Kluczowe wyzwisko wśród mężczyzn to zazwyczaj – obok przytyków do ich matek – sugestia homoseksualizmu. „Pedzio” to bodaj najdelikatniejsze tego rodzaju określenie, istnieje wiele znacznie bardziej wulgarnych. Niezależnie jednak od ciężaru gatunkowego wyzwiska, sens pozostaje ten sam, gdziekolwiek taka sugestia pada – od stadionów piłkarskich po kuluary sejmowe. Przy całym bowiem postępie emancypacji środowisk LGBT, jaki się już dokonał, gdy tylko mężczyzna chce obrazić innego mężczyznę, sięga po deprecjonowanie jego „męskości” i heteroseksualności.
Kluczowym elementem obrazy jest tu dość woluntarystyczne przypięcie łatki mężczyzny „niemęskiego” (a więc pasywnego, seksualnie zdominowanego przez innego mężczyznę). Brzmi nieco jak oksymoron, tym bardziej że prawica przecież ma zakodowane na twardo: jak kto się urodził biologicznie chłopem, to chłopem jest i basta. Jak się ubiera, nazywa i utożsamia – to jakieś widzimisię. Gender przecież, w prawicowym ujęciu, nie istnieje.
Społeczni eksperci od genderu
W wypadku jednak „pedała” prawica zdaje się nagle rozumieć niuanse antropologii i nawet umysły tak nieskomplikowane jak piłkarscy chuligani potrafią błyskawicznie rozpoznać, że ktoś nie przydał swojej męskości odpowiedniego rekwizytorium i zestawu gestów. Ergo, rozumuje chuligan, mężczyzną nie jest i trzeba jego płeć kulturową skalibrować poprzez złożenie mu staropolskiego „wpierdolu”.
W tej niezwykłej antropologicznej wizji wybierany przez jednostkę odcień własnej płci kulturowej nie decyduje o niczym. Decyduje kontrola społeczna, sprawne oko osiłka. Ten specjalista od uzgadniania płci z chęcią ci wyjaśni pod nocnym, co masz nie tak z kulturowym opakowaniem swoich genitaliów.
Jak ważna to sprawa dla wielu panów, wskazywać może fakt, że Wojtek Gola, włodarz Fame MMA, przedstawiał publicznie – i to wielokrotnie – dokument badania wariografem na ponad 20 stron, mający zaświadczać, że nie jest biseksualny. Nie jest to odosobniony przypadek. Badania wskazują, że młodzi mężczyźni unikają normalnych koleżeńskich zajęć jak wyjście we dwóch do kina, na piwo czy jakiegokolwiek kontaktu fizycznego, gdyż boją się uznania tego za niemęskie, albo wręcz homoseksualne. Niezwykle łatwo wypaść z klubu „męskich” mężczyzn.
Czujne oko „męskiego mężczyzny”
Żeby było jasne – sprawa nie ma się tak prosto, że o przynależności do zacnego grona „cwelów”, „ciot” i „pedałów” decydują kontakty seksualne mężczyzny z mężczyzną. Tego bowiem przy randomowym spotkaniu na ulicy nie sposób przecież sprawdzić. A gdyby nawet, to jednopłciowe kontakty seksualne ma tylko około 8 proc. mężczyzn. „Cwelów” zaś, „ciot” i „pedałów” w knajackim dyskursie, jest jednak dużo więcej. Czyś więc cis-ojciec dzieciom, czy stały bywalec darkroomów – nie ma znaczenia. Czujne oko „męskiego mężczyzny” błyskawicznie wyłowi cię z grona innych i przyda etykietkę, która ma być obelgą.
Nie mamy więc po prostu do czynienia z bojem tradycjonalistów przeciwko realnemu homoseksualizmowi. Kluczowe okazuje się rekwizytorium sugerujące feminizację osobnika ponad akceptowaną w danym sezonie męskości normę. Dziś będzie to najpewniej malowanie paznokci, widoczny makijaż, crop topy, stringi, noszenie spódnicy, ostrzykane usta, doklejone rzęsy, tipsy, eyeliner, błyszczyk, brokat i cekiny, prześwity i koronki. I choćby ci się wydawało, że nigdy tego na siebie nie założysz, że to twoja no go zone i nigdy się nie zdarzy, to nie bądź taki pewny, bo wiele już mód wjechało z niszy do głównego nurtu i wielu się zapierało, by później z dumą obnosić to, co akurat podały im modowe kręgi.
Spoglądając w przeszłość, można zauważyć, że wielu gejów znacząco wyprzedzało trendy, a wiele rzeczy, za które można było kiedyś zebrać oklep, dziś jest normą wśród ewidentnie niehomoseksualnych mężczyzn. Co na przykład? Kremy, odżywki, perfumy i depilacje – klatki piersiowej, pach, pleców i genitaliów. Samoopalacze i brązery. Malutkie torebeczki. Kolczyki w sutkach, ozdobne wisiorki, pierścienie i pierścionki. Lajkrowe ciuchy, fetyszystowskie wdzianka i wzorek w panterkę. A w końcu cięższa artyleria, czyli medycyna estetyczna – botoks, lifting, odsysanie tłuszczu, korekta powiek, przeszczepy włosów i korekta linii szczęki.
