Radzie Unii Europejskiej udało się przedłużyć sankcje wobec ponad 3 tys. osób i podmiotów objętych nimi za działania podważające lub zagrażające integralności terytorialnej, suwerenności i niezależności Ukrainy”. Jak zwykle nie obyło się bez komplikacji, bo poszczególne kraje Unii miały różne wizje tego procesu: w efekcie 15 września trzeba było działanie dotychczasowej listy sankcyjnej przedłużyć o tydzień, by zyskać czas na dalsze negocjacje. Ich efektem jest to, że sankcje zostały przedłużone od razu na trzy lata, do 22 września 2029 roku, co stanowi miłą odmianę od wcześniejszej praktyki przeglądów list co pół roku i uzgadniania ich za każdym razem jednomyślnie. Ale jest i gorzka pigułka. Z oświadczenia irlandzkiej prezydencji dowiedzieliśmy się, że sankcje zostały przedłużone „bez niektórych osób”. Nie zajęło wiele czasu ustalenie, że chodzi między innymi o Aliszera Usmanowa i Michaiła Fridmana.
Urodzony w Uzbekistanie Usmanow uznawany jest za jednego z najbogatszych Rosjan. Jest głównym akcjonariuszem holdingu USM, w którym posiada 49 proc. udziałów; holding ma aktywa m.in. w metalurgii, górnictwie i telekomunikacji. Posiadał udziały w rosyjskiej sieci społecznościowej VK (w styczniu 2014 roku założyciel sieci i twórca Telegramu Paweł Durow sprzedał swoje 12 procent szefowi kontrolowanego przez Usmanowa Megafonu, w kwietniu został zdymisjonowany, a potem opuścił Rosję) oraz w sieci telekomunikacyjnej Megafon. W 2006 roku Usmanow kupił wydawcę Kommersanta, największej i podówczas najbardziej wpływowej gazety biznesowej w Rosji. W grudnia 2015 roku został jedynym właścicielem spółki Kommersant Holding. W 2026 roku rosyjski Forbes umieścił go na 10. miejscu na liście rosyjskich miliarderów, szacując wartość jego majątku na 14,5 miliarda dolarów.
O jedno miejsce w tym samym rankingu wyprzedził Usmanowa drugi już-nie-podsankcyjny miliarder z Rosji – Michaił Fridman, który ma – według tego samego Forbesa – dwa miliardy dolarów więcej (16,5 mld). W latach 90. w Rosji rozpowszechniło się określenie „siemibankirszczina”, nawiązujące do historycznego pojęcia „siemibojarszczyny”, czyli okresu władzy siedmiu bojarów na początku XVII wieku. Poprzez analogię „siemibankirszczina” oznaczała grupę wpływów, do której zaliczali się najbogatsi biznesmeni działający w sektorze finansowym. Fridman był wtedy wymieniany jako jeden z nich, choć w różnym czasie i różne źródła podawały różny skład tej grupy. Urodzony we Lwowie inżynier po moskiewskiej uczelni stał się w latach 90. współzałożycielem Alfa-Banku, największego prywatnego banku w Rosji, działającego w ramach większego holdingu Alfa Group (zajmującego się także ubezpieczeniami). Fridman i jego wspólnik Piotr Awen sprzedali udziały w Alfa-Banku (45 proc.) i Alfa Strakhovanie (42 proc.) dawnemu partnerowi Andriejowi Kosogowowi – umowę zawarto w 2023 roku, sfinalizowano w 2024. Według źródeł gazety miało to przyspieszyć zdjęcie zachodnich sankcji.
Usmanow zdecydował się natomiast na kampanię prawną przeciwko mediom, które nazywały go oligarchą i osobą zbliżoną do Putina. W pierwszym dokumencie sankcyjnym z 28 lutego 2022 roku (rozporządzenie wykonawcze Rady 2022/336) Usmanow został opisany jako „określany mianem jednego z ulubionych oligarchów Putina”, który – według doniesień – „był jego przykrywką i rozwiązywał jego problemy biznesowe”. Uzasadnienie przywołuje też wyciek dokumentów z amerykańskiego departamentu skarbu, tzw. FinCEN Files, według których Usmanow zapłacił 6 mln dolarów doradcy Putina Walentinowi Jumaszewowi, a były prezydent, premier, a obecnie zastępca przewodniczącego rosyjskiej rady bezpieczeństwa Dmitrij Miedwiediew korzystał z luksusowych rezydencji kontrolowanych przez Usmanowa, natomiast należący do niego Kommiersant opublikował antyukraiński artykuł Miedwiediewa – stąd wniosek Rady UE, że „aktywnie wspierał politykę rosyjskiego rządu destabilizacji Ukrainy”.
