Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

Jestem VIP-em i macie mi pochlebiać. Czy artyści powinni krytykować swoich krytyków?

Ataki Jana Klaty i Pawła Demirskiego na recenzentów swoich dokonań pokazują, że założenie osobnego medium, w którym artyści krytykowaliby krytyków, mogłoby przynieść środowisku teatralnemu wiele korzyści.

Male singer on stage holding microphone close to mouth, gesturing with his left hand under blue stage lighting
1
Walka

Obserwując ostatnie wydarzenia, nie mam wątpliwości, że palącą potrzebą jest utworzenie medium dla artystów chcących zrecenzować recenzje swoich dzieł. Reżyserowie teatralni mogliby wtedy wyrazić na łamach czasopisma kulturalnego swoją negatywną opinię o negatywnej opinii, barwne dyskusje można by śledzić z wypiekami na twarzy i przedłużać długie trwanie spektakli, o których po fali pierwszych recenzji pisze się coraz mniej. A przecież tak wielu twórców chętnie wyjaśniłoby krytykom, czego nie zrozumieli i dlaczego nie mają kompetencji do rozumienia ich dzieł. Tak jak zrobili to w ostatnim czasie Jan Klata i Paweł Demirski.

Co tu naprawdę szeleści?

Tę potrzebę mądrze wyczuł redaktor naczelny czasopisma „Teatr” Tomasz Plata, który pod koniec maja spytał, kto chce popolemizować z recenzjami „Teatru” i poprosił, by się nie pchać. Zaczęło się od dramatopisarza, obecnie także reżysera, Pawła Demirskiego, który postanowił pójść z teatrologiem, prof. UJ Dariuszem Kosińskim w oficjalny beef. To, że się nie lubią, i tak było już tajemnicą poliszynela. Jednak tak konkretny i personalny diss opublikowano Demirskiemu po raz pierwszy – z tytułem Dobrze jest Ci? Ignorancja szeleści.

Czytaj także Kmiecik: Polski teatr pogrąża się w kryzysie wyobraźni [rozmowa] Witold Mrozek

To odpowiedź na recenzję Kosińskiego, krytykującego spektakl Mam coś w głębi nie do przedstawienia. Hamlet na podstawie tekstu Demirskiego w reżyserii Remigiusza Brzyka w Starym Teatrze w Krakowie i nazywającego krakowską premierę „polsko-brechtowskim bigosem hultajskim”, „Narodowym Teatrem Traumy imienia Toksycznej Rodziny” z „nieznośnymi manierami” i „całą tą pseudoterapeutyczną gadaniną”. Znany z mocnych diagnoz krytyk porównał recepcję spektaklu do wysłuchiwania monologu słabo znanego człowieka, opowiadającego wszystkim całe swoje życie, mimo że nikt nie chce tego słuchać.

Demirski w odpowiedzi sugeruje, że krakowski profesor jest niemądrym trollem, który nie zrozumiał spektaklu i nie powinien się na jego temat wypowiadać. Reżyser serialu Aniela zliczył i pogrupował wyliczone zbiory słów według subiektywnej oceny, jak bardzo nie odnoszą się do autorskiej koncepcji i intencji. Z lektury tych wyliczeń można wywnioskować, że prawdopodobnie wczytał się w tekst Kosińskiego dużo głębiej, niż miało to miejsce w drugą stronę. W końcu profesor widział Hamleta raz, wynudził się i niczego nie policzył – poza tym, że roczniki młodsze niż opisywane wydarzenia nie są dla niego wiarygodne w skargach na nie.

Krytyka i tak umiera, niech przejmą ją artyści

Krytyczka teatralna Marcelina Obarska w odpowiedzi na publikację Demirskiego skomentowała: „postuluję, żeby twórcy zaczęli sami pisać recenzje swoich przedstawień”.

Trudno nie zobaczyć plusów takiego rozwiązania. Skończyłaby się może nadprodukcja spektakli – twórcy z największym ego zamiast tworzyć nowe dzieła pisaliby długie referaty dowartościowujące swoje premiery.

