Świat

Ofensywa dyplomatyczna. Putin zaczął używać słowa „wojna” – co na to Zachód?

Putin przed Zgromadzeniem Federalnym przypomniał Rosjanom o wielkim zagrożeniu, jakie idzie z Zachodu, a Zachodowi pogroził bronią nuklearną. Nie mówił już o operacji specjalnej w Ukrainie, ale o wojnie, choć za nazywanie wojny wojną wiele osób trafiło do więzienia. To on nadaje ramy narracyjne.

17 marca Putin ponownie wybrany zostanie na dziesięcioletnią kadencję prezydencką. Dziesięć lat temu rozpoczęła się wojna w Ukrainie. Dziewięć – Rosja zaczęła „interweniować” w Syrii, gdzie wciąż jest obecna. Szesnaście lat temu zaatakowała Gruzję, a w 1999 roku Czeczenię. Wojna jest stałym elementem polityki Putina. Nie odpowiedzią na sytuację, gdy polityka zawodzi, ale właśnie polityką.

Imperium – twór z konieczności wewnętrznie zróżnicowany, co wynika już tylko z geografii, a który mimo swojego skomplikowania ma być zarządzany prosto – potrzebuje wojny. Kiedy jakaś grupa chce się wzbogacić, inna buntować, kiedy podnoszą głowy konkurenci – na wszystko to wojna będzie dobrą odpowiedzią. Można zebrać podatki, uderzyć w prowincje – wysyłając młodych ludzi na front właśnie stamtąd, można oskarżać o współpracę z wrogiem, szpiegostwo, antypaństwowe postawy, zebrać pod sztandarem, pozwolić żołnierzom na podniesienie poziomu życia ich rodzin dzięki zrabowanym sprzętom.

Czy Zachód da jeszcze Ukrainie szansę wygrać tę wojnę?

Jako uzasadnienie dobre są religia i cywilizacja. Rosja dwa lata temu uderzała w Ukrainę, narracyjnie kontynuując wielką wojnę ojczyźnianą – z nazizmem, sprzed osiemdziesięciu lat. Teraz walczy z całym „zgniłym Zachodem” – niosącym zmiany kulturowe, zagrażającym „tradycjom”.

Alternatywą dla wojny byłaby mozolna administracja. Nie potężny wódz, ale wybory i masa ludzi, których trzeba zadowolić. W imperium zarządzanym prosto do zadowolenia wystarczy zbudować przekonanie, że samo w sobie stanowi taką wartość, że cała reszta: edukacja, sprzęty RTV i AGD, jakaś tam wolność – nie jest tak naprawdę istotna. A w sumie im jest gorzej, tym jest lepiej, bo łatwiej ludzi przekonać, żeby oddali własną krew. Skoro życie jest nędzne, niech śmierć będzie wielka.

Wojna zaczyna się dla Rosjan dopiero teraz

Putin na progu kolejnego „wyborczego” zwycięstwa nie zaniedbuje niczego. Pozbył się konkurentów: latem Prigożyna, Boris Nadieżdin nie został dopuszczony do wyborów, choć konkurencją był maleńką, a 1 marca odbył się pogrzeb Aleksieja Nawalnego, gromadząc, mimo zakazu, tłumy. Do tego w dwugodzinnym przemówieniu dzień przed pogrzebem Putin przed Zgromadzeniem Federalnym przypomniał Rosjanom o wielkim zagrożeniu, jakie idzie z Zachodu, a Zachodowi pogroził bronią nuklearną. Nie mówił już o operacji specjalnej w Ukrainie, ale o wojnie, choć przecież za nazywanie wojny wojną wiele osób trafiło do więzienia. To on nadaje ramy narracyjne.

Śmierć Nawalnego jest tragiczna i symboliczna, ale nie obnaża żadnej nowej prawdy o rosyjskim reżimie

Już nie „misja specjalna”, „walka z terrorystami” – jak w przypadku Czeczenii, czy interwencja „w obronie mieszkańców Osetii Południowej”, ale wojna z Zachodem, w której uczestniczą wszyscy Rosjanie: „robotnicy, biznes, Rosjanie wysyłający pomoc na front”. Minutą ciszy uczczono „bohaterów”. Przemówienie było transmitowane w kinach, w siedemnastu miastach.