Postępowania przeciw mediom miały bezpośrednie znaczenie dla sporu o sankcje: pełnomocnicy Usmanowa argumentowali, że zakazane przez sądy twierdzenia należały do materiału wykorzystywanego przy ich uzasadnianiu. W styczniu 2024 roku sąd w Hamburgu zakazał rozpowszechniania twierdzenia Forbesa, że Usmanow był „przykrywką” dla Putina, a w styczniu 2026 zakazał „FAZ” powtarzania kilku twierdzeń o jego związkach z rosyjskimi władzami. Jego pełnomocnik przekonywał wprost, że wyrok pokazuje bezpodstawność uzasadnienia sankcji UE. W lutym 2024 roku sąd UE oddalił jednak jego własną skargę, uznając, że Rada miała wystarczające dowody. Usmanow odwołał się od tego wyroku do Trybunału Sprawiedliwości, postępowanie odwoławcze pozostaje w toku.
Z podobnymi żądaniami przedstawiciele Usmanowa zwrócili się w sierpniu 2026 roku także do Krytyki Politycznej. Zakwestionowali fragmenty dwóch artykułów (Kluby, jachty i helikoptery, które pomogą odbudować Ukrainę oraz Jeden jacht cudów nie czyni. Jeszcze wiele trzeba zrobić, żeby rosyjscy oligarchowie odczuli sankcje) z marca 2022 roku dotyczące aktywów łączonych z Usmanowem, określania go mianem oligarchy oraz jego relacji z Kremlem. Zażądali usunięcia obu tekstów i podpisania zobowiązania do nierozpowszechniania wskazanych twierdzeń również w przyszłości. Redakcja po ponownej weryfikacji zaktualizowała informacje dotyczące statusu aktywów, ale odmówiła usunięcia artykułów i podpisania takiego zobowiązania.
Obaj miliarderzy trafili na unijną listę sankcyjną 28 lutego 2022 roku, krótko po wybuchu pełnoskalowej wojny. I obaj nie ustawali w wysiłkach na rzecz skreślenia ich nazwisk z tej listy. Fridman podawał UE do sądu, który przyznał mu rację: 10 kwietnia 2024 roku Sąd UE unieważnił wpisy jego i Piotra Awena na listę w okresie od 28 lutego 2022 do 15 marca 2023, uznając, że żadna podstawa wpisów nie była wystarczająca. Ponieważ Rada regularnie przedłużała sankcje kolejnymi aktami, Fridman i Awen pozostali na liście. W międzyczasie wybuchła aferka, kiedy okazało się, że w 2022 roku do Komisji Europejskiej trafił list w sprawie zdjęcia sankcji z głównych akcjonariuszy Alfa Group, Fridmana i Awena, a wśród sygnatariuszy był Leonid Wołkow, podówczas szef zarządu międzynarodowej Fundacji Walki z Korupcją Aleksieja Nawalnego. Wstawiennictwo opozycjonisty za oligarchami, którzy funkcjonowali w kremlowskim ekosystemie ekonomiczno-politycznym wywołało oburzenie i zmusiło Wołkowa do rezygnacji ze stanowiska; nazwał to „poważnym błędem politycznym”, ale jednocześnie argumentował, że przejrzyste kryteria wyjścia z sankcji (potępienie wojny, pomoc Ukrainie, zerwanie z reżimem) przyniosłyby więcej pożytku niż ograniczenia dla rosyjskich biznesmenów.
Kiedy gruchnęła wieść, że na nowej liście nie będzie Usmanowa i Fridmana, Wołkow skrytykował tę decyzję: zdjęcie sankcji z Fridmana nazwał błędem, a z Usmanowa „moralną katastrofą”. Decyzję Rady UE mocno potępiła również Julia Nawalnaja i szereg innych publicznych rosyjskich opozycjonistów i emigracyjnych działaczy.
Najmocniejsza krytyka przyszła oczywiście z Ukrainy. Szef MSZ Andrij Sybiha nazwał decyzję haniebną i nieuzasadnioną, a Zełenski – szkodliwym dla samej Unii sygnałem. Krytycy podkreślają, że tworzy to niebezpieczny precedens, zwracając uwagę na okoliczności, w jakich do niej doszło. Bo Rada zdejmowała już sankcje z mniej i bardziej wpływowych figur. Np. z dyrektora OZON, rosyjskiej platformy sprzedaży internetowej, Aleksandra Szulgina, który zanim złożył skargę do sądu UE, zrezygnował ze stanowiska i wyszedł z zarządu. Podobnie było w głośniejszym przypadku Arkadija Wołoża, współtwórcy rosysjkiego giganta internetowego Yandex, który nazwał wojnę „barbarzyńską” i zainicjował wyprowadzenie Yandex NV z rosyjskich aktywów. W minionych latach z listy sankcyjnych wykreślono m.in. siostrę Usmanowa Saodat Narzijewą i byłą żonę Fridmana Olgę Ajziman, a wpis na listę matki Prigożyna unieważnił sąd UE.
Na temat sankcji zdjętych z Usmanowa i Fridmana wypowiedział się również rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow, który uznał je za bezprawne i stwierdził, że należy je zdjąć ze wszystkich rosyjskich biznesmenów i obywateli Rosji.
Oburzenie i krytyka „niebezpiecznego precedensu” polegają jednak na tym, że wiele wskazuje na to, że decyzja ta miała podłoże politycznego targu, a nie obiektywnych czynników. Według źródeł, na które powołuje się Le Monde, EU Observer i Financial Times, Francja domagała się zdjęcia sankcji z Usmanowa na mocy nieformalnego układu (żadna strona się do niego nie przyznaje), w którym Azerbejdżan obiecał Paryżowi zwolnienie kilku więźniów, wśród których są francuscy obywatele. Dlaczego Baku miałoby tak zabiegać o zdjęcie sankcji z Usmanowa, nie wiadomo. Już na drugi dzień po publikacji uaktualnionej listy sankcyjnej z azerbejdżańskiego więzienia wyszedł skazany na 10 lat za szpiegostwo francuski przedsiębiorca Martin Ryan. Za Usmanowem i Fridmanem wstawiła się także Słowacja, ale w przypadku tego drugiego kluczowa była postawa Luksemburga, który mierzy się z pozwem od Fridmana opiewającym na 16 miliardów dolarów. Fridman twierdzi bowiem, że objęcie go sankcjami i zamrożenie jego luksemburskich aktywów narusza umowę międzypaństwową jeszcze z czasów ZSRR (postsowiecka Rosja jest prawną spadkobierczynią tych umów).
Trudno więc oprzeć się wrażeniu, że sankcyjna ulga została przehandlowana i to bodaj budzi największe obawy. Zdjęcie europejskich sankcji oznacza odmrożenie aktywów i możliwość swobodnego podróżowania po Unii. Ale nie oznacza, że wszystko to nastąpi automatycznie: Łotwa, Estonia i Litwa zapowiedziały sankcje krajowe, a obaj miliarderzy pozostają na listach m.in. Stanów Zjednoczonych (Fridman od 2023 roku), Wielkiej Brytanii, Kanady, Australii i Szwajcarii. Londyn nie zamierza swoich sankcji zmieniać. Utrzymujące się sankcje USA oraz związane z nimi ryzyka prawne i bankowe mogą nadal odstraszać część europejskich kontrahentów od transakcji z Usmanowem i Fridmanem.
Najistotniejsze w tej historii jest chyba jednak to, że sankcje i ich zdjęcie z dwójki rosyjskich miliarderów można rozpatrywać z jednej strony jako przejaw słabości europejskiej wspólnoty i zasad, którymi się (nie) kieruje. Z drugiej zaś, obserwując determinację Usmanowa i Fridmana w walce o usunięcie z listy, można uznać, że europejskie sankcje są, wbrew głównej narracji rosyjskiej propagandy, bardzo dotkliwym narzędziem dla najbogatszych rosyjskich biznesmenów.

Materiał powstał dzięki wsparciu Centrum Mieroszewskiego.









Komentarze
Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!