Kiedy dwa lata temu pierwszy raz przechodziłam obok Osiedla Maltańskiego, nie dało się nie zauważyć, że jest to miejsce sporu. Na wszystkich bramach wisiały ręcznie wykonane transparenty: „Na bruk w imię Boże”, „Jedna wyrzucona rodzina = jeden milion dla parafii”, „Maltańskiego nie oddamy”. Niektóre z nich zostały wywieszone już na początku ulicy Krańcowej, która przyciąga lokalną społeczność i turystów jako droga prowadzącą do Nowego Zoo.
Od 2024 roku na ulicach Poznania regularnie odbywały się protesty, podczas których kurii zarzucano chciwość, a prezydentowi Jackowi Jaśkowiakowi obojętność. Uczestniczyli w nich między innymi Piotr Ikonowicz i Adrian Zandberg. W organizację demonstracji i wydarzeń dyskusyjnych zaangażowana była lokalna organizacja społeczno-kulturowa Rozbrat, Partia Razem, Ogólnopolski Związek Zawodowy Inicjatywa Pracownicza i Stowarzyszenie Maltańskie Nasz Dom. Jednym słowem: spora część lokalnej społeczności żyła walką o zachowanie Osiedla Maltańskiego.
Bezskutecznie. Pod koniec stycznia archidiecezja poznańska sprzedała JHM Development za 421 miliony złotych osiedle, na którym nadal mieszkają ludzie. A raczej mieszkali, bo we wrześniu zaczęły się eksmisje.
Może i nieetycznie, ale za to legalnie
Oficjalnym powodem sprzedaży gruntu, którym Kościół i władze umywają sobie ręce, był plan zagospodarowania przestrzennego „MALTA” z 2004 roku, który wskazywał dalsze losy obszaru (po poznańsku powiedzielibyśmy: fyrtla) ulic: Trockiej, Warszawskiej, Krańcowej, Grodzieńskiej i Osiedla Maltańskiego.
Prace nad planem zaczęły się w 1997 roku. Do 2001 roku wniesiono 10 zarzutów i 3 protesty dotyczące zagospodarowania Osiedla Maltańskiego. W uchwale opisano co prawda, że teren ten był początkowo wyłączony z planowania z uwagi na „nierozstrzygnięte problemy natury społecznej, dotyczące przyszłości mieszkańców osiedla w zakresie ich praw do zamieszkania”, ale zaraz później przyznano bez bicia: sprzeciw został odrzucony, a na miejscu Maltańskiego postawimy osiedle „o wysokim standardzie (…) dla co najmniej dwukrotnie większej liczby mieszkańców”.
Oczywiście nowy standard ma przyciągnąć bogatszych mieszkańców – tereny położone w pobliżu urokliwego Jeziora Maltańskiego, w spokojnej części miasta z doskonałym dojazdem do centrum z pewnością będą miały wysoką wartość ekonomiczną. W przeciwieństwie do Osiedla Maltańskiego, które w mediach było nazywane przez reprezentantów archidiecezji „najtańszym osiedlem”, które „nie powinno istnieć w półmilionowym mieście w trzeciej dekadzie XXI w”.
Teoretycznie wszystko odbyło się legalnie. I tak bronić władz miasta i archidiecezji będą ci, dla których legalnie oznacza dobrze. Ale jest w tej historii kilka elementów, o legalności których możemy dyskutować – jak chociażby wjeżdżanie buldożerem na czyjś ogródek. Oprócz podstaw prawnych moglibyśmy tematem rozmów uczynić też chciwość rządzących: plan zagospodarowania przestrzennego nie wskazywał na konieczność sprzedaży terenu deweloperowi – kto powiedział, że nie mogły tam powstać mieszkania miejskie? Nie wspominając już o pozywaniu rodzin z tego „najtańszego osiedla” za kilka miesięcy bezprawnego użytkowania gruntu, z nakazem zapłaty 17 tysięcy złotych – co zresztą jest kwotą dość śmieszną dla kogoś, kto właśnie zarobił czterysta milionów. Nierówność sił między Kościołem a obywatelami staje się zatrważająca, o czym wypowiadają się już również środowiska konserwatywne.
