Postwzrost: gospodarka radykalnej obfitości
Gospodarka musi rosnąć, by powstawały miejsca pracy, by wszyscy mogli pracować, żeby przeżyć. A zaczęło się od tego, że zabrano nam środki do życia.
Myślenie to forma oporu.
Gospodarka musi rosnąć, by powstawały miejsca pracy, by wszyscy mogli pracować, żeby przeżyć. A zaczęło się od tego, że zabrano nam środki do życia.
Rozmowa z Ewą Bińczyk, autorką książki „Epoka człowieka. Retoryka i marazm antropocenu”.
Guy Standing postuluje Fundusz Dobra Wspólnego: podatek od prywatnych zysków czerpanych z eksploatacji tego, co wspólne – zasobów naturalnych naszej planety.
Powiedzmy sobie uczciwie: bez ograniczania konsumpcji nie da się myśleć poważnie o ograniczaniu zmian klimatycznych.
Liberalnych ideałów nie da się osiągnąć liberalnymi metodami.
Lewica dalej będzie tracić poparcie i dryfować na polityczny margines, jeśli nie ucieknie od błędu, jakim jest zrównywanie pracy z pracą najemną.
Z tej planety nie da się więcej wycisnąć. O tym świadczy zmiana klimatu. Świadczą o tym niekończące się wojny. Świadczy o tym fakt, że Trump został prezydentem.
Lepszy efekt osiągniemy, jeśli odsuniemy na bok całą biurokrację i bez zbędnych pytań zapewnimy wszystkim środki niezbędne do przetrwania.
W przemówieniu podczas Occupy Wall Street Slavoj Žižek powiedział słynne zdanie: „potrafimy wyobrazić sobie koniec świata, ale nie umiemy sobie wyobrazić końca kapitalizmu”. No to spróbujmy.
Kościuszko był wyjątkowym żołnierzem rewolucji, bo najbardziej interesowała go sprawa wyzwolenia i emancypacji ludzi biednych, był po stronie biedoty i ciemiężonych mniejszości.