Wsparcie Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Profil Zaloguj się

Oszust to ma klawe życie – na Facebooku

Wiele reklam na Facebooku to oszustwa. Firma Meta zarabia na nich za dużo, by choćby udawać, że z nimi walczy. Co najwyżej podnosi naciągaczom stawki, żeby zarobić jeszcze więcej.

Mark Zuckerbeg
Kontekst

📝 Agencja Reuters opublikowała raport na podstawie wewnętrznych dokumentów firmy Meta. Wynika z nich, że 10 proc. przychodów brutto firmy pochodzi z reklam będących oszustwami, takimi jak handel fałszywkami lub próby wyłudzenia pieniędzy.

🚨 Facebook ociąga się z zamykaniem kont oszustów, ponieważ są opłacalne. Konto, na którym Facebook dobrze zarabia, zostanie zawieszone dopiero po 500 potwierdzonych zgłoszeniach.

🙈 Na zespół ds. przeciwdziałania oszustwom nałożono limit spraw, jakie może rozpatrzeć, a zamykanie kont naciągaczy nie może zmniejszyć przychodów firmy z reklam o więcej niż 0,15 proc.

💰 Roczne przychody firmy Meta z oszukańczych reklam wynoszą 7 mld dolarów.

Bijący rekordy zainteresowania raport Reutersa opracowany przez Jeffa Horowitza to analiza ujawnionych wewnętrznych dokumentów firmy Meta. Czego się z niej dowiadujemy? Że aż 10 proc. przychodów brutto tej firmy pochodzi z reklam towarów-fałszywek i z oszustw stanowiących próby wyłudzenia. Oraz że Meta doskonale zdaje sobie z tego sprawę, ale postanowiła nie kiwnąć w tej sprawie nawet palcem, bo kary za pomocnictwo w rujnujących komuś życie oszustwach są o wiele niższe niż zysk, jaki może przynieść pomocnictwo w rujnowaniu życia własnym użytkownikom.

Kluczem do tezy o istnieniu zjawiska, które nazwałem gównowaceniem, jest to, że firmy celowo obniżają jakość swoich produktów i usług z korzyścią dla siebie i naszym kosztem – bo mogą. Zaś długotrwale prowadzona polityka gównowacenia, nagradzająca oszustwa, szpiegostwo i monopolizację, nieodmiennie prowadzi do powstania oszukujących i szpiegujących nas monopolistów.

Lepszego przykładu niż opublikowana przez Reutersa dokumentacja facebookowych oszustw nie znajdziemy. Opis otwierający raport nie oddaje rozmiarów skandalu. Zepsucie i chciwość Mety w obliczu przeraźliwych oszustw i prób wyłudzenia, jakie dzieją się na jej platformach, są zatrważające.

Czytaj także Ktoś porwał twoje dziecko? Wiemy, gdzie jest, ale najpierw wykup usługę Cory Doctorow

Oto kilka konkretów: po pierwsze, według danych samej firmy codziennie wyświetla ona 15 miliardów reklam ofert, które są oszustwami. Te reklamy generują dla firmy przychód w wysokości 7 miliardów dolarów rocznie. Mimo że Meta ma własne systemy, które automatycznie sygnalizują takie oszukańcze reklamy i wskazują stojących za nimi reklamodawców, firma nie zamyka ich kont – a zamiast tego, w ramach „zniechęcania” przestępców, nakłada na nich wyższe opłaty. Innymi słowy, reklamy oszustw i wyłudzeń przynoszą firmie większy zysk niż reklamy rzetelne.

Wewnętrzne okólniki Mety potwierdzają, że firma pomaga naciągaczom automatycznie docierać do użytkowników najbardziej na oszustwa narażonych: gdy ktoś raz kliknie oszukańczą reklamę, zautomatyzowany system targetowania reklam wyświetli w feedzie tego użytkownika jeszcze więcej takich oszustw – uznając, że dana osoba najwyraźniej jest nimi zainteresowana.

Meta wie również, że globalny przemysł wyłudzeń opiera się na jej platformach – aż jedna trzecia wszystkich prób wyłudzenia w Stanach Zjednoczonych przechodzi przez Facebooka (w Wielkiej Brytanii ten odsetek wynosi 54 proc. wszystkich „szkód spowodowanych wyłudzeniami płatności”). Sama Meta przyznaje, że nader gościnnie przyjmuje wyłudzaczy, przy czym jeden z jej wewnętrznych okólników ujawnia, że firma stwierdziła, iż „łatwiej jest publikować wyłudzenia na platformach Mety niż w Google”.

