„Jedna ojczyzna, jeden naród, jedno dziedzictwo. Pamiętaj kim jesteś, Amerykaninie” – wpis takiej treści, ilustrowany animacją przedstawiającą postaci i wydarzenia z amerykańskiej historii, wrzucił w połowie stycznia na swój profil na portalu X amerykański Departament Pracy. Wpis wywołał burzę, czemu trudno się dziwić, biorąc pod uwagę, że departament amerykańskiego rządu na swoim oficjalnym profilu postuje hasło, w którym trudno nie dopatrzyć się parafrazy nazistowskiego „ein Volk, ein Reich, ein führer”.
Departament Pracy nie jest przy tym jedynym, który pod rządami obecnej administracji sięga po hasła i obrazy wprost wyjęte z imaginarium skrajnej prawicy. W zeszłym roku podobne treści zalały media społecznościowe Departamentu Bezpieczeństwa Wewnętrznego w związku z medialną ofensywą mającą przyciągnąć nowych rekrutów do ICE – agencji odpowiadającej za brutalne deportacje nielegalnych migrantów i terroryzującą właśnie Minnesotę.
Komentatorzy zastanawiali się, czy ta estetyka wynika z tego, że Departament szuka rekrutów w środowiskach skrajnej prawicy, czy z przejęcia działu komunikacji przez najbardziej skrajną część ruchu MAGA, czy może z chęci sprowokowania liberalnej opinii publicznej. Najpewniej wszystkie trzy odpowiedzi są prawdziwe. Nie lekceważąc dwóch pierwszych, warto przyjrzeć się trzeciej – bo rządy MAGA są ostatecznie rządami shitposterów.
Gwizdek nie tylko na psy
Wśród badaczy ruchów skrajnych od dawna funkcjonuje określenie „dogwhistlingu” – czyli komunikacji, która działa podobnie jak gwizdek wydobywający dźwięki słyszalne dla psów, ale nie dla ludzkiego ucha. Faszyzująca prawica wysyła sygnały do skrajnego, rozumiejącego pewne kody elektoratu, podczas gdy osobom niesiedzącym głęboko w radykalnie prawicowej popkulturze może się to wydawać zupełnie niewinne.
Memy, przy pomocy których działa komunikacja ruchu MAGA, nie do końca działają w ten sposób. Z jednej strony faktycznie pełne są odniesień do motywów zrozumiałych głównie dla skrajnej prawicy: post zachęcający do dołączenia do ICE, podpisany „Which Way, American Man” w oczywisty sposób nawiązuje do książki Which Way Western Man, skrajnie prawicowej publikacji wzywającej do budowy amerykańskiego społeczeństwa bez Żydów i czarnych – za sprawa wymierzonej w te grupy przemocy.
Kolejny, przedstawiający kowboja na tle majestatycznych gór, nad którymi leci supernowoczesny myśliwiec, podpisany jest hasłem: „Odzyskamy nasz dom”. Jak zauważyło Southern Poverty Law Centre, słowa te wyjęte są z refrenu piosenki powiązanego ze skrajnie prawicową sceną zespołu Pine Tree Riots. Inny rekrutacyjny post, podpisany: „Bądź patriotą wśród patriotów. Ameryka została najechana przez przestępców i drapieżców. Potrzebujemy ciebie, by się ich pozbyć” ilustruje rozpikselowane zdjęcie przypominający obraz z VHS odtwarzany na magnetowidzie z zepsutą głowicą albo zglitchowany plik wideo z lat 90.
Podobne motywy estetyczne często pojawiają się w komunikacji amerykańskiego rządu i wprost nawiązują do tzw. estetyki fashwave’u – vaporwave’u dla skrajnej prawicy, stylistyki łączącej fascynację popkulturą lat 80. i 90. z radykalnie prawicowymi obsesjami.
Wszystkie te odniesienia demaskowane są w internetowej przestrzeni w pięć minut po publikacji posta – i można przypuszczać, że o to chodzi ich autorom, którzy tyleż chcą dotrzeć do radykalnie prawicowych grup, co sprowokować do reakcji liberalną Amerykę. Mamy więc do czynienia z „psim gwizdkiem”, który nawet jeśli ma oddziaływać głównie na psy, to wydaje jednocześnie nieprzyjemny, atakujący uszy ludzi wokół dźwięk.
