UE

„Może Słowacy wcale nie są aż tak konserwatywni i katoliccy?”

Słowackie wybory parlamentarne odbędą się wiosną 2020 roku. Kto je wygra i w jakiej kondycji jest scena lewicowa u naszych południowych sąsiadów? Rozmawiamy z Tomášem Hučko, redaktorem naczelnym pisma „Kapitál”.

Łukasz Grzesiczak: Jak się ma lewica na Słowacji?

Tomáš Hučko: Kiedy popatrzymy na ostatnie dziesięć lat, to znajdziemy na Słowacji tylko jedną partię, która mówiła o sobie, że wyznaje lewicowe wartości.

Rządzący obecnie Słowacją Smer.

Tak – partia zdyskredytowana dziś na każdym polu. Niestety nie widzę dla niej żadnej realnej alternatywy. Powstaje niby partia Eduarda Chmelára, która ma się nazywać Socjaliści. Jednak jestem wobec tego pomysłu sceptyczny.

Dlaczego?

Po pierwsze – bo wybory na Słowacji odbędą się już wiosną przyszłego roku. To niewiele czasu, by sformułować program i przekonać do niego wyborców. Drugi problem to sam Eduard Chmelár. To lewicowy akademik, który już kilka razy bez sukcesów próbował wejść do polityki. Jest kontrowersyjną osobowością, jego zachowanie budzi drwiny. Nie jest też wystarczająco charyzmatyczny, to przedstawiciel starszego pokolenia, które miało już swoją szansę, by coś zmienić.

Dlaczego rządząca partia Smer jest zdyskredytowana?

Przede wszystkim chodzi o wydarzenia z ubiegłego roku – zabójstwo dziennikarza śledczego Jána Kuciaka i jego narzeczonej archeolożki Martiny Kušnírovej. Okazało się wtedy, że Smer ma powiązania z oligarchami i – wszystko na to wskazuje – z włoską mafią. Pojawiły się na to dowody, które uparcie neguje Robert Fico – zmuszony do dymisji po ogromnych protestach społecznych były premier i lider Smeru. Ale jednocześnie nie potrafi się z tych zarzutów oczyścić. To zresztą nie pierwsza afera z udziałem jego partii.

Słowacja po zabójstwie Kuciaka: Nacjonaliści i neofaszyści u bram

Co masz na myśli?

Choćby przypadek Hedwigi Malinovej – słowackiej studentki węgierskiej narodowości, która w Nitrze na Słowacji została pobita za mówienie po węgiersku. Smer razem z ministrem spraw wewnętrznych Robertem Kaliňákiem – bliskim współpracownikiem Ficy – rozpętali oszczerczą, nienawistną kampanię przeciwko niej. Nie bez znaczenia jest też sam stosunek Ficy do słowackich dziennikarzy. Nazywa ich „antysłowackimi prostytutkami”, jest wobec nich wulgarny, często nie daje im nawet możliwości zadania pytań. Do tego dochodzą powiązania z oszustami podatkowymi, takimi jak Ladislav Bašternák.

To wszystko wybrzmiało w czasie zeszłorocznych antyrządowych protestów. Fico zrezygnował z funkcji premiera, choć wielu obywateli miało poczucie, że jedynie obsadził na tym stanowisku swojego współpracownika Petra Pellegriniego, a faktycznie nadal rządzi krajem z tylnego siedzenia.

Dlaczego zginął słowacki dziennikarz?

czytaj także

Jeszcze przed zabójstwem Kuciaka w wielu polskich mediach istniało przekonanie, że u nas rządzi Kaczyński, na Węgrzech Orbán, a na Słowacji wszystko działa, jak trzeba. Fico wypowiadał się w duchu proeuropejskim, mieliście euro, nie walczyliście z Brukselą. To nie był prawdziwy obraz?

Trochę to dla mnie zaskakujące, że te wszystkie problemy nie przenikały na zewnątrz, do zagranicy. Wiele z afer, o których mówię, to sprawy sprzed kilku lat. Owszem, Fico długo był proeuropejski, ale po protestach społecznych, które wybuchły po zabójstwie Kuciaka, to się zmieniło. Zaczął szerzyć teorie spiskowe, oskarżał George’a Sorosa. Reprezentanci Smeru, tacy jak Ľuboš Blaha, promują wartości ekstremalnie antysemickie, antyamerykańskie, antyeuropejskie. Jeszcze pięć, sześć lat temu byłoby nie do pomyślenia, aby Smer wysyłał na debaty telewizyjne człowieka z takimi poglądami.

