Wydawało się, że na polaryzację w amerykańskim społeczeństwie nie ma lekarstwa. A jednak – na jednym polu walki sprzymierzyły się populistyczne sektory obu politycznych stron, opinia publiczna, nawet część polityków, póki co głównie po stronie republikańskiej, jeśli nie liczyć Berniego Sandersa. Mowa oczywiście o sztucznej inteligencji, której jako tematu rozmów wszyscy już mamy trochę dość, jako fejk-ludzkiego głosu obsługi klienta wszelakich instytucji tym bardziej, ale na zapomnienie o której nie możemy sobie pozwolić.
W ciągu ostatnich kilku lat w rolniczych i nierozwiniętych przemysłowo częściach Stanów – gęstość zaludnienia w USA to wciąż tylko 37 osób na kilometr kwadratowy – powstały ogromne centra danych AI. To tam obliczane są odpowiedzi na pytania, które ludzkość zadaje codziennie chatbotom. To one stanowią infrastrukturę dla rewolucji AI.
Jedno z największych to położony na 480 hektarach Project Rainier Amazona w Indianie. Pomrukując na całą okolicę, takie molochy konsumują niesamowite ilości energii (wzrostem zużycia prądu gwałtownie zawyżając rachunki lokalnych mieszkańców) oraz wody, której tak często brakuje w nierozwiniętych regionach Ameryki, zwłaszcza na skwarnym południowym zachodzie kraju.
Według sondażu Gallupa z 13 maja siedmiu na dziesięciu ankietowanych Amerykanów jest przeciw budowie centrum danych AI w swoim sąsiedztwie. Po kilku latach eksperymentów opinia jest taka, że wbrew szumnym zapowiedziom nie tworzą nowych miejsc pracy, wyglądają nieatrakcyjnie (monotonne, niskie zabudowania), hałasują, przeszkadzają ludziom i zwierzętom, a w niektórych przypadkach powodują korki na drogach, a nawet wypadki.
Obecnie trwa na przykład protest w Utah przeciwko projektowi Stratos, zatwierdzonemu przez lokalne hrabstwo na początku maja. Ma być to największe centrum danych AI w USA – przeznaczone do przechowywania danych wojska. Zajmie 16 tysięcy hektarów i będzie pożerać 9 gigawatów energii – tyle samo, ile zużywa w szczycie miasto Nowy Jork.
W 2025 roku aż 48 projektów centrów danych o szacowanej wartości 156 miliardów dolarów zostało zablokowanych lub wstrzymanych na skutek oporu lokalnych społeczności. W bieżącym roku ta niechęć się intensyfikuje, nagle jednocząc takie postacie amerykańskiej sceny politycznej jak lewicowa intelektualistka i działaczka Astra Taylor oraz Daniel Horowitz z konserwatywnego The Federalist Society. Podczas gdy progresywna lewica widzi w centrach danych AI napędzany nową technologią autorytaryzm, prawica znajduje w nich zapowiedź państwa policyjnego.
Ludzie dowiadują się o tym, że centrum danych AI ma być wybudowane w ich okolicy na dwa sposoby. Najczęściej zaczyna krążyć plotka, że wkrótce pojawią się nowe miejsca pracy. Tak było np. w przypadku Ula (The Hive), wczesnego projektu, który pojawił się w Mohave County w Arizonie już w 2019 roku. Mieszkańcy nie wiedzieli, czego się spodziewać i nie mieli nic do powiedzenia w tej sprawie – wzdłuż pustynnej autostrady nagle wyrosły ogromne, płaskie, szpecące krajobraz zabudowania. Republikańskie władze hrabstwa, zawsze przychylnie nastawione, jeśli chodzi o nowe biznesy, pomogły projektowi, jak tylko umiały. W 2025 roku, kiedy odpowiedzialna za projekt firma Pegasus Group Holdings wycofała się, nie ukończywszy projektu, hrabstwo postanowiło zablokować kolejne podobne inwestycje, dołączając do fali podobnych inicjatyw w Arizonie.
O tym, że do ich miasteczka czy wioski wprowadza się centrum danych AI, lokalni rezydenci dowiadują się również wtedy, gdy stojąca za projektem firma potrzebuje czegoś od władz lokalnych i pojawia się z wnioskiem na przykład o zmianę przeznaczenia terenu. Takie wnioski są omawiane na codwutygodniowych spotkaniach mieszkańców, w których część osób uczestniczy też zdalnie.
Gdy rada miasta czy hrabstwa ma przed sobą kontrowersyjny projekt, w jej urzędach nagle zjawiają się ludzie, którzy mają prawo publicznie podzielić się swoimi wątpliwościami i lękiem przed AI. Jak inaczej normalny człowiek może przeciwstawić się algorytmom pożerającym miejsca pracy, deepfake’om i autonomicznie rozdzielającym śmierć dronom? – pytają Astra Taylor and Saul Levin w artykule dla Guardiana, tłumacząc, dlaczego ludzie tak emocjonalnie angażują się w protesty.