Post opublikowany na oficjalnym rządowym koncie, przedstawiający mocno wystylizowany, nostalgiczny krajobraz „kalifornijski” – plaża, fala, palmy, samochód kojarzący się z przełomem lat 50. i 60. – podpisany „Ameryka po 100 milionach deportacji. Pokój narodu, który nie jest już dłużej oblężony przez trzeci świat” ma w oczywisty sposób przede wszystkim sprowokować liberałów.
Nierealny cel „deportacji” – w Stanach przebywa dziś tylko 47 milionów osób urodzonych poza ich granicami – czy raczej obietnica czystki etnicznej z jednej strony mobilizuje najbardziej ekstremistyczne elementy koalicji MAGA, z drugiej pozwala obrócić całą sprawę w żart. Co mimowolnie zabawne, amerykański rząd do ilustracji tego posta wykorzystał – bez zgody artysty – grafikę japońskiego twórcy Hiroshiego Nagai. Nagaia zyskał sławę głównie jako autor okładek do albumów japońskich zespołów tworzących w nurcie city pop, inspirowanym amerykańską muzyką popularną, a jego twórczość czerpała szeroko z amerykańskiej popkultury wizualnej lat 50. Innymi słowy, Departament Bezpieczeństwa Wewnętrznego swoją nostalgiczną wizję Ameryki bez migracji – w domyśle białej – „zaimportował” sobie z Japonii.
Shitposting na szczycie
W książce Kill All Normies Angela Nagle opisała w jaki sposób krawędziowa estetyka takich miejsc w internecie jak 4Chan była istotną częścią sukcesu alt-prawicy i pierwszej kadencji Trumpa. Dziś zmodernizowana wersja tej estetyki przenosi się na oficjalne rządowe kanały, a shitposting staje się coraz bardziej powszechnym językiem uprawiania polityki.
Sięgają po niego nie tylko anonimowi administratorzy rządowych kont, ale też rozpoznawalne postaci ze świata polityki. Trump ze swoimi rantami w mediach społecznościowych i obraźliwymi przezwiskami, jakie ciągle nadaje swoim oponentom, jest pierwszym w historii prezydentem-shitposterem. Na profilu Trumpa w jego platformiw społecznościowej Truth Social pojawiło się zresztą wygenerowane przez AI wideo, na którym widzimy prezydenta w koronie, zrzucającego z bojowego myśliwca coś, co wygląda jak ekskrementy, na protestujących przeciw obecnej władzy pod hasłem „żadnych królów” Amerykanów.
W październiku, gdy miało dojść do spotkania między Putinem a Trumpem w Budapeszcie, zapytana przez dziennikarza, kto zasugerował takie miejsce spotkania, sekretarz prasowa Białego Domu odpisała mu „twoja stara”. Jeszcze bardziej radykalny język stosuje dyrektor Białego Domu ds. Komunikacji Steven Cheung, który regularnie obraża przeciwników MAGA. Komika Trevora Noaha nazwał „przegrywem i psychopatą”, Jimmy’ego Kimmela „beztalenciem”, aktora Marka Ruffalo „najgorszym aktorem w branży”, a gubernatora Kalifornii, Gavina Newsome’a „tchórzem i beciakiem” – wszystko z konta służącego do oficjalnej komunikacji.
Newsom stał się szczególnym obiektem gniewnych postów Cheunga. Trudno się temu dziwić, bo jako jedyny demokrata pełniący eksponowany polityczny urząd gubernator Kalifornii postanowił na prawacki trolling odpowiedzieć shitposterskim ogniem. Jego posty na X wyglądają często jak parodia i wrogie przechwycenie stylu komunikacji Trumpa: od retoryki, przez specyficzną prezydencką pisownię (WERSALIKI!!!), po generowane przez AI obrazki. Nawet zdjęcie profilowe gubernatora na profilu jego biura prasowego na X ma dorysowaną koronę.
Shitposing międzynarodowy
Ten rodzaj komunikacji obecna administracja kieruje nie tylko do wewnątrz, ale i na zewnątrz. W trakcie szarży Trumpa w temacie Grenlandii na oficjalnym profilu Białego Domu pojawiła się grafika podpisana „którędy, Grenlandczyku?”, przedstawiająca dwie pary sań zaprzężonych w psy, przemierzające polarny krajobraz, udekorowane barwami z grenlandzkiej flagi. Sanie stoją na rozdrożu, jedna droga prowadzi do Białego Domu, druga do krajobrazu zdominowanego przez Kreml i flagę Chin. Po Davos, gdzie temat Grenlandii został chwilowo odwieszony na kołek, Biały Dom opublikował na X obrazek z Trumpem idącym w towarzystwie pingwina trzymającego amerykańską flagę w głąb arktycznego krajobrazu, w stronę, w którą patrzy widz.
Mem został wyśmiany – pingwiny nie żyją na półkuli północnej. Obraz był jednak nawiązaniem do popularnego w mrocznych zakątkach internetu motywu „pingwina nihilisty”. W filmie dokumentalnym Spotkania na krańcach świata Wernera Herzoga pojawia się motyw pingwina, który opuszcza swoją kolonię i idzie w głąb lądolodu, ku pewnej śmierci. Amerykańska prawica dokonała jednak reinterpretacji tego motywu, w pingwinie widząc nie obraz tragizmu natury, ale symbol „faustycznego ducha zachodu”, radykalnego indywidualizmu, suwerennej jednostki zdolnej iść swoją drogą wbrew politycznej poprawności i konwencjom. Że o ten właśnie motyw chodziło, pokazał post Departamentu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, wrzucony, gdy przez cały zachodni polityczny internet toczyła się dyskusja z o pingwinie. Zaczyna się od fragmentu filmu Herzoga, zakończonego pytaniem czytanym przez reżysera z offu: „dlaczego?”. Filmik odpowiada: Amerykanie zawsze wiedzieli, dlaczego – i pokazuje montaż z działań ICE. Innymi słowy, Amerykanie idą swoją drogą, a jak ich międzynarodowi partnerzy nie rozumieją, to cóż – tym gorzej dla nich.
Także w Europie pojawiają się pomysły, by wzorem gubernatora Newsome’a walczyć z agresywnym trollingiem MAGA tą samą bronią. W tym celu francuskie MSZ założyło anglojęzyczny profil French Response, który memami kontruje dezinformację płynącą zarówno z Rosji, jak i ze strony ruchu MAGA: np. gdy Musk zarzuca europejskim rządom, że są „faszystowskie”, bo chcą cenzurować media społecznościowe, profil odpowiada zdjęciem właściciela X wykonującego „rzymski salut”.
Ku postpiśmiennej polityce?
Jak podaje portal Politico, aktywność profilu początkowo wywoływała pewną rezerwę doświadczonych francuskich dyplomatów, ale okazał się on wielkim sukcesem – szybko zgromadził 175 tysięcy obserwujących. Najpewniej cała komunikacja polityczna będzie szła coraz bardziej w tę stronę – silnie angażującą emocję i budującą zasięgi. Jak zabawne nie byłyby riposty French Response i jak fascynującego materiału do analizy nie dostarczałby Fashwave na oficjalnych rządowych kontach Stanów Zjednoczonych, ceną za taką komunikację jest podkręcanie polaryzacji i wypłukiwanie polityki z bardziej merytorycznych treści.
Gdy Jacek Dukaj opublikował esej Po piśmie, przewidujący zmierzch kultury opartej na piśmie w erze współczesnych mediów, można było być ostrożnym wobec stawianych przez niego diagnoz. Dziś jednak widzimy, jak komunikacja polityczna staje się coraz bardziej postpiśmienna, Trump jest z pewnością pierwszym postliterackim prezydentem, Newsome może zostać drugim. Jak wciągające nie byłyby memy – trudno patrzeć na to z entuzjazmem.






























Komentarze
Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.