Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Zaloguj się Zaloguj się

Musimy porozmawiać o Stephenie

Pamiętacie, jak za pierwszej kadencji Trumpa odbierano dzieci imigrantom i trzymano je w klatkach? To wymyślił Stephen Miller, który dziś odpowiada za brutalne deportacje. Podobno mu nie przeszkadza, że ludzie go nienawidzą.

ObserwujObserwujesz
Walka

Zastępca szefa personelu Białego Domu, doradca ds. bezpieczeństwa narodowego i główny architekt polityki imigracyjnej Trumpa, Stephen Miller, właśnie zadebiutował na polu polityki zagranicznej. Nadeszła pora, żeby przyjrzeć się uważniej temu 40-latkowi, który już dekadę temu zaczął pisać dla Trumpa przemowy. Insiderzy w Białym Domu nazywają go „premierem”.

Kiedy Trump zwołał konferencję prasową, żeby potwierdzić interwencję USA w Wenezueli, zobaczyliśmy za jego plecami Millera – w jednej linii z sekretarzem stanu Marco Rubio i sekretarzem wojny Pete’em Hegsethem. „Żyjemy w realnym świecie, który rządzi się siłą, przemocą i władzą” – powiedział później Miller w wywiadzie dla CNN, pytany o kraj, gdzie Stany Zjednoczone rzekomo przejęły władzę, uprowadzając prezydenta i szantażując resztę rządu.

Czytaj także Kraina ropą płynąca i prawo silniejszego. Wenezuela po Maduro Ewa Sapieżyńska

W ubiegłym tygodniu zobaczyliśmy również Millera w telewizji Fox News tłumaczącego, dlaczego USA koniecznie potrzebuje Grenlandii: Dania to mały kraj z małą gospodarką i małą armią, nie jest w stanie obronić Grenlandii ani jej nawet zasiedlić, mówił, jak gdyby to uzasadniało, dlaczego Dania na Grenlandię nie zasługuje.

Trump nie tylko jest zadowolony z pracy Millera, jeśli chodzi o politykę wewnętrzną (masowe deportacje nieudokumentowanych rezydentów, walka z liberalnym systemem edukacji i czystki w rządowych agencjach), ale zaczyna polegać na nim również w kwestiach międzynarodowych. Wpływy Millera, który w odróżnieniu od Trumpa potrafi formułować swoje poglądy z logiką i spokojem, rosną. Pojawia się nawet pytanie, czy głos drugiej kadencji Trumpa tak naprawdę nie należy do Millera, który okazuje się być zaangażowany w najważniejsze decyzje prezydenta, w tym lawinę rozkazów wykonawczych od stycznia 2025 roku.

Mimo, że pochodzi z typowej kalifornijskiej rodziny głosującej na demokratów, Miller od dziecka grawitował w stronę konserwatyzmu. Zainteresowanie bronią wcześnie przerodziło się w sympatię do National Rifle Association – organizacji, która strzeże prawa do posiadania broni w USA. Wychował się na konserwatywnych programach radiowych typu talk show; w Kalifornii szczególnie popularnym konserwatywnym komentatorem był wtedy Afroamerykanin Larry Elder.

Miller miał 16 lat, gdy doszło do ataków na USA 11 września 2021 roku. W wywiadzie ze swoim mentorem Newtem Gingrichem wspomniał, że w Kalifornii spotkał się z opinią, że Ameryka jest sama sobie te za ataki winna – przez swoją historię inwazji wojskowych na inne kraje. „To zabolało mnie do żywego” – powiedział Miller. I tu zaczęła się jego wielka patriotyczna krucjata przeciw lewicowej propagandzie w szkołach, które podobno uczą dzieci wstydzić się amerykańskiej historii. Miller uważa, że takie podejście jest nie tylko obrzydliwe, ale i mało praktyczne. „Kto chce chodzić cały czas ze spuszczoną głową?” – zauważył w tym samym wywiadzie.

W liceum Miller bojkotował organizację studencką dla studentów pochodzenia meksykańskiego, naciskając, by w szkole używano tylko języka angielskiego. Nawoływał uczniów, by nie podnosili po sobie śmieci, bo szkoła ma przecież personel do sprzątania.

Czytaj także MAGA przecenia, jak wielu Amerykanów chce strzelać lewaczkom w twarz Jakub Majmurek

Studiując na Duke University, Miller, praktykujący Żyd, protestował przeciw mającej się odbyć na kampusie konferencji propalestyńskiego ruchu solidarnościowego.

