Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

Najmniejsze zdziwienie świata: zastrzyki trucizny nie są humanitarne

Być może sądzicie, że recepturę zastrzyków trucizny używanych do egzekucji opracowali znamienici lekarze kierujący się wiedzą naukową i względami humanitaryzmu. Tak pewnie powinno być – ale tak nie było.

Więzienie stanowe w San Quentin – tu podaje się zastrzyki trucizny.
Celnie!
WTF
Płacz

3

Christa Pike przeżyła własną egzekucję. Podana jej 30 września 2026 w śmiertelnym zastrzyku podwójna dawka pentobarbitalu okazała się nieskuteczna. Zastrzeżenia zgłaszane przed egzekucją przez Pike i jej adwokatów władzom stanu Tennessee nie były bezpodstawne, biorąc pod uwagę historię metody, która miała być bardziej humanitarną – lub tylko na taką wyglądać.

„Jako były rolnik i hodowca koni wiem, jak to jest zastrzelić rannego konia. Teraz dzwoni się do weterynarza, a ten podaje mu zastrzyk i koń zasypia. Czy zatem przy karze śmierci też nie powinniśmy stosować bardziej humanitarnych metod – prostego zastrzyku lub środka uspokajającego?” – zastanawiał się w 1973 Ronald Reagan, ówczesny gubernator Kalifornii. Rok wcześniej Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych orzekł, że przepisy o karze śmierci są zbyt arbitralne. Legislatury stanowe były zmuszone opracować nowe regulacje, by móc wznowić egzekucje. 

Społeczne poparcie dla kary śmierci systematycznie spadało, a wizja rozstrzeliwania, wieszania i uśmiercania skazanych na krześle elektrycznym stawała się coraz mniej strawna dla społeczeństwa. 

Czytaj także Kolejne morderstwo sądowe w USA. Marcellus Williams może i był niewinny, ale za to czarny Aleksandra Herzyk

W Oklahomie ustawodawcy w poszukiwaniu tańszej i jakoby bardziej humanitarnej alternatywy dla krzesła elektrycznego zwrócili się do stanowego stowarzyszenia lekarzy, jednak jego przedstawiciele odmówili współpracy ze względów etycznych. Ostatecznie stanowy lekarz sądowy A. Jay Chapman opracował kombinację leków mających skutecznie uśmiercić więźnia – roztwór soli fizjologicznej z barbituranami w połączeniu ze środkiem paraliżującym. Barbituran miał pozbawić więźnia przytomności, a środek paraliżujący zatrzymać oddychanie. Chapman nie przeprowadził w tym celu żadnych badań.

Zapytany później, dlaczego wybrał właśnie te leki, Chapman odpowiedział, że oparł się na własnym doświadczeniu, bo był poddawany znieczuleniu. Później uzupełnił miksturę o chlorek potasu, aby wywołać zatrzymanie akcji serca. „A dlaczego nie?” – odparł zapytany, skąd pomysł tej konkretnej substancji. Chlorek potasu był po prostu powszechnie znany jako śmiertelna trucizna.

W ten sposób powstała standardowa procedura egzekucji skazanych: tiopental sodowy miał pozbawić przytomności, bromek pankuronium (znany między innymi pod nazwą handlową Pavulon) miał sparaliżować mięśnie, w tym oddechowe, a chlorek potasu miał zatrzymać pracę serca. Reszta stanów przyjęła u siebie procedurę z Oklahomy, w niektórych przypadkach na zasadzie niechlujnego kopiuj-wklej. W procedurze wykonywania śmiertelnego zastrzyku w Tennessee z 2007 roku funkcjonariuszy instruowano, by ogolili skazanemu głowę i mieli w pobliżu gaśnicę.

W 1982 w Teksasie przeprowadzono pierwszą egzekucję z wykorzystaniem tej procedury. Wraz z kolejnymi zaczęły pojawiać się problemy. Egzekucje nie były (i nadal nie są) przeprowadzane przez lekarzy, ale przez pracowników więzienia, którzy niejednokrotnie mieli trudności ze znalezieniem żył u zazwyczaj odwodnionych więźniów, często już w kiepskim stanie zdrowia.

