Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Zaloguj się Zaloguj się

Ale wyrwał! Der Onet murem za mundurem, Stanowski kupuje Sroczyńskiego

Dlaczego Onet, Kanał Zero i stare redakcje mówią dziś jednym głosem? Winni są… Niemcy.

ObserwujObserwujesz
Walka

Marcin Wyrwał i Edyta Żemła przedsięwzięli straceńczą szarżę w obronie polskiego munduru. Para militarnych piór Onetu od tygodnia alarmuje, że strzelający migrantom w plecy żołnierze, mimo wiary w państwowy dupochron, są ciągani do odpowiedzialności karnej. Wyrwał, doświadczony publicysta pograniczno-wojenny, nawołujący m.in. do zaminowania granicy, i dobrze znająca realia polskiej armii Żemła narażają się na śmieszność. Przekonują, że żołnierze, owszem, przestrzelili jakiemuś nieszczęśnikowi zza granicy kręgosłup czy płuco, ale po pierwsze nie ma żadnych szkoleń, które pokazywałyby, że nie powinni tego robić, a po drugie według fachowych ekspertyz broń, którą dysponują „obrońcy granicy”, to jakiś totalny szrot.

Czytaj także Trzeba rozminować granicę Wojciech Siegień

Doprawdy, sytuacja kafkowska – pewnego dnia budzisz się na granicy, której musisz bronić przed szturmem, nie przeszedłeś szkolenia, a broń niczym strzelba Czechowa – prędzej czy później wypali. Najprawdopodobniej wtedy, kiedy nieprzeszkolony poślizgniesz się na leśnym poszyciu, i najprawdopodobniej w taki sposób, że wyśle ofiarę na wózek inwalidzki. A państwo, zamiast dać ci kwiaty i order, sprawdza, czy zdarzenie było nieuniknione, a ty nie jesteś jednak psychopatą.

Oczywiście można mieć wątpliwości, czy gagatki z takim sprzętem mogą obronić cokolwiek i czy nieudaczne szukanie przez dziennikarzy linii obrony dla pograniczników powinno napawać nas obywateli poczuciem bezpieczeństwa… Ale dziś nie o tym.

Onet często w sposób niemądry nazywany jest z racji niemieckiego właściciela „Der Onetem”. Słychać było to w czasie kampanii prezydenckiej, kiedy dziennikarze portalu rzetelnie wykonywali swoją robotę, dostarczając newsowej pożywki dla innych mediów nie kojarzonych z prawicą pisowską, konfederacką i braunowską. Kilka miesięcy później, już po porażce Rafała Trzaskowskiego, branżowy „Press” bezceremonialnie rozliczał jednak redakcję Onetu za chęć wygrania wyborów za kandydata PO.

Tekst Grzegorza Kopacza jest też w pewnym sensie świadectwem zacietrzewienia Andrzeja Skworza. Przez lata rozdawał statuetki Grand Press na lewo i prawo indagowanym tytułom (oprócz Onetu dostaje się głównie TVN-owi i TVP), ale po „scancellowaniu” za niebycie pracodawcą roku tak się obraził na cały ten woke establishment, że gotów jest pociągnąć na dno każdego, kto uznał Karola Nawrockiego za umiarkowanie odpowiednią osobę na piastowane dziś stanowisko.

Dlatego właśnie wspominam o „Der Onecie”, czyli całkowicie chybionej etykietce, wymyślonej w laboratoriach pisowskiej prawicy, która – podobnie jak Platforma Obywatelska i cała prawica postsolidarnościowa – zawdzięcza „niemieckim” mediom bardzo wiele.

Chadecki zdrowy rozsądek

Przykład Wyrwała i Żemły kolejny raz pokazuje, że w długiej perspektywie największe media Ringer Axel Springer Polska, takie jak „Fakt”, „Dziennik Polska Europa Świat”, Onet czy „Newsweek” są swoistym importem idei. Niemcy chcieli mieć w Polsce takie media, jakie sprawdziły się u nich – czyli centroprawicowe i masowe, „zdroworozsądkowe” w rozumieniu idącej wówczas w Niemczech po władzę chadecji. A wejście na rynek „Faktu” i „Dziennika” i, jak się wówczas wydawało – wysłanie polskich postkomunistów na śmietnik historii na rzecz prawicy w dobrych garniturach zbiegło się z dojściem do władzy Angeli Merkel.

Śmieszne jest przy tym założenie, że „niemieckie” media realizują interesy niemieckiego rządu – jakby utrzymanie się na rynku przez 20 lat uległego i wrogiego tytułu było igraszką, a w niezmiennie germanofobicznej Polsce istniał popyt na takie treści. Tymczasem na tymże niemieckim pasku w XXI wieku mieli chodzić m.in. Michał i Jacek Karnowscy, Robert Mazurek, Andrzej Stankiewicz, Cezary Michalski, Tomasz Lis, Dominik Zdort, Cezary Gmyz, Zbigniew Parafianowicz, Witold Jurasz – o każdym z nich można powiedzieć wiele lepszych i gorszych rzeczy, ale przekonanie, że łączy ich oddanie niemieckiej racji stanu trąciłoby kabaretem.

