Świat

Bożek: Upadek nadziei chińskiej polityki

Historia, którą opisują Pin i Wenguang w książce „Uderzenie w czerń”, zmieniła bieg chińskiej polityki co najmniej na dekadę.

Porównać chińską politykę z fabułą serialu House of Cards, to jak porównać Grę o tron z Opowieściami z Narnii. Poziom okrucieństwa, cynizmu i zachłanności chińskich elit politycznych przekracza wyobraźnię powieściopisarzy, a także granice zdrowego rozsądku. Po lekturze książki Uderzenie w czerń. Morderstwo, pieniądze i walka o władzę w Chinach Pina Ho i Wenguanga Huanga trudno nie zastanawiać się, jakim cudem ten kraj cieszył się dziewięcioprocentowym wzrostem gospodarczym przez niemal 30 lat z rzędu. Czy z takimi elitami Chińska Republika Ludowa nie powinna raczej implodować, zapaść się jak jakiś czerwony olbrzym zmierzający ku ostatniemu etapowi gwiezdnej ewolucji?

Historia, którą opisują Pin i Wenguang, zmieniła bieg chińskiej polityki co najmniej na dekadę. U jej początków stało morderstwo Brytyjczyka Neila Heywooda, doradcy biznesowego małżeństwa Bo Xilaia i Gu Kailai. On to niegdyś popularny mer Chongqingu, nadzieja chińskiej polityki należąca do kasty „książąt”, czyli potomków pierwszego pokolenia komunistycznych dygnitarzy. Gu Kailai tymczasem prowadziła jedną z pierwszych prywatnych kancelarii prawnych w Chinach. I choć oficjalnie zrezygnowała z kariery dla męża, wiele wskazywało na to, że po prostu zmieniła nazwę firmy. Po tym, jak nagłą i niewyjaśnioną śmierć Heywooda powiązano z Gu, ruszyła lawina, która w końcu porwała i Bo. Ten polityk, który, wydawałoby się, pewnie zmierzał po najwyższe stanowiska, został aresztowany, wydalony i z partii, i z administracji publicznej, a wreszcie uznany winnym wszystkich stawianych mu zarzutów, w tym łapownictwa, nadużywania władzy, naruszenia dyscypliny partyjnej.

Ta sprawa była jednak czymś więcej niż zwyczajną korupcyjną aferą, choć władze ChRL próbowały przedstawić ją właśnie w taki sposób. W rzeczywistości, przekonują autorzy Uderzenia w czerń, morderstwo Heywooda i chciwość rodziny Bo zostały po prostu umiejętnie wykorzystane do walki politycznej.

W końcu w Chinach nie da się chyba znaleźć nieskorumpowanego urzędnika czy działacza partyjnego. Dla przykładu Centralna Komisja Kontroli Dyscyplinarnej, instytucja zajmująca się trzymaniem w ryzach aparatu niższego i średniego szczebla, co roku prowadzi ponad 70 tysięcy spraw. Korupcja jest powszechna również na szczytach władzy. W 2011 roku – w epicentrum afery z Bo – „New York Times”opublikował artykuł, z którego wynikało, że krewni ówczesnego premiera Wena Jiabao zgromadzili majątek wart 2,7 miliarda dolarów. A jednak Wen nie poniósł z tego powodu żadnej odpowiedzialności, a Bo został skazany na dożywocie. Czym sobie na to zasłużył?

Choćby bezwzględnością dla swoich wrogów. Już jako burmistrz Dalian cechował się brakiem litości dla konkurentów. Już wtedy mówiło się, że Bo wraz z Gu zorganizowali wypadek samolotowy, w którym zginęło 103 pasażerów, w tym sekretarz partii w regionie, Li Yanfeng. Potem, gdy mianowano go zastępcą sekretarza partii i gubernatorem prowincji Liaoning, jego wojownicza natura zaowocowała starciem z Yang Rongiem, przedsiębiorcą, który jako pierwszy Chińczyk wprowadził swoją firmę na giełdę nowojorską. W efekcie batalii Yang musiał uciekać do Stanów Zjednoczonych. Bo również swoich współpracowników traktował oschle. Był tak wymagający, że jako minister handlu zyskał przydomek „Mao Tse-tung junior”. Choć może po prostu chińscy szefowie traktują swoich podwładnych w ten sam sposób? Pracownicy Liu Zhijuna, osławionego ministra kolejnictwa – tak, ten też padł w wyniku skandalicznej afery korupcyjnej – nazywali go przecież „wielkim skokiem”.