Meta opracowała z początku wyłudzenia plany ograniczenia liczby oszustw na swoich platformach, ale działania te podejmuje w ślimaczym tempie, ponieważ według firmowych szacunków suma kar, które ostatecznie przyjdzie jej na całym świecie zapłacić, to jakiś miliard dolarów, podczas gdy jej obecne przychody z oszustw sięgają 7 miliardów dolarów rocznie. W okólniku, w którym ogłoszono działania zmierzające do ukrócenia oszustw, na końcu stwierdzono, że przychody z prób wyłudzenia są olbrzymie w porównaniu z „kosztem ugód sądowych w związku z przepisami dotyczącymi reklam będących próbami wyłudzenia”. W innym okólniku stwierdza się, że firma nie podejmie żadnych proaktywnych działań na rzecz zwalczania oszustw i będzie je ukrócać jedynie w przypadku wszczęcia postępowania przez organy regulacyjne.

W firmie Meta istnieje zespół do spraw przeciwdziałania oszustwom, jednak liczba przypadków, jakimi może się zająć, jest ograniczona narzuconym wewnętrznie limitem, zwalcza więc tylko niektóre próby wyłudzeń. Okólnik z lutego 2025 roku stwierdza, że działania podejmowane przez zespół mogą zmniejszyć przychody z reklam o nie więcej niż 0,15 proc. (135 milionów dolarów) – choć według szacunków samej Mety ogłoszenia będące próbami wyłudzenia przynoszą firmie 7 miliardów dolarów rocznie. Osoba kierująca tym programem ostrzega swoich podwładnych, że „są konkretne wytyczne dotyczące przychodów”.

Jak wyglądają oszustwa na platformach Mety? Jeden z przykładów przytaczanych przez Reutersa to odkrycie przez firmę „sześciocyfrowej siatki kont” udających amerykański personel wojskowy, wyłudzających od użytkowników pieniądze. Reuters opisuje także „zatrzęsienie fałszywych kont udających celebrytów bądź czołowe marki konsumenckie”, które użytkowników Meta okradają.

Kolejną, częstą formą oszustwa są wyłudzenia seksualne. Dochodzi do nich, gdy ktoś pozyskuje nasze nagie zdjęcia, po czym grozi, że je opublikuje, chyba że mu zapłacimy bądź będziemy dla niego odgrywać przed kamerą kolejne czynności seksualne. Tego rodzaju przestępstwa nieproporcjonalnie często dotyczą osób nastoletnich. Zdarzało się, że doprowadzały dzieci do samobójstw.

W 2022 roku ktoś z kadry kierowniczej Mety rozesłał okólnik, w którym skarżył się na „brak inwestycji” w systemy zwalczania oszustw. Firma sklasyfikowała tego rodzaju oszustwa jako problem o „niskiej szkodliwości” i celowo odmawiała środków na przeciwdziałanie im.

W kolejnych latach sytuacja była jeszcze gorsza, bo Meta przystąpiła do masowych zwolnień pracowników odpowiedzialnych w firmie za zwalczanie oszustw, aby uwolnić kapitał na potrzeby popełniania na masową skalę innego rodzaju nadużyć – oszukiwania inwestorów mamionych wizjami metaverse i sztucznej inteligencji.

W wyniku tych zwolnień polikwidowano niektóre działy w całości. W 2023 roku wylecieli na przykład wszyscy z zespołu zajmującego się „skargami reklamodawców w sprawie naruszeń ich praw własności marki”. Jednocześnie oddziały odpowiedzialne za metaverse i AI otrzymały priorytet w dostępie do zasobów – do tego stopnia, że zespołom ds. bezpieczeństwa nakazano zaprzestanie wykorzystania firmowej infrastruktury w sposób, który by ją obciążał, i funkcjonowanie w stopniu tak minimalnym, że ostatecznie w biurze jedynie „paliło się światło”.

Czytaj także Warufakis: Nie ma regulacyjnego bata na big tech. I nie będzie Janis Warufakis

W tym samym czasie zespoły ds. bezpieczeństwa otrzymywały od użytkowników około 10 tysięcy uzasadnionych zawiadomień o oszustwach tygodniowo, jednak – wedle własnych szacunków – nie reagowały bądź niesłusznie odrzucały 96 proc. takich zgłoszeń. Gdy wyszło to na jaw, firma obiecała, że w 2023 roku zmniejszy odsetek odrzucanych pomimo ich zasadności zgłoszeń do, bagatela, 75 proc.

Podczas gdy Meta wyrzuca skargi na śmietnik i oświadcza, że żadnej poprawy w uwzględnianiu zgłoszeń oszustw nie będzie, użytkownicy tracą wszystko. Jak podaje Reuters, oszuści przejęli konto jednej z osób rekrutujących kandydatów do kanadyjskiego lotnictwa wojskowego. Choć ofiara wielokrotnie zgłaszała Mecie, że jej konto zostało zhakowane, firma nie podjęła żadnych działań. Oszuści, którzy przejęli konto, udawali ofiarę w kontaktach z zaufanymi osobami, podejmując próby wyłudzenia – twierdząc na przykład, że dzięki inwestycji w kryptowalutę ofiara kupiła działkę pod wymarzony dom.

