Europejski neofaszyzm narodził się w Austrii [rozmowa]
W niedzielę wybory parlamentarne w Austrii. Na zwycięzcę typuje się partię FPÖ, której lider Herbert Kickl sam siebie określa mianem „Volkskanzler”, zaczerpniętym z ideologii nazistowskiej.
Strach to najprostsze dziś narzędzie zdobywania władzy i zysków.
W niedzielę wybory parlamentarne w Austrii. Na zwycięzcę typuje się partię FPÖ, której lider Herbert Kickl sam siebie określa mianem „Volkskanzler”, zaczerpniętym z ideologii nazistowskiej.
Organizator nielegalnego zgromadzenia przyznał, że polska ksenofobia przeszła jego najśmielsze oczekiwania i obiecał, że to już ostatni raz. Policja dowiedziała się tyle, ile potrzebowała, i podziękowała za więcej.
W mieście „patrolowanym” przez wzmożonych, młodych mężczyzn, przekonanych, że bronią ojczyzny, swoich braci i sióstr przed morderczą, obcą inwazją, nikt tak naprawdę nie może czuć się bezpiecznie.
Wyborcy zwycięskich partii w Saksonii i Turyngii motywują swój wybór obawami o bezpieczeństwo. Ale to nie jedyne, czego boją się dziś Niemcy.
Jak to się stało, że malunek pokazujący pokój na Ziemi i ludzi dobrej woli stał się w Polsce kontrowersyjny? Tak kontrowersyjny, że wójt czuje, że musi się z niego tłumaczyć.
Przejęcie przez Babiša elektoratu koalicyjnej socjaldemokracji oraz ugruntowanie sojuszu z prezydentem Milošem Zemanem oznaczało zarysowanie nowego podziału sceny politycznej w Czechach – na „populistów” i „antypopulistów”. Zmieniło to zarówno strukturę elektoratu ANO, jak i potencjalne tematy podejmowane przez partię.
Arundhati Roy jest znana na całym świecie, ale większość kaszmirskich dysydentów już od dawna albo siedzi w więzieniu, albo nie żyje.
Rząd dopuścił do rzeczy ogromnie niebezpiecznej, a zrobił to, by przykryć brak kompetencji służb wobec skomplikowanej sytuacji na granicy. Poświęcił praworządność, prawa człowieka, przyzwoitość.
Dziś rasizm i ksenofobia to mainstream polityki, tak wśród rządzących, jak i faszyzującej opozycji. Populizm to już jedyne narzędzie uprawiania polityki, oczekiwane przez samych wyborców.
Trump nie ma wyborców, lecz wyznawców. A kto wierzy w Trumpa, zaczyna składać pokłony także Putinowi.