Wielu z konsternacją patrzy na astronomiczne dochody głównego producenta chipów w USA, firmy Nvidia, który właśnie ogłosiła zysk w wysokości 58 miliardów dolarów. Nikt już nie wierzy w to, że nowe technologie będą przyczółkiem nowych miejsc pracy dla klasy pracującej. „Przyjeżdżają tutaj, bo myślą, że jesteśmy głupi” – powiedział jeden z mieszkańców hrabstwa St. Joseph, gdzie Amazon zbudował Project Rainier. Projekt nowego centrum danych faktycznie potrzebuje ludzi – jednak tylko na początku. Działające już centra danych AI nie potrzebują licznego personelu.
Lokalne władze sprawdzają, jak obecność centrum danych AI może wpłynąć na ceny prądu i dostęp do wody w okolicy, oraz jak wpłynie na lokalny rynek pracy, środowisko i przyszłość danej wspólnoty. Zanieczyszczenie powietrza i wody oraz generowany przez centra danych hałas mogą prowadzić do problemów zdrowotnych u ludzi. Długoterminowe skutki mogą obejmować zwiększone ryzyko chorób układu oddechowego, chorób układu krążenia, problemów ze zdrowiem psychicznym, udaru, cukrzycy oraz szkód reprodukcyjnych. Mówi się, że za kilka lat następna generacja centrów danych nie będzie potrzebować ani tyle energii elektrycznej i wody, ani tak rozległych przestrzeni. Co stanie się wtedy ze zbędnymi już budynkami?
Nieufność mieszkańców i władz lokalnych przynosi skutki. Projekty centrów danych AI warte miliardy dolarów są blokowane, opóźnione lub odwoływane w całych Stanach z powodu masowego oporu oddolnego i lokalnych ograniczeń w planowaniu przestrzennym. Szeroko zakrojony sprzeciw doprowadził do tego, że dziesiątki jurysdykcji wprowadziło zakazy, moratoria lub surowe regulacje prawne blokujące nowe inwestycje.
W trudnej sytuacji znalazł się sam Trump, który widzi USA jako lidera rozwoju sztucznej inteligencji i budowy centrów danych, wiążąc nowe technologie z bezpieczeństwem narodowym i dobrobytem gospodarczym. Jego administracja pomogła przyspieszyć budowę tych molochów, ułatwiając procedury, usuwając przeszkody formalne i czasowe.
Prezydent potrzebuje AI na wojnę w Iranie (przypomnimy o konflikcie, już zażegnanym, między Pentagonem a firmą Anthropic, która stworzyła Claude AI), a w tym konkretnie momencie do tego, by dać wszystkie możliwe narzędzia AI amerykańskim agencjom wywiadowczym, na czele z CIA. 22 maja Biały Dom potwierdził przeznaczenie dziewięciu miliardów dolarów na zakup najnowocześniejszych układów scalonych, których amerykańskie agencje wywiadowcze potrzebują, aby w pełni wykorzystać możliwości najnowszych modeli sztucznej inteligencji.
Z drugiej strony – mimo że to szefowie Amazona, Google’a, Mety i Microsoftu pojawili się na inauguracji drugiej kadencji Trumpa w 2025 roku – władzę dało Trumpowi przekonanie wyborców, że jest populistą i że będzie bronił amerykańskiego stylu życia, co w rolniczych Stanach oznacza życie farmerów. Ani oni, ani ich reprezentanci w Kongresie nie mają dobrego zdania o Dolinie Krzemowej.
„Nie ma żadnego nadzoru, żadnych regulacji, żadnej organizacji, nie ma absolutnie żadnych zabezpieczeń” – mówił o centrach danych Sid Miller, komisarz ds. rolnictwa w stanie Teksas, zagorzały zwolennik Trumpa ubiegający się teraz o reelekcję. „Mogą sobie wyrastać, gdzie tylko zechcą, tak często, jak zechcą, i zajmować tyle ziemi, ile tylko zechcą”.
Obecnie w USA istnieje ponad cztery tysiące centrów danych, prawie osiem razy więcej niż w jakimkolwiek innym kraju. Tysiące kolejnych jest planowanych lub w trakcie budowy. W zeszłym roku tylko cztery firmy – Amazon, Google, Meta i Microsoft – wydały 400 miliardów dolarów na nakłady inwestycyjne. Większość z tych pieniędzy finansowała budowę centrów danych.
W niedzielę 24 maja kanał Fox News przedstawił protesty przeciw centrom danych jako antyamerykańskie, wykorzystywane przez tych samych wrogów państwa, którzy agitują w sprawie Gazy, czystego środowiska i islamu. Protesty mają być podobno sponsorowane przez Chiny, które specjalnie obrzydzają ludziom sztuczną inteligencję, żeby zastąpić USA w roli największego mocarstwa świata.
Nic nie wiadomo o tym, by Chiny miały sponsorować oburzoną społeczność Lake Tahoe. Mieszkańcy tego niespełna pięćdziesięciotysięcznego miasta, położonego nad malowniczym jeziorem u stóp gór Sierra Nevada, dowiedzieli się właśnie, że w maju przyszłego roku zostaną całkowicie odcięci od prądu. Firma NV Energy, która od dziesięcioleci dostarcza im energię, powiadomiła, że jej moce zostaną przekierowane do nowych centrów danych, a kto mieszka w Lake Tahoe, musi sobie poszukać nowej elektrowni.







![Utracony kompas [o europejskiej lewicy]](https://krytykapolityczna.pl/wp-content/uploads/2026/03/plomienie_utracony_kompas-171x267.jpg)


Komentarze
Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.