lecha Kaczyńskiego w Poznaniu, który postanowił „upowszechniać postawy nowoczesnego patriotyzmu”, ufundował w tym celu medal Przemysła II. Jak zwykle chodzi bowiem o nowoczesny patriotyzm piastowski. Władcę mającego ów nowoczesny patriotyzm symbolizować trudno przy tym uznać za personifikację politycznego sukcesu. Przemysł II zdołał co prawda pokonać Czechów, co w owym czasie było dla Polaków nie lada sukcesem (w kontekście Euro 2012 staje się nim ponownie), lecz i to na krótko, gdyż swoją koronację w Gnieźnie z rąk abp. Jakuba Świnki przeżył zaledwie o dziewięć miesięcy padając ofiarą puczu przygotowanego przez współpracujące z Brandemburczykami wielkopolskie rody Nałęczów i Zarembów (to nie jest złośliwość pod adresem znanego polskiego dziennikarza, faktycznie taka była historia Przemysła II). W skład kapituły przyznającej ów medal weszli m.in. Jarosław Marek Rymkiewicz, Andrzej Nowak i Janusz Śniadek, a pierwszym laureatem został oczywiście Jarosław Kaczyński, który wygłosił przy tej okazji w Poznaniu kilka całkiem świeżych uwag na temat „krótkiej listy”.


I pomyśleć, że w latach 90. zdarzało mi się chichotać z nieco zbyt przewidywalnych nominacji i zgłoszeń do Nagrody Nike (Varga, jak zwykle) czy medalu św. Jerzego. Skoro wtedy chichotałem, teraz powinienem skowyczeć. Prawica skopiowała bowiem wszystkie błędy podpatrzone przez nią niegdyś „u salonu”, po czym wzmocniła je do piątej potęgi. Rymkiewicz bywa dziś nominowany do nagrody Nike nawet za swoje dzieła niepoetyckie (pisane z tezą, ale zwykle pisane bardzo mocną polszczyzną), podczas gdyby np. Pilch albo Stasiuk zostali nominowani do jakiejś prawicowej nagrody, wszyscy członkowie wszystkich tamtejszych kapituł dostaliby zawału albo zaczęli zapełniać łamy swojej własnej prasy sugestiami, że KGB wdziera się na wały Zbaraża. Tak kończy się znany nam prawicowy świat, nie hukiem, ale skomleniem (parafraza za T.S. Eliot, ulubieniec Wencla). Co mnie zresztą wcale nie bawi, byłem bowiem obecny przy narodzinach tego świata i wciąż jeszcze pamiętam związane z nimi nadzieje (i strachy).


Dziś ani nadziei, ani nawet strachów ten świat już nie budzi. „Nowoczesny patriotyzm” kapituły medalu Przemysła II i pierwszego medalu tego laureata, zarówno z tradycji, jak i z nowoczesności wziął wyłącznie mroki. Ci ludzie stracili wszelką naiwność, nie zyskując mądrości. Pozostał im cynizm, a i on mało sprytny. O tym, że medal Przemysła II jest fałszywą monetą, którą Newton wykryłby bez trudu, przekonuje propozycja nowoczesnych patriotów piastowskich, by za in vitro zamykać w więzieniu, gdyż Bóg uważa ponoć (powiedział to Kaczyńskiemu, choć nie bezpośrednio), że zamrażanie zarodków to zbrodnia. Otóż ta nieskończenie parszywa gierka religią prowokuje mnie do powtórzenia po raz kolejny, że Jarosław Kaczyński w żadnego Boga nie wierzy. Wierzy wyłącznie w zarządzanie ludem na pomocą Boga, dostarczając w ten sposób mocnych dowodów wszystkim, którzy uważają, że religia to tylko opium dla ludu. Podobnie jest niestety w przypadku Jarosława Marka Rymkiewicza i Andrzeja Nowaka (ten świetny znawca historii Rosji jakoś dziwnie kocha słabość Polaków i chętnie na Polakach tę słabość zaszczepia). Tylko Śniadka nie zamierzam w tym miejscu zaczepiać, gdyż był on jednak kiedyś odważnym działaczem robotniczej „Solidarności”. I nawet jeśli manipuluje, to – w przeciwieństwie do Rymkiewicza, Nowaka i Kaczyńskiego – także, a może nawet przede wszystkim samym sobą.

Bio

Cezary Michalski

| Komentator Krytyki Politycznej
Publicysta, eseista, prozaik. Studiował polonistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim, potem również slawistykę w Paryżu. Pracował tam jako sekretarz Józefa Czapskiego. Był redaktorem pism „brulion” i „Debata”, jego teksty ukazywały się w „Arcanach”, „Frondzie” i „Tygodniku Literackim”. Współpracował z Radiem Plus, TV Puls, „Życiem” i „Tygodnikiem Solidarność”. W czasach rządów AWS był sekretarzem Rady ds. Inicjatyw Wydawniczych i Upowszechniania Kultury. Wraz z Kingą Dunin i Sławomirem Sierakowskim prowadził program Lepsze książki w TVP Kultura. W latach 2006 – 2008 był zastępcą redaktora naczelnego gazety „Dziennik Polska-Europa-Świat”, a do połowy 2009 roku publicystą tego pisma. Współpracuje z Wydawnictwem Czerwono-Czarne. Aktualnie jest komentatorem Krytyki Politycznej

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.