Meta nie zrobiła z tym nic, zaś znajomi ofiary potracili wszystko. Jednego z nich, Mike’a Lavery’ego, oszukano na 40 tysięcy dolarów kanadyjskich. W rozmowie z Reutersem powiedział – „sądziłem, że rozmawiam z zaufaną osobą o nieposzlakowanej reputacji. To dlatego opuściłem gardę”. Oszuści obrobili w ten sposób kolejnych czworo znajomych ofiary.

Osoba, której skradziono konto, błagała, aby jej znajomi zgłosili te oszustwa Mecie. Łącznie wysłali do firmy setki (!) zawiadomień, a firma zignorowała je wszystkie – nawet te, które ofiara przekazała za pośrednictwem kanadyjskiej policji konnej osobie kontaktowej firmy Meta w Kanadzie, odpowiedzialnej za przeciwdziałanie oszustwom.

Meta nazywa takie oszustwa – podszywanie się pod użytkowników – „organicznymi”, odróżniając je od oszukańczych reklam, gdzie oszuści płacą za dostęp do potencjalnych ofiar. Meta szacuje, że codziennie na jej platformach pojawiają się 22 miliardy takich „organicznych podszyć”. Organiczne oszustwa w gruncie rzeczy często nie pozostają w sprzeczności z warunkami świadczenia usług oferowanych przez Metę – gdy na przykład policja w Singapurze złożyła do Mety skargę dotyczącą 146 oszukańczych postów, firma stwierdziła, że jedynie 23 proc. z nich narusza warunki świadczenia usług przez tę firmę. Pozostałe chwyty były dozwolone.

Wśród tych dozwolonych znalazły się „niemożliwie korzystne” oferty osiemdziesięcioprocentowych obniżek cen towarów czołowych marek modowych, bilety na koncerty i fałszywe ogłoszenia o pracę – wszystkie według polityki ustalonej przez Meta są dopuszczalne. Firmowe okólniki, do których dziennikarze agencji Reuters uzyskali dostęp, wskazują na narastającą irytację pracowników Mety odpowiedzialnych za zwalczanie oszustw, gdy zdają sobie sprawę, że dane oszustwo nie jest na platformie zakazane. Jedna z takich osób pisała, że „obecna polityka firmy nie pozwala na zgłoszenie tego konta!”.

Nawet jeśli oszust narusza warunki świadczenia usług na platformie, Meta nadal nie podejmuje żadnych kroków. Zgodnie z jej polityką „konto dużej wartości” (wydające krocie na reklamy-fałszywki) musi nazbierać ponad 500 zgłoszonych naruszeń regulaminu (uznanych za takie przez samą firmę), zanim takie konto zostanie usunięte.

Czytaj także UE może zbanować X i Facebooka, a Polska powinna o to zabiegać Łukasz Łachecki

Frustracja odpowiedzialnych za bezpieczeństwo pracowników Mety, wynikająca ze świadomości, że firma de facto nawiązała partnerstwo z oszustami żerującymi na użytkownikach, osiągnęła już na tyle wysoki poziom, że pracownicy przyznają co tydzień nagrodę dla „największego wyłudzacza” wśród reklamodawców, czyli konto, na które w danym tygodniu wpłynęło najwięcej skarg. Nawet to niczego jednak nie zmienia: według Reutersa 40 proc. „laureatów” nagrody – największych wyłudzaczy – sześć miesięcy po oznaczeniu ich jako najaktywniejszych oszustów nadal na platformie działała.

Tak haniebny stosunek do użytkowników nie wynika z tego, że wierchuszka firmy nagle objawiła nowe, sadystyczne cechy. Jak wszechstronnie wykazała w swoich wspomnieniach zatytułowanych Careless People sygnalistka Sarah Wynn-Williams, na czele firmy zawsze stali ludzie, którzy chętnie poddaliby nas groteskowo makabrycznym męczarniom, byleby tylko zarobić.

Od tamtej pory zmieniło się jedynie to, że z biegiem czasu ci ludzie rzeczywiście mogli zacząć zarabiać na tym, że robią nas w konia. Wewnętrzne wyliczenia samej firmy Meta pokazują, jak to działa: na oszustwach zarabiają więcej pieniędzy – 7 miliardów dolarów rocznie – niż kiedykolwiek musieliby zapłacić za to, że rzucają nas na pastwę oszustów. Kara jest ceną tych oszustw, a firmę stać na jej zapłacenie.

