Pawlenski nie odbędzie jednak zasądzonej kary, ponieważ sprawa została uznana za przedawnioną. Stało się tak, choć Pawlenski od samego początku procesu nie zgadzał się na takie zakwalifikowanie sprawy, ponieważ – jak mówił – „trzeba ponosić odpowiedzialność za swoje czyny”.
W uzasadnieniu wyroku sędzia podkreślał, że Pawlenski „cyniczne naruszył normy moralne” i wyrządzone przez niego szkody wynoszą dwadzieścia siedem tysięcy rubli (ponad tysiąc sześćset złotych).
Solidarność z Majdanem
Sprawa Pawlenskiego ciągnie się od ponad dwóch lat. Akcja „Wolność” miała miejsce 23 lutego 2014 roku. Trzy dni po tym, jak na Ukrainie doszło do krwawych starć na Majdanie, w rezultacie których zginęło siedemdziesiąt pięć osób, Pawlenski wraz z kilkuosobową grupą wśród płonących opon i ukraińskich flag walił w metalowe blachy w miejscu, gdzie w 1881 roku doszło do zamachu na cara Aleksandra II.
Naśladował tym samym protestujących na kijowskim Majdanie, którzy w przeddzień akcji zmusili prezydenta Wiktora Janukowycza do rezygnacji. Janukowycz uciekł do Rosji, gdzie przebywa do dzisiaj. Szczegółowy opis akcji można znaleźć w szczegółowo udokumentowanych przez artystę i opublikowanych przez Krytykę Polityczną zapisach rozmów Pawlenskiego ze śledczym prowadzącym sprawę.
Pobicie w konwoju
Zanim doszło do wydania przez sąd wyroku, kilka dni temu Pawlenskiego pobito w etapowym więzieniu przy Moskiewskim Sądzie Miejskim. „Każdy oddech sprawia mi ból” – napisał do swojej partnerki Oksany Szałyginy. Dodał jeszcze, że ma uszkodzone kolano, pęknięte żebro i krwiaki wewnętrzne. Pawlenski twierdzi, że to standardowa praktyka w więzieniu etapowym. Podobnie jak używanie paralizatorów, bicie rękami, nogami i pałkami. – Piotra też to spotkało – mówi w rozmowie z Radiem Swoboda Szałygina.

Informację o tym przekazał jej wraz z wystąpieniem na ceremonię wręczenia nagrody imienia Havla za „kreatywny protest”, którą w jego imieniu odbierze Szałygina.
Lekarz w więzieniu, który badał Pawlenskiego, oczywiście nie stwierdził żadnych obrażeń.
„Niech jedzie na Ukrainę”
Proces obfitował w niecodzienne wydarzenia. Pod koniec kwietnia w trakcie jednego z posiedzeń sądu w sprawie Wolności w roli świadków obrony stawiły się prostytutki. Pawlenski ujawnił, że sam im zapłacił, żeby przyszły do sądu. Chociaż były świadkami obrony, to skrytykowały jego akcję i uznały go za wandala. Jak relacjonował portal „Media Zona”:
– Czy według Pani Piotr Pawlenski to artysta? – pyta świadka Jelenę Posadski adwokat artysty Dmitrij Dinze.
– W jakimś sensie tak, to autoekspresja, ale to trzeba robić w zamkniętych pomieszczeniach.
– Uważa Pani tę akcję za sztukę uliczną?
– Nie.
Później na jedno z pytań prokuratora świadek dodała: – Jeśli chce uczcić zabitych na Majdanie, to niech jedzie na Ukrainę.
W liście do Szałyginy, który opublikowało Radio Swoboda, Pawlenski wyjaśnia dlaczego zapłacił prostytutkom za przyjście do sądu. „Podoba się to komuś czy nie, ale między prostytutkami, sędziami, prokuratorami, nauczycielami, dyrektorami i urzędnikami nie ma zupełnie żadnej różnicy. Oni są tacy sami. Polityczna rzeczywistość sama ich wszystkich określiła i postawiła każdego na swoje miejsce”.
Od samego początku istotną rolę w akcjach Pawlenskiego odgrywa władza, która nie do końca zdaje sobie sprawę ze swojego zaangażowania w artystyczne przedsięwzięcia. – Władza zawsze jest najważniejszym uczestnikiem akcji Piotra – mówiła kilka miesięcy temu „Dziennikowi Opinii” Szałygina o procesie wszczętym po akcji Zagrożenie, w której Pawlenski podpalił drzwi siedziby Federalnej Służby Bezpieczeństwa na owianej złą sławą Łubiance. – Teraz Piotrowi udało się przeniknąć jeszcze bardziej w głąb mechanizmów kontroli. Myślę, że dzięki temu procesowi dostaniemy dużo zaskakujących materiałów.
To właśnie ze względu na tę drugą sprawę Pawlenski mimo wyroku pozostanie jednak w areszcie.
**Dziennik Opinii nr 138/2016 (1288)




















Komentarze
Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.