Jako uniwersytecki komentator bronił oskarżonych o gwałt graczy lacrosse; okazało się, że zarzuty były najprawdopodobniej bezpodstawne; prokuraturze nie udało się przedstawić żadnych faktów. To doświadczenie ukształtowało Millera. Przekonał się nie tylko, że zawsze ma rację, ale też, że oskarżenia mogą być fałszywe, a ciało profesorskie może łatwo popełnić błąd w interpretacji zdarzeń i potencjalnie zrujnować komuś życie.

Z poc zątku planoiwał studia prawnicze, ale po koledżu zaczął pracować dla konserwatywnej posłanki Michele Bachmann, która była założycielką ruchu Tea Party w Izbie Reprezentantów – prawicowego, reakcyjnego zrywu w odpowiedzi na liberalną politykę prezydenta Obamy. Pracę załatwił mu David Horowitz, znany konserwatysta – niegdyś marksista, który zmienił front za Reagana, rozczarowany naiwnością lewicy.

W 2009 roku Miller zaczął pracować dla senatora Jeffa Sessionsa, u którego zajmował się konserwatywną walką z nielegalną imigracją przez południową granicę. Za pierwszej kadencji Trumpa Sessions został prokuratorem generalnym; prezydent zwolnił go później rozczarowany tym, że Sessions za bardzo trzyma się litery prawa – jednak Miller pozostał przy Trumpie. Ich zgodna relacja trwa już dziesięć lat i Miller wydaje się być zachwycony pracą dla Trumpa, który wymaga od niego bardzo dużo (Miller umie pracować szybko i w skupieniu), ale też pozwala mu na bardzo wiele.

Media łączą nazwisko Millera z polityką rozdzielania rodzin imigrantów schwytanych po przekroczeniu południowej granicy i z zakazem wjazdu do kraju dla muzułmanów – obie kwestie stały się punktem zapalnym i głośno dyskutowanym w mediach podczas pierwszej prezydentury Trumpa. To dzięki niemu na południowej granicy jest taki spokój; po raz pierwszy od lat 70. na granicy pojawia się nie więcej niż 200–300 osób dziennie. To ogromny spadek, podkreśla administracja Trumpa, w porównaniu z czasami Bidena, kiedy codziennie pojawiały się tam tysiące ludzi.

To od Millera pochodzi pomysł o wysyłaniu Gwardii Narodowej do miast „azylowych” i angażowaniu żołnierzy w pracę agentów imigracyjnych, czyli w przeprowadzaniu deportacji. Skutki możemy obserwować w Minneapolis w Minnesocie, gdzie podczas interwencji ICE niedawno zginęli cywile. W odpowiedzi Trump wysyła jeszcze więcej federalnych oddziałów wojska i odgraża się możliwością użycia tzw. ustawy insurekcyjnej – jeśli protesty przerodzą się w zamieszki. Wszędzie tu obecna jest ręka Millera.

Czytaj także Trump marzy o Grenlandii. Imperialne ambicje USA i uległość Europy Artur Troost

Millerowi podobno nie przeszkadza, że ludzie go nienawidzą. Tak jak w przypadku afery w Duke, jest przekonany, że prędzej czy później okaże się, że miał rację, a Amerykanie będą koniec końców zadowoleni, jeśli uda mu się ograniczyć nielegalną imigrację.

„Kto nie chce płacić mniej podatków i mieć silnego wojska?” – zapytał retorycznie w jednym z wywiadów, opowiadając o instynktownym poczuciu przynależności, które poczuł jako nastolatek do partii republikańskiej. Kilka lat temu Miller ożenił się z partyjną koleżanką i jest obecnie przykładnym ojcem trójki dzieci.

Póki co, komitywa z Trumpem trwa. Miller twierdzi, że wierzył w wygraną Trumpa, odkąd usłyszał o jego kandydaturze na prezydenta, i prawie natychmiast skontaktował się z jego sztabem, oferując swoje usługi. Retoryka, którą podsunął Trumpowi, pomogła partii republikańskiej pozbyć się wizerunku partii wielkiego biznesu i uchodzić za partię klasy pracującej– bo to właśnie „niebieskie kołnierzyki” są koniecznym elementem prawicowej koalicji.

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie