„Islamscy ekstremiści mają plan. Poprzez propagowanie strachu i nienawiści chcą doprowadzić do zamknięcia uchodźców w gettach, odcięcia ich od europejskich społeczeństw, uczynienia ich ofiarami europejskiej ksenofobii. To ich strategia rekrutacyjna, za pomocą której rozpalają nienawiść pomiędzy Wschodem a Zachodem, przez co stają się liczącymi się graczami” – o obozach dla uchodźców na greckiej wyspie Lesbos piszą Janis Warufakis i George Tyrikos-Ergas. Zdjęcia: Luigi Avantaggiato.
W 2015 roku setki tysięcy uchodźców dotarło do wybrzeży greckiej wyspy. Wielu z nich zginęło w morzu. O choć opinia międzynarodowa została uśpiona zapewnieniami, że grecki kryzys uchodźczy zelżał, w rzeczywistości jednak stał się on chronicznym trądem zżerającym duszę Europy, tyglem, w którym gotują się przyszłe problemy. Wyspa Lesbos była i pozostaje ich epicentrum.
Historia Szabira pokazuje, jak gwałtownie rzeczywistość zderza się z oficjalnym stanowiskiem Europy. Czterdziestoletni Szabir mieszkał z żoną i dwójką małych dzieci w średniej wielkości mieście w Pakistanie, gdzie prowadził wypożyczalnię samochodów. Jednej grudniowej nocy w 2015 roku lokalna grupa islamskich ekstremistów obrzuciła koktajlami Mołotowa dom sąsiadów Szabira, po czym czekała na zewnątrz na uciekającą z płonącego budynku rodzinę.
Sąsiedzi Szabira byli chrześcijanami i ekstremiści chcieli ich wykurzyć, aby ich dom zamienić w madrasę (szkołę wyznaniową). Szabir instynktownie rzucił się w obronie sąsiadów. Okrzyknięto go przechrztą, a jego firmę spalono, brutalnie zamordowano jego brata. Żona i dzieci uciekły do sąsiednich wiosek, a Szabir wraz ze swoim wiekowym ojcem rozpoczęli długą i morderczą podróż przez Iran i Turcję do wymarzonego bezpieczeństwa w cywilizowanej Europie.
Ojciec Szabira zmarł z wycieńczenia po drodze, na którymś z pokrytych śniegiem szczytów w Turcji. Wiele miesięcy później Szabirowi udało się dostać na rozklekotaną łódź nielegalnego przewoźnika na tureckim wybrzeżu Morza Egejskiego. Rozbili się na morzu, a dookoła unosiły się ciała tuzina innych uchodźców, którzy utonęli w katastrofie. Uratowano go niedaleko wybrzeży Lesbos i umieszczono w obozie Moria. Wtedy rozpoczęła się kolejna gehenna.
Nikt, kto widział Morię zimą 2016/2017, nie mógł czuć się w pełni człowiekiem. Błoto, śmieci i odchody ludzkie zlały się tam w magmę cierpienia, krajobraz rodem z piekła otoczony drutem kolczastym. Oficjalny brak zainteresowania przejawiał się znikomymi środkami, które dostarczała Unia Europejska i władze Grecji.
Uchodźcy tacy jak Szabir czekają minimum dziewięć miesięcy na pierwsze spotkanie z jakimkolwiek urzędnikiem, który może przyjąć ich podanie o azyl. W ramach obozu jedno małe przenośne biuro, otoczone jeszcze większą ilością drutu kolczastego i setkami rozpaczających uchodźców, przyjmowało jedną do dwóch osób na godzinę na pierwszą rozmowę. „Nawet jeśli jesteś chory, ale jesteś Afgańczykiem lub Pakistańczykiem, może upłynąć dwanaście miesięcy zanim będziesz mógł porozmawiać z urzędnikiem” – powiedział nam jeden z uchodźców. „Jesteśmy jak duchy krążące wokół, a których nikt nie widzi” mówił, po czym dodał: „wolałbym zamiast tego zginąć na wojnie”.
Spacer po obozie pokazał jasno widoczną segregację. Niektóre z rodzin korzystały z luksusu kontenerów, osłanianych wysokimi płotami. Pomimo braku bieżącej wody, ogrzewania i jakichkolwiek sanitariatów, to byli ci uprzywilejowani.
Idąc na północny zachód, w górę wzniesienia, doświadczało się rosnącego odczłowieczenia. Najpierw pojawiły się afgańskie slumsy, całe w błocie i nieznośnym fetorze. Na szczycie wzgórza przebywali Pakistańczycy w tak samo strasznych warunkach – palący cokolwiek się dało, żeby coś ugotować. Tuż obok byli Algierczycy, których wszyscy się bali, zamknięci w klatce potrójnych zasiek z drutu kolczastego. U podnóża wzniesienia, tuż obok okropnych półotwartych polowych toalet, byli „Afrykanie”, a między ich namiotami płynęły ścieki ze szczytu pagórka.