Centroprawica, zakochana w papieżu i niechętna queerom, zaczadzona wolnorynkowymi obietnicami bez pokrycia, w które mimo wszystko łatwiej uwierzyć z perspektywy warszawskiej redakcji z zachodnim kapitałem, od 20 lat okupuje stanowisko „niewyrazistego centrum” – analogicznie do „WYRAZISTEGO centrum”, którego podbijanie zapowiedziała w tym tygodniu nowa przewodnicząca Polski 2050, wyłoniona ciągnących się jak makaron awanturach Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz.

Ministra prędzej zjadłaby własne kapcie, niż zasugerowała, że program skupiony na sprawiedliwych podatkach, konsumentach, a nie korporacjach, ludziach, a nie deweloperach – ma jednak nieco lewicowy posmak. Nic dziwnego – po dwóch dekadach, w czasie których wszelką lewicę wpychano do „komunistycznego” wora, w których każde domaganie się rozliczania kleru i ograniczania jego wpływu na życie publiczne uchodziło nieomal za satanistyczny obłęd i w którym ludzie mediów zdążyli pobudować domy za służbę prawicowemu zdrowemu rozsądkowi. przyznanie się do lewicowych poglądów gwarantuje – na razie – reakcje podobne do tych z 2004 roku.

Wojna centroprawicy z centroprawicą

W tym kontekście powinniśmy patrzeć również na ogłoszony w piątek transfer Grzegorza Sroczyńskiego z Gazeta.pl do Kanału Zero. Choć wiele osób komentujących tę informację mówiło o pisowskim coming oucie dziennikarza, a jeszcze innych przestraszyła konstatacja, że Stanowski może sobie teraz kupić każdego fachurę na rynku, to dla mniejszych marzycieli przejście ikony symetryzmu pod piłkarskie skrzydła powinno być najmniej zaskakującą informacją ostatnich 5 lat. Na naszych łamach „metodę” Grzegorza Sroczyńskiego trafnie opisywał już 3 lata temu Wiktor Rusin:

„Sroczyńskiemu […] dziwnie blisko do postpolitycznego cynizmu, który kiedyś w bardziej spójnym wydaniu prezentował centroprawicowy Robert Krasowski. Zdaniem Krasowskiego politycy serwują publiczności niewiarygodnie brutalny teatr, ale jest on czystym symulakrum – niczym u Baudrillarda. Nawet jeżeli mieliby więc ochotę coś istotnego zmienić, krępują ich uwarunkowania wewnętrzne i międzynarodowe (zwłaszcza w kraju o pozycji Polski). Sroczyński pisze: »Wszelkie rozmowy z politykami stają się nudnym rytuałem, w którym nawet spór jest udawany, choć niby gorący i zaklęty na wszystkie świętości«. Kłopot w tym, że jeśli cały świat polityki zredukujesz do duopolu, a za przedstawicieli duopolu uznasz skrajnych jego reprezentantów, a potem załamiesz ręce, że gadać się z nimi i o nich nie da, to się nie dziw, że w takiej opowieści o świecie wszystko jest płytkie, a wojna polsko-polska trwa w najlepsze”.

Startujący za kilka dni serwis internetowy Kanału Zero póki co przyciąga głównie byłych pracowników „Dziennika” – tych, którzy zaczynali jeszcze za Niemca, jak i kilku nowszych, ideologicznie zbliżonych do zdroworozsądkowego centrum. Zatem nie obiecujcie sobie zbyt wiele po końcu starych mediów – póki to opłacalne, zarówno te stare, jak i nowe będą bronić duopolu – a opłacalne będzie raczej jeszcze przez dłuższą chwilę.

Trudno o wyłomy w tym monolitycznym światopoglądowo bloku, który ideowe deklaracje traktuje nieomal jako zaprzeczenie istocie zawodu dziennikarza, mimo że sam składa się głównie z centrowo-konserwatywnych, dominikańsko-katolickich obrońców rodziny, płodów, samochodów, palenia węglem, demografii i teorii skapywania. Przypomina mi się jednocześnie artykuł cytowanego już Pressa, który w sierpniu 2024 roku pisał o tym, że choć ponad 30 organizacji samorządowych, konstytucjonaliści i karniści uznali przyznaną przez Sejm i Senat żołnierzom na granicy „licencję na zabijanie” za niezgodną z prawem, to nie znalazło to odzwierciedlenia w postawie mediów, a krytycznie o przepisach wypowiadali się Czaban, Żakowski i Krytyka Polityczna.

W dziwnym położeniu znaleźli się zatem antyideologiczni wojownicy o nieszkalowanie munduru – milczeli, gdy premier Tusk z całym Sejmem ustanawiał prawo do strzelania do migrantów, a dziś, gdy prawo okazuje się dziurawe, a strzelający do człowieka mundurowi jednak niekoniecznie muszą uniknąć odpowiedzialności za swoje czyny, stają na uszach, żeby obarczyć winą Syryjczyka z przestrzelonym kręgosłupem.

A co mają powiedzieć czytelnicy? Wmawia im się, że Republika i Onet, Wyborcza i Kanał Zero, „Dziennik” i TVN24 to pancerniki rozmaitych interesów lokalnych czy wręcz międzynarodowych, ale w gruncie rzeczy to tytuły ideologicznie jednomyślne, podobnie patrzące na świat i zatrudniające od ćwierćwiecza te same męskie marudy w średnim wieku na służbę postsolidarnościowemu betonowi. Dlatego doceniajmy alternatywy, nawet jeśli do końca dekady nieuchronnie zostanie ich garstka.

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie