Ledwo uspokoił się Siarhiej Cichanouski, który po wyjściu z więzienia próbował przez chwilę zbudować niezależną od żony karierę polityczną i narobił zarówno wokół niej, jak i wokół siebie niezłego ambarasu, na białoruską scenę niezależną wkroczyła Maryja Kalesnikawa.
Kalesnikawa to jedna z bohaterek gorącego białoruskiego lata 2020 roku, z wykształcenia i zawodu flecistka i dyrygentka. Wypuszczona z więzienia i wydalona z Białorusi w ramach jednego z wielu „pięknych deali” Trumpa, na wolności uderzyła w tony, które prodemokratyczni Białorusini na emigracji odbierają jako fałszywe.
Zaczęło się już na konferencji prasowej w Ukrainie, dokąd w grudniu wydalono z Białorusi liczną grupę więźniów politycznych. Kalesnikawa poprosiła wtedy o tłumaczenie pytań z ukraińskiego na rosyjski, bo nie mogła ich zrozumieć – osoba znająca język białoruski, nawet biernie, raczej nie miałaby z tym problemu. W trakcie konferencji Kalesnikawej wymsknęły się również wyrazy wdzięczności dla Łukaszenki, który jej zdaniem był jedną ze stron zaangażowanych w jej uwolnienie.
Miesiąc z hakiem po opuszczeniu więzienia Kalesnikawa, której azyl zaproponowały Niemcy, zaczęła polityczną ofensywę. Zaczęło się od wywiadu dla „Financial Times”, w którym wzywała do dialogu z Łukaszenką, zachwalając jego biznesowy zmysł. Ostatnio zaś udzieliła długiego wywiadu Dudziowi, ultrapopularnemu blogerowi, tyle że… rosyjskiemu. Białoruscy dziennikarze odebrali ten fakt, mówiąc delikatnie, jako afront.
Kalesnikawa ponownie zarysowała w nim swoją linię polityczną – bo co jak co, ale gotowość do bycia w polityce deklaruje otwarcie. Ta linia polega na lobbowaniu za zniesieniem sankcji nałożonych na Białoruś i podjęciem negocjacji z reżimem Łukaszenki. Zdaniem Kalesnikawej dyktator ma wyczucie, zależy mu na przyszłości Białorusi, więc można się z nim dogadać, poluzować sankcje, a on w zamian łaskawie zgodzi się na osłabienie represji i wypuszczenie kolejnych więźniów politycznych. A Europa, zamiast izolować Białoruś i pchać ją w łapy Rosji, powinna przeprosić się z satrapą – wszystko w imię dobra ludzi. Bo tym razem na pewno się uda.
Litewski politolog Vytis Jurkonis uważa, że władze Litwy już sondują reakcje społeczne na potencjalną normalizację relacji z Łukaszenką, a Kalesnikawa i jej zespół prowadzą kampanię wśród litewskich polityków zarówno rządu, jak i opozycji, na rzecz zniesienia sankcji. Sprzyja jej fakt, że z Litwą żegna się właśnie Swiatłana Cichanouska, która prezentowała nieprzejednaną postawę wobec reżimu i wielokrotnie ostrzegała przed handlem więźniami politycznymi.
Trudno jednak mieć pretensje do Kalesnikawej za to, że lobbuje zgodnie z linią polityczną swojego dobrodzieja, czyli Donalda Trumpa. To nie przypadek, że intensywne zabiegi w tej sprawie trwają na Litwie. Do tego, zadziałał deal, wokół którego uwija się John Coale, czyli specjalny wysłannik amerykańskiego prezydenta ds. Białorusi, Litwa jest niezbędnym kawałkiem układanki.
Zabójstwo za cenzurę w Rosji
Rosyjskie media niezależne szukają informacji, by potwierdzić zabójstwo, do którego doszło w Moskwie 19 stycznia. Tego dnia 16-letni chłopak o imieniu Artiom miał wejść do siedziby Roskomnadzoru, czyli urzędu odpowiedzialnego za cenzurę w internecie i śmiertelnie ugodzić nożem wysokiego rangą urzędnika Aleksieja Bielajewa. Chłopak miał zostać zatrzymany tuż po zdarzeniu i równie szybko miała zapaść decyzja, by sprawę maksymalnie wyciszyć. Może rosyjskie władze na serio przestraszyły się rewolucji dzieci i młodzieży, odciętych przez cenzurę od swoich ulubionych internetowych serwisów?
Droga Trumpa, czyli TRIPP
Podczas uroczystej ceremonii w Abu Zabi premier Armenii Nikol Paszynian i prezydent Azerbejdżanu Ilham Alijew odebrali Nagrodę Zayeda za Ludzkie Braterstwo. Kapituła nagrody, która nosi imię założyciela Zjednoczonych Emiratów Arabskich Sheikha Zayeda bin Sultana Al Nahyana, doceniła wysiłki obu liderów na rzecz dialogu i pokoju między ich państwami, co przyczynia się do stabilizacji w regionie Południowego Kaukazu. Zarówno z ust Paszyniana, jak i Alijewa padło wiele pięknych słów o współpracy, ale nawet podczas ceremonii można było dostrzec, że to nie jest dialog równych. W końcu to Azerbejdżan wygrał wojnę w 2023 roku, doprowadził do likwidacji Republiki Górskiego Karabachu i przyparł Armenię do muru.
Dla wielu Ormian ta polityka oznacza upokorzenie, ale Paszynian liczy, że historia oceni jego gotowość do normalizacji stosunków z „odwiecznym” wrogiem, co ma wyprowadzić Armenię z izolacji i dać jej nowe szanse rozwojowe (uczciwiej byłoby powiedzieć: jakiekolwiek szanse rozwojowe). W rozmowach pokojowych między państwami, które pozostawały w – jakby się wydawało, nierozwiązywalnym – konflikcie co najmniej od rozpadu ZSRR, mediują Stany Zjednoczone. Jeszcze w sierpniu w Waszyngtonie w obecności Trumpa Paszynian i Alijew uścisnęli sobie dłonie, spełniając marzenie prezydenta USA o godzeniu zwaśnionych państw, tak jakby były dziećmi, które pobiły się w piaskownicy.
Obiektywne trudności, takie jak problem azerbejdżańskiej eksklawy Nachiczewan, oddzielonej od reszty kraju przez terytorium Armenii, ma rozwiązać – nie zgadniecie – biznesowy deal. Powstanie droga, która przetnie armeńskie ziemie, by połączyć tereny azerbejdżańskie. Ta droga zostanie zbudowana z amerykańskim wsparciem i będzie nosić nazwę Trump Route for International Peace and Prosperity, w skrócie TRIPP. Amerykańska firma AECOM, która zajmie się przygotowaniem projektu drogi, już zameldowała się w Erywaniu. A lada dzień do Armenii i Azerbejdżanu uda się J.D. Vance, by doglądnąć interesu.
Dożywocie dla prezydenta Górskiego Karabachu
Dzień po tym, jak Paszynian odbierał nagrodę i wymieniał uprzejmości z Alijewem w Abu Zabi, w Baku sądzono liderów nieuznawanej republiki Górskiego Karabachu (Arcachu), którzy trafili do niewoli w Azerbejdżaie po siłowym zajęciu regionu przez azerbejdżańską armię w 2023 roku. Pięć osób usłyszało wyroki dożywocia, wśród nich były prezydent nieuznawanej republiki Araik Arutiunian, były dowódca armii Górskiego Karabachu Lewon Mnatsakanian, jego zastępca – Dawid Manukian, były przewodniczący karabachskiego parlamentu Dawid Iszhanian i były szef MSZ Dawid Babajan.
Byli prezydenci Arkadij Gukasian i Bako Sahakian zostali skazani na 20 lat pozbawienia wolności. Sąd był łaskawy tylko dlatego, że zgodnie z azerbejdżańskim kodeksem karnym oskarżonym nie można wymierzyć kary dożywotniego więzienia osobie, która w momencie wydania wyroku ma ponad 65 lat.
Przed sądem stanęło jeszcze kilkoro wysokich rangą urzędników nieuznawanej, a obecnie nieistniejącej republiki, którzy otrzymali wyroki od 15 do 19 lat więzienia. Odpowiadali m.in. za terroryzm, ludobójstwo, przestępstwa wojenne.
Dla Ormian to bardzo bolesne wydarzenie. Proces uznają za sfabrykowany i pokazowy. Dla wygranych, czyli Azerbejdżanu, to przedłużenie wojennego triumfu sprzed paru lat.
A Alijew i Paszynian oprócz dyplomu i statuetki dostali po milionie dolarów.






























Komentarze
Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.