W rok po przybyciu Szabira na Lesbos i trzy miesiące po jego pierwszej rozmowie z urzędnikiem, jego podanie o azyl zostało odrzucone i wydano nakaz deportacji. Apelację Szabira bezceremonialnie odrzucono, a kiedy próbował znaleźć schronienie wśród wspierających go ludzi w pobliskich wioskach, policja urządziła na niego polowanie. W końcu się poddał, po czym odesłano go do Turcji. Od tamtej pory nie mamy od niego wieści.
Szabir wyobraził sobie – jak zwierzył się jednemu z nas – że pomimo bycia muzułmaninem Europa udzieli mu azylu „chociażby dlatego że sądziłem, że bronienie chrześcijan kosztem mojej rodziny będzie się liczyło”. Ale „Europa” sądzi inaczej. Umowa między UE a tureckim prezydentem Recepem Tayyipem Erdoğanem, wynegocjowana w 2016 r. przez kanclerz Niemiec Angelę Merkel, miała jeden cel: za wszelką cenę zatrzymać potop uchodźców zalewających Grecję od strony Turcji. Jeśli to miało oznaczać, że UE będzie musiała przekupić Erdoğana kilkoma miliardami euro, aby naruszyć międzynarodowe przepisy chroniące uchodźców takich jak Szabir, to trudno.
W samym wrześniu na Lesbos przybyło kolejnych 2238 uchodźców, pomimo starań Turcji, aby ich napływ zatamować. Obóz przeznaczony dla dwóch tysięcy osób, teraz „mieści” ich trzykrotnie więcej. Na początku października pierwsze jesienne burze znów zamieniły obóz Moria w pole błota.
Europa sama przed sobą udaje, że ta zbrodnia przeciwko ludzkości jest niczyją winą. Władze Grecji obwiniają UE o niezapewnienie środków finansowych, UE oskarża Grecję o brak wystarczających działań w oparciu o przyznane fundusze, a wielkie organizacje pozarządowe zajęte są utrzymaniem własnej struktury i finansowania. Jako jedyne w tej moralnej katastrofie morskiej uratowały się lokalne zespoły działające u podstaw – wolontariusze z całego świata i mniejsze NGO-sy. To one utrzymują ducha humanizmu przy życiu.
A tymczasem Zachód ogółem, a Unia Europejska w szczególności, mnoży gospodarcze, środowiskowe i wojskowe czynniki napędzające toczący się humanitarny kataklizm.
Galrim, kolejny pakistański uchodźca na Lesbos, wyjaśnił nam błąd Europy: „Islamscy ekstremiści mają plan. Poprzez propagowanie strachu i nienawiści chcą doprowadzić do zamknięcia uchodźców w gettach, odcięcia ich od europejskich społeczeństw, uczynienia ich ofiarami europejskiej ksenofobii. To ich strategia rekrutacyjna, za pomocą której rozpalają nienawiść pomiędzy Wschodem a Zachodem, przez co stają się liczącymi się graczami”.
Galrim coś o tym wie. To demokrata, który sprzeciwił się fałszowaniu wyborów w swoim mieście. Jego ciało zostało połamane przez sieci mafijne w „bezpiecznej” Turcji podczas kolejnych sesji tortur w celu wymuszenia okupu. W czasie jednej z nich ciągnęli go za pędzącą ciężarówką. Wniosek o azyl złożony przez Galrima także został odrzucony, a jego nazwisko umieszczono na liście do deportacji.
Jakieś dwa i pół tysiąca lat temu Safona z Lesbos napisała:
Ich serca oziębły
Porzucili skrzydła
(org. Their heart grew cold
they let their wings down)
Aby podobnie nie stało się z humanistami w całej Europie, potrzebujemy nowego ruchu, który będzie domagał się oswobodzenia uchodźców z ohydnych warunków i sprawnego procesu azylowego. Poza tym musimy skończyć z polityką, która przyczynia się do ich desperackiej ucieczki.
czytaj także
**
Janis Warufakis, były minister finansów Grecji, jest profesorem ekonomii na Uniwersytecie w Atenach.
George Tyrikos-Ergas jest folklorystą mieszkającym na Lesbos, gdzie jest współzałożycielem AGKALIA, cieszącego się międzynarodowym uznaniem zespołu wolontariuszy pracujących z uchodźcami.
Luigi Avantaggiato jest fotografem i artystą sztuk wizualnych specjalizującym się w dokumentalistyce, publicystyce i fotoreportażach. Zdjęcia użyte w tekście pochodzą z tekstu Where the West Sets: Photographic Reflections on the European Frontlines opublikowanego na PoliticalCritique.org.
Copyright: Project Syndicate, 2017. www.project-syndicate.org. Z angielskiego tłumaczyła Katarzyna Byłów-Antkowiak.