Poza tym Bo wzbudzał podejrzliwość partyjnej wierchuszki stylem uprawiania polityki. Był przebojowym populistą, potrafił porwać tłum i zyskać przychylność prasy, nawet już po aresztowaniu dziennikarze pisali, że partyjne zjazdy bez niego nie są takie same.

A jednak to ten styl, tak niezwykle odmienny od nudnej, wręcz rybiej nijakości prezydenta Hu Jintao, w końcu stał się jedną z ważniejszych przyczyn jego upadku. Bo igrał bowiem z niebezpieczną tradycją, dziedzictwem rewolucji kulturalnej.

A jest to największe tabu w partii, w której jakiekolwiek nawiązanie do komunistycznego utopizmu Mao wzbudza przerażenie. Trauma rewolucji kulturalnej jest bowiem żywa i bolesna. Bo sam zresztą padł jej ofiarą, jego ojciec został uznany za zdrajcę, a sam Bo trafił do obozu pracy na pięć lat. Wcześniej jednak miał ochoczo wstąpić do hunwejbinów, a nawet wyprzeć się ojca i uderzyć go w twarz. Mimo to Bo jako mer Chongqingu zasłynął z kampanii „Czerwona pieśń, uderzenie w czerń”. Jednym z jej składników było… zbiorowe śpiewanie pieśni rewolucyjnych.

Pin i Wenguang mieli więc idealnych bohaterów – skorumpowanych, ale też niejednowymiarowych – świetną historię z wielką polityką i wyuzdanym seksem w tle, a także mnóstwo unikatowego materiału zdobytego z pierwszej ręki. Niestety pośpiech – na napisanie książki mieli zaledwie dziewięć miesięcy – sprawił, że Uderzenie w czerń czyta się miejscami jak wprawkę. Niekiedy szwankuje struktura książki, autorzy powracają do niektórych wydarzeń kilkukrotnie, ale nie wykorzystują tego, by rzucić na nie nowe światło. Poza tym nie ułatwiają osobom nieobeznanym w chińskiej polityce poruszania się w gąszczu nazwisk, pozycji i powiązań. Szkoda, że, nawet kosztem publicystycznego uproszczenia, nie pokusili się o stworzenie wyrazistej osi narracyjnej tej historii, która pomogłaby zrozumieć co, kto i dlaczego. Z drugiej strony być może to, co zrobili, jest uczciwsze: chińska polityka jest przecież skomplikowana jak fizyka nuklearna. I chyba nie ma od tego ucieczki.

Pin Ho i Wenguang Huang, Uderzenie w czerń. Morderstwo, pieniądze i walka o władzę w Chinach, przeł. Dominika Cieśla-Szymańska, Czarne 2015

**Dziennik Opinii nr 83/2015 (867)

Bio

Jakub Bożek

| Publicysta, redaktor w wydawnictwie Czarne
Publicysta, redaktor inicjujący w wydawnictwie Czarne, wcześniej (do sierpnia 2017) redaktor prowadzący w Wydawnictwie Krytyki Politycznej. Absolwent Centrum Kształcenia Międzynarodowego Politechniki Łódzkiej i socjologii na Uniwersytecie Łódzkim. Redagował serwis klimatyczny KP. Otrzymał drugą nagrodę w konkursie w Koalicji Klimatycznej „Media z klimatem!”. Współtworzył Klub Krytyki Politycznej w Łodzi.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.