Można to czytać jako próbę wytłumaczenia i uzasadnienia pogarszających się warunków życia na dwa tygodnie przed wyborami. Putin, obok deklaracji obrony tradycyjnych wartości, nakreślił plan socjalny, obejmujący ochronę zdrowia, szkolnictwo, naukę, nawet ekologię. Z drugiej – jako uzasadnienie wojny, bo to wojna, wedle Putina, daje Rosji tak szybki rozwój, pochwalił się rosnącym PKB i eksportem pszenicy. Wojna opłaca się wszystkim Rosjanom. PKB Rosji rośnie (o 3,6 pkt proc.), ale – jak tłumaczą eksperci – jest puste, bo niemal cała produkcja jedzie do Ukrainy i tam zostaje unicestwiona. A zboże w zaniżonych cenach, zboże częściowo zrabowane w Ukrainie, obniża ceny na rynku światowym, co – jak widzimy po protestach rolników w Europie i w Polsce – też pomaga Putinowi w niszczeniu Ukrainy, rozbija sojusze, osłabia solidarność.

Rolnicy na granicy. Wojna w Ukrainie w cieniu polskich protestów

Teraz wojna w sposób zalegitymizowany, popierany przez naród, może stać się kluczem do wszystkich aspektów działania państwa. Putin walczy informacją, gospodarką, dyplomacją, handlem, migracją. Państwo jest jedną wielką machiną wojenną, na której wszyscy Rosjanie mają skorzystać.

Ofensywa dyplomatyczna

Jaka jest odpowiedź Zachodu? Na poziomie przywódców jest świadomość zagrożenia, jakim jest Rosja, ale nie ma jej na poziomie społeczeństw. W sumie trudno się dziwić. Od wybuchu pełnoskalowej inwazji minęły dwa lata. Pomoc Ukrainie jest ostrożna i stopniowa, tak by Rosji nie rozdrażnić i nie sprowokować, co oznacza, że dość długo ulegano złudzeniu, że da się wrócić do robienia polityki. Nie było też zdecydowanych sankcji – to, że handel z Rosją wciąż trwa, że przez granicę polsko-białoruską, łotewską, litewską, jadą produkty z Rosji i do Rosji, a w dodatku jadą w ciszy, podczas gdy awantura jest na granicy z Ukrainą, świadczy o próbie utrzymania podwójnej logiki: bezpieczeństwa i wolnego rynku. Po stronie Rosji logika jest zaś tylko jedna – wojenna. I Putinowi zajęło jednak sporo czasu, by przekonać do niej ludzi.

Rolnicy w Warszawie. Jak złapać za niewidzialną rękę rynku?

Czy świadomość zagrożenia przyniesie społeczne poparcie dla bardziej zdecydowanych działań wspierających Ukrainę? Słowa Macrona, przedwczesne czy nie, o rozważanej możliwości wysłania do Ukrainy oddziałów międzynarodowych, choć natychmiast spotkały się z zaprzeczeniami – poszerzają granice wyobraźni, wojna w Ukrainie przestaje być konfliktem na rubieżach Europy, a staje się wspólną sprawą. Powtórzyła to premierka Estonii Kaja Kallas. Estonia, Litwa i Łotwa są niezwykle aktywne w mobilizowaniu Zachodu w pomoc Ukrainie.

Słuchaj podcastu „Blok wschodni”:

Spreaker
Apple Podcasts

Słowa kanclerza Scholza, przypadkowe czy nie, o tym, że w istocie w Ukrainie już są żołnierze brytyjscy i niemieccy, pomagający przy obsłudze systemów rakietowych, pokazują: to już się dzieje. Budują polaryzujące napięcie, w którym rosnąca, karmiona ksenofobią populistyczna prawica, do tej pory kokietująca Putina, będzie zmuszona opowiedzieć się za racją stanu. Osłabienie jej jest teraz, na progu wyborów europejskich, bardzo istotne dla budowania konsekwentnej europejskiej polityki bezpieczeństwa.