Podobnie gładko znormalizowały się niestandardowe zachowania seksualne – seks grupowy, swingowanie, otwarte związki. Wszystko, co słyszałeś o rozpustnych gejach, już dawno wjechało do heterozwiązków do tego stopnia, że filary „tradycyjnej rodziny”, „normalności” i „antywoke” – czyli piłkarska chuliganka – bawi się już w fantazje rodem z darkroomów. Prawicowcy, którzy dziś plują na „pedalskie” rozrywki, sami będą się im jutro oddawać.
Seminaria, patrole, ustawki
Skąd zatem obsesyjna niechęć do homoseksualistów w światku „prawdziwych mężczyzn”? Otóż stąd, że tam, gdzie grupy homospołeczne są istotne dla tożsamości, często towarzyszy im piętnowanie homoseksualizmu.
Klasztor, koszary, seminarium, pokład statku czy kopalniana sztolnia – przed emancypacją kobiet większość relacji władzy i produkcji odbywało się w grupach jednopłciowych. Jednocześnie tworzyło się tam, jak to w ludzkich zbiorowiskach, seksualno-dominacyjne napięcie. W owych wspólnotach, złożonych wówczas niemal wyłącznie z mężczyzn, surowo egzekwowano zasadę nieokazywania seksualności między ich członkami.
Dlaczego? Otóż, jak to (wedle relacji pierwszego szefa Gestapo, Rudolfa Dielsa) ujął pewien austriacki akwarelista: „gdybym miał wybór między kochaną, ale niekompetentną dziewczyną jako sekretarką i taką, która jest odpowiednia, ale ohydna, zdecydowałbym się z pewnością, na kochaną niekompetentną. Tak więc, jeżeli homoseksualiści przejęliby władzę i wpływy, nazistowskie Niemcy znalazłyby się w rękach tych kreatur i ich kochanków”. Wykluczenie relacji seksualnych między członkami grupy pozwalało więc na utrzymanie hierarchii i posłuszeństwa. Dodatkowo stłamszone libido można było zaprzęgnąć do bardziej produktywnych i zyskownych dla liderów czynności niż zaspokajanie cielesnych żądzy.
Do dziś, mimo równouprawnienia, zostało nieco wspólnot ściśle zarezerwowanych dla mężczyzn – i dziwnym trafem są one otwarcie homofobiczne. Któż to taki? Księża obleczeni w duchowne sukienki, członkowie ruchów i organizacji paramilitarnych oraz jeżdżący na mecze i ustawki półnadzy piłkarscy chuligani. Trudno w społeczeństwie znaleźć bardziej niechętne osobom LGBT grupy niż właśnie te trzy. Tak się jakoś składa, że męskie umiłowanie Boga, narodu lub lokalnego klubu sportowego łączy się z egzaltowaną ekspresją nienawiści do nieheteroseksualnych mężczyzn.
Target idealny
Nawet jeśli homoseksualni mężczyźni inicjują czasem trendy i zdobywają w ten sposób widoczność, zysk z tego mają niewielki. Jest to bowiem widoczność dość specyficzna. Ich medialne reprezentacje strzygą, ubierają i projektują, tańczą i śpiewają, grają w filmach i na instrumentach oraz nie boją się nosić odzieży wykraczającej poza standardowe pojmowanie mody męskiej. Wbrew tym pozorom geje nie są grupą überkonsumpcyjnych mężczyzn „naturalnie” predestynowanych do takiej roli w społeczeństwie. Jest wprost przeciwnie. Ta rola to po prostu jedyne, co polskie społeczeństwo realnie oferuje gejom, którzy nie chcą ukrywać swojej orientacji. Mężczyzna wolny od dzieci i związanych z nimi obowiązków, za to oddany konsumpcji dóbr i usług – idealny target.
Poszedłbym o zakład, że tyle samo jest gejów projektantów mody co gejów sportowców, a jednak tylko ci pierwsi stali się ikoną swojej branży. Akceptacja i emancypacja dana jest więc tylko najzamożniejszej warstwie homoseksualnych mężczyzn i tylko w wyraźnie nakreślonych granicach.
Jednocześnie dla prawicy taki właśnie – lubieżny, bogaty i sfeminizowany gej – to idealny straszak. Nie jest swojski, wyprzedza trendy, konsumuje naddatkowo dobra materialne i relacje, budzi zazdrość, a mimo swojej obcości należy do elit, bo regularnie pokazują go w telewizji. Nie dziwne więc, że właśnie taką medialną reprezentację homoseksualnego mężczyzny wybiera na wroga w kampanii nienawiści jakiś kolejny prawicowy populista.
A tymczasem reszta gejów i lesbijek, ani zamożna, ani śledząca trendy, ani przesadnie lubieżna, zostaje wystawiona skrajnej prawicy na łup i zbiera cięgi. Nie dość więc, że geje przecierają szlaki rozmaitych utowarowień ciała i ducha, które heteronormatywna reszta zaraz przyjmie za swoje, to jeszcze pozostają obiektem populistycznej nienawiści. I tak więc źle, i tak niedobrze. Dopóki będzie istnieć kapitalizm i kręgi zamknięte na emancypację, tak właśnie będzie się ta machina kręcić.










Komentarze
Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!