To działo się przez wiele lat. Przecież to, że po zabójstwie Kuciaka tyle osób wyszło na ulicę, nie było reakcją na samą tę sprawę. Doszło do kulminacji. Przelała się czara goryczy. Gdyby ludzie nie byli sfrustrowani, samo zabójstwo tak by ich nie oburzyło.

Porozmawiajmy o nowej prezydentce kraju Zuzanie Čaputovej. W Polsce często postrzega się ją jako postępową polityczkę – bo staje w obronie kobiet, opowiada się za prawem do aborcji, broni społeczności LGBTQ.

Dla mnie jest bez znaczenia, że pani prezydent nie chce się dać zaszufladkować. Ważne są wartości. A Čaputová rzeczywiście akcentowała progresywne i liberalne wartości w swojej kampanii. Cieszy mnie, że prezydentka Słowacji stanowczo mówi o kryzysie klimatycznym, walczy o prawa kobiet i wspiera środowiska LGBTQ. Co prawda sama nie wzięła udziału w paradzie równości, ale dzień przed nią pojechała tramwajem do teatru na Príbeh geja, príbeh lesby (Historia geja, historia lesbijki) i spotkała się z przedstawicielami LGBTQ, rozmawiała z nimi, i manifestowała to publicznie.

Čaputová nas nie zbawi, ale przynajmniej wkurzy Zemana, Kaczyńskiego i Orbána

Działa też Progresywna Słowacja – stosunkowo nowa partia, która była częścią liberalnej koalicji SPOLU i wygrała tegoroczne wybory europejskie. Związana jest z nią właśnie Čaputová.

To jednak partia o mocno liberalnym charakterze. Wyraźnie lewicowa partia wciąż na Słowacji nie powstała, ale liczę, że do kolejnych wyborów – nie tych najbliższych, a tych za pięć lat – takie ugrupowanie będzie funkcjonowało.

Czemu dziś nie ma u nas lewicy? Z jednej strony to kwestia wspomnianej dyskredytacji Smeru, z drugiej – naszej rzeczywistości geopolitycznej. W naszej części Europy lewica nadal kojarzy się negatywnie, z komunizmem, ludzie nie poznali żadnej alternatywy. Jedyne, co dostali, to Smer, który okazał się rozczarowaniem.

Czy dla Smeru nie ma już ratunku? Czy jest jeszcze możliwa jego restrukturyzacja?

Nie wydaje mi się to możliwe. Z prostego powodu: Robert Fico nigdy nie zrezygnuje z władzy w tej partii. Prędzej rozpadnie się ona na frakcje.

Jak w takim razie będą wyglądały słowackie wybory parlamentarne w 2020? Kto dojdzie do władzy? Należy się spodziewać rządu szerokiej koalicji skupionej wokół nowo tworzonej, konserwatywnej partii byłego prezydenta Andreja Kiski oraz liberalnej Progresywnej Słowacji?

To nie jest opcja, która całkowicie mi się podoba, ale w obecnej sytuacji wydaje się chyba najbardziej optymistyczna.

A pesymistyczna?

To rząd z udziałem neofaszystów od Kotleby, Harabina, Smeru i SNS. A to by oznaczało symboliczny koniec Słowacji – zdominowanie kraju przez nacjonalistów, faszystów, konserwatystów w najgorszym możliwym znaczeniu. Mam wielką nadzieję, że tak się nie stanie.

Biały sen Mariana Kotleby

czytaj także

Biały sen Mariana Kotleby

Karolína Poláčková

Wspomniałeś, że za pięć lat może powstać silna lewicowa partia. Jak myślisz, ilu wyborców mogłoby ją wtedy poprzeć?

Wystarczająco dużo, by partia dostała się do parlamentu. Wkoło rośnie grupa potencjalnych wyborców lewicy: osób, które martwią się stanem środowiska naturalnego, których interesuje feminizm, solidarność w ramach UE i globalne ocieplenie.