Fakty i mity na temat protestów rolników

Na nuklearne groźby Putina, powtarzane regularnie, teraz jest odpowiedź z Zachodu, pokazująca, że jego słowa są słuchane i traktowane poważnie. Okazuje się, że rozmowy o rozmieszczeniu francuskich głowic nuklearnych w Polsce trwają od roku, a minister Sikorski w amerykańskich mediach przekonywał, że Polska nie będzie miała innego wyjścia niż zapewnić sobie posiadanie broni nuklearnej, jeśli USA ostatecznie nie przegłosują wsparcia dla Ukrainy, blokowanego teraz przez spikera izby republikańskiej Mike’a Johnsona.

Czy bezpieczeństwo jest kluczem do działań Zachodu?

Polska tymczasem próbuje nadgonić stracony czas. Jeździ Radosław Sikorski, jego krótka przemowa punktująca kłamstwo po kłamstwie mówiącego przed nim ambasadora Rosji Wasilija Niebienzi stała się viralem. Jeździ Donald Tusk: był w Kijowie, Brukseli, a potem razem z Sikorskim w Paryżu i w Berlinie na spotkaniu reaktywacyjnym Trójkąta Weimarskiego. Wreszcie na spotkaniu Grupy Wyszehradzkiej, gdzie byli też marszałek Sejmu Szymon Hołownia i marszałkini Senatu Małgorzata Kidawa-Błońska, która okazała się podzielona, bo Słowacy i Węgrzy sprzeciwili się udzielaniu Ukrainie pomocy militarnej. 29 lutego Tusk przyjął w Warszawie premierkę Łotwy, a 12 marca razem z prezydentem Dudą lecą na spotkanie z prezydentem Bidenem.

Jednocześnie widać studzenie afektów w relacjach z Ukrainą. Zobaczymy, co przyniesie spotkanie 28 marca w Warszawie rządów Ukrainy i Polski, tymczasem Donald Tusk, choć ogłosił, że granica będzie strzeżona jako infrastruktura krytyczna, nie pojechał tam, by spotkać się w sprawie wysypywanego zboża ze stroną ukraińską. Choć ta sprawa była paląca od miesięcy i wszyscy jej obserwatorzy czekali na rzeczywiste działania nowego rządu – one opóźniały się i wyglądało to tak, jakby ważniejsze było, by nie dać paliwa PiS-owi, niż żeby zatrzymać blokowanie granicy i budowanie strategii rzeczywistego wspierania Ukrainy. Nie mamy ani realnego systemu wsparcia dla uchodźczyń – wobec czego coraz więcej z nich szuka miejsca pracy w Niemczech, ani nie zajęliśmy się odpowiedzialnie transportem. Zrobiła to za to Rumunia.

Czy obecne wzmożenie polityków związane jest z zaostrzeniem retoryki Kremla i czy po wyborach w Rosji napięcie nieco opadnie? Nawet jeżeli, to mam nadzieję, że mobilizacja, którą obserwujemy, pozwoli na budowanie przemyślanej polityki bezpieczeństwa, czyli na przykład na zatrzymanie przepływu towarów z Rosji, na zablokowanie jej możliwości rozgrywania nas za pomocą deregulacji cen zboża, na spójną politykę zabezpieczania się przed dezinformacją, tak na polu cyfrowym, jak i konsekwentnego wspierania rzetelnego dziennikarstwa. No i oczywiście na mocnym i konsekwentnym wsparciu bronią i pieniędzmi walczącej Ukrainy.

__
Przeczytany do końca tekst jest bezcenny. Ale nie powstaje za darmo. Niezależność Krytyki Politycznej jest możliwa tylko dzięki stałej hojności osób takich jak Ty. Potrzebujemy Twojej energii. Wesprzyj nas teraz.

Katarzyna Przyborska
Katarzyna Przyborska
Dziennikarka KrytykaPolityczna.pl
Dziennikarka KrytykaPolityczna.pl, antropolożka kultury, absolwentka The Graduate School for Social Research IFiS PAN; mama. Była redaktorką w Ośrodku KARTA i w „Newsweeku Historia”. Współredaktorka książki „Salon. Niezależni w »świetlicy« Anny Erdman i Tadeusza Walendowskiego 1976-79”. Autorka książki „Żaba”, wydanej przez Krytykę Polityczną.
Zamknij