Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Zaloguj się Zaloguj się

Syria: czy to koniec Rożawy? Kurdowie pod rządami asz-Szary

Ostatnio prezydent Syrii przyznał Kurdom prawa narodowe i uznał język kurdyjski. Jednocześnie od 6 stycznia armia syryjskiego rządu centralnego przejmuje tereny kontrolowane przez Kurdów, wysiedlając ponad sto tysięcy cywilów. Ani USA, ani Unia Europejska nie potępiają władz Syrii, ograniczając się do apeli o pokój.

Dziennikarka
Oddziały YPG. Fot. Kurdishstruggle, Flickr.com
Walka

Minął ponad rok od upadku rządów Baszszara al-Asada. Ten moment większości Syryjczykom dał wiarę w pokój po 14 latach wyniszczającej wojny. Gdy były członek Al-Ka’idy, Ahmad asz-Szara (dawniej znany jako Abu Muhammad al-Dżaulani) przejął władzę w kraju, nadzieję miały też zamieszkujące go mniejszości: Druzowie i Kurdowie. Niestety, szybko została ona zweryfikowana jako płonna.

Amerykanie naciskają na głównie kurdyjskie Syryjskie Siły Demokratyczne (SDF), by te zgodziły się na zawieszenie broni i wcielenie do armii rządu centralnego Syrii. Od 19 stycznia trwają ataki wojsk rządowych na zdominowaną przez Kurdów prowincję Hasakah i miasto Kobane na granicy z Turcją. Wcześniej, we wtorek 13 stycznia, doszło do walk na wschód od Aleppo. Syryjska armia szybko ogłosiła ten region „zamkniętą strefą militarną” i zaczęła ewakuować z terenu ludność cywilną. Następnie weszła do Dayr Hafir i Ar-Rakka, miast należących do SDF.

– Zdaje się, że kończy się właśnie żywot Autonomicznej Administracji Północnej i Wschodniej Syrii, znanej też jako Rożawa – mówi mi dr hab. Joanna Bocheńska, kierowniczka Pracowni Studiów Kurdyjskich na Uniwersytecie Jagiellońskim.

Syryjska ofensywa na kurdyjskie dzielnice Aleppo

Sytuacja w Syrii gwałtownie się zaostrzyła, kiedy 6 stycznia kurdyjskie dzielnice w dużej części niepodniesionego jeszcze z ruin Aleppo zaczęły być ostrzeliwane przez syryjską armię. Obecnie wiadomo o śmierci kilkudziesięciu cywili w tym mieście, a prawie połowa mieszkańców musiała opuścić je utworzonymi przez rząd „korytarzami humanitarnymi”.

W ciągu kilku dni miasto opuściło ponad stu tysięcy Kurdów, którzy zostawili swoje domy, a idąc zajmowali całe ulice. Obrazy z mediów przypominały nieco początki wojny w Syrii w 2011 roku. Pojawiają się nagrania, na których żołnierze wchodzą do prywatnych mieszkań, a także ukazujące mieszkańców, którzy sprzeciwiają się opuszczeniu swoich domów, wobec czego wyzywani są od „świń”. Mowa jest również o ataku na szpital. Syryjska armia tłumaczy, że ostrzelanie dzielnic Al-Aszrafijja i Asz-Szajch Maksud oraz wysiedlenie ich mieszkańców to odpowiedź na atak kurdyjskich grup zbrojnych, natomiast Kurdowie i SDF twierdzą, że w Aleppo od kwietnia nie było ich wojsk, nazywając działania armii syryjskiej zbrodniczą próbą pozbycia się ludności z miasta.

Czytaj także Solidarność zawodzących wiatrów. Historia kurdyjsko-palestyńskiego oporu Maksymilian Nowak

– Po rewolucji w listopadzie 2024 roku i upadku reżimu al-Asada władzę przejęło ugrupowanie Hajat Tahrir asz-Szam, tworzone w duchu radykalnego islamu, reprezentujące ideologię związaną z większością sunnicką w Syrii. Jednakże kraj ten licznie zamieszkują również mniejszości religijne i etniczne, takie jak Kurdowie, Druzowie czy Alawici – mówi dr Bocheńska. – Nowy prezydent chodzi teraz w garniturze i zmienił swój styl mówienia, ale nie można zapominać, że stoją za nim ludzie o poglądach islamistycznych, a on sam należał niegdyś do Al-Ka’idy – dodaje Bocheńska.

Przyszły prezydent Ahmad asz-Szara założył stricte syryjskie, dżihadystyczne ugrupowanie Hajat Tahrir asz-Szam (HTS) w 2017 roku, niedługo po opuszczeniu Al-Ka’idy. Przez lata był na amerykańskiej liście oskarżonych o terroryzm – za pomoc w schwytaniu go oferowano 10 milionów dolarów. Został z niej zdjęty po dojściu do władzy pod koniec 2024 roku, a rok później Donald Trump przyjął go z honorami w Białym Domu. Jednak mimo zmiany wizerunku z bojownika na polityka i pierwotnych zapewnień o nowej Syrii jako otwartej na mniejszości nic nie wskazuje, by miało to odzwierciedlenie w praktyce.

– Należy również pamiętać o brutalnych atakach na Druzów i Alawitów w 2025 roku – mówi mi dr Witold Repetowicz, ekspert ds. Bliskiego Wschodu.

W zeszłym roku w pogromach zginęło w Syrii około 1500 Alawitów, częściowo związanych z poprzednim reżimem Asadów, a także kilkuset Druzów, finalnie wspartych militarnie przez Izrael. Teraz również Kurdowie padli ofiarą brutalnego traktowania przez nowy rząd syryjski.

Nowa władza w Syrii: islamistyczny background i represje wobec mniejszości

Kurdowie to naród bez własnego państwa, zamieszkujący Turcję, Irak, Iran oraz Syrię. W tej ostatniej stanowią około 10 procent ludności, zamieszkując północną część kraju, gdzie tworzą semiautonomiczną strukturę zwaną Autonomiczną Administracją Północnej i Wschodniej Syrii, znaną pod kurdyjską nazwą Rożawa. Armia Rożawy, czyli Syryjskie Siły Demokratyczne, wspierane przez Stany Zjednoczone, zasłynęły pokonaniem wojsk ISIS oraz kierowaniem się swobodą wyznania i równouprawnieniem kobiet.

Właśnie teraz, w trakcie ataków na kurdyjskie miasta i ludność cywilną, prezydent asz-Szara uznał dekretem język kurdyjski. Ustanowił również kurdyjskie święto Nawruz świętem narodowym, a samych Kurdów opisuje w dekrecie jako „istotną i autentyczną część narodu syryjskiego”.

– W wielu krajach Bliskiego Wschodu istnieje tendencja, by na początku nowych rządów obiecywać Kurdom różnego rodzaju wolności, prawa, pewną niezależność polityczną. Po jakimś czasie, w momencie utrwalenia się władzy, okazuje się, że żaden z tych postulatów nie jest realizowany. Na przykład Saddam Hussein wydał w latach 70. dekret gwarantujący irackim Kurdom autonomię, a 18 lat później gazował ich bronią chemiczną w mieście Halabdża – mówi dr hab. Joanna Bocheńska. I dodaje: – Gest prezydenta Syrii jest może milimetrowym kroczkiem w dobrą stronę w stosunku do reżimu al-Asada, ale ani jego dekret, ani projekt nowego porozumienia niczego Kurdom nie gwarantują. Zwłaszcza w sytuacji planowanego rozbrojenia i bez nowej konstytucji, która uwzględniałaby ich prawa.

Czytaj także Žižek: Abdullah Öcalan jest Nelsonem Mandelą naszych czasów. Kurdowie składają broń Slavoj Žižek

Od przejęcia władzy przez asz-Szarę Syryjskie Siły Demokratyczne prowadziły rozmowy z armią rządową, dotyczące ewentualnego połączenia się w jedną armię na odpowiadających wszystkim zasadach. Zakończyły się one porozumieniem podpisanym w ostatnią niedzielę – SDF ma w istocie dołączyć do rządowej armii syryjskiej.

– Wojska SDF są dużo większe i bardziej zorganizowane niż armia rządowa oraz wspierana przez Turcję Syryjska Armia Narodowa. Rząd Syrii oczekuje, że żołnierze kurdyjscy będą pojedynczo wcielani do armii syryjskiej, a mogliby przecież dołączyć całościowo jako formacja, jak ma to miejsce w Iraku. Tam kurdyjskie wojska należą do armii państwowej, mają jednak zachowaną pewną autonomię – mówi dr Witold Repetowicz.

– W dodatku SDF ma dużą jednostkę kobiecą, która również walczyła w wojnie przeciwko ISIS. Syryjska armia nie akceptuje kobiet w wojsku, ponieważ jest to wbrew ideologii islamistycznej. A Kurdowie nie chcieli rezygnować ze znacznej części swoich oddziałów z tego powodu – dodaje.

Kurdowie walczą o przetrwanie, Zachód podaje rękę syryjskiej władzy

– Kurdowie mają pod kontrolą spore obszary i są dobrze zorganizowani zarówno militarnie, jak i społecznie, dlatego przeszkadzają władzy centralnej w zjednoczeniu kraju w duchu ideologii radykalnego islamu – mówi dr. Bocheńska. – W tym momencie syryjscy Kurdowie nie mówią otwarcie o niepodległości, zachowują realizm. Chcą przetrwania i budowania swojego podmiotu politycznego i są skłonni do ustępstw. Ale jeżeli ma to być całkowita rezygnacja z wartości ważnych dla Rożawy, takich jak wolność wyznania, równość płci czy poszanowanie dla ich odrębności kulturowej i politycznej, to Kurdowie nie są na to gotowi – dodaje. Jednak presja militarna ich do tego przymusiła.

– Sytuacja humanitarna w dzielnicy Asz-Szajch Maksud nawet na tle ogólnej, dość złej sytuacji w całej Syrii długo była fatalna. Od miesięcy trwa jej izolacja. Według moich informacji prowadzona jest w Rożawie czystka etniczna, jak wcześniej w Afrin. Wiele osób, w tym cywilów, jest mordowanych i torturowanych – mówi dr Repetowicz.

– Moi przyjaciele z Aleppo mówią, że mają dosyć życia w ruchu. Boją się. To kolejny raz w ostatnich latach, kiedy ci ludzie są wysiedlani ze swoich domów. Oni chcą tylko spokoju – mówi mi Hawre Khalid, kurdyjski fotograf wojenny, który dokumentował walkę Kurdów z Państwem Islamskim w Syrii i Iraku.

– Jako fotoreporter i Kurd czuję się fatalnie, że nie mogę tam teraz pojechać i dokumentować tego, co się dzieje. Granice Syrii są dla mnie zamknięte, więc oglądam wszystko przez media społecznościowe. Kiedyś sądziłem, że fotografując wojnę można sprowadzić pokój. Dziś w to nie wierzę. Ale warto dokumentować rzeczywistość po to, by mieć dowody, jeśli kiedyś władze syryjskie powiedzą, że te zdarzenia nie miały miejsca – dodaje.

Dzień przed atakami na dzielnice kurdyjskie Izrael i Syria przy wsparciu Stanów Zjednoczonych podpisały porozumienie, w którym ogłosiły wspólny „kanał komunikacyjny” czyli częściową normalizację stosunków dyplomatycznych. Część analityków zauważa korelację między tymi wydarzeniami, wskazując, że przed zeszłorocznymi atakami na Alawitów i Druzów asz-Szara również odbył rozmowy dyplomatyczne z państwami Zachodu. Te niejako legitymizowały lub odwracały uwagę od represji wobec mniejszości. Z podobną sytuacją mamy do czynienia w przypadku zeszłotygodniowych rozmów – reakcja ze strony Izraela i Stanów Zjednoczonych jest, ale nie na tyle stanowcza, by coś zmienić czy choćby zwrócić uwagę świata na sytuację Kurdów.

Czytaj także Kurdowie nie potrzebują Europy. Polemika ze Slavojem Žižkiem Maksymilian Nowak

9 stycznia, już po rozpoczęciu ataku na Aleppo, Ursula von der Leyen spotkała się z prezydentem Syrii i zapowiedziała odmrożenie umowy o współpracy z Unią Europejską. W sprawie obecnych ataków i wysiedleń Kurdów wyraziła jedynie zaniepokojenie. Kanclerz Niemiec Friedrich Merz milczy, a nawet zapowiada dalsze rozmowy z asz-Szarą w sprawie deportacji dużych grup Syryjczyków. Z kolei rzecznik prasowy Niemiec powiedział, że monitoruje sytuację w Syrii, ale potwierdza „otwartość na zacieśnianie współpracy z nowym syryjskim rządem”. Temat kryzysu humanitarnego dotykającego syryjskich Kurdów jest w kontekście obecnej kwestii deportacji bardzo nie na rękę rządowi niemieckiemu.

– Jesteśmy zdewastowani, ale nie jesteśmy w szoku. Znamy historię i wiemy, kim są ludzie asz-Szary. Oni nie chcą kurdyjskiej obecności w Syrii. Świat zaś nie jest szczególnie zainteresowany problemami Kurdów. Zawsze się w jakiś sposób bronimy, potrafimy walczyć. Może dlatego nasze cierpienie jest mniej medialne – mówi Hawre Khalid.

I dodaje: – Jest takie kurdyjskie powiedzenie: „Nie mamy żadnych przyjaciół poza górami”. Cokolwiek działo się przez ostatnie lata naszej historii, czy to ataki Turków, czy brutalność rządów Saddama Husseina, uciekaliśmy w góry, by się ochronić. Potem wracaliśmy i próbowaliśmy ponownie żyć w naszych miastach – wspomina Khalid.

W chaosie walk 20 stycznia syryjska armia rządowa wypuściła na wolność ponad tysiąc więźniów powiązanych z ISIS. W mediach społecznościowych pojawiły się nagrania żołnierzy chwalących się uwolnieniem terrorystów. Zdaje się, że coraz trudniej będzie asz-Szarze ukryć, jak silne są powiązania jego ludzi z bojownikami „Państwa Islamskiego”. Być może chociaż ten temat w kolejnych tygodniach przyciągnie uwagę mediów i polityków w stronę Kurdów.

**

Ida Zając – dziennikarka i pracownica NGO. Zajmuje się tematami migracji, wielokulturowości i Bliskiego Wschodu. Absolwentka hebraistyki na Uniwersytecie Warszawskim i Studiów Bliskowschodnich na Freie Universität w Berlinie.

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie