Wsparcie Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Profil Zaloguj się

USA nie chce turystów, turyści nie chcą do USA

Numery telefonów, adresy mailowe, dane o rodzinie i miejscu pracy oraz dostęp do kont społecznościowych – tyle trzeba będzie ujawnić, by wjechać do USA bez wizy. Ameryka nie chce u siebie turystów, a turystom też się odechciewa.

ObserwujObserwujesz
Turyści w USA

Wielu Amerykanów – choć nadal nie ma ich wystarczająco wielu – czuje złość i lęk w reakcji na działania swojego rządu, który terroryzuje własnych obywateli (morderstwo Renee Nicole Good przez funkcjonariuszy służb imigracyjnych jest tu szczególnie tragicznym i groteskowym przykładem), morduje cywilów na międzynarodowych wodach i kładzie ciężką łapę na ropie Wenezuelczyków.

Podobne odczucia USA muszą budzić na świecie, Podróż do Ameryki to dzisiaj szukanie kłopotów, zwłaszcza że administracja Trumpa obcych u siebie nie chce, nawet jeśli w konsekwencji amerykańska gospodarka straciła w 2025 roku miliardy dolarów.

Tak zapewne uzna niejeden obywatel Europy, któremu chciałoby się na zakupy do Nowego Jorku albo zajrzeć do Wielkiego Kanionu, a który dowie się, że od stycznia 2025 administracja Trumpa unieważniła 85 tys. wiz. Żeby wjechać do Stanów Zjednoczonych, trzeba teraz będzie przedstawić Departamentowi Bezpieczeństwa osobistą historię z ostatnich pięciu lat: od numerów telefonów i adresów mailowych, danych na temat rodziny, metadanych ze zdjęć, po treści publikowane na platformach społecznościowych.

Czytaj także Metody mafijne: 5 zasad „doktryny Donroe” Piotr Wójcik

Ta ustawa jeszcze nie weszła w życie, ale rozważa ją Urząd Celny i Ochrony Granic; do 10 lutego trwa zbieranie komentarzy publicznych. Nowe prawo dotyczyłoby 43 krajów, których obywatele mają pozwolenie na wjazd do USA bez wizy, w tym Polski.

Co już zdążyło się zmienić, to ceny. Począwszy od 2026 roku turyści bezwizowi wnoszą 250 dolarów opłaty za weryfikację. Ponadto osoby ubiegające się o niektóre rodzaje wiz wjazdowych do USA muszą zmienić swoje profile w mediach społecznościowych na publiczne. Na decyzję czeka się od sześciu miesięcy do roku, co zniechęca miliony ludzi do wizyty w USA, gdzie możliwość zostania zatrzymanym i deportowanym przez urząd imigracyjny ICE jest coraz bardziej realna.

W związku z tym USA są jedyną z zaledwie kilku światowych gospodarek, gdzie spada liczba turystów, a wraz z nią spadają dochody sektora turystycznego. Las Vegas zwalnia pracowników, a Nowego Jorku, wbrew deklaracjom biznesmenów wciąż nie odwiedza tylu turystów co przed pandemią. Przyjazdy do USA spadły szczególnie w drugiej połowie 2025 roku, co odwróciło wcześniejszy, popandemiczny trend wzrostowy. Podróże do USA bojkotują szczególnie turyści z Kanady, co już wpływa na gospodarkę stanów przygranicznych. Agresywne egzekwowanie przepisów imigracyjnych skłania również muzyków do ponownego przemyślenia tras koncertowych po USA.

A co z krajami, które nie załapały się w przeszłości na ruch bezwizowy? Administracja Trumpa wprowadziła całkowity lub częściowy zakaz wjazdu do USA dla obywateli 39 krajów; ich lista cały czas podlega zmianom. W pierwszym tygodniu stycznia Departament Stanu rozszerzył program kaucji wizowych o kolejne 25 krajów: ich obywatele, aby wjechać do USA na wizie turystycznej, mogą być zobowiązani do wpłacenia kaucji w wysokości do 15 tys. dolarów. Prawie dwie trzecie krajów na tej liście to państwa afrykańskie, a wymóg wpłacania kaucji wejdzie w życie 21 stycznia.

Ksenofobia to nieodłączna cecha polityki Trumpa, który realizuje obiecany program masowych deportacji i planuje reformę systemu legalnej imigracji – zwłaszcza po tym, jak obywatel Afganistanu został oskarżony w sprawie strzelaniny, w której zginęło dwóch członków Gwardii Narodowej w Waszyngtonie.

Gdy zaś ujawniono masowe oszustwa w systemie programów pomocowych w Minnesocie, gdzie najważniejszą mniejszość etniczną i lwią część osób korzystających z tych programów stanowią Somalijczycy, Trump zaczął otwarcie bojkotować Amerykanów somalijskiego pochodzenia, wzywając ich, żeby wrócili do swojego kraju. W sobotę 10 stycznia Biały Dom poinformował, że sprawdza możliwość odebrania obywatelstwa Amerykanom somalijskiego pochodzenia, którzy nabyli je poprzez proces naturalizacji. Odbierze się je tym, którzy na obywatelstwo nie zasługują – oświadczył Trump. Jeśli faktycznie to tego dojdzie, zaczniemy zupełnie nowy rozdział w historii Ameryki i amerykańskiego prawa.

Nic zatem dziwnego, że niechętny stosunek Trumpa do świata przekłada się na niechętny stosunek do Ameryki na świecie.

Raporty wskazują na nasilanie się antyamerykańskich nastrojów nawet w krajach, które tradycyjnie kibicują USA – tak jak w Wielkiej Brytanii, gdzie Trump upokorzył dumę Brytyjczyków, BBC, zmuszając tę nobliwą instytucję do przeprowadzenia redakcyjnej czystki. Czy doprowadzi to ostrożniejszych wypowiedzi na temat Trumpa i jego polityki przez brytyjskich dziennikarzy, o tym się jeszcze przekonamy.

BBC ma o czym pisać. Ostatni rok pokazuje, że polityka zagraniczna USA jest bardziej aktywna i agresywna, niż Trump zapowiadał przed objęciem władzy, prawdopodobnie wciąż łudząc się, że dostanie pokojową nagrodę Nobla. Tego, że jej nie dostał, raczej nam nie wybaczy. Po konfrontacji z Iranem, niewdzięcznej pracy włożonej w negocjacje z Putinem i wciąż gorącej jeszcze napaści na Wenezuelę (gdzie na dziś nie wiadomo, kto właściwie rządzi) powraca kampania grenlandzka Trumpa. Dlaczego teraz, dlaczego tak nagle?

Czytaj także Kraina ropą płynąca i prawo silniejszego. Wenezuela po Maduro Ewa Sapieżyńska

„Potrzebujemy Grenlandii ze względu na nasze narodowe bezpieczeństwo” – powiedział Trump reporterom na pokładzie Air Force Once dzień po porwaniu wenezuelskiego prezydenta. „Dania sama sobie nie poradzi” – dodał, nie wspominając o bogatych grenlandzkich złożach minerałów, a za to mgliście nawiązując do jakiejś globalnej misji, która nagle zaczyna wykraczać poza narodowe bezpieczeństwo.

Jeden z pozytywniejszych scenariuszy zakłada, że Trump zachęci Grenlandczyków, żeby odłączyli się od Danii i sami przystąpili do USA. Zapłatą ma być 10 do 100 tysięcy dolarów na osobę; w Grenlandii mieszka 57 tysięcy ludzi.

Pytanie, czy Grenlandczycy chcą mieć Trumpa za prezydenta?

„Jeśli Trump zaatakuje Grenlandię, czy to będzie koniec NATO?” – pytał liberalny demokrata Ed Davey w debacie z premierem Wielkiej Brytanii. Keir Starmer przypomniał mu cierpko, że Wielka Brytania i Europa potrzebują Stanów Zjednoczonych, żeby rozwiązać kwestię Ukrainy.

Tymczasem w świecie Trumpa wszystko się może zdarzyć. Być może wysyp zaczepnych komentarzy o Grenlandii ma tylko odwrócić naszą uwagę od Wenezueli, a być może obudzimy się jutro z amerykańskim wojskiem w Iranie.

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie