Więcej małżeństw polsko-ukraińskich to dowód na dobrą integrację?
Rośnie liczba małżeństw polsko-ukraińskich. Dla niektórych to dowód na to, że relacje Polski z Ukrainą nie są takie złe: politycy swoje, a życie swoje.
Rośnie liczba małżeństw polsko-ukraińskich. Dla niektórych to dowód na to, że relacje Polski z Ukrainą nie są takie złe: politycy swoje, a życie swoje.
Jeśli jesteś Ukraińcem i poproszono cię o komentarz do mediów, nie ma nic głupszego niż próba bycia oryginalnym.
Ukraińcy patrzą dziś na Polskę z mieszanką wdzięczności, rozczarowania i gorzkiego humoru.
Ograniczenie wypłat 800+ uchodźcom z Ukrainy to nie ratowanie finansów publicznych. To utwierdzenie nagonki na migrantów jako głównego paliwa polskiej polityki na najbliższe lata.
Tusk dekadę temu dociskał kiboli, a dziś próbuje udowodnić sprawczość, jadąc na fali antymigranckiej histerii.
Wygląda na to, prawica i tak zwane liberalne centrum chcą dziś tego samego: utrzymania lub zwiększenia liczby migrantów wraz dalszym ograniczaniem ich praw.
W Polsce mamy tendencję do traktowania Rosji jako osobnego przypadku, tłumacząc tamtejszą politykę wyjątkową imperialną mentalnością Rosjan. Co przesłania uniwersalny mechanizm zwijania demokracji, widoczny dziś także w USA.
Formalnie w Ukrainie obowiązuje stan wojenny, który ogranicza możliwość organizowania protestów. Ale dziś, po ograniczeniu autonomii organów antykorupcyjnych, zagrożona jest nie tylko demokracja czy poparcie Zachodu, ale same wartości, o które toczy się wojna.
Polskie prawo karze za łamanie cielesnych granic kobiet i za namawianie do tego. Ale jak dotąd rosyjski „guru podrywu” Alex Lesley działa w Warszawie bez przeszkód.
Polska będzie miała problemy z migrantami. Ale winny temu będzie nie polityczny islam, hojna pomoc socjalna czy otwarte granice w strefie Schengen – tylko sami Polacy.