W 1987 egzekucja Elliota Roda Johnsona trwała niemal godzinę. Rok później, podczas egzekucji Raymonda Landry’ego, igła wysunęła się z żyły, a chemikalia rozbryzgnęły się po pomieszczeniu. W 1989 Stephen McCoy gwałtownie zareagował na podawane substancje, krztusząc się i wyginając w konwulsjach.

Osobną kwestią pozostaje wpływ takich sytuacji na pracowników więzienia. W latach 90. zaczęły pojawiać się pozwy dotyczące stosowanych leków i samej procedury, ryzyka niewłaściwego wkłucia, niedostatecznego znieczulenia czy możliwości pozostania przytomnym po podaniu pierwszego leku.

W 2004 skazani na śmierć Ralph Baze i Thomas Bowling złożyli w Kentucky pozew, utrzymując, że stosowana przez stan metoda może powodować niepotrzebny ból, co narusza ósmą poprawkę do konstytucji, chroniącą przed „okrutnymi i nadzwyczajnymi” karami. Strona pozywająca argumentowała, że środek paraliżujący służy przede wszystkim świętemu spokojowi świadków: unieruchamia skazanego, przez co wygląda on na nieprzytomnego, nawet jeśli w rzeczywistości odczuwa ból. Podnoszono również, że środek może sparaliżować mięśnie oddechowe, zanim skazany straci przytomność, pozbawiając go możliwości zasygnalizowania cierpienia. Z tego właśnie powodu w 42 stanach zakazano stosowania takich środków przy eutanazji zwierząt. Mimo to w 2008 Sąd Najwyższy orzekł, że procedura z Kentucky nie narusza ósmej poprawki, uznając, że stwarza zbyt małe ryzyko poważnego bólu, by można było uznać ją za okrutną.

Czytaj także Dzieją się rzeczy, które jeszcze niedawno nie mieściły się w głowie Piotr Ikonowicz

Problem w tym, że trudno jednoznacznie rozstrzygnąć, co w tej procedurze jest humanitarne, a co okrutne, skoro jej założenia przez lata opierały się w dużej mierze na przypuszczeniach. Materiału do analizy dostarczyły już same egzekucje. Z analiz danych z egzekucji w Kalifornii wywnioskowano, że zatrzymanie akcji serca u skazanych następowało później, niż oczekiwano. Oznacza to, że śmierć mogła niekiedy wynikać raczej z zatrzymania oddechu spowodowanego przez środek paraliżujący.

W 2020 śledztwo NPR przeanalizowało ponad 200 wyników sekcji zwłok osób straconych poprzez śmiertelny zastrzyk. W 84 proc. przypadków stwierdzono obrzęk płuc, który mógł powstać gwałtownie po podaniu leków i wywoływać uczucie duszenia się przy jednoczesnym paraliżu. Nie wiadomo, czy skazani byli wówczas przytomni i czy odczuwali ból. Dane sugerują jednak, że ich organizm reagował w sposób, którego procedura nie przewiduje, a oni sami byli w zasadzie uczestnikami eksperymentów. 

W międzyczasie stany, gdzie wykonuje się karę śmierci, zaczęły mierzyć się z kolejnym problemem. W 2011 firma Hospira, jedyny producent tiopentalu sodowego w USA, zaprzestała jego wytwarzania, a poszczególne stany zaczęły modyfikować swoje procedury. Tiopental sodowy zastępowano stopniowo pentobarbitalem i midazolamem. Z czasem jednak również dostęp do tych substancji stawał się coraz trudniejszy, ponieważ ich producenci i dystrybutorzy zaczęli odmawiać dostarczania ich na potrzeby egzekucji. 

Stany próbowały uzupełniać zapasy, korzystając z usług tak zwanych compounding pharmacies, czyli małych aptek sporządzających leki recepturowe. W 2012 funkcjonariusze służby więziennej z Idaho kupili pentobarbital, wręczając pewnemu farmaceucie z Tacomy 15 tysięcy dolarów w gotówce na parkingu sklepu Walmart.

Szukano też za granicą. Nebraska próbowała kupić tiopental od indyjskiej firmy Harris Pharma, która okazała się jedynie adresem biura na przedmieściach Kalkuty wynajętego przez człowieka bez doświadczenia w branży farmaceutycznej. Dostawy nigdy nie dotarły do Nebraski, głównie ze względu na brak odpowiednich zezwoleń. 

W 2012 roku stan Missouri ogłosił zamiar wykorzystania przy egzekucji propofolu, powszechnie stosowanego jako środek znieczulający. Produkujący propofol niemiecki koncern Fresenius wprowadził wtedy ograniczenia dystrybucji i odmówił sprzedaży leku zakładom karnym, obawiając się zarówno wykorzystania go niezgodnie z przeznaczeniem, jak i unijnych ograniczeń eksportu. 

Większość tych nieprawidłowości wychodzi na jaw dopiero w toku postępowań sądowych, dziennikarskich śledztw i działań organizacji monitorujących wykonywanie kary śmierci. Same stany często ograniczają dostęp do informacji dotyczących procedur egzekucyjnych, powołując się na przepisy o poufności lub bezpieczeństwie. 

W 2022 dziennikarze „The Tennessean” przeanalizowali tysiące stron dokumentów z federalnych postępowań sądowych i ujawnili liczne odstępstwa od obowiązujących procedur, między innymi nieprawidłowe przechowywanie substancji używanych podczas egzekucji. W 2026 w postępowaniu dotyczącym egzekucji Harolda Wayne’a Nicholsa sąd nakazał ujawnienie dat ważności leków użytych podczas dwóch wcześniejszych egzekucji. Stan odwołał się od nakazu, argumentując, że informacje te mogłyby potencjalnie pozwolić zidentyfikować dostawcę. 

W latach 2018–2020 sześć z siedmiu egzekucji w Tennessee przeprowadzono na krześle elektrycznym. Skazani wybrali tę metodę zamiast śmiertelnego zastrzyku, uznając ją za bardziej przewidywalną i potencjalnie mniej bolesną niż zastrzyk. Po 2020 Tennessee wstrzymało egzekucje na ponad pięć lat, a gdy je wznowiono w 2025, wszystkie wykonano już za pomocą jednego zastrzyku z pentobarbitalem. 

Czytaj także Licencja na zabijanie. Kto powie rządowi, że czasem lepiej się cofnąć? Katarzyna Przyborska

W maju 2026 po godzinie bezskutecznych prób wkłucia igły przerwano egzekucję Tony’ego Carruthersa. Gubernator stanu Bill Lee przyznał Carruthersowi roczne odroczenie egzekucji. Przed egzekucją Pike jej adwokaci powoływali się bezpośrednio na nieudaną egzekucję Carruthersa, argumentując, że Tennessee nie jest w stanie zagwarantować prawidłowego wykonania procedury.

W każdej dyskusji o procedurach związanych z karą śmierci można z powodzeniem założyć, że wszelkie fakty i dane zostaną zignorowane na rzecz odruchowego argumentu „zwyrodnialcy zasłużyli na swój los albo i gorzej”. W tym starciu argumenty o kosztowności kary śmierci czy braku jej funkcji odstraszającej nie mają większego znaczenia. Dlaczego w ogóle miałby się ktoś przejmować, że jakąś morderczynię coś boli?

Tymczasem historia egzekucji przez śmiertelny zastrzyk to po prostu kolejna z wielu historii, w których rzeczywistość okazuje się zupełnie inna niż pozory stwarzane przez władzę, zwłaszcza gdy władza ta musi uczynić znośną przemoc sankcjonowaną prawnie.

Komentarze

Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x