Sprawa Osiedla Maltańskiego dotyczy ponad 600 przebywających tam osób, dlatego odbija się szerokim echem w ogólnopolskich mediach. Mieszkańcy wprost mówią o tym, że boją się bezdomności, natomiast na stronie prowadzonej przez lokalne władze przeczytamy o wspaniałomyślności miasta, które mieszkańcom opuszczającym swoje „parcele” udostępnia mieszkania komunalne, socjalne lub TBS. Inni po spełnieniu kryterium dochodowego mogą otrzymać lokal w ramach programu „Mieszkanie do remontu”. Czy wszystkie osoby, które to obejmie, mają zasoby na organizację takiego przedsięwzięcia? Nie wiadomo. Do tej pory pomocą zostało objęte ponad 120 rodzin, nie wszyscy jednak otrzymają nowe mieszkania od razu: Zarząd Komunalnych Zasobów Lokalowych podkreślił, że przekazywanie ich będzie trwało do 2030 roku.
Dodajmy tylko, że nie jest to pierwsza sytuacja w Wielkopolsce, kiedy Kościół sprzedaje teren, na którym dzień wcześniej ktoś zdążył posadzić sobie nowe drzewko. W podobnym położeniu znalazły się osoby dzierżawiące działki w Gostyniu, których ogródki archidiecezja niespodziewanie sprzedała nieznanemu klientowi.
Podobne zaskoczenie przeżyli rolnicy z Gniezna – Kościół z dnia na dzień wydzierżawił 1500 hektarów ziem rolnych osobom fizycznym, które „dawały rękojmię prawidłowego przebiegu dzierżawy”. Jak się okazało, konsekwencją „prawidłowego” zarządzania było pogorszenie warunków pracy dla osób zatrudnionych w gospodarstwie, nazywanym „perłą w koronie archidiecezjalnych nieruchomości”.
Osoby, które dzierżawią tereny, są w szczególnie trudnej sytuacji – nie obowiązuje ich prawo zasiedzenia, a ziemia może być sprzedana z dnia na dzień bez uprzedzenia. Dzierżawienie nie zawsze jest kwestią wyboru: czasami nie ma nawet przestrzeni do rozmowy o innych możliwościach.
Dlaczego sprawa Osiedla Maltańskiego dotyczy nas wszystkich
Na jednym z protestów widziałam kobietę trzymającą baner z napisem „każde osiedle może być następne”. Choć nie ma dokładnych danych na temat tego, jakie tereny w Polsce przynależą do Kościoła – jako organizacja wyznaniowa nie ma obowiązku składania sprawozdania finansowego – wiadomo, że po 1989 r. państwo oddało mu ponad 150 tys. ha. Większość z nich została przekazana na mocy ustawy o Stosunku Państwa do Kościoła Katolickiego, w której znajdował się zapis o nieodpłatnym przekazywaniu Ziem Zachodnich i Północnych.
Kościół Katolicki jawi się w tym przypadku jako dziecko milionerów, dostające na własność pięć mieszkań, utrzymujące się z ich sprzedaży lub wynajmu i dziwiące się, że istnieją ludzie biedni, które na tych działaniach cierpią. Ale powyższe przykłady pokazują, że sprzedawane przez Kościół ziemie mogą być istotnym elementem życia części społeczeństwa: miejscem zamieszkania lub głównym źródłem dochodu. Sprzedaż terenów deweloperom i milionerom może mieć w przyszłości konsekwencje nie tylko w pozbawianiu ludzi tych podstawowych zasobów, ale też niszczeniu krajobrazu i miejsc spotkań dla lokalnej społeczności.
Naiwnym byłoby wierzyć, że Kościół pełni dziś funkcję wyłącznie rytualną, moralną czy wspólnotową: w czasach późnego kapitalizmu jest na rynku dużym i dość dzikim graczem i tak właśnie powinien być traktowany przez państwo – inaczej jego transakcje mogą w którymś momencie mieć wpływ na nasze życie w równym stopniu, co szczucie na osoby LGBT i kobiety, które dokonują aborcji.
**
Weronika Brykalska (ur. 2000) – publicystka, redaktorka, feministka. Studiowała filologię polską i sztukę pisania na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu. Członkini Stowarzyszenia Bez Mizoginii, Wyzysku, Przemocy, w którym koordynuje obszar pomocy bezpośredniej. Jedna z osób tworzących internetowy projekt Wiedza Mas.










Komentarze
Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!