Świat

Obama o małżeństwach LGBT: Ameryka może być dumna

Decyzja Sądu Najwyższego jest zwycięstwem Ameryki.

Prezydent Barack Obama wygłosił poniższe uwagi po decyzji Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych, legalizującej małżeństwa par homoseksualnych.

Nasz naród został ufundowany na nieodwołalnej zasadzie głoszącej, że wszyscy rodzimy się i pozostajemy sobie równi. Wyzwaniem dla każdego kolejnego pokolenia jest zbudowanie mostu pomiędzy najgłębszym sensem tej konstytutywnej zasady a realiami czasów, w których przyszło nam żyć – to niekończąca się pogoń za pewnością, by słowa te brzmiały prawdziwie dla każdej obywatelki i każdego obywatela Stanów Zjednoczonych Ameryki.

Drogę taką jak ta niemal zawsze pokonuje się małymi krokami. Czasami trzeba zrobić dwa kroki do przodu, innym zaś razem cofnąć się o krok, ale zawsze dzieje się to jedynie dzięki nieustępliwości i nieznużonej pracy zaangażowanych obywateli i obywatelek. Aż wreszcie czasem nadchodzi dzień taki jak dziś, kiedy mozolna praca zostaje wynagrodzona zwycięstwem sprawiedliwości, a ledwo dostrzegalny wysiłek objawia się nagle, z jasnością i siłą pioruna.

Dziś Sąd Najwyższy uznał, że Konstytucja Stanów Zjednoczonych gwarantuje wszystkim równe prawo do zawierania małżeństw.

Decyzja ta potwierdza ostatecznie, że wszyscy Amerykanie i Amerykanki chronieni są przez nasze prawo w takim samym stopniu, że wszyscy ludzie muszą być traktowani tak samo, niezależnie od tego, kim są i kogo kochają.

Ta decyzja oznacza kres łatania naprędce systemu, który mamy dzisiaj. To koniec niepewności, z którą musiały się zmagać setki tysięcy par homoseksualnych, które, będąc małżeństwem w świetle prawa jednego stanu, nie wiedziały, czy pozostają nim, przenosząc się do innego.

Ten werdykt wzmocni nasze lokalne społeczności, oferuje bowiem godność małżeństwa wszystkim kochającym się paro jednopłciowym w naszym wielkim i dumnym kraju.

W przemówieniu inaugurującym moją drugą kadencję powiedziałem, że skoro wszyscy rodzimy się równi, to miłość, którą dzielimy i współodczuwamy z innymi, również powinna być równa i jednakowa dla wszystkich. Tym bardziej jestem szczęśliwy, że w dniu dzisiejszym ta nieodwołalna zasada staje się prawem powszechnym.

To orzeczenie jest zwycięstwem Jima Obergefella i innych osób zaangażowanych w jego sprawę. Jest zwycięstwem wszystkich gejów i lesbijek – par, które od dawna upominały się o podstawowe prawa człowieka. To zwycięstwo ich dzieci, które nareszcie będą żyły w uznanych przez prawo rodzinach – rodzinach takich samych, jak inne. To zwycięstwo wszystkich zwolenników tej ustawy, ich przyjaciół i stronników, tych, którzy spędzili całe lata, a nawet dekady, ciężko pracując i modląc się, żeby ta zmiana mogła kiedyś nastąpić.

Ta decyzja jest zwycięstwem Ameryki. Potwierdza coś, w co miliony Amerykanów i Amerykanek w głębi serca wierzyły od zawsze: że wszyscy jesteśmy znacznie bardziej wolni wtedy, kiedy każdy obywatel i obywatelka traktowani są w ten sam sposób.

Moja administracja kierowała się tą ideą. To dlatego przestaliśmy bronić tak zwanego Defense of Marriage Act [Ustawy o Ochronie Rodziny] i dlatego właśnie z satysfakcją przyjęliśmy decyzję sądu znoszącą obowiązywanie tego dyskryminującego prawa. Dlatego również powiedzieliśmy dość polityce Nie pytaj, nie mów.