Zmniejszyłoby to także nierówności w zarobkach wśród artystów – recenzje są w końcu (statystycznie) gorzej płatne niż reżyseria, więc ci, którzy mieliby najwięcej do opisania, zarabialiby mniej, niż gdyby pracowali, reżyserując. Wielu krytyków zostałoby może bez pracy, ale już od tylu lat diagnozujemy śmierć krytyki teatralnej czy literackiej, że może już czas nareszcie przybić te gwoździe do trumny, zamiast stać z nimi w ręku i bać się chwycić młotek.

Czytaj także Bezprawie w Kielcach. PIS-owscy urzędnicy niszczą jedyny teatr Katarzyna Kowalewska rozmawia z Dagną Dywicką

Możliwe jednak, że albo się w tej kolejce do polemik w „Teatrze” pozabijano i w ten sposób chętni się nawzajem wyeliminowali, albo nie ustawili się w niej twórcy tak rozpoznawalni i przez to klikalni jak Demirski, albo nie każdy współpracownik byłby w stanie unieść taki tryb polemiki, więc z pomysłu zrezygnowano. Osobiście jestem wdzięczna redakcji Krytyki Politycznej, że nie prowadzi naboru polemik do moich tekstów, i myślę, że moim rówieśniczkom w „Teatrze” również mogłoby być ciężko zmierzyć się z rozwścieczonym twórcą.

Kto tu ma dużo do powiedzenia?

Tak jak Demirski pisał swój tekst ewidentnie na gorąco i w emocjach, tak trudno w ten sam sposób czytać wystąpienie dyrektora Teatru Narodowego w Warszawie Jana Klaty, który miał na jego przygotowanie aż trzy lata.

W połowie czerwca, podczas Opolskich Konfrontacji Teatralnych „Klasyka Żywa” w Teatrze im. Jana Kochanowskiego w Opolu, po pokazach świetnie przyjętego spektaklu Krzyżacy Teatru im. Stefana Jaracza w Olsztynie zaplanowano dyskusję wokół przedstawienia. Miał ją poprowadzić Piotr Dobrowolski, teatrolog, literaturoznawca, profesor UAM oraz redaktor dwutygodnika „Czas Kultury”. Zastąpił ją jednak monolog Jana Klaty, który, jak donoszą media, w agresywny sposób zagłuszał Dobrowolskiego i postanowił przedstawić swoje negatywne zdanie o negatywnej recenzji Dobrowolskiego sprzed… trzech lat.

Chodziło mu o tekst dotyczący realizacji Snu nocy letniej w Teatrze Nowym w Poznaniu – poznański krytyk nazwał spektakl „szowinistycznym koszmarem”, który ośmieszając niezgodę na przemoc i progresywne zmiany, działa przeciwko inicjatywom próbującym poprawić dobrostan osób pracujących w teatrze. Zachowanie Klaty wywołało falę krytyki, uderzającą także w jego metody pracy i sposób komunikacji z innymi. Pod listem środowiska wyrażającego oburzenie zaistniałą sytuacją podpisały się redakcje „Didaskaliów”, portalu Teatralny.pl, miesięcznika „Teatr” oraz przedstawiciele „Czasu Kultury, Dwutygodnika i „Dialogu”.

Zapytany o tę sytuację Klata najpierw zaprzeczył, że opisywany incydent w ogóle miał miejsce, a następnie odwołał konferencję prasową podsumowującą sezon teatralny w Narodowym. Szkoda, w końcu skoro aż trzy lata dojrzewała w nim polemika, to spodziewałabym się, że miał ją już mocno przemyślaną. Nie poszedł jednak za ciosem, być może słuchając rady jakiegoś przezornego specjalisty od PR-u.

Czytaj także Piszę o przemocy w teatrze. Zgadnij, o który chodzi [rozmowa z Igą Dzieciuchowicz] Katarzyna Kowalewska

Mimo próby wyciszenia być może powtórzy się przypadek Krystiana Lupy. Po odwołaniu premiery w Genewie z powodu skarg zespołu technicznego na sposób komunikacji, artystę spotkała fala krytyki. Wizerunkowi Lupy pomogła grupa całujących mu stopy wielbicieli i obrońców, takich jak choćby Tomasz Domagała (niespełniony artysta, za to spełniony krytyk krytyki Wielkich Artystów).