Zostawmy przez chwilę partie polityczne. Jak wygląda lewicowe środowisko na Słowacji? Pytam na przykład o think tanki, media…

Niestety, brak lewicowej partii przekłada się na brak skutecznego lewicowego środowiska. Istnieje pewna grupa ludzi określana jako „bratysławska kawiarnia”, której blisko do ruchów antyfaszystowskich, ekologicznych, ale jest w niej też sporo ludzi, którzy są programowo antylewicowi. W efekcie dziennikarze liberalnych mediów głównego nurtu – na przykład „Denníka N” – często uważają lewicowe dyskusje za nieuzasadnione i nie podejmują z nimi dialogu. Ale znów – wielu z nich to ludzie starsi, a tym lewica kojarzy się z komunizmem.

Skąd macie pieniądze na wydawanie „Kapitálu”?

Mamy kilka źródeł finansowania, największa część to grant z Funduszu Wspierania Sztuki (Fond na podporu umenia) – niezależnej instytucji, która przez granty udziela dofinansowania projektom, czasopismom czy festiwalom.

A są jakieś lewicowe wydawnictwa, NGO-s?

Nie znam.

Żartujesz?

Mogę oczywiście o jakichś rzeczach nie wiedzieć. Jeśli chodzi o lewicowe książki, autorów, teorię – to nie ma jednej instytucji, która by się w takiej literaturze specjalizowała. A artystów lewicowo zaangażowanych też jest naprawdę bardzo mało.

Emigrują do Czech?

Tak, większość do Pragi albo do Brna. Niektórzy wyjeżdżają na Zachód. Może na tym polega problem ze słowacką lewicą – że tych ludzi nie ma tu, na miejscu.

Dlaczego wybierają Pragę lub Brno, a nie Bratysławę?

Myślę, że nie chodzi o pieniądze, lewicujący ludzie mają jednak trochę inne wartości. Bardziej o wykształcenie – słowackie szkolnictwo jest pod tym względem dużo gorsze. To problem, bo ludzie w wieku osiemnastu lat wyjeżdżają za granicę, tam tworzą sobie kontakty, miejsce do życia, a potem wrócić na Słowację, gdzie warunki finansowe i środowisko do tworzenia są bez porównania gorsze, jest trudno. Wiem, jak to jest, bo sam wróciłem po dwunastu latach. Ale wróciłem, bo powiedziałem sobie, że chcę tutaj coś zmienić.

Iskierka nadziei w mrokach średniowiecza

Czy istnieje jakaś agenda słowackiego lewicowego środowiska? Główny kierunek działań dla artystów, dziennikarzy, pisarzy?

Nie – na Słowacji ludzi łączy dziś raczej walka z korupcją i faszyzmem, z Kotlebą i Harabinem. Bardziej więc chodzi o te wartości niż nierówności społeczne i ekonomiczne.

A stosunek do Kościoła katolickiego?

Pismo „Kapitál” jest antykatolickie. Jest dla nas oczywistym, że nie może zaistnieć żaden w pełni demokratyczny twór państwowy, jeśli nie dojdzie do rozdziału państwa i Kościoła. Obecnie jakieś 40 mln euro słowacki rząd przeznacza na cele religijne, z czego nieproporcjonalnie dużo dostaje właśnie Kościół katolicki. Ten sam, do którego odwołują się faszyzujący Harabin i Kotleba, pośrednio za pieniądze państwa lobbując potem na przykład za ograniczeniem praw kobiet. Czasami mam wrażenie, że żyjemy w XVIII wieku.

Słowacy są tradycyjnym i konserwatywnym społeczeństwem?

Spróbuję odpowiedzieć, odwołując się do zwycięstwa Čaputovej. Bardzo w nie wierzyłem, ale mimo wszystko ostatecznie mnie zaskoczyło. Obawiałem się, że skoro tak otwarcie prezentuje swoje liberalne poglądy, to konserwatywna Słowacja jej nie wybierze. Kościół zorganizował przeciwko niej oszczerczą kampanię, była atakowana przez wielu księży, takich jak Marián Kuffa – słowacki symbol katolickiej nienawiści.

Čaputova jest dziś jednak prezydentką – może to była kwestia kwestia szczęścia, a może tak naprawdę Słowacy nie są aż tak konserwatywni. Wkrótce się okaże. Zobaczymy, czy Čaputovej uda się utrzymać taki wizerunek. Pierwszy rok był dla niej stosunkowo łatwy, dostała duży kredyt zaufania, ale z czasem presja będzie tylko rosnąć.

**
Tomáš Hučko
– pisarz, publicysta i tłumacz. Redaktor naczelny wydawanego w Bratysławie słowackiego lewicowego magazynu „Kapitál“, który prowadzi też działalność społeczną i wydawniczą.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.