Teraz – od objęcia wszystkich pracowników i pracowniczki sfery publicznej pełnym pakietem małżeńskich przywilejów po rozszerzenie prawa do wizyt szpitalnych dla pacjentów LGBT i ich ukochanych – dokonaliśmy imponującego postępu w drodze do prawdziwej równości dla środowisk LGBT w Ameryce. To krok naprzód, który jeszcze niedawno byłby całkiem nie do pomyślenia

Wiem, że dla wielu naszych braci i sióstr, wywodzących się ze środowisk LGBT, zmiana ta następowała zbyt opieszale. Ale jeśli porównamy ją z innymi przeobrażeniami postaw w Ameryce, to zmiana ta dokonała się naprawdę szybko.

Wiem też, że wiele Amerykanów i Amerykanek, wielu ludzi dobrej woli, będzie żywiło najróżniejsze przekonania i opinie w tej sprawie. Może być tak, że ci, którzy są przeciwnikami równości, opinię swoją będą opierać na szczerej i głęboko kultywowanej wierze religijnej. Zatem każdy z nas, ludzi, dziś świętujących, powinien o tym pamiętać i z szacunkiem traktować inne punkty widzenia, pielęgnując w ten sposób nasze najgłębsze poszanowanie dla idei wolności wyznania.

Dzisiejszy dzień powinien nam również przynieść nadzieję, dać nam wiarę, że realna zmiana jest możliwa, że można zmienić coś, co dziś wydaje nam się uciążliwe i niewzruszone.

Zmiana w naszych sercach i umysłach jest możliwa. Jednak pamiętajmy, że wszyscy ci, którzy zaszli tak daleko na drodze do równości, mają dziś obowiązek oglądania się za siebie i współdziałania – powinni wyciągnąć rękę do tych, którzy zostali w tyle. Mimo bowiem wszystkich różnic, które nas dzielą, jesteśmy ludźmi, jesteśmy tacy sami, silniejsi razem niż w osamotnieniu. Taka od zawsze była nasza historia.

Jesteśmy dużym i zróżnicowanym krajem, narodem ludzi z różnych środowisk, o rozmaitych przekonaniach, niepowtarzalnych doświadczeniach i historiach, ale łączy nas wspólny ideał: nieważne, kim jesteś i jak wyglądasz, nieważne, skąd pochodzisz, kogo kochasz i jak kochasz, Ameryka to miejsce, w którym wciąż możesz pisać swoją własną historię.

Jesteśmy ludźmi, którzy wierzą, że każde dziecko ma prawo do życia, wolności i pogoni za szczęściem. Przed nami jeszcze bardzo wiele pracy, by obietnica, jaką niesie Ameryka, objęła każdego mieszkańca i mieszkankę naszego kraju w równym stopniu i w całej rozciągłości. Jednak dzisiaj bez cienia wątpliwości możemy powiedzieć, że razem uczyniliśmy Stany Zjednoczone nieco lepszymi.

To, o czym dziś mówimy, jest konsekwencją decyzji Sądu Najwyższego, lecz może nawet w większym stopniu konsekwencją pojedynczych, niezliczonych aktów odwagi milionów ludzi żyjących na przestrzeni wielu dekad, którzy ośmielili się samodzielnie ujawnić własną orientację i tożsamość, porozmawiać o niej otwarcie z rodzicami – z rodzicami, którzy kochali swoje dzieci bez względu na wszystko; jest konsekwencją odwagi wszystkich tych, którzy świadomie i odważnie wystawili się na groźbę zastraszania, prześladowań i zaczepek, lecz mimo tego pozostali silni i wierzyli w siebie – w to, kim są i jacy są.

To dzięki nim cały kraj wreszcie pojął, że miłość to po prostu miłość.

Co za absolutnie wyjątkowe osiągnięcie! W dodatku twardo poświadczające, że zwyczajni ludzie mogą dokonywać rzeczy nadzwyczajnych. I cóż za przypomnienie słów Bobby’ego Kennedy’ego, który małe, codzienne czyny przyrównał niegdyś do kamyków rzucanych w nieruchomą taflę wody po to, by wywołane w ten sposób fale nadziei mogły w końcu zmienić świat.

To właśnie ci niezliczeni anonimowi bohaterowie i bohaterki najbardziej zasługują dziś na nasze podziękowania. Powinni być bardzo dumni, tak jak dumna powinna dziś być cała Ameryka.

Tłum. Sławek Blich

 

**Dziennik Opinii 180/2015 (964)

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.