Two-panel meme: man in a yellow shirt covers his mouth; Polish captions joke about theater critics when directors terrorize actors.
Źródło: fanpejdż Jurek, Tadek i ziomki z Teatru

Klata nie ma tylu obrońców, ale też interesuje znacznie mniejsze grono ludzi, nawet jako dyrektor Teatru Narodowego. Uchodzi za artystę nierównego, centrowego, którego za bardzo nie lubi ani lewica (m.in. za krytykę ruchu #MeToo), ani prawica. Nie zdziwię się jednak, jeśli ktoś podchwyci postulat choreografki Ramony Nagabczyńskiej, by ktoś w końcu opisał „nadużycia tego pana”, o których „miałaby dużo do powiedzenia”.

Wymiana establishmentu

Rozczarowujące, że twórca zakłóconej swego czasu przez politycznych oponentów sztuki w Starym Teatrze w Krakowie nie wyciągnął z tej sytuacji ani krzty empatii i zdecydował się na gest właściwie podobny. W 2013 roku jego interpretację sztuki Augusta Strindberga Do Damaszku przerwano okrzykami „Hańba!” i „Wstyd” – nie w odpowiedzi na kontrowersyjność scen, lecz ze względu na kierunek artystyczny prowadzonej instytucji. Według relacji Klata wyszedł na scenę uspokajać widownię.

Czytaj także Zadara: Tradycyjny model reżyserowania jest wzorowany na dyktaturach Katarzyna Przyborska

Jeszcze kilka lat wcześniej reżyser krytykował „teatralny establishment”, „jelity”, „Teatralnych Wujów” za niszczenie teatru, chamskie komentarze i „histeryczne reakcje” podczas jego spektakli – jako przykład podał zagłuszanie przebiegu spektaklu Fantasy (podczas festiwalu KlataFest w Warszawie) przez Jana Englerta, głośno komentującego akcję sceniczną. Tymczasem obecnie sam zagłusza osoby, które mu się nie podobają i proponują myślenie inne niż dotychczas.

Źródło: fanpejdż Jurek, Tadek i ziomki z Teatru

Dobrze nam tu?

Potrzeba nam krytyki krytyków – takiej, która przynosi ważne zmiany. Jak kilkanaście lat temu Monika Strzępka z Demirskim, którzy krytyków nazywali mniej czy bardziej wprost hodowanymi na grzędzie idiotami, a potem z hukiem wychodzili ze studia. W słynnej, impertynenckiej rozmowie z Grzegorzem Chlastą dla Radia Tok FM naskoczyli na dziennikarza, broniąc słuszności protestów środowiska apelującego m.in. o zwiększenie państwowych nakładów na kulturę i docenienie znaczenia sztuki w społeczeństwie, a także docenienia kompetencji widzów i widzek, mających kontakt z tzw. „ambitną” sztuką.

Również Klata atakował „zgniłe liberalne elity” i szukał dróg, by „naprawdę” skomunikować się z publicznością. Nie wspominając już o całej rewolucji ojcobójców, obśmiewających krytyczny konserwatyzm, czy akcji palenia zniczy pod warszawskimi instytucjami na znak „śmierci” starego teatru repertuarowego i konieczności wymiany starszyzny.

Potrzebujemy krytyki krytyków i szerzej środowiska teatralnego czy artystycznego, ale takiej, która wychodzi ponad osobiste animozje i długo tłumioną żółć wobec jednej osoby czy tekstu, lecz która wiąże się z konkretnymi, ważnymi dla środowiska postulatami – innymi niż konieczność uznania wartości jednej konkretnej sztuki.

Swoją złość Klata z Demirskim mogliby zaś przekierować na coś bardziej produktywnego, jak chociażby poparcie Ustawy o statusie artysty zawodowego, mającej zapewnić najsłabiej i nieregularnie zarabiającym twórcom dostęp do ubezpieczeń społecznych i zdrowotnych. Niestety, pewnie naiwnością jest spodziewać się postulatów poprawy systemu od tych, którzy już się w nim świetnie ułożyli.

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Doktorantka Szkoły Doktorskiej Nauk Humanistycznych i Sztuki na Uniwersytecie Marii Curie Skłodowskiej w Lublinie. Bada konflikty i napięcia w teatrach publicznych w Polsce. Autorka tekstów o teatrze i książkach. W KP zajmuje się m.in. komunikacją.

Napisz do mnie
Tagi:
Wydanie: 20260704

Komentarze

Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!

Zaloguj się, aby skomentować
1 Komentarz
1
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x