Czytaj także Bazylewicz: Ani Musk, ani nawet Reagan. Kto wymyślił ruch wyzwolenia kapitalistów? Magdalena Bazylewicz

Meta mogłaby ukrócić działania wyłudzaczy, ale byłoby to kosztowne. Aby zmniejszyć liczbę oszustw, firma musiałaby przeznaczyć środki na zatrudnienie osób sprawdzających zgłoszenia (generowane automatycznie i nadsyłane przez użytkowników), a także zgodzić się na straty wynikające z błędnie zgłoszonych reklam, to jest z blokowania tych ogłoszeń, które wyglądają na oszukańcze, ale nimi nie są. Należy zauważyć, że między tymi dwoma wynikami zachodzi odwrotna korelacja: im więcej firma wydaje na weryfikację zgłoszeń przez ludzi, tym mniej delfinów wpada w jej sieci na tuńczyka.

Przeznaczenie większych zasobów na zwalczanie oszustw to nie to samo co zobowiązanie się do usunięcia z platformy wszelkich wyłudzeń. To drugie byłoby pewnie niemożliwe, a próby podjęcia takiego działania wiązałyby się z inwazyjnym wtrącaniem się z osobiste interakcje między użytkownikami. Meta jednak wcale nie musi przysiadać się do każdej rozmowy między znajomymi, by ocenić, czy ktoś kogoś przypadkiem nie próbuje oszukać – wystarczyłoby sprawdzać skargi użytkowników i reagować na nie. Meta nie musi podsłuchiwać naszych rozmów, żeby usuwać aktywnych i generujących zyski oszustów, nie czekając przy tym, aż złamią regulamin 500 razy.

Oczywiście, istnieje pewien sposób, w który Meta mogłaby dramatycznie ograniczyć oszustwa: wyeliminować własny, inwazyjny dla naszej prywatności system spersonalizowanych reklam. Na samej górze reklamowego leja Mety znajdują się zbierane bez zgody użytkowników „teczki” ponad czterech miliardów osób na całym świecie. Wyłudzacze płacą, żeby mieć do nich dostęp, a na celownik biorą użytkowników najłatwiej padających ich łupem.

To całkowicie przewidywalny rezultat głębokiego, powtarzającego się raz za razem naruszania praw człowieka miliardów osób, które są w ten sposób szpiegowane. Zbieranie i kupczenie danymi pozyskanymi w drodze śledzenia nas to odpowiednik składania nasiąkniętych ropą naftową szmat na kupę tak olbrzymią, że w końcu można zarobić miliardy, przetwarzając je na niskojakościowe paliwo. Co opłaca się tylko wówczas, gdy ktoś inny płaci za nieuniknione pożary.

Czytaj także Korporacja to czarujący psychopata Joel Bakan

Tak właśnie postępuje Meta: prywatyzuje zyski ze szpiegowania nas, na społeczeństwo zaś przerzuca szkody, które w nieunikniony sposób dotyczą każdego z nas. A firma może tak działać wyłącznie tylko dlatego, że ustawodawcy siedzą z założonymi rękami. W Stanach Zjednoczonych Kongres nie przyjął żadnych nowych przepisów mających na celu ochronę konsumentów od 1988 roku, kiedy to zdecydował, że ujawnianie historii wypożyczania filmów przez pracowników wypożyczalni kaset wideo stanowi przestępstwo.

Meta szpieguje nas, a potem pozwala drapieżcom wykorzystać te dane, aby niszczyć nam życie, a robi to z tego samego powodu, dla którego psy liżą sobie jajka – bo mogą. W środowisku zdenominowanym przez politykę gównowacenia usług takie zachowania są praktycznie gwarantowane, skoro Meta może nas śledzić bez żadnych ograniczeń i płacić miliard dolarów kary za nasze udręki, z których sama wyciąga siedem miliardów.

Mark Zuckerberg od zawsze był odrażającym człowiekiem, ale – jak pokazuje w swojej książce Sarah Wynn-Williams – kiedyś był przynajmniej ostrożny, bo obawiał się, że za krzywdzenie nas może go spotkać coś złego. Odkąd zrozumiał, że konsekwencji nie ma, robi dokładnie to, co dyktuje mu jego natura: niszczy nasze życie dla powiększania własnej fortuny.

**
Cory Doctorow – jeden z najbardziej poczytnych pisarzy science fiction, krytyk nowych technologii, autor wielu książek i esejów. W polskim przekładzie ukazała się m.in. jego powieść Mały Brat i zbiór esejów Kontekst. Eseje o wydajności, kreatywności, rodzicielstwie i polityce w XXI wieku.

Artykuł opublikowany na blogu Pluralistic.net na licencji Creative Commons CC BY 4.0. Z angielskiego przełożyła Katarzyna Byłów.

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie