Minął ponad rok od upadku rządów Baszszara al-Asada. Ten moment większości Syryjczykom dał wiarę w pokój po 14 latach wyniszczającej wojny. Gdy były członek Al-Ka’idy, Ahmad asz-Szara (dawniej znany jako Abu Muhammad al-Dżaulani) przejął władzę w kraju, nadzieję miały też zamieszkujące go mniejszości: Druzowie i Kurdowie. Niestety, szybko została ona zweryfikowana jako płonna.
Amerykanie naciskają na głównie kurdyjskie Syryjskie Siły Demokratyczne (SDF), by te zgodziły się na zawieszenie broni i wcielenie do armii rządu centralnego Syrii. Od 19 stycznia trwają ataki wojsk rządowych na zdominowaną przez Kurdów prowincję Hasakah i miasto Kobane na granicy z Turcją. Wcześniej, we wtorek 13 stycznia, doszło do walk na wschód od Aleppo. Syryjska armia szybko ogłosiła ten region „zamkniętą strefą militarną” i zaczęła ewakuować z terenu ludność cywilną. Następnie weszła do Dayr Hafir i Ar-Rakka, miast należących do SDF.
– Zdaje się, że kończy się właśnie żywot Autonomicznej Administracji Północnej i Wschodniej Syrii, znanej też jako Rożawa – mówi mi dr hab. Joanna Bocheńska, kierowniczka Pracowni Studiów Kurdyjskich na Uniwersytecie Jagiellońskim.
Syryjska ofensywa na kurdyjskie dzielnice Aleppo
Sytuacja w Syrii gwałtownie się zaostrzyła, kiedy 6 stycznia kurdyjskie dzielnice w dużej części niepodniesionego jeszcze z ruin Aleppo zaczęły być ostrzeliwane przez syryjską armię. Obecnie wiadomo o śmierci kilkudziesięciu cywili w tym mieście, a prawie połowa mieszkańców musiała opuścić je utworzonymi przez rząd „korytarzami humanitarnymi”.
W ciągu kilku dni miasto opuściło ponad stu tysięcy Kurdów, którzy zostawili swoje domy, a idąc zajmowali całe ulice. Obrazy z mediów przypominały nieco początki wojny w Syrii w 2011 roku. Pojawiają się nagrania, na których żołnierze wchodzą do prywatnych mieszkań, a także ukazujące mieszkańców, którzy sprzeciwiają się opuszczeniu swoich domów, wobec czego wyzywani są od „świń”. Mowa jest również o ataku na szpital. Syryjska armia tłumaczy, że ostrzelanie dzielnic Al-Aszrafijja i Asz-Szajch Maksud oraz wysiedlenie ich mieszkańców to odpowiedź na atak kurdyjskich grup zbrojnych, natomiast Kurdowie i SDF twierdzą, że w Aleppo od kwietnia nie było ich wojsk, nazywając działania armii syryjskiej zbrodniczą próbą pozbycia się ludności z miasta.
– Po rewolucji w listopadzie 2024 roku i upadku reżimu al-Asada władzę przejęło ugrupowanie Hajat Tahrir asz-Szam, tworzone w duchu radykalnego islamu, reprezentujące ideologię związaną z większością sunnicką w Syrii. Jednakże kraj ten licznie zamieszkują również mniejszości religijne i etniczne, takie jak Kurdowie, Druzowie czy Alawici – mówi dr Bocheńska. – Nowy prezydent chodzi teraz w garniturze i zmienił swój styl mówienia, ale nie można zapominać, że stoją za nim ludzie o poglądach islamistycznych, a on sam należał niegdyś do Al-Ka’idy – dodaje Bocheńska.
Przyszły prezydent Ahmad asz-Szara założył stricte syryjskie, dżihadystyczne ugrupowanie Hajat Tahrir asz-Szam (HTS) w 2017 roku, niedługo po opuszczeniu Al-Ka’idy. Przez lata był na amerykańskiej liście oskarżonych o terroryzm – za pomoc w schwytaniu go oferowano 10 milionów dolarów. Został z niej zdjęty po dojściu do władzy pod koniec 2024 roku, a rok później Donald Trump przyjął go z honorami w Białym Domu. Jednak mimo zmiany wizerunku z bojownika na polityka i pierwotnych zapewnień o nowej Syrii jako otwartej na mniejszości nic nie wskazuje, by miało to odzwierciedlenie w praktyce.
– Należy również pamiętać o brutalnych atakach na Druzów i Alawitów w 2025 roku – mówi mi dr Witold Repetowicz, ekspert ds. Bliskiego Wschodu.
W zeszłym roku w pogromach zginęło w Syrii około 1500 Alawitów, częściowo związanych z poprzednim reżimem Asadów, a także kilkuset Druzów, finalnie wspartych militarnie przez Izrael. Teraz również Kurdowie padli ofiarą brutalnego traktowania przez nowy rząd syryjski.
Nowa władza w Syrii: islamistyczny background i represje wobec mniejszości
Kurdowie to naród bez własnego państwa, zamieszkujący Turcję, Irak, Iran oraz Syrię. W tej ostatniej stanowią około 10 procent ludności, zamieszkując północną część kraju, gdzie tworzą semiautonomiczną strukturę zwaną Autonomiczną Administracją Północnej i Wschodniej Syrii, znaną pod kurdyjską nazwą Rożawa. Armia Rożawy, czyli Syryjskie Siły Demokratyczne, wspierane przez Stany Zjednoczone, zasłynęły pokonaniem wojsk ISIS oraz kierowaniem się swobodą wyznania i równouprawnieniem kobiet.
Właśnie teraz, w trakcie ataków na kurdyjskie miasta i ludność cywilną, prezydent asz-Szara uznał dekretem język kurdyjski. Ustanowił również kurdyjskie święto Nawruz świętem narodowym, a samych Kurdów opisuje w dekrecie jako „istotną i autentyczną część narodu syryjskiego”.
– W wielu krajach Bliskiego Wschodu istnieje tendencja, by na początku nowych rządów obiecywać Kurdom różnego rodzaju wolności, prawa, pewną niezależność polityczną. Po jakimś czasie, w momencie utrwalenia się władzy, okazuje się, że żaden z tych postulatów nie jest realizowany. Na przykład Saddam Hussein wydał w latach 70. dekret gwarantujący irackim Kurdom autonomię, a 18 lat później gazował ich bronią chemiczną w mieście Halabdża – mówi dr hab. Joanna Bocheńska. I dodaje: – Gest prezydenta Syrii jest może milimetrowym kroczkiem w dobrą stronę w stosunku do reżimu al-Asada, ale ani jego dekret, ani projekt nowego porozumienia niczego Kurdom nie gwarantują. Zwłaszcza w sytuacji planowanego rozbrojenia i bez nowej konstytucji, która uwzględniałaby ich prawa.
Od przejęcia władzy przez asz-Szarę Syryjskie Siły Demokratyczne prowadziły rozmowy z armią rządową, dotyczące ewentualnego połączenia się w jedną armię na odpowiadających wszystkim zasadach. Zakończyły się one porozumieniem podpisanym w ostatnią niedzielę – SDF ma w istocie dołączyć do rządowej armii syryjskiej.
– Wojska SDF są dużo większe i bardziej zorganizowane niż armia rządowa oraz wspierana przez Turcję Syryjska Armia Narodowa. Rząd Syrii oczekuje, że żołnierze kurdyjscy będą pojedynczo wcielani do armii syryjskiej, a mogliby przecież dołączyć całościowo jako formacja, jak ma to miejsce w Iraku. Tam kurdyjskie wojska należą do armii państwowej, mają jednak zachowaną pewną autonomię – mówi dr Witold Repetowicz.
– W dodatku SDF ma dużą jednostkę kobiecą, która również walczyła w wojnie przeciwko ISIS. Syryjska armia nie akceptuje kobiet w wojsku, ponieważ jest to wbrew ideologii islamistycznej. A Kurdowie nie chcieli rezygnować ze znacznej części swoich oddziałów z tego powodu – dodaje.
Kurdowie walczą o przetrwanie, Zachód podaje rękę syryjskiej władzy
– Kurdowie mają pod kontrolą spore obszary i są dobrze zorganizowani zarówno militarnie, jak i społecznie, dlatego przeszkadzają władzy centralnej w zjednoczeniu kraju w duchu ideologii radykalnego islamu – mówi dr. Bocheńska. – W tym momencie syryjscy Kurdowie nie mówią otwarcie o niepodległości, zachowują realizm. Chcą przetrwania i budowania swojego podmiotu politycznego i są skłonni do ustępstw. Ale jeżeli ma to być całkowita rezygnacja z wartości ważnych dla Rożawy, takich jak wolność wyznania, równość płci czy poszanowanie dla ich odrębności kulturowej i politycznej, to Kurdowie nie są na to gotowi – dodaje. Jednak presja militarna ich do tego przymusiła.
– Sytuacja humanitarna w dzielnicy Asz-Szajch Maksud nawet na tle ogólnej, dość złej sytuacji w całej Syrii długo była fatalna. Od miesięcy trwa jej izolacja. Według moich informacji prowadzona jest w Rożawie czystka etniczna, jak wcześniej w Afrin. Wiele osób, w tym cywilów, jest mordowanych i torturowanych – mówi dr Repetowicz.
– Moi przyjaciele z Aleppo mówią, że mają dosyć życia w ruchu. Boją się. To kolejny raz w ostatnich latach, kiedy ci ludzie są wysiedlani ze swoich domów. Oni chcą tylko spokoju – mówi mi Hawre Khalid, kurdyjski fotograf wojenny, który dokumentował walkę Kurdów z Państwem Islamskim w Syrii i Iraku.
– Jako fotoreporter i Kurd czuję się fatalnie, że nie mogę tam teraz pojechać i dokumentować tego, co się dzieje. Granice Syrii są dla mnie zamknięte, więc oglądam wszystko przez media społecznościowe. Kiedyś sądziłem, że fotografując wojnę można sprowadzić pokój. Dziś w to nie wierzę. Ale warto dokumentować rzeczywistość po to, by mieć dowody, jeśli kiedyś władze syryjskie powiedzą, że te zdarzenia nie miały miejsca – dodaje.
Dzień przed atakami na dzielnice kurdyjskie Izrael i Syria przy wsparciu Stanów Zjednoczonych podpisały porozumienie, w którym ogłosiły wspólny „kanał komunikacyjny” czyli częściową normalizację stosunków dyplomatycznych. Część analityków zauważa korelację między tymi wydarzeniami, wskazując, że przed zeszłorocznymi atakami na Alawitów i Druzów asz-Szara również odbył rozmowy dyplomatyczne z państwami Zachodu. Te niejako legitymizowały lub odwracały uwagę od represji wobec mniejszości. Z podobną sytuacją mamy do czynienia w przypadku zeszłotygodniowych rozmów – reakcja ze strony Izraela i Stanów Zjednoczonych jest, ale nie na tyle stanowcza, by coś zmienić czy choćby zwrócić uwagę świata na sytuację Kurdów.
9 stycznia, już po rozpoczęciu ataku na Aleppo, Ursula von der Leyen spotkała się z prezydentem Syrii i zapowiedziała odmrożenie umowy o współpracy z Unią Europejską. W sprawie obecnych ataków i wysiedleń Kurdów wyraziła jedynie zaniepokojenie. Kanclerz Niemiec Friedrich Merz milczy, a nawet zapowiada dalsze rozmowy z asz-Szarą w sprawie deportacji dużych grup Syryjczyków. Z kolei rzecznik prasowy Niemiec powiedział, że monitoruje sytuację w Syrii, ale potwierdza „otwartość na zacieśnianie współpracy z nowym syryjskim rządem”. Temat kryzysu humanitarnego dotykającego syryjskich Kurdów jest w kontekście obecnej kwestii deportacji bardzo nie na rękę rządowi niemieckiemu.
– Jesteśmy zdewastowani, ale nie jesteśmy w szoku. Znamy historię i wiemy, kim są ludzie asz-Szary. Oni nie chcą kurdyjskiej obecności w Syrii. Świat zaś nie jest szczególnie zainteresowany problemami Kurdów. Zawsze się w jakiś sposób bronimy, potrafimy walczyć. Może dlatego nasze cierpienie jest mniej medialne – mówi Hawre Khalid.
I dodaje: – Jest takie kurdyjskie powiedzenie: „Nie mamy żadnych przyjaciół poza górami”. Cokolwiek działo się przez ostatnie lata naszej historii, czy to ataki Turków, czy brutalność rządów Saddama Husseina, uciekaliśmy w góry, by się ochronić. Potem wracaliśmy i próbowaliśmy ponownie żyć w naszych miastach – wspomina Khalid.
W chaosie walk 20 stycznia syryjska armia rządowa wypuściła na wolność ponad tysiąc więźniów powiązanych z ISIS. W mediach społecznościowych pojawiły się nagrania żołnierzy chwalących się uwolnieniem terrorystów. Zdaje się, że coraz trudniej będzie asz-Szarze ukryć, jak silne są powiązania jego ludzi z bojownikami „Państwa Islamskiego”. Być może chociaż ten temat w kolejnych tygodniach przyciągnie uwagę mediów i polityków w stronę Kurdów.
**
Ida Zając – dziennikarka i pracownica NGO. Zajmuje się tematami migracji, wielokulturowości i Bliskiego Wschodu. Absolwentka hebraistyki na Uniwersytecie Warszawskim i Studiów Bliskowschodnich na Freie Universität w Berlinie